Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
-Tak, to może być naprawdę ciekawe, chociaż sam uczestniczyłem w rozwalaniu wielu hideki - uśmiechnąłem się - ale chętnie usłyszę, przynajmniej zabije to w jakiś sposób nudę ...
- Lecielismy na Kardazje Prime z jakimis antykami dla kilku jagulów. Na granicy z Badlands zatrzymał nas pojedynczy Hideki. Dowodzący kel był naprawde pyskaty i nic sobie nie robił ze statusu Tavika. Ten znosił jego bezcelnośc, do czasu gdy został nazwany "śmierdzącym terrańskim szczurem". No i kel dostał za swoje. Tavik rozwalił silniki Hideki, a potem powoli kroił go na części. Zniszczył wszystko i poleciał dalej. Po godzinie spotkali nastepny patrol, który juz iwdział o zniszczeniu patrolowca. Na ich pytania odpowiedział lodowato, że to na pewno rebelianci. No i ci głupcy zaczeli ich szukać, nie wiedząc, że rebelianci właśnie z nimi gadali.
Wybuchnąłem śmiechem, może i historia jakoś bardzo śmieszna nie była, ale przypominała przyjemniejsze czasy ... i pozwalała nie myśleć o nadchodzącej misji. Skończyłem się śmiać i popatrzyłem na Estelle -Zadziwiasz mnie ... na początku miałem wielką ochotę cię zabić, ale teraz coraz bardziej zaczynam ciebie lubić, wesołe żołnierskie historie, ale wychodzi na to, że ja za takie ładne opowiadanie nie mam się czym odwdzięczyć - zrobiłem lekko zakłopotaną minę jednocześnie uśmiechając się lekko
- Zawsze mozesz opowiedzieć jakąś ze swoich histori z czasów, gdy walczyłeś z Sojuszem będąc oficerem na okręcie.
-Cóż, nie są to raczej wesołe historie, chociaż ... mogę ci opowiedzieć jak byłem pierwszym oficerem na SS Belfast. Kapitanem był Adrian Hall ... pochodził z tych samych stron co ja, niesamowity facet odważny i rozważny. W każdym razie nosił długie włosy, a naszym szefem maszynowni był facet, którego wszyscy zwali zgrywus. I wyobraź sobie, że kiedyś Hall upił się w trupa i "zgrywus" obciął go na łyso. Na następny dzień Hall robi zbiórkę wszystkich starszych oficerów,jest w czapce, stoi twardo, dopóki szef nie podbiega i nie zrywa mu tej czapki ... ale później była jatka, jeszcze tego samego dnia, spotkaliśmy samotnego Galora, waliliśmy do niego nawet kiedy rozleciał się na kawałki, kapitan był taki wściekły - opowiadając tę historię, zaśmiewałem się co chwila ze wspomnień ... kiedy skończyłem odetchnąłem głęboko i popatrzyłem w podłogę "stare dobre czasy, starzy kompanii, którzy w większości nie żyją ... moi towarzysze broni, które nigdy mnie nie opuścili" Już mniej wesoło dodałem -Belfast był dobrym okrętem i wiąże się z nim wiele wspomnień ... sporo na nim zostawiłem - "nie tylko swoje oko, dodałem w myślach"
- Straciliśmy dużo w tej walce, ale na pewno wygramy. - brzmiało to jak slogan, ale w jej ustach to był prawie dogmat. - Znasz jeszcze jakies fajne historie? Bo jak opowiem ci o Mateuszu von Caep, dowódcy jednej ze stacji na orbicie Ziemi i pupilku Beregha, zarządcy Ameryki Południowej. Otóż ten Caep ma dość specyficzne upodobania - lubi rude kobiety, po prostu traci logikę ja je widzi. Tavik dostarczył mu jedną dziewczynę. Nazywała się chyba Nell Rawlinson. Jak facet zajmował się podbijaniem jej serca to ze stacji poleciał transport skażonego jedzenia z Q'onos. Były to jakies robaczki i nim lekarze zrozumieli co się stało to szpitale były pełne wymiotujących Klingonów. To wykorzystali nasi ludzie i poszło z dymem parę koszar oraz port kosmiczny w Londynie. Jedyny minus był taki, że naszemu rudzielecowi tak spodobał się Caep, że została z nim. Dobrze, że nic nie wiedziała o naszej działalności, inaczej byłoby krucho.
Uśmiechnąłem się -Stara dobra Ziemia, mam nadzieję, że kiedyś stanę w swoim Belfaście, a miasto będzie wolne .. a wtedy będzie picie za wszystkie czasy ... czekam na wygraną a jednocześnie obawiam się jej, bo co ja zrobię jak nie będzie walk? Chociaż pewnie zawsze znajdzie się robota dla takich jak ja ... co do tego von Caepa, takich najbardziej nie lubię ... sprzedawczyków, ale jeżeli ta Rawlison była choć w połowie tak piękna jak ty Estelle to nie dziwie się, że facet stracił głowę- uśmiechnąłem się lekko, dalej opierając się o ścianę po czym tym samym tonem głosu dodałem -A chciała byś usłyszeć, jak jedna moja była latała za mną z mieczem samurajskim ?-
- Dzięki, ale ten Caep patrzył na mnie jak na powietrze... Mówisz z mieczem? Myślałam, że H'kress wystarczą tylko pazury.
-Gdyby to była H'Kress to już bym nie żył. Ona była lekarzem na Belfaście ... cóż chyba zbyt dobrze nie przyjęła naszego rozstania ... do dziś się zastanawiam skąd wytrzasnęła ten miecz, ale wpadła na mostek wściekła, no i tu popełniłem pierwszy błąd bo chciałem ją uspokoić, jak machnęła mieczem to ledwo odskoczyłem i lekko mnie tylko zraniła w rękę. Drugi błąd to była próba sięgnięcia po fazer, kobieta celowała w moją głową, w ostatnim momencie zorientowałem co się dzieje i szarpnąłem się w bok, ale tym razem trafiła mocno, obcięła mi ucho ... w tym czasie już ją obezwładnili, ale ona była jedyną panią doktor i do czasu powrotu do bazy nic nie słyszałem na prawe ucho ... sklonowali mi je dopiero w bazie i teraz wszystko się świetnie trzyma ... pani doktor zrobiła naprawdę czyste cięcie, oczywiście z okrętu wyleciała z hukiem i do dziś nie wiem co się z nią dzieję, nie żebym chciał wiedzieć, tak naprawdę nawet nie wiem co ją tak mogło rozjuszyć - uśmiechnąłem się -Zawsze mnie pociągały niebezpieczne kobiety
- A później cierpiałeś. Słyszałam, że bardzo ci sie podoba der Brik, prawda?
-Jest ładna, ale ten jej charakterek ... zabójczy. Poza tym kobieta zdecydowanie nie była by mną zainteresowana, a jeżeli nawet to nie spieszy mi się umierać, a podejrzewam, że jakiekolwiek związki z der Brik szybko by do tego doprowadziły. Jedna mi obcięła ucho, ale ona by zapewne na tym nie poprzestała - odpowiedziałem po chwili wahania po czym popatrzyłem na Estelle -Nie myślałem, że będzie cię interesował mój życiorys ... a tak swoją drogą ciekawe jaki okręt na mnie czeka- uśmiechnąłem się lekko
- Przeciez mówiłeś, że lubisz niebezpieczne kobiety. Ona jest bardzo niebezpieczna, ale poznaj jej przyjaciółkę, Marie Leblanc. Ta jest diabłem w anielskiej skórze. I co najlepsze jest w ciąży, a kochaś uciekł. Słyszałam, że złapie go nawet jak ucieknie do Gawrona pod pierzynkę. - słysząc twoje słowa na temat okrętu, odpowiedziała. - Zapewne jakąś przerobiona łajbę typu patrolowiec czy fregatę. Masz za małe doświadczenie w dowodzeniu by przejąć większą jednostkę, ale zadowolony Tavik otwiera wiele drzwi.
-Cóż w takim razie Tavik musi być zadowolony ... co do niebezpiecznych kobiet, lubię mieć też możliwość ucieczki, a od der Brik mógł by być problem ... chociaż kto wie? W końcu Duncan O'Connor jest jedyny w swoim rodzaju - zaśmiałem się po czym kontynuowałem -No, ale nie ważne. Ciekawi mnie, kto jest szczęśliwcem, który zrobił brzuch pół romulance, jeżeli jest tak niebezpieczna jak mówisz to ma on przerąbane na całej linii - na chwilę przerwałem -Ale właściwie dlaczego pytałaś się czy podoba mi się der Brik?- jednocześnie kiedy zadawałem to pytanie podszedłem do replikatora -Gitara akustyczna- powiedziałem i kiedy tylko instrument pojawił się wziąłem go i słuchając odpowiedzi Estelle zacząłem ją stroić. Po chwili uznałem, że jest idealnie nastrojona. Poczekałem chwilę i uśmiechnąłem się do mej towarzyszki-Chcesz żebym ci coś zagrał? Nie jestem w tym najlepszy ... powiedzmy, że akurat na spotkanie przy ognisku i butelce dobrego irlandzkiego piwa, czy najlepszej irlandzkiej whiskey, ale mamy czas mogę coś zagrać i zaśpiewać ... zresztą moje śpiewanie słyszałaś jak siedziałem w holo-celi - uśmiechnąłem się do niej oczekując odpowiedzi
- Nazywa się John "Arrim" Armin i 2 tygodnie temu ulotnił się definitywnie. LeBlanc zawsze była wybuchową kobietą, ale w ciąży to nawet Klingoni by się chowali po kątach. Teraz myśli tylko o jednym - wyrwaniu i spożyciu na surowo serca tego biedaka. - Dlaczego pytałam? Bo dowiedziałam się, że na stacji robiłeś wszystko co kazała jak mały sterowany robocik. A mężczyźni chodzą tak tylko wtedy gdy mają jakiś cel.- Z chęcią zagraj, ja wyreplikuje trochę piwa. Może nie będzie irlandzkie, ale też dobrze robi... - mówiąc to wpisała kilka komend i po chwili pojawiły się 2 kufle. - Może nie naturalne, ale też dobre.
Wziąłem od niej kufel i upiłem łyk -Może tak na rozgrzewkę- dotknąłem strun gitary i lekko zacząłem grać ... piosenka nazywa się "When Irish Eyes Are Smiling". Dźwięk gitary zaczął wypełniać pomieszczenie a ja zacząłem śpiewać patrząc na Estelle "When Irish eyes are smiling/Sure it's like a morning spring./In the lilt of Irish laughter,/You can hear the angels sing[...] There's a tear in your eye, and I'm wondering why,For it never should be there at all. [...]" Powoli skończyłem śpiewać i grać patrząc cały czas na Estelle, podniosłem kufel -Coś weselszego. Znów zacząłem "szarpać druty" gitary grając "Rifles of the IRA". Piosenka opowiadająca o Powstaniu Wielkanocnym w Irlandii w XX wieku. Kiedy skończyłem dopiłem resztę piwa, po czym uśmiechnąłem się szeroko do Estelle -A tą chcę zadedykować specjalnie tobie, nazywa się "My Wild Irish Rose"- Grałem i śpiewałem "My wild Irish Rose,/The sweetest flow'r that grows,/You may search ev'rywhere/But none can compare/With my wild Irish Rose.[...]Her glances are shy whene'er I pass by/The bower, where my true love grows;/And my one wish has been that some day I may win/The heart of my wild Irish Rose." Skończyłem grać i podniosłem kufel, który był pusty, ale to nie było aż tak ważne, mogłem spokojnie siedzieć i obserwować reakcję Estelle.
