Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Rozpoczeła się strzelanina, ale raczej to była rzeź. Oriończycy braki inteligencji nadrabiali siła i to okazało się ich słabością. Więźniów związali rzucili w kąty, sami zajeli środek magazynu. Zamiast pilnować, grali w karty i pili.Pierwszy strzał z dezruptora trafił w zielonego, który już padał, trafiony dwukrotnie, z rewolweru rozsadził policzek następnego. Huk twojego wystrzału był jednak niczym w porównaniu z tym co robiła prawei naga dziewczyna. To co wydawało się ekstrawagancką bronią energetyczną okazało się starym, dobrym karabinem prochowym. Ciągłą serią pociągnęła po szeregu wrogów, w jednej chwili zabijać z sześciu z nich.Oddałeś kilka kolejnych strzałów i nagle uświadomiłeś sobie, że nie masz już do kogo strzelać. Wszyscy Oriończycy byli martwi, choć okazało się, że jednak ktoś z nadzorców żyje.- Nie zabijajcie mnie, proszę. Błagam... - jęczała Orionka, którą wyciągnięto spod stosu ciał. Seria z karabinu trafiła ją w ramię, które mocno krwawiło.- Rozwiązcie naszych. - rozkazał Qumos, a do pomieszczenia weszli ci, którzy zostali za drzwiami. Ociekające krwią dwa krótkie miecze hippisa mówiły wszystko o losie tych co z nimi zatańczyli.- Proszę, ja musiałam przystąpic do nich. inaczej by mnie zabili... - Orionka wiła się przed Qumosem, wiedząc, że on teraz jest panem.- Ron. - rzekł Ferengi. Od razu dostał jeden z mieczy.- Litości, panie. Ja...- Jestem odporny na feromony Orionek, idiotko. - ręka z mieczem wzniosła się.- Nie, PANIE!!! - opadła i głowa ze stukotem potoczyła się po podłodze, ironią losu zatrzymując się tuż przy bezgłowym korpusie szefa Oriończyków, który zginął na początku walki.
Porachunki Qumosa z resztą Oriończyków, nie miały dla mnie takiego znaczenia. Sami sobie ukręcili bat i teraz mieli za to zapłacić. Od razu ruszyłem w stronę więźniów, aby odnaleźć i uwolnić Hanię ...
Szybko ją odnalazłeś, taką laskę trudno było przegapić. Po chwili szamotania z opornymi więzami i była wolna.Obok inni więźniowie odzyskiwali wolność, a Qumos posłał po Istalę i Davisa.Okazało się też, że w czasie ataku zginął tylko jeden podwładny Qumosa, dwóch było rannych, ale nie trzeba było ganiac z nimi do medyka.
Gdy Hanna była już rozwiązana i mogła mówić, popatrzyłem jej w oczy i uśmiechnąłem się szeroko -Wygląda na to, że drugi raz ratuję twoją skórę i drugi raz z więzienia, mam nadzieję, że nie wejdzie ci to w nawyk - po tych słowach mrugnąłem do niej i uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, pomagając jaj wstać. -Dobra, skoro ta sprawa jest załatwiona, możemy zająć się odzyskaniem okrętu - powiedziałem głośno -Powinniśmy przejąć maszynownię, stamtąd będziemy mogli przejąć najważniejsze systemy okrętu i sprowadzić pomoc. -
- Najpierw musimy coś innego załatwić. - warknął Qumos. - Ja zrobiłem soje i chcę swoją nagrodę. Chcę Istalę. Bez niej sami sobie zdobywajcie ten okręt. On mi wisi.Hanna spojrzała na ciebie zdziwiona.- O co mu chodzi?
Uśmiechnąłem się do niej -Spokojnie, za chwilę się wszystko wyjaśni. Załatwię to. -Spojrzałem spokojnie na Qumosa -Nie denerwuj się, Istala za chwilę tutaj będzie i wszystko się wyjaśni, nie ma się co ekscytować -
Po chwili pojawił się Davis i Istala. Podeszli do was. Qumos od razu się zakręcił koło was.- Chcę potwierdzenia. - warknął.- Czy ktoś mi do cholery powie co się dzieje? - Hanna zaczeła się denerwować.
-Qumos - to mówiąc wskazałem na Ferengiego -Chce potwierdzenia, że za pomoc, której nam udzielił ... Istala - pokazałem Hani dziewczynę -Zostanie jego kobietą, żoną , partnerką ... niepotrzebne skreślić zależnie od wyznania, filozofii lub jej braku - mówiłem spokojnie, jednakże uważnie rozglądając się po całym pokładzie-Coś pominąłem? Ktoś chce coś jeszcze? -
Hippis chciał cos powiedzieć, ale go zgaszono.- Istala, co ty an to? - zapytała Hanna.- To mała cena za odzyskanie okrętu, dowódczyni rebelii i zabicie zdrajcy N'Velka. - padła odpowiedź.- W takim wypadku uszaty masz potwierdzenie Hanny Sobieski. Wystarczy?- Jak diabli. - odparł Qumos. - To kogo teraz zabijemy? Od razu na mostek po oriońca? Radzę się spieszyć, niedługo sie dowie, że was odbiliśmy.
-Jestem wzruszony, uwielbiam śluby ... no może bardziej wesela - uśmiechnąłem się lekko, po czym ponownie spojrzałem na wszystkich. -Możemy albo to przedłużyć i spróbować zająć maszynownię jak już mówiłem, albo załatwić to szybko i ruszyć na mostek, za nim na dobre zorientuje się, co się dzieje. Akcja z maszynownią, będzie z pewnością ostrożniejszym rozwiązaniem i potrzebowalibyśmy dobrych mechaników. Natomiast akcja ataku na mostek, chociaż trochę bardziej ryzykowna przyniesie rezultaty dużo szybciej ... i w zdecydowanie prostszy sposób. - Na oczach wszystkich wyciągnąłem swój rewolwer, zakręcając nim za nim nie doładowałem kilku kul ... prosta sztuczka, a robiła wrażenie ... -Ja optuję za mostkiem pani "Admirał" - to mówiąc uśmiechnąłem się szeroko do Hani
- Róbcie co chcecie by to zakończyć. Tylko N'Velk ma przeżyć. - odparła.- To na mostek. Chłopaki, broń na ogłuszanie. Ci co nie lubią energetycznej mogą iśc polować gdzie indziej.Kilku podwładnych Qumosa szybko się ulotniło. Inni oddali częśc swej broni byłym więźniom. teraz to było was ponad 50 osób i stanowiliście małą armię.- Wjedziemy na mostek kilkoma windami. To miało ułatwiac komunikację w tym fedkowym statku, ale nam przyda się do szybszego wejścia.
Kiwnąłem głową zgadzając się z takim sposobem postępowania -Dobra, zgrajmy akcję. Wspólne wejście da większą szansę na szybsze zakończenie tej akcji. Kilka osób powinno skorzystać z tuneli technicznych - dodałem spokojnie zmieniając ustawienia broni na ogłuszanie. Gdy wszyscy byli gotowi gestem dałem znać do wymarszu. Jednocześnie spojrzałem na Hanię -Zechcesz trzymać się blisko mnie? Po tym wszystkim, nie chcę spuszczać cię z oka, dopóki nie odstawię cię bezpiecznie do twojej siostry -
- Korzystanie z tuneli może ich zaalarmowac. - rzekł Xindi, który też się tu znalazł. - Spróbuje przerobić wasze sygnatury. Wjedziecie jako Oriończycy, przynajmniej większość.Po kilku minutach zacęto dzielić armię na drużyny. Ty dostałeś kilku niemilców Qumosa do pomocy i Davisa. Obaj robiliście jako Oriończycy, reszta była tylko pomagającymi wam "zdrajcami".- O'Connor. Wjedziesz windą numer 3. Musisz dotrzec do celu dokładnie 40 sekund od dania sygnału. Przefostań się na pokład 5, oczyść teren i szykuj się na atak.
Kiwnąłem głową -Dobra zwijamy się - rozkazałem. Nie było na co czekać. Należało jak najszybciej wykonać zadanie i zakończyć cały ten śmieszny bunt -Davies idziesz na przedzie -
Ponieważ byłeś na pokładzie 5 to nie musiałeś czołgac się po kanałach.Gdy wyszliście z sali to ujrzeliście prawdziwą rzeźnię. Jeden z ludzi Qumosa nie używał broni palnej, Oriończycy byli paskudnie pocięci na plasterki. Ich martwe oczy wyrażały prawdziwy, pierwotny strach.Walka zaalarmowałaby wszystkich pomagierów N'Velka gdyby tu byli, więc po drodze napotkaliście tylko dwa ciała ludzi, zapewne tych co nie chcieli dołączyć do buntu.- Jesteśmy na miejscu. - rzekł Davis. Wszedł do windy i ją zablokował by nigdzie nie pojechała.
