Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Zapewne sprawdzenie twoich ludzi odbędzie się u Tavika, więc skierowałeś się do pokoju odpraw koło mostka.Tam już był Tavik wraz z Estelle i Araną Bronk. Cała trójka siedziała z jednej strony ogromnego stołu. Z drugiej Skiff, LeCoreur, Ners i H'kress. W cgwili gdy siadałeś koło nich otworzyły sie drzwi i weszła ostatnia twoja podwładna.- Panno Iliano. 2 minuty i 14 sekund spóźnienia. - rzekła Arana. - To jest niedopuszczalne w przyszłości.Betazoidka chciała coś odpowiedziec, ale Tavik podniósł rękę.- Tym razem możemy jej wybaczyć, prawda? - w odpowiedzi Romulanka skinęła głową.- To wszyscy wyznaczeni do zadania. - powiedziała Estelle i podała szefowi padd z ich danymi. Ten wstał.- Moę prosić państwa o powstanie i ustawienie się w szeregu? - Caitanka lekko prychnęła, ale posłusznie wstała.- Pan John Skiff. Komandos i snajper. - zaczął mówić Tavik. - Wygląd poprawny, zresztą mężczyzn nie zatrudniam z powodu urody. Ma pan świadomosć, że może pan nic przez tę misję nie zrobić i do nikogo nie strzelać?-Cóż takie życie, zresztą misje mają to do siebie, ze nie zawsze idą zgodnie z planem a wtedy wkraczam ja. -odpowiedzial komandos.- I tego od pana oczekujemy. Oficjalnie będzie pan moich ochroniarzem.- Panie Tavik wybralem ich bo sa najlepsi, nie wiem czy to wszystko jest potrzebne. - powiedzial spokojnie O'Connor.- To jest konieczne. - odrzekła za niego Arana. - Wy możecie stracić tylko głowę, my nie tylko nasze, ale też wielu osób pracujących dla nas.Tavik zwrócił się ku kolejnej osobie w szeregu.- Samantha Lecoeur. Włamywacz. - Volkan zaczął się dokładnie jej przyglądać. - Hmmm... Zielony oczi naturalny blond włosów. Bardzo rzadka kombinacja wśród Terran. To bardzo dobrze. Oficjalne niewolnica wykupiona z kopalni od jednego z gulów. Naturalny makijaż i nada się pani do pracy. Zna się pani na klingońskich zabezpieczeniach?- Klingońskich, kardazjańskich, potrafię dostać się wszędzie. - odparła kobieta z nieukrywaną dumą w głosie.- Na pewno będziemy mieli okazję się przekonać. Tylko od komputerów Sojuszu dowiemy się o ochronie kompleksów.Trzecią w kolejności była Caitanka.- Pani H'kress. Zabójczyni. Doskonale. Pani egzotyczna uroda doskonale będzie pasować do oficjalnego zboczenia. Tylko proszę zabijać jak dam znać. Stanowsko: panna do towarzystwa na planecie.- Jennifer Ners. Szpieg. - Tavik popatrzył na Bajorankę. - Tu niestety mamy problem. Po pierwsze Bajoranie służą w Sojuszu, więc nie może pani być moją niewolnicą. Po drugie, proszę nie obrazić, ale jest pani na to za brzydka. Nikt nie uwierzy, że panią kupiłem. Dlatego będzie pani związana z panem Skiffem. Przynależność do rasy, która jest w Sojuszu na pewno ułatwi pani zadanie. Umie pani spokojnie rozmawiać z Kardazjanami? A usiąśc któremuś z nich na kolanach i szepnąć miłe słówko do ucha?- A czy ryby plywaja w wodzie?- zapytala kobieta.- Iliana Wing. Ekspert od przesłuchań. - Tavik zmarszczył czoło. - Tu będzie najgorzej. Sojusz nie lubi telepatycznych ras i zapewne pani o tym wie. Ile obecnie żyje Batazoidów? Kilkaset tysięcy? Klingoni i Krdazjanie boja się was i mówiąc prawdę słusznie. Na pewno nie będą robić problemów z tym, że mama telepatyczna niewolnicę. Ale na powierzchni planety będzie musiała pni nosić urządzenie blokujące pani dodatkowe zdolności. Zgodzi się pani na to czy zostanie pani na orbicie jako wsparcie?- Jeżeli sprawa bedzie wymagala tego, to mogę to nosić, wolalabym jednak nie.- To zrozumiałe, może da sie cos zrobić. Panie Skiff, jest pan wolny. Zaś do pań mam jeszcze kilka rzeczy. Zacznijmy od ubrań. Każda z was musi mieć minimum jedną suknię wieczorową i kilka innych zestawów ubrań. Do tego dodatki typu buty, naszyjniki, spinki, pierścionki i tak dalej. Jeśli nie macie to zgłoście się do okrętowego krawca. Inna wazna rzecza są maniery. Żadnych przekleństw i chamskich odzywek. Wyzywac możecie w myslach to oficjeli Sojuszu musicie się zawsze uśmiechać. Obraza słowna może nas drogo kosztować, ale jak juz kogoś uszkodzicie to nawet ja was nie wyciągnię z tarapatów. Co lepsze nie będę nawet próbować tylko dołożę dowodów ociążających, mówiąć o waszej krnąbności. Najwazniejsza jest akcja, same odpowiadacie za swoje błędy. Jakieś pytania?
Kobiety pokiwały głowami dając znak, że nie mają żadnych pytań. Popatrzyła na mnie, skinąłem im tylko głową-Cóż do wylotu mamy jeszcze trochę czasu, sugeruję aby panie przygotowały się- po chwili kobiety wyszły, a trójka "przesłuchujących" również zabierała się do wyjścia-Panie Tavik jedna rzecz- powiedziałem zatrzymując Vulcana-Słucham--Jedna rzecz, jeśli ktoś wpadnie to ja zrobię wszystko żeby ich odbić. Z waszą pomocą czy bez niej, może mnie mieć za faceta od mokrej roboty, ale chociaż mogę nie mieć za wiele mam swój honor.- powiedziawszy to odwróciłem się na pięcie i uśmiechając się, że udało mi się tej "ekipie" przygadać wyszedłem
- Jak będzie pan chciał odbijać kogoś na planecie z 500 000 żołnierzy Sojuszu to nie będę przeszkadzał, ale i tez nie będę pomagał. - odpwoiedział chłodno Volkan. Widocznie logicznie było poświęceć pionki dla wyników całej gry...
Wyszedłem z okrętu uśmiechając się pod nosem. Niech myślą co chcą, niech robią co chcą. Ja i oni to zupełnie inne światy. Pewnie nie siedzieli nigdy i nie czekali na konkretny cel, nie uciekali przed obławą sojuszu skierowaną przeciwko tobie. Rozmyślałem tak gdy ponownie znalazłem się pod gabinetem der Brik. Zapukałem-Wejść- dobiegło z drugiej strony, wszedłem do środka mając nadzieję, na poznanie jakiś dodatkowych szczegółów
- O pan O'Connor czy raczej McPerson. Nim pan odleci mam takie prywatne pytanko. Zna pan jednego z kapitanów rebelii o nazwisku Armin? Bo ostatnio zaginął, a moją przyjaciółka ma mały problem związany z nim... - uśmiechnęła się w taki spośób, że trzeba będzie podziękować Bogu, że nie jesteś owym Arminem.
"Armin, Armin pierwsze słyszę" pomyślałem. Ciekawe co ten biedny sukinsyn zrobił, ale trochę się naraził, cóż taki pech-Szczerze powiedziawszy, nie znam go, Armin mi zupełnie nic nie mówi- powiedziałem. Po chwili uśmiechnąłem się -Oczywiście skoro ma pani jakąś prywatną prośbę to mogę go poszukać czy coś ... oczywiście rozumiem, że sam też coś z tego będę miał- mówiąc to uśmiechnąłem się szeroko i mrugnąłem okiem, chcąc zobaczyć jej reakcje na takie spoufalanie się.
- Jeśli uda się panu go złapać to proszę zgłosić się do Marie LeBlanc, będącej obecnie w 8 miesiącu ciąży. Oto przestępstwo Armina. Marie z pewnością dużo da za niego. - również mrugnęła do ceibie porozumiewawczo okiem. - Coś jeszcze czy mam pobłogosławić całą ekipę przed wylotem?
Uśmiechnąłem się i popatrzyłem na der Brik-Wydaje mi się, że można pobłogosławić misję i nie tracąc czasu wyruszyć na nią- wstałem i kiedy udawałem się do wyjścia mruknąłem cicho: -I do tego zostałem swatem- zastanawiałem się co zrobić przez pozostały do odlotu czas. Nie miałem żadnych konkretnych planów, w tym momencie brzuch mi zaczął burczeć. Przypomniałem sobie, że od rana nie miałem czasu nic zjeść. Spokojnym krokiem ruszyłem do mesy. Zająłem tutaj "swoje" miejsce i zamówiłem śniadanie.Zjadłem je nie spiesząc się, do tego wypiłem herbatę. Kiedy zaspokoiłem swój głód oparłem się na krześle. Do odlotu pozostawało jeszcze koło półtorej godziny. Podniosłem się powoli i niespiesznie wyszedłem. Po drodze wszedłem na Dreadnoughta. Był cały czas remontowany. W swojej kwaterze odrzuciłem materac i wyjąłem pewną zakurzoną butelkę. Napis na niej głosił: Chateau Lynch Bages 2175. Schowałem ją głęboko za pazuchę. Była to ostatnia butelka z 10, które znalazłem na pewnym okręcie Sojuszu, a których właściciel by już nie potrzebował. Otwierałem je po każdej udanej akcji, którą dowodziłem, więc potrzebowałem tej butelki. Tęsknie spojrzałem na swoją kwaterę i wyszedłem.Resztę czasu spędziłem bawiąc się swoim nożem: rzucając, czyszcząc, ostrząc. W końcu nadszedł czas odlotu, wszedłem na pokład.
Czekałeś na odlot stojąc tuż przy śluzie. Na chwie przed odlotem ukazała się biegnąca postać Wing, która prawie spóźniła się. Zdyszana wbiegła na pokład.- Co ten Tavik tak się śpieszy... - mruknęła, kiwnęła ci głową i pomaszerowała ku swej kwaterze.Transportowiec powoli kierował się ku otwartym wrotom. Był o wiele grubszy niż Defianty i Raidery, więc sternik musiał uważać. Po minucie statek opuścił tajną baze rebeliantów i w impulsowej zaczął zmierzać ku granicy burz jonowych.
Siedziałem na fotelu i obserwowałem manewry pilota. No cóż bardziej rzucałem okiem znad lektury książki z 20 wieku. Nazywała się "Komandosi z Nawarony", dość ciekawy temat. Zagłębiłem się w fabułę i w ten sposób minęły mi 3 godziny.-Wychodzimy z obszaru burz plazmowych- zameldował pilot. Odruchowo podniosłem wzrok i chciałem wydać rozkaz, dopiero po chwili zorientowałem się, że to przecież nie mój okręt. Siedziałem cicho gdy Tavik nakazał wejście w Warp z kursem na Rogel. Nagle zrobiło mi się jakoś dziwnie. Podniosłem się i opuściłem mostek, jakoś nie mogłem siedzieć tam bezczynnie. =Holodeck=Jeden z Cardasian postrzelił Wing w nogę. Ta upadła na podłogę. Skiff wyskoczył z swojego ukrycia i posłał długą serię zmuszając ich do cofnięcia się. Złapał betazoidkę i zaczął ją odciągać. Niestety w tym momencie za zakrętu wyskoczyło kolejnych 4 żołnierzy sojuszu i trafili oboje. Symulacja zakończyła się. Popatrzyłem na swoich "ludzi"-Nieźle, nieźle wszyscy nie żyjecie--Ale misję wykonaliśmy- powiedział Skiff-Prawdopodobnie, bomba wybuchła by jak już nie żyliście o ile jej nie rozbroili--Kiedy podnieśli alarm nie było szans aby jej wykonać- powiedziała Ners-Tak i to czegoś nas uczy--Czego?- zapytała H'Kress-Lepiej żeby nas nie odkryli. Jesteście wolni powtórzymy jeszcze symulację wieczorem no i będziemy ćwiczyć do czasu przylotu na Rogel. Teraz można chyba coś zjeść- wyłączyłem holodeck i ruszyłem wraz z innymi do mesy. Zjadłem obiad siedząc w kącie i kontynuując lekturę. Minęło 7 godzin od czasu wylotu z bazy. Wszyscy rozeszli się już do swoich zajęć a ja wróciłem do Holodecku sprawdzić pewną rzecz=Holodeck 19:00, 9 godzin od wylotu=Wyskoczyłem za przewróconego wozu i nacisnąłem spust karabinu zdejmując paru "Niemców" ta symulacja II Wojny Światowej, była całkiem niezła. Nagle symulacja zafalowała i się zakończyła. Cholera jasna znów ktoś mnie zabił! Ciekawe kto tym razem. Odwróciłem się do tyłu i zobaczyłem H'Kress. Uśmiechała się-Wiedziałam, że cię tu znajdę--No cóż czyli całkiem nieźle mnie znasz- Caitanka podeszła bliżej i zarzuciła mi rękę na szyję, zdjąłem ją delikatnie-Czyżbyś tak cenił swoją legendę?--Czyżbyś była zazdrosna o Estelle?--Zazdrosna? Nie jesteśmy już razem i szczerze powiedziawszy nie mam być o co zazdrosna - powiedziała dość szybko, uśmiechnąłem się.-To dobrze, bo szczerze powiedziawszy Estelle jest całkiem atrakcyjna, jak myślisz czy taki facet jak ja i taka kobieta jak ona ...--Nie- odpowiedziała i odwróciła się na pięcie szybko wychodząc. Uśmiechnąłem się lekko, lubiłem się z nią droczyć kiedy byliśmy razem i chyba nadal mi to pozostało. Znów uruchomiłem swój program=Pokój Estelle 23:00, 12 godzin po wylocie=Wszedłem cicho do pokoju Estelle spała. No cóż ... umyłem się w łazience. Jakoś udawało mi się nie spotykać dziś tej kobiety, to nawet dobrze może tym sposobem podróż będzie przyjemniejsza. Za sukces uznałem nie spotkanie jej na kolacji, dwie godzinki temu. Szczęście chyba mi dopisywało, położyłem się na łóżku, rozważając przed snem możliwość spania na podłodze. Jednak trudno było by zrezygnować z tak wygodnego łóżka. Zasnąłem...
Gdy następnego dnia obudziłeś się, Estelle już nie było w pokoju. Gdy zmierzałeś do mesy spotkałeś Tavika.- Witam. - skłonił się. - Gdy pan spał mieliśmy pierwsze spotkanie z patrolem Sojuszu. Na razie poszło gładko, ale im bliżej Rogel tym będzie trudniej. Na pewno parę razy przeszukają okręt. I dlatego mieszka pan z Estelle, a Skiff z Ners. Po śniadaniu odwiedzę naszą Caitankę by w razie czego znaleźli ślady mojej obecności w kwaterze. W końcu jest moją niewolnicą, prawda? Jak idą ćwiczenia w holodeku?
Uśmiechnąłem się lekko-Jak pan odwiedzi H'Kress to radzę uważać, wczoraj była w kiepskim humorze, lepiej jej wtedy nie denerwować ... chociaż czasami jest to zabawne, jeżeli lubi pan ryzyko- na widok pytającej miny Tavika uśmiechnąłem się szerzej -przekona się pan, że ma charakterek--Naprawdę- powiedział Vulcanin-A co do ćwiczeń, to jak na razie prowadzę je dwa razy dziennie po parę godzin. Są wyszkoleni, ale muszą nauczyć się pracować razem, zresztą ja też muszę ich poznać- -Cóż panie O'Connor, nie będę dłużej pana zatrzymywał- mówiąc to Vulcanin ruszył dalej-Powodzenia- rzuciłem mu i ruszyłem zjeść śniadanie i potem do holodecku na kolejne ćwiczenia.
W holodeku Skiff bawił się w snajpera, zaś reszta drużyna próbowała przeżyć. Niezbyt dobrze im to wychodziło.Nagle otworzyły się drzwi i weszła piątka gości.- Aranę już znacie. - rzekła Estelle pokazując na Romulankę. - To Lira Frama, mechanik, Weenedth, oficjalna niewolnica i Skr'tan'ret'hat, w skrócie Tanreth, lekarz. Macie ochotę na mały sparing?- Proszę się nie obawiać. - rzekł Andorianin. - Z chęcią pomogę rannym... paniom.
Uśmiechnąłem się lekko połowa tej grupy wyglądała na takich co to nie wiedzą, z której strony złapać fazer a z resztą powinniśmy sobie poradzić szybko.-No cóż skoro macie ochotę dostać łupnia to nie będę was od tego odwodził- powiedziałem z zadowoleniem w głosie. To będzie na pewno lepsze ćwiczenie a poza tym będzie można się trochę zabawić. -Macie na myśli jakieś specjalny scenariusz czy po prostu zwykłe, proste, staroświeckie wyżynanie się?- zapytanie to skierowałem do całej grupy. Uśmiechnąłem się na myśl o tym, że będę mógł przytrzeć Estelle noska, zatarłem ręce i obserwowałem ich reakcje
- Jaki bojowy. - mruknęła gornyjka.- A mi powiedział, że nie umie kłamać. - zaśmiała się Lira. - Zobaczymy czy umie porządnie strzelać.- Spokój dziewczęta. - Estelle zaczęła wpisywać komendy. - Jak jesteś taki pozer to ja wybieram środowisko. Uszkodzony niszczyciel klasy Galor. Część załogi przeżyła i będzie wspólnym wrogiem obu grup. Dozwolona broń: karabin, dezruptor, nóż i trikorder na jedną osobę plus znaleziska na statku. Żadnych dezinteratorów czy granatników. Broń nie będzie zabijać, ale wywoływac porażenie nerwów imitujące rany. Zabity jest przenoszony do pomieszczenia ochrony pokład niżej, a program generuje ciało. Gra trwa do poddania się jednej strony lub straty zawodników. Każda grupa tworzy 3 dwuosobowe zespoły, rozpoczynające grę na różnych pokładach. Potem zespoły mogą się połączyć w jeden. Jakieś propozycje?
