Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Wszedłeś do pierwszego z nich bo o dziwo drzwi nie były zamknięte.Gdy cała grupa była już w środku to w ciemnym pomieszczeniu widać było kilku wystraszonych niewolników ze strachem patrzących na nowo przybyłych.
Rozglądnąłem się uważnie z ciągle działającym wszczepem. Ponieważ nikogo więcej nie zauważyłem podszedłem do nich-Uwolnimy was, musicie dostać się za miasto, chyba, że wolicie zostać i walczyć - powiedziałem podchodząc do pierwszego i uwalniając go
- Racja. - rzekł jeden młodzian. - Powinniśmy...- Powinniśmy zostać! - usłyszałeś stanowczy głos z mroku. - Nigdzie nie pójdziemy. Nie uciekniemy i nie będziemy walczyć. Po co? Tutaj żyjemy. Nie jesteśmy wolni, ale traktują nas dobrze. Co się stanie jak zbuntujemy się? Nie mamy szans ucieczki z tej planety. A jak nas złapią do oddadzą mężczyzn na przesłuchania Kaście Obsydianowej, kobiety żołnierzom do zabawy, a dzieci wyślą do obozów pracy. Powtarzam, nigdzie nie pójdziemy. A wy, rebelianci wynoście się stąd. Nie jesteście tu mile widziani. Nawet jak zobaczą was tutaj to zostaniemy ukarani.
Odwróciłem się -Jeżeli zapomnieliście kim jesteście zostańcie. Zostańcie klęcząc na kolanach. Nie obiecuję wam wiele ... ale mogę wam przyrzec wolność. Jesteśmy w tym wszyscy razem i my i wy. Dlatego, wzywam każdego, który nie zapomniał naszego dziedzictwa, któremu milsza jest nawet śmierć wolnym niż życie na kolanach i w łańcuchach, aby wstał i walczył. Możemy zapłacić im za wszystko, za wszystkie upokorzenia jakich doznaliście, za naszą historię- po czym odwróciłem się do tyłu i podszedłem bliżej mówiącego-Nie masz wyboru-
- Ależ mam. - odrzekł starzec, wyjmując niewiadomo skąd dezruptor. - Rzuć broń i rączki do góry!
Byłem blisko niego, to źle bo z takiej odległości można bez problemu trafić. Ale to też dobrze, ponieważ można wykonać pewien ruch. Za nim starzec mógł się zorientować, szybko obróciłem się, znajdując się do niego bokiem jednocześnie podbijając jego rękę z dizruptorem. Dołożyłem mu do tego cios łokciem i rzuciłem się przygniatając go ciałem i próbując zmusić go do wypuszczenia broni.
Broń potoczyła się. Starzec zaczął się krztusić pod tobą. Jednocześnie poczułeś słabe ukłucie w boku.W tej samej chwili usłyszeliście lądujący w pobliżu prom.- Kasta! - ktoś krzyknął i nastał ogólny tumult. Po chwili została tylko twoja drużyna i duszący się starzec.
Pomyślałem, że musiał mnie ukłuć, nie odwracając się, rzuciłem do swoich ludzi-Uciekajcie wykonać zadanie, ja tu zostanę - oni powoli zaczęli znikać. A ja popatrzyłem na starca i szybkim ciosem uderzyłem go w jabłko Adama miażdżąc mu je. Zaczął krztusić się krwią i dusić. Podniosłem się, wyjąłem swój drugi nóż i wbiłem mu w serce. Wyjąłem je i zacząłem rozglądać się za drogą ucieczki dla siebie. Bok mnie bolał co było dość dziwne aż taka symulacja. Złapałem się za niego lewą ręką.
Wbiegłeś w korytarz, w którym znikneli wcześniej twoi ludzie. Rana nie była głęboka, ale bolała jak diabli.Z tyłu usłyszałeś stłumiony wybuch oraz głośne kroki i krzyki. Pościg był już na tropie, a szanse wykonania zadania drastycznie spadały.
Teraz nie mogłem myśleć o bólu. W obecnej chwili jedyne co dla mnie się liczyło to uciec przed pogonią. Wydostać się z tego baraku i spróbować wykonać zadanie, nawet samemu jeżeli będzie to potrzebne. Najgorzej było by dostać się w ręce pościgu. Jeżeli symulacja była tak dobra jak myślę, że jest mógł bym trochę w niej spędzić .. albo i nie. Cały czas biegnąc szukałem wyjścia ... albo chociażby okna przez, które mógł bym wyskoczyć. Pieprzony Vulcan, skąd ten dziadzio mógł mieć dizruptor? Gdyby do nas dołączyli nasze szanse by wzrosły. Zdaje się jednak, że to jakieś szachrajstwo. No przynajmniej będą zajęci wyłapywaniem tych, którzy uciekli, jakiś odwracacz uwagi to jest.
Biegnąc powoli zaczynałeś odczuwać osłabienie. Ale na szczęscie dotarłes do drzwi. Były zamknięte, o dziwo na kłódkę (kto używa kłódek z XXIV wieKu?). Jednak porządny kop rozniósł ją w strzępy.Wypadłeś na małe podwórko, które oświetlało tylko jedno ognisko. Nikogo nie było. Pobiegłeś ku otwartej przestrzeni. Jednak zmęczenie dało o osobie znać. O ułamek sekundy za późno zobaczyłes wystawioną nogę i podcięty runąłeś jak długi w piach, boleśnie raniąc sobie dłonie.- Jesteś mój, człowieczku. - usłyszałes za sobą. Gdy odwróciłeś się, plując piaskiem, zobaczyłeś niskiego Kardazjanina w czarnym stroju. Uśmiechał się wrednie, ukazując braki w uzębieniu. - Wstawaj, bo zabije cię jak psa. - w jego rękach pojawiły się dwa lekko skrzwione noże.
Coś było nie tak ... to nie powinno tak działać, przecież nawet w ostatniej symulacji było czuć tylko ból. Co do cholery się dzieje? Przetoczyłem się do tyłu i wstałem wyrywając kolejny nóż z pasa. Zacząłem się odsuwać, jednocześnie celując w Cardasianina -Poddaj się - rzuciłem mu ... czekałem na jego ruch, jak tylko to zrobi rzucę w niego nożem i wyciągnę fazer, potem dalej uciekać.
Kardazjanin powoli robił kółka wokół ciebie i cierpliwie czekał. Zauważył twoje dziwne zachowanie i cierpliwie czekał n atwój błąd.A ty czułeś się coraz gorzej. Przez chwilę wydawało ci się, że Kardazjan jest dwóch. Potem jego postać zaczęła się zamazywać. Widziałeś coraz gorzej, szybko traciłeś siły. Padłeś na kolana, nóż wypadł z ręki.Ostatnie słowa, jakie usłyszałeś przez osunięciem się w ciemność to był meldunek Kardazjanina:- Mam pierwszego z nich.Pozostali członkowie grupy schowali się w wejściu do piwnicy jakiegoś budynku. Widzieli patrole Klingonów i samotnego Kardazjanina, który niósł na plecach O'Connora.
Samantha popatrzyła na Estelle -On oddycha ... żyje , powinniśmy mu chyba pomóc - szepnęła patrząc na nią i czekając na jakąś jej reakcję.
- Na razie nic nie zrobimy. Sam się o to prosił. Trzeba sprawdzić inne zespoły. Może wspólnie cos zdziałamy.Tymczasem drużyna Skiffa przebywała w innym rejonie miasta. Udało im się znaleźć dość dobrą kryjówkę, ale nim zbliżyli się do pałacu ogłoszono alarm. Teraz czekali aż się uspokoi.- Estelle do Skifa, jesteś? - nagle odezwał się komunikator.
