Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
- Ale ładnie zaczął... - uśmiechnął się jeden z Kardazjan, ale przerwał mu drugi:- Czekaj, on kłamie. Tacy ludzie jak on nie śpiewają tak szybko. Coś musi ukrywać. Wezwijcie Tempeca.Ostatni z trójki wpisał coś na konsoli. Po chwili pojawił się potężny Klingon. Miał na oko ponad 2 metry. Pancerz ledwo osłaniał potężne mieśnie.- Czego? - zagrzamiał.- Widzisz tą rudą? Jest twoja. Chyba, że drugi gość ma coś do powiedzenia.
-Poczekajcie mówię prawdę nazywam się O'Connor i jestem kapitanem Rebelii ... może masz rację, że nie sypiemy tak szybko ... ale ... - udawałem kompletnie załamanego -Są pewne odpowiedzialności, dawno mieliście okazję powiesić kapitana rebelii? Wielkie zwycięstwo propagandowe dla was ...
- Zła odpowiedź. Tempec, weź ją do pokoiku obok i poobracaj. Nie musisz się wstrzymywać.Klingon złapał w pół Ners i poczekał aż Kardazjanie zdejmą łańcuchy. Potem zabrał szamocząca się kobietę iw yszedł.- Jeszcze masz szansę. Czas biegnie.
-Kurwa mówię prawdę! A do tego jesteście symulacją, słyszycie symulacją na holo-decku! Mówcie co chcecie wiedzieć.- jednocześnie zacząłem próbować wydostać swoje ręce ze sznurów jakimi mnie związali -Mam wam udowodnić, że jestem kapitanem Rebelii? Rok temu zginął jeden z waszych Cardasiańskich gubernatorów, Devor. Zaatakowaliśmy go z zasadzki, podróżował z żoną ... nie udało mi się uciec ... był koneserem wina, przewoził je w dużych ilościach na swoim okręcie ...-
- Zdaje mi się, że mówi prawdę.- Może ta babka to była jego?- Nawet jeśli mówi prawdę, to nie wszystko. Podaj wszystkich swoich współpracowników i lokalizację rebelianckich baz. - za drzwi zaczęły dobiegać podejrzane głosy.
-Podam, ale powstrzymajcie klingona i wyleczcie ją ... możemy się dogadać, nie potrzebujecie jej ... nie będę uciekał - trzeba było szybko coś wymyślić. Jeżeli przestaną się zajmować Ners będzie możliwość ucieczki
- Jedno nazwisko i jedna lokalizacja. Tak na dobry znak.Za drzwiami nagle Ners zaczęła krzyczeć:- Nie. Nie! NIE!!!
-Facet nazywa się Delek ... lokalizacja Baza McArtur znajdująca się ... - wymieniłem lokalizację tej bazy -A teraz przestańcie albo nici z naszej umowy! Wypuście ją a będę z wami współpracował, już wam sprzedałem faceta, który mi tego nie wybaczy ... -
- Doskonale. Teraz - ręka Kardazjanina powoli kierowała się ku konsoli, mimo szaleńczych krzyków za drzwiami. - Tempec?- Jestem zajęty. Co znowu?- Kontynuuj. - oprawca przerwał połączenie i zwrócił się ku tobie. - To nauczy was szacunku dla Sojuszu.
Tego już nie wytrzymałem wyrwałem się razem z krzesłem i zacząłem biec w stronę Cardasianina, podskoczyłem lekko i władowałem się na niego barkiem. Cały czas ze związanymi rękami, zacząłem tak manipulować, żeby tego na którym leżałem uderzać barkiem, a drugiego spróbować walnąć krzesłem
Twoja akcja wywołała chwilowe zdumienie i z zaskoczenia przygniotłeś jednego do ściany. Ale po chwili pozostali oderwali cię od niego. Otrzymałeś kilka silnych ciosów i rzucono cię na ziemię. Krzesło tego nie wytrzymało i popękały mu nogi.Patrząc na ciebie Kardazjanie zarechotali, oprócz tego co oberwał. Ten był wściekły, a z rozbitej twarzy leciała mu krew.- Nie matrw się. Tempec zajmie się też tobą. Widzisz, on nie zwraca uwagi na płeć. - pozostali śmiali się, ale uważali na twoją reakcję.Za drzwiami krzyki ucichły.
Spróbowałem wyciągnąć moje ręce z więzów ... wiedziałem, że to możliwe, chociaż założyli, je tak, że obcierały mi skórę. Nie był to jednak dla mnie problem, mogę zacząć krwawić, ale jeżeli uda mi się uwolnić ręce. Zacząłem również rozglądać się po pokoju szukając jakieś możliwości dywersji. Gdyby udało mi się uwolnić, mógł bym rzucić w niego nogą ... powinno go to rozwalić i dać mi czas na ucieczkę ... czułem, że niewiele mi brakuje do rozwiązania się.
Więży lekko poluzowały się, ale uwolnienie z nich może jeszcze potrwać.Do sali wszedł Klingon z ciałem pod pachą. Z rozmachem rzucił je na podłogę, tak że trochę krwi Ners obryzgało ci twarz. Widać było, że przed śmiercią kobieta cierpiała, jej nienaturalnie ułożone kończyny wskazywały na liczne złamania, a porwane i pokrwawione ubrania na najgorszy los dla kobiety.- I jaka była? - Kardazjanie wciąz się śmieli.- Niezła. Prawdziwy ogień. Troszkę mnie podrapała, ale jak dostała w zęby to zmiękła. Macie jeszcze inne sikoreczki?- Niestety jeszcze nie, ale może coś się znajdzie. W najgorszym wypadku wytypujemy jakąś niewolnicę na ochotniczkę.Śmiejąc się cał grupa wyszła z pomieszczenia, zostawiając cię wraz z martwa Ners.
Próbowałem dalej się wyrwać, jednocześnie patrząc na ciało Ners. "Zawiodłem, zawiodłem ... zginęła przeze mnie, przepraszam ciebie Ners, wybacz mi ... ale przyrzekam tobie, że znajdę tego drania, który to zrobił i zajmę się nim osobiście, będzie cierpiał przed śmiercią", dalej próbowałem wyrwać się z więzów -Tavik to wszystko twoja wina, twoja kurwa mać wina! - dalej próbowałem wyrwać się z więzów, byłem coraz bliżej swojego celu.
