Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
-Skręcajmy Ners, skręcajmy ... to pułapka tędy się nie przebijemy, musimy bardzo uważać ... czas najwyższy abyśmy zniknęli- powiedziałem jej i zacząłem jednocześnie rozglądać się za jakąś kryjówką, osłoną czy miejscem, w którym można było by się przebić
Niestey staliście na otwartej przestrzeni, a najbliższe kryjówki były przed wami i czekali tam Klingoni.- Ha ha ha ha!!! - odezwał się tubalny głos. - Jacy pocieszni zamachowcy. W ogóle jak udało się wam uciec?
Zacząłem się rozglądać szukając właściciela owego głosu, jednocześnie szepnąłem do Ners-Miejmy nadzieję, że nasi nas wyciągną- potem popatrzyłem w górę-Naprawdę interesuje cię nasza historia? Może byś się pokazał, porozmawiamy twarzą w twarz?- krzyknąłem
- Myślisz, że boje się ciebie, człowieczki? - z uliczki wyszedł wysoki Klingon. Jego włosy były posiwiałe. Jeden rzut oka utwierdził cię w przekonaniu, że to generał, którego miałeś zabić.
Złapałem mocniej broń chociaż wiedziałem, że gdybym strzelił Klingoni załatwili by nas szybko, chyba, że gdzieś zaraz pojawili się nasi ... nie wiedziałem co dokładnie zakończy program, czy zabici tego Generała wystarczy? Czy pociągnie to za sobą naszą śmierć ... przygotowałem się do strzału, jednocześnie chcąc przytrzymać Generała jak najdłużej, może da naszym to czas ... ostatecznie go zastrzelę -Więc to ty jesteś dyrektorem tego hotelu, w którym spędziliśmy noc? Muszę powiedzieć, że żarcie było okropne, ale za to obsługa solidnie wykonywała swoje obowiązki- moja ręka zacisnęła się na dizruptorze ... no chodź bliżej, podejdź, nie zostaw mi wyboru ... zginiesz
- No, śmiało, strzelaj. - zaśmiał sie Klingon. - Dalej. Zrób to! W końcu jestem tylko programem. Co mi z tego, że umrę, skoro skłdam się z fotonów? Coś tak zdziwony? Nasz wspólny przyjaciel, ten co nie lubi Tavika dał mi świadomość. Nie jestem już głupim holoprogramem do zabicia w ramach ćwiczeń. Jestem świadomą istotą. Strzel, a wszyscy zginą. Przecież protokoły nie działają, prawda?
-Dogadajmy się ... nasz przyjaciel popełnił błąd dając ci świadomość. Zdajesz sobie sprawę, że jeżeli nas zabijesz wszystkich, program zakończy się a ty przestaniesz istnieć ... jeżeli ja strzelę również przestaniesz istnieć a my zginiemy. Sytuacja wydaje się patowa ... jednakże jest sposób, jeżeli zakończymy działanie programu ty możesz żyć dalej ... będziesz dalej istniał, byłeś tylko głupim programem, a teraz myślisz, czy życie nie jest warte dogadania się? wypuść nas ... pozwól nam zakończyć program, a pomożemy ci, żebyś mógł dalej żyć ... znajdziemy sposób, że będziesz mógł to opuścić - mówiąc to pokazałem na otaczający nas dookoła świat-Co ty na to?-
- To nęcąca perspektywa, ale niestety mam inne dyspozycje. Moim priorytetem jest was zabić, w dowolny sposoób. Więc się nie dogadamy. Rzuć broń, bo pierwszy padnie Treneth.
-Mówisz, że masz wolną wolę a jednakże chcesz zrobić coś co ci zaszkodzi? Popatrz na to z mojej perspektywy? Co mnie powstrzymuje skoro i tak masz nas zabić, zabije ciebie i za chwilę zginę ... a może i nie? Rzucę broń a ty nas będziesz torturował i zginiemy, a ty przeżyjesz .... gdzie w tym logika? Posłuchaj mnie, możesz teraz zrobić wszystko, nie musisz słuchać tych dyspozycji, co one ci dadzą? Jeżeli nas zabijesz zginiesz ... możemy się nadal dogadać - zacisnąłem mocniej rękę na broni i zacząłem się przygotowywać do zastrzelenia go, gdyby próbował zabić doktorka-Nie pozwolę ci zabić nikogo z tych ludzi -
- Ojej, jakie z ciebie Waleczne Serce. A, przepraszam to był Szkot. Chciaż teraz jestem Szkotem. Poddasz się, bo istnieje szansa, że uratuje ciebie H'kress albo Tavik złapie szpiega i wyłączy program. I dlatego się poddasz, prawda?
-Zróbmy taką umowę pozwolisz odejść Ners i Tenrethowi ... nie zależy ci na nich, a jak zresztą widzisz z doktorkiem nie jest najlepiej ... zresztą oni nie są taki ważni. Masz swój priorytet i chcesz mieć swoją przyjemność, wypuść ich, zobaczę, że oni odeszli nie zatrzymywani, a poddam się i będziesz mógł ze mną zrobić co tam wymyślisz ... podejrzewam, że twoje banki pamięci działają dobrze, co powiesz na powieszenie za żebro, mało przyjemne a i umiera się długo, chyba, że wolisz bardziej klasyczne metody? Powieszenie, odcięcie i poćwiartowanie? Rozerwanie przez konie? A może znajdziesz jakieś zwierze i przewleczesz mnie przez całe miasto, na pewno sprawi ci to przyjemność. Wypuść moich ludzi. Mówisz o Walecznym Sercu, a po co by ci byli jego żołnierze- Mówiłem tak ponieważ miałem nadzieję, że się zgodzi i przynajmniej Ners i doktorek będą wolni, a jak odejdą, będą mogli odnaleźć naszych i mnie uratować. Jeżeli miał usposobienie sadystyczne na pewno będzie chciał się ze mną "zabawić" i popatrzeć jak cierpię, będę spokojniejszy wiedząc, że moi ludzie tego nie przechodzą. Chciałem brzmieć spokojnie, chociaż trochę się bałem, gdyby gdzieś pojawili się nasi i nas wyciągnęli.
- A co bys powiedział na walkę o ich życie? Oczywiście kostkę wykurujemy. Moi ludzie lubią widowiska, a twój pojedynek z jednym z Kardazjan, na marginesie ostatnim, bo reszta nie żyje, na pewno ich rozgrzeje. Jak wygrasz to będą wolny, jak nie to zginą wraz z tobą. Bo ty tak czy siak dziś umrzesz.
-Dobrze, ale dasz słowo honoru, że jeżeli z nim wygram to wypuścisz moich ludzi ... - cholera jasna ten scenariusz zaczynał coraz bardziej przypominać 13 Wojownika. Przynajmniej jeżeli wygram to Ners i doktor będą bezpieczni i będą mogli powiadomić pozostałych ... poza tym pojedynek kupował nam dodatkowy czas. -Więc wykurujcie moją nogę i zacznijmy igrzyska ...-
- Obiecuje. - odpowiedział generał.Jeden z Klingonów zajął się twoją nogą. Krótki zabieg i była jak nowa (zresztą do tej pory wyglądała norlanie, tylko program zmuszał nerwy do wysyłania informacji o uszkodzeniach).Wojownicy utworzli krąg, w środku którego stanąłeś ty i Kardazjanin. Pamiętałeś go, to jemu rozwaliłeś nos. Obaj dostaliście do wyboru broń biała.Słońce oświetlało cały plac, gdy rozpoczął sie pojedynek.
Wybrałem szable oraz nóż. Tak uzbrojony przygotowałem się na pojedynek, zastanowiła mnie sprawa nogi, przy wyłączonych protokołach bezpieczeństwa powinna być faktycznie złamana. Z drugiej strony w innym przypadku działanie Tavika, było by kompletnie bez sensu. Nie miałem jednak czasu zbyt długo się nad tym zastanawiać. Rozpoczął się pojedynek.Uśmiechnąłem się zajadle do mojego znajomego i zacząłem go obchodzić dookoła. Obserwowałem uważnie starając się zauważyć jakąś jego słabość. Czekałem aż zaatakuje pierwszy. Niech tylko zacznie biec, a rzucę w niego nożem i spróbuje załatwić szablą .... Wiedziałem, że muszę jednak uważać, nie mógł być słaby, jeden mój błąd i moi ludzie zginą ...
