Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Davis podszedł do drzwi i otworzył je. Wychylił się i krzyknął:- Ty, zielonka. Choć tu. Ten Xindi coś namieszał w obwodach i mamy problem.Sam cofnął się i pokazał, że idzie jeden przeciwnik. Reką wskazał na noże.
Ustawiłem się bezgłośnie przy drzwiach jednocześnie wyjmując jeden ze swoich noży. Załatwić go po cichu? Cóż to za problem, trzeba tylko odpowiednio uderzyć. Nie powinno obyć się z jakimiś większymi perturbacjami. Facet będzie zaskoczony, a to będzie oznaczało jego koniec
Oriończyk pojawił się szybko, ale zaraz nastapił problem. Wszedł tez jego kumpel. a oko byli o głowę wyżsi od ciebie.- Co ten Xindi znów nabroił? - zapytał jeden z nich.Drugi tymczasem uważnie rozglądał się po drużynie. Jego wzrok zatrzymał się na Istali, podejrzanie za długo...
Delikatnym ruchem głowy zasugerowałem Davisowi, którym z dwóch Oriończyków ma się zająć. Mieliśmy noże, zawsze daje to jakąś przewagę. Zwłaszcza jeżeli wiadomo gdzie trzeba uderzyć. Najlepiej było przerwać, któryś z kręgów, może być ciężko poderżnąć gardło, ale odpowiednie uderzenie w kręgosłup też sprawi, że facet nie zorientuje się co się dzieje. Lekko przesunąłem się w stronę drzwi, chcąc ustawić się od tyłu dwóch Oriończyków. Następnie uśmiechnąłem się lekko i zrobiłem krok w ich stronę mówiąc jednocześnie -Panowie, słuchajcie, nie moglibyście popilnować tego Xindi, przy pracy, ja mam ważne spotkanie z pewną brunetką ... jeżeli wiecie o co chodzi - słowa nie miały znaczenia, to miało ich tylko uspokoić, aby pozwolili mi na tyle podejść, żebym mógł ich zaatakować ... teraz tylko wyczekać odpowiedniego momentu
Ten bliżej ciebie odwrócił się do ciebie:- Mówiliście, że coś zbroił, a nie...Jego towarzysz charknął, gdy rekojeśc noża Istali utkwiła mu w gardle. Zauważyłeś, że ręka Davisa zaczyna swój ruch...
Pozostawał jedynie szybki atak nożem w jedną z miększych części ciała ... oko albo grdykę ... to dawało pewność, że padnie natychmiast ...
Byłeś szybki, ale Oriończyk jeszcze szybszy. Unosiłeś rękę z bronią, a on już ją trzymał w żelaznym uścisku. Nie zrobił nic więcej, gdyż przemówił davis trzymając swe ulubione dezruptory w dłoniach:- Zielony, puść pana Irplandczyka i spokojnie kleknij z założonymi rękami na karku. Chyba, że chcesz wzbogacić atmosferę w tej sali. Chyba nie musze mówić, żebyś był cicho? - Oriończyk pokiwał głową.Nastąpiła chwila nerwowej ciszy, ale zostałes puszczony. Potem buntownik przykleknął. Dezruptor gotowy do strzału to naprawde dobry argument przetargowy.- Co z nim zrobimy? - zapytał Davis.
Skinąłem głową dziękując Devisowi, mimo wszystko wolałem walkę na pewną odległość niż nawet posługiwanie się bronią białą. Zawsze uważałem się za sprawniejszego z bronią. Teraz przyjrzałem się Oriończykowi -Nie wiem, to jeden z tych co idą ślepo za swoim przywódcą czy może ma trochę oleju w głowie? - zapytałem jakby od niechcenia, niby nie zwracając uwagi na więźnia, a jednak rzucając mu ukradkowe spojrzenia -Możemy go zamknąć, żeby nie sprawiał problemów, ogłuszyć, chyba że ktoś z was poręczy za niego, że nie będzie sprawiał problemów ... albo nawet nam pomoże?-
- Ja tym zielonym cholerom nie wierzę. To kłamcy i krętacze i swego zawsze słuchają... - rzekł Xindi.- grzecznie się poddał, więc powinien przeżyć. - zawyrokowała istala.Jak mówili tak się stało. Zabrano zielonego do składu broni, skrepowano i ogłuszono maksymalną mozliwą siłą dezruptora.- Ma chłopak szczęście - rzekł Davis.- Nie bardzo. - odparła Istala. - Potrzebujemy trochę żywych na sąd i ścięcie. On nie ma szczęścia.
-W każdym razie, ktoś będzie musiał w ten czy inny sposób za to zapłacić - zgodziłem się -Dobra nie ma co tego przedłużać. Idziemy, za dużo już czasu zmarnowaliśmy - rozkaz do wymarszu padł i członkowie drużyny zaczęli szykować się do opuszczenia tych pomieszczeń. Krótki spacer w dół i będzie można zając się uwalnianiem więźniów.
Teraz już nikt na korytarzu wam nie przeszkadzał. Ruszyliście do teleportera, który był 3 pokłady wyżej.Oczywiście akcja przejazdu turbowindą odpadła, więc znów pomęczyliście się kanałami. Wreszcie doszliście na prawidłowy.Davis wyjrzał za róg i rzekł cicho:- Dwóch lezy zabitych, to chyba nasi. Jeden straznik przed drzwiami z karabinem. W srodku zapewne tez jest komitet powitalny. Czas na twą robotę Xindi. Zablokuj im łączność, my zrobimy resztę.Xindi usmiechnął się i wrócił do kanału. tam podłączył się do jakiegoś urzadzenia i zaczął grzebać w odwodach.- Za 10 sekund odetne pokład na minute. Macie tylko tyle czasu na wykończenie ich, potem na mostku się skapną, że coś nie działa.- Szybki szturm? - mruknął do ciebie Davis. - Mamy 4 strzelców...
Kiwnąłem głową zgadzając się z jego opinią -Pamiętajcie, żeby uważać na swoje kąty przy wpadaniu do pomieszczenia. Jak wszystko się uda, nie powinni się za bardzo połapać - wyciągnąłem wystrzeliwany nóż -Przynajmniej tego przy drzwiach spróbuję po cichu. Tak czy siak, musimy to zrobić szybko - wiedziałem, że jestem w stanie szybko wyciągnąć swoje pistolety i dołączyć do szturmu, jak wyjdę nieuzbrojony, to strażnik nie powinien zacząć od razu strzelać. Podejść na tyle, żeby dało się wystrzelić ostrze noża i zabić faceta ... wyszedłem za załomu jednocześnie zasłaniając nóż ...
Facet spojrzał na ciebie bardzo podejrzliwie i ustawił się do ciebie frontem.- Kim jesteś i co tu robisz?
-Nie znasz mnie? - zapytałem szczerze zdziwiony, po czym uśmiechnąłem się szeroko, robiąc jeszcze krok w przód-Nazwisko O'Connor - powiedziałem wyciągając do przodu nóż, celując w przeciwnika i wystrzeliwując ostrze
