Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Wyciągnąłem swój dyzruptor jednocześnie dając reszcie znak, żeby podeszli. Sam ustawiłem się przy drzwiach, czekając aż reszta drużyny ustawi się na swoich pozycjach. Będzie można wtedy rozpocząć szturm ...
Ciało zostało cicho odciągnięte. Xindi wyszedł z kanału i rzekł:- Jest ich trzech. Jeden za konsolą, drugi obok, trzeci na podeście, mysli że nikt tam nie będzie celować...
Zmieniłem ustawienie dyzruptora na ogłuszanie -W takim razie możemy spróbować wziąć jeńców - powiedziałem cicho po czym zacząłem na palcach odliczać czas do szturmu. Gdy doszedłem do zera, nie czekając na pozostałych wpadłem do środka ... pierwszego chciałem załatwić tego przy konsoli, potem przenieść ewentualnie ogień na pozostałych
Drzwi syknęły.- Nie miałeś... - rzekł ten przy konsoli i padł od postrzału.Inni nawet nie wyjeli broni. Zostali szybko i sprawnie wyeliminowani.
-Zwiążcie ich czymś - rozkazałem jednocześnie podchodząc do konsoli transportowej. Należało sprawdzić czy możliwość przeniesienia kogoś z więzienia ... albo przynajmniej do jest możliwa ....
Pierwszym problemem był wyłączony teleporter, ale Xindi się tym zajął.Grzebał i grzebał, a reszta przeniosła ogłuszonyc, że wchodzący nie zobaczy, że są unieszkodliwieni. Do tego młodzieniec, co przeszedł na waszą stronę w hangarze stanął przed drzwiami i zaczął udawac strażnika.- Mam dostęp do tego ścierwa. - warknął mechanik. - Ale nie cieszcie się, w areszcie jest inhibitor transportu, więc nikogo nie przeniesiemy. Żeby to zrobić trzeba go uszkodzić. Co robimy? - zwrócił się o dziwo do ciebie.
-Nie mamy wyboru, musimy uszkodzić inhibitor. A to oznacza, że ktoś będzie musiał się dostać do więzienia - Cóż czasami warto było mówić nawet najbardziej jasne rzeczy, być może ktoś wpadnie na jakiś inny genialny pomysł, a także dawały przynajmniej czas na zastanowienie się nad następnym posunięciem -Czy możesz sprawdzić ile jest osób w więzieniu, da to przynajmniej jakiś obraz co nas czeka ... i gdzie najbliżej mógłbyś nas przenieść? -
- Zaraz zobaczymy. Wynik będzie przybliżony, bo inhibitor zakłóca odczyty, a do głównych czujników się nie podepnę bo mnie wykryją.Tymczasem podeszła do ciebie Istala.- Cholera, no to d... - zaklęła. - Wygląda, że będzie gorzej niż myślałam. W najgorszym wypadku będziemu musieli wybić statek z warp, wtedy inne statki mogą zacząć coś podejrzewać.Nagle coś łupneło za drzwiami i do środka wpadło kilku Terran z Ferengim na czele. Wymiana ognia szybko zakończyłaby się zejściem bunwtoników.- Istala, wiedziałem, że to ty. - zarechotał. - Trzeba było się ze mną prześpać, bym nie poparł N'Velka.- Qumos, ty pokrętny robaku...- I tak bedziesz moja, obiecał mi ciebie. Nie będę ci kupował żadnych futer byś mi służyła.
-Nie jestem samobójcą i mogę rozpoznać kiedy ktoś ma znaczącą przewagę - powiedziałem spokojnie uśmiechając się lekko -To się chyba nazywa taktyczny umysł - Ferengi nie wyglądał na dobrego żołnierze ... właściwie to nie wyglądał na nic. Jednakże grupa znajdowała się w takim położeniu, że nie było co zgrywać bohatera. Jednakże, może przynajmniej uda się ich namówić do współpracy ... nigdy nic nie wiadomo ...-Trzymacie nas na muszce ... i co teraz? - pozwoliłem żeby pytanie zawisło w powietrzu, za nim zacząłem mówić -Zastanówmy się nad położeniem w jakim właśnie się wszyscy znaleźliśmy. Jak myślicie co się stanie później? N'Velk dostanie medal i poklepanie po ramieniu? Nie wydaje mi się ... kiedy to się skończy, a w ten czy inny sposób, to zakończy się ... możecie mi uwierzyć ... wtedy on zakończy swój żywot, a wraz z nim wielu, którzy wcześniej go popierało. Nie jest jeszcze za późno, żeby zmienić strony - uśmiech na mojej twarzy poszerzył się lekko -Z pewnością więcej zyskacie jeżeli poprzecie nas -
- Ja cos dodam. - rzekła Istala. - Jak bardzo mnie chcesz, Qumek? - jego oczy wpatrujące się w atomowy biust mówił wszystko. - Jak nas poprzesz to będe twoja. Nie na jeden raz, bedę twoja. Tylko nei licz, że będę niewolnicą, tylko partnerką. Jak mi nie wierzysz to jak odbijemy Sobieski to sama to potwierdzi, a jej słowo jest święte dla rebelii. Co ty na to?Qumos zamyślił się i rzekł:- Opuście broń chłopaki. Zmieniamy front.- Qumos, no co ty. N'Velk będzie... - Ferengi wyszarpnął broń i zwaporyzował opornego.- No, teraz już jesteśmy zgoni. - zasmiał się. - Oddaje wam swoje usługi i moich ludzi. To nie wszyscy, mam jeszcze kilku. Oni słuchają tylko mnie, nie jakieś Oriończyków.
Cóż za nieoczekiwana zmiana sytuacji. Przed chwilą byliśmy więźniami, teraz nasze siły się powiększyły. -Witam więc w ekipie Qumos. - powiedziałem do niego, po czym odwróciłem się ponownie do Xindiego -Dobra skoro to zostało załatwione, możemy wrócić do swoich zadań. Sprawdź przynajmniej w przybliżeniu ile ich jest - Gdy Xindi zajmował się wyznaczonym zadaniem spojrzałem na Istalę. Była gotowa poświęcić siebie w ten sposób? Czy może coś planowała? Widać było, że pokłada wiele nadziei w tym, że odzyskamy okręt. -Wybicie okrętu z Warp, jest jakimś pomysłem, ale nadal nie ratuje nas w ten sposób jak wyciągnięcie więźniów, albo przynajmniej pozbycie się Oriończyków. Centrum buntu jest N'Velk i gdyby on zginął to zadanie byłoby ułatwione, jeżeli nie praktycznie wykonane. Możemy jeszcze spróbować zaszturmować więzienie, jeżeli nie ma ich tam zbyt wielu, będzie można uszkodzić inhibitor i przenieść więźniów. Da nam to kolejną przewagę, a Oriończyk raczej nie będzie chciał zamieniać tego w serię walk na pokładzie. Jeżeli wyciągniemy Sobieski ... cóż straci praktycznie wszystkie atuty -
- Daj sobie luz, chłopaku. - rzekł Qumos. - Zapaliłbym, ale rzuciłem. Są dwa miejsca gdzie trzymają naszych. W magazynie na pokładzie 5 i w więzieniu. W tej drugiej lokacji jest 10 Oriończyków i jakieś 20 naszych, w większości jakieś ciućmy i płotki. To w magazynie trzymają Sobieski i tych z głównych oficerów co nie przeszli. N'Velk boi się ich zabić, bo wtedy to go żywego wyślą na Kardazję przewiązanego wstążką i napisem "Pier... Centralne Dowództwo".- Atak na więzieniu zaalarmuje N'Velka i może zrobić coś nieprzewidywanego. Idziemy do magazynu. Mamy dużą przewagę, mnie. N'Velk myślał, że mnie kupi kobietą, ale wolę dobrowolnie ją mieć niz więzić. Wtedy trudniej jest z seksem... Zrobimy po prostu tak, zbiorę chłopaków, wejdziemy do hali, oczyścimy teren i wyjdziemy jako bohaterowie. Istala, ty nie idziesz. Każdy wie, że nigdy byś do Oriońców nie dołączyła, tak samo Davis. Reszty nikt praktycznie nie zna i dlatego mogą robić zamieszanie.- A i zapomniałem. W drugiej lokacji siedzi jakieś 20 zielonych. Ale co to za przewaga...
Skinąłem głową -W takim razie magazyn. Skoro N'Velk nie wie, że przeszedłeś do nas, to powinno dać nam potrzebny moment zaskoczenia. Za nim się zorientują o co chodzi, większość z nich powinna nie żyć. Wcześniej oczywiście zablokujemy komunikację z magazynu, żeby nie mogli zaalarmować N'Velka. Jak będziemy mieli Sobieski i oficerów wszystko pójdzie z górki. Więcej osób dołączy do nas - popatrzyłem po wszystkich zebranych. Nie było nas za wielu, ale bywały gorsze szanse -Ostatnio byłem na najlepiej strzeżonej stacji więzieniu w galaktyce. Udało mi się uwolnić Sobieski i wyjść z tego żywym ... cóż teraz z pewnością będzie łatwiej ... ruszamy -
- Wiemy, wiemy. - sarknął Qumos, wybitnie niezadowolony, że jest ktoś ma większe wyczyny na koncie. - Kazdy zna bohaterskiego O'Connora, którego ściga cały Sojusz za odbicie Sobieski. Wychodzimy!Przy drzwiach zatrzymała go jeszcze Istala.- Qumos, pamiętaj, że jestem bardzo droga w utrzymaniu. Futro to tylko drobny wydatek.- Mam sporo gotówki, nie martw się. - Ferengi aż opluł się z wrażenia.Po drodze zabraliście ogłuszonego młodzieńca, co dostał kolba w tył głowy (ciekawe na co się zagapił, że go podeszli?) Nie bawiliście się w podchody, pojechaliście prosto turbowindą. Po drodze napatoczył się Wolkan, ale zasilił swym ciałem powietrze.- Nienawidzę te pier... sondy. - mruknął Qumos. - Bzyk i wszystko wiedzą.Idąc dołączyło do was kilka załogantów, oryginały jak ich dowódca. Jakis smarkający hippis, dziewczyna co praktycznie nie miała nic na sobie, dwóch obcych-bliźniaków i inni. Na końcu mieliście z 20 osób w drużynie.Doszliście do magazynu. Stało przed nim kilku Oriończyków z bronią długą. Na widok waszej grupy wymierzyli do Qumosa.- Zabrac te pukawki, bo zarżnę jak swinie nożem do smarowania masłem! Nie wiecie kim jestem? Otwierac drzwi. Ja do Sobieski!- Ale N'Velk...- To połącz się z nim i powiedz, że przeszkadzasz jego nowemu Pierwszemu Oficerowi. No śmiało, on ma teraz czas na pogaduszki. Otwieraj albo odstrzele ci kończyny i każe je zjeść. I nie tylko to!!!Nie ma to jak agresja słowna i charyzma. Olbrzymy, teraz grzeczne jak dzieci, otworzyły drzwi i wpuściły was. Nawet nie pytali się o broń...Do srodka weszło was kilkunastu, hipps i bliźniaki zostali za drzwiami.- Czego chcesz ty mała znajdo? - pojawił się Oriończyk, jeszcze wyższy od innych.- Przeproś, niedołego bo...- Ja mam przepraszać? Ha ha ha... - strzał i glowa mu znikneła.- Teraz chłopaki!Rozpetało sie piekło...
Jeszcze po drodze ponownie zmieniłem ustawienie dezruptora na zabijanie. Podczas tej akcji raczej nie będzie chodziło o wzięcie jeńców. Gdy tylko padł pierwszy strzał z kabury wyszarpnąłem zarówno swój nowy dezruptor jak i stary rewolwer. W tym momencie wolałbym co prawda coś, co ma większy magazynek, ale mówiło się trudno. Musiałem przyznać, że metoda tej akcji była dość bezpośrednia, miałem nadzieję, że będzie też skuteczna. Jednocześnie wyszukiwałem wrogów, którzy mieli stać się moimi celami. Przesuwałem się też w stronę jakieś ochrony, aby odnaleźć Sobieski, w tym momencie była ona najważniejsza ...
