Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
- A tak na dobry początek. Co teraz? Zmykamy? Pewnie zaraz wrócą...
-Jasne, wynosimy się tylko po cichu kotku- mówiąc to uśmiechnąłem się szeroko i dałem jej znak, żeby szła za mną ... postanowiłem jak najciszej wymknąć się z więzienia.
Drzwi otworzyły się bezszelestnie. Kostka bolała, ale mogłes iść. Posuwałeś się powoli przy zewnętrznej ścianie. Kawałek krzesła dawał złudzenie broni.O dziwo więzienie było puste. Żadnego personelu, czy więźniów. Czyżby nie było tu nikogo oprócz kastowców?Minąłeś zakręt i staneliście twarzą w twarz z Kardazjaninem co was złapał. Niósł na ramieniu Trenetha. Na wasz widok rzucił bezwładne ciało na podłogę i wyjął swe noże.- Tym razem was poszlachtam. - rzekł i ruszył.
Stanąłem przed Jenn zasłaniając ją sobą i rzuciłem-Ners cofamy się - wystawiłem swoją improwizowaną broń przed siebie jak by mogła mnie ochronić i powoli zaczęliśmy się cofać.
Cofaliście sie powoli, a on postępował za wami. Wiedział, że ma przytłaczającą przewagę.- Ty będziesz pierwszy. - uśmiechnął się i podniósł rękę. Już miała zaatakoważ, ale nagle jego ręka spłonęła. Ze zdziwieniem spojrzał na poczerniały kilku. Drugi strzał w plecy zakończył jego holograficzny żywot.- Nawet uciec nie potraficie. - odezwał sie martwy kucharz. - Co się gapicie? Zależy mi na swoich ludziach...
Popatrzyłem na niego i kiwnąłem głową-Cholera jasna Tavik wiszę ci jedną przysługę- powiedziałem w końcu i uśmiechnąłem się, nie podobało mi się to za bardzo ... ale cóż. Podszedłem do martwego Cardasianina i zabrałem mu broń-Jenn sprawdź co z doktorkiem, wynosimy się stąd za nim przybędą kolejni ... Tavik jak sytuacja na okręcie?-
Wzbogaciłes ię o dwa noże, malutki dezruptor, zestaw różnego rodzaju fiolek z jakimś płynem.Treneth był nieprzytomny i nawet porządny strzał w twarz go nie ocucił.- Mam trzech podejrzanych. Moi ludzie ich śledzą. Zobaczymy kto z nich zrobi fałszywy krok. A wtedy...
Podałem dezruptor Jenn-Masz to dla ciebie potraktuj to jako prezent - mówiąc to uśmiechnąłem się sam biorąc noże-Tavik facet wie o tobie, bądź ostrożny ... i jeżeli było by to możliwe zostaw go mnie- po czym podniosłem Tenretha i zacząłem iść-Idziemy Jenn, czas na nas- ruszyłem do wyjścia
- Kto wie? Prgram? Wisi mi to. A zdrajac będzie nasz nim skończymy tą symulację.Niesienie doktora było dość dużym problemem, ból kostki zmienił się w denerwujące szarpanie. Minęliście kilka zakrętów i zamkniętych drzwi. Nagle zawył alarm.- Uwaga. Uwaga. Ucieczka więźniów. Program ochronny uruchomiony.
Zacisnąłem zęby i mimo, że czułem, że z nogą jest coś nie tak, nie chciałem dać tego po sobie poznać ... wyprowadzę tych ludzi, chodź bym miał iść na rękach. Zawsze podążając i postępując zgodnie z zasadą mojego pierwszego kapitana ... "Jeżeli nie możesz już dłużej iść, czołgaj się ... a kiedy nie możesz już tego robić ... znajdź kogoś kto cię poniesie" Popatrzyłem na Ners-To nie może być dobre, musimy uważać ... Ners jeżeli by musiało do tego dojść biegnijmy - wiedziałem, że nie dam rady pobiec za długo samo chodzenie sprawiało mi ból, ale jeżeli bajoranka pobiegnie ma szansę się uratować - I żadnych heroicznych czynów, nikt dzisiaj nie zginie ... jasne?-
Dotarliście do zamkniętych drzwi.- Sam projektowałem ten system. - spokojnie rzekł Tavik/kucharz i wpisał kod w konsolę. Droga znów była otwarta. - Radze się pośpieszyć. Chyba znaleźli zabójcę. - rzeczywiście z tyłu dobiegły gniewine krzyki.Mineliście kolejne drzwi. Każde z nich otwierał Tavik.- Za tymi będzie wyjście. Pośpieszcie się. - w tej samej chwili poczułes nieprzyjemne chrupnięcie w kostce. Ból sparaliżował całą nogę. Straciłeś rónowagę i runąłeś jak długi na Trenetha, który zamortyzował upadek.- Ruszaj się. - warknął Volkan w ciele człowieka. - Spadajcie stąd, ja zajme się Kardachami. Jestem poza programem i nic mi nie zrobią. - pognał w kierunku stąd mieli nadejść ścigający.
Podniosłem się na rękach i stoczyłem z lekarza, opierając się plecami o ścianę. Popatrzyłem na kostkę ... wiedziałem co oznaczało to chrupnięcie i co oznaczał ten ból ... więcej już nie pójdę, miałem złamaną nogę. Popatrzyłem na Ners i uśmiechnąłem się wymuszenie nerwowo ... czyżby mój kres miał nadejść w głupim programie? Co za pech ...-Ners nie dam rady musisz wziąść Tenretha i przenieś go uciekać- dałem jej noże a sam wziąłem od niej dizruptor. Patrzyła cały czas na mnie, a ja spróbowałem wstać, jednakże gdy tylko dotknąłem nogą podłogi krzyknąłem i znów upadłem.-Na co czekasz weź Tenretha ... - sam zacząłem się wyczołgiwać za drzwi, żeby znaleźć lepszą pozycję ... chciałem znów spróbować wstać
Z głębi pomieszczeń zaczęły dobiegać strzały.- Wstawaj głupcze i przytzrmaj się mnie. Będziesz strzelać Ja pociągnę doktorka. - w ten dziwaczny sposób przeszliście przez drzwi.Zaczynało szarzeć. Widocznie noc minęła i nadchodził kolejny dzień.Skacząc na jednej nodze i opierając się o Ners krok za krokiem byliście coraz bliżej zabudowań. Jeszcze tylko kilkaset metrów i będziecie... Nagle odczułeś wrażenie, że coś nie gra.
-Coś jest nie tak- zacząłem rozglądać się dookoła, dziwne uczucie ... ale wiedziałem, że intuicja jest ważna, a szczególnie dziś ... tyle dziwnych wydarzeń, lepiej być ostrożnym. Zacząłem szukać źródła swojego zaniepokojenia.
Nic nie zdawało się potwierdzać twojego przekonania. Ale, dlaczego tamten krzak się poruszył? A te worki leżą jak osłona czegoś. Coś błysnęło na dachu, odbijając pierwsze promienie słońca.Wreszcie po kilkunastu metrach dojrzałeś co było powodem niepokoju. Zauważyłeś czubek głowy jednego Klingona, po chwili rękę drugiego, pancerz trzeciego... Z każdą chwilą było ich widać coraz więcej, a wy biegliście wprost na nich.
