Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
-To mało ważne ... powiedz mi lepiej kim ty jesteś i czy wiesz jak dostać się do pałacu Generała?- nie obchodziło mnie co mówił ten szczur Tavik, jego oceny, punkty karne i inne mało mnie obchodziły. Brałem w tym udział bo miałem ochotę mu pokazać, Vulcanin był śmieszny, jeżeli uważał, że ma jakiekolwiek prawo zmieniania dowódcy grupy. Zresztą gdyby nie był potrzebny to sprzątnął bym go już dawno.
- Nazywam się... Ariel Bertson i... pracowałem przez... pnad 20 lat jako jeden... z kucharzy u jego konkubiny.... Ale z niej była suka! Gdy raz odmówiłem podania na przyjęciu... jednego dania... bo było zepsute... to skończyłem tutaj. Jako rebeliant. Po tylu latach... ofiarnej służby.
-Więc mówisz, że pracowałeś u jego konkubiny, a on często tam zagląda? Masz dojście pewnie do pałacu?- więc ten człowiek nie był tym, za którego go uważałem, ale nie miał na pewno też ochoty wpaść ponownie w ręce klingonów, o to szansa aby znaleźć się w pałacu albo zakraść się do Generała. Uśmiechnąłem się szeroko, cóż Tavik zobaczymy czy to zadanie niemożliwe do wykonania.
- Kiedyś tak, ale... teraz się nienawidzą. Podobno próbowała... go otruć. Po tym zdarzeniu... stał się paranoikiem i prewencyjnie... powiesił swoich kucharzy. Teraz je... tylko rzeczy sprowadzane z... innych planet. Wejść nie... mam, ale znam kilku niewolników... generała. Mogą pomóc...
Podniosłem go i założyłem jego rękę na moją szyję. Świetnie, świetnie, wyglądało na to, że jednak dostaniemy się do środka-Gdzie są ci niewolnicy? Idziemy- dałem znać Estelle aby podążała w bezpiecznej odległości od nas.
- Mieszkają w... kilku budynkach za pałacem... generała. Zawsze pilnuje ich... dwóch strażników, ale macie... szczęcie. Dziś jest... jeden co zakochał się w... niewolnicy i potrafi przymykac... oko na różne rzeczy.Powoli ruszliście w kierunku pałacu. Tempo nie było za szybkie bo zwalniał was ranny, poza tym kilka razy musieliście omijać patrole.Po około 30 minutach byliście przy barakach. Ariel kazał się postawić i podszedł do strażnika, gdy wydarzyły się dwie rzeczy. Klingon warknął coś i wbił bat'leth w szyję niewolnika oraz zawyły syreny alarmowe.
"I to by było tyle, jeżeli chodzi o ten plan" przebiegło mi przez myśl. Nacisnąłem swój komunikator, odsuwając się od Klingona -Estelle wycofuj się, ja zostanę i spróbuję wyprowadzić Generała na zewnątrz. Zrobisz za snajpera postara się go trafić- wyszeptałem do komunikatora, klingon nie mógł tego usłyszeć. Drużyna Estelle, która obserwowała wszystko z daleka, znikła nawet z mojego widoku. Zacząłem się rozglądać za jakimś miejscem do schowania się, chociaż wyglądało na to, że wpadłem jak przysłowiowa śliwka w ten przysłowiowy kompot. Będę jednak musiał powalczyć z Generałem.
Klingon łypnął na ciebie okiem:- Zaraz się z tobą rozprawię, żałosny PetaQ. - chciał wyrwać bat'leth z szyi martwego, ale ostrze się zaklinowało. Wyjął się mak;leth i d;tang. Tak uzbrojony rzucił się na ciebie.
Odruchowo w moich rękach znalazł się jeden z noży do rzucania. Popatrzyłem na klingona, który się zbliżał-Przybyłem spotkać się z Generałem - ten jednak nie słuchał, nie pozostawił mi wielkiego wyboru, podrzuciłem nóż, złapałem go odpowiednio i z całą swoją siła posłałem w szyję klingona.
Klingon nagłym unikiem próbował ominąć nóż, ale i tak ostrze drasnęło go w szyję. Rana zaczęła obficie krwawić, lecz strażnik nie zwracał na to uwagi.Natarł na ciebie z furią. Od razu zostałeś zmuszony do obrony. Klingon dosłownie tańczył przed tobą, mierząc to w twarz, to w szyję, to w brzuch. Wreszcie powalił cię na ziemię. Podniósł ostrze mek'latha, aby cię dobić, gdy w jego czole pojawiła się mała dziurka. Bez słowa padł martwy na plecy.- Myślałem, że jesteś lepszy wręcz. - usłyszałeś w komunikatorze głos Estelle.
-Dzięki - powiedziałem podnosząc się i patrząc na ciało klingona. Wyjąłem karabin fazerowy i trikorder. Zacząłem sprawdzać teren szukając śladów życia. Teraz trzeba było jak najszybciej dostać się do Generała i rozwalić go.
Wykryłeś swoją drużynę oraz kilkadziesiąt oznak życia w pobliskich barakach. Byli to głównie ludzie.- Co teraz, szefie? - zapytała z udawaną ciekawością Gornyjka, montując swoje ostrza na nadgarstkach.
Odbezpieczyłem karabin i popatrzyłem na nią-Otworzymy baraki i powiemy ludziom tam zamknięty, że poza miastem czeka na nich transport. Będzie mały odwracacz uwagi -
- Bawisz się z kucharzem, a poświęcasz ze stu niewolników. Ciekawy z ciebie człowiek. - odprała.Trzeba było się chować bo nadleciało kilka promów oraz pojazdów antygrawitacyjnych i reflektorami zaczęła przeszukiwać ulice. Alarm ucichł, ale nadal słychac było głosy patroli, którzy szukali kucharza i jego oprawcę.
