Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Drużyny przygotowały się do zdjęcie najpierw żołnierzy. Czekali na dobry moment do ataku, żeby ich zaskoczyć i załatwić szybko jak najwięcej. Zbliżał się czas strzałów ...
Drużyny miały skoordynować atak. Ale strzały zaczeły się szybciej.Pierwsza seria skosiła dwóch od Anny. Po niej zaraz nastąpiły kolejne. Żołnierze od razu rozbiegli się i zaczeli walić we wszystkie strony."Mam jednego rannego. Atakują nas z flanki! Te gnoje namierzyły nas wcześniej!"
-To samo u nas. Dobra zacznijmy się cofać, spotkamy się gdzieś w miasteczku, jak będziemy wszyscy razem obrona pójdzie łatwiej - powiedziała Anna do mikrofonu nie przerywając ostrzału.
Drużynie Anny udało się wykończyć jednego żołnierza i trafić kilku cywili. To pozwoliło oderwać się od przeciwników. Tylko, ze zaraz pojawił się problem, bo jeden prom wzniósł i się i wcale nie wyglądało by zamierzał odlecieć.Jego pierwszy strzał rozwalił budynek koło Evansa. Gdyby tylko się spóźnił choć chwilkę z padem to kawałki duranium pociełyby go na kawałki.
Stary zaklął siarczyście, zaczynała się prawdziwa rozróba, co wcale im dobrze nie wróżyło. Terranie musieli się najpierw pozbyć promu. Von Strachwitzowie jednak podeszli do tego zadania spokojnie. Przygotowali się do zestrzelenia promu, kryjąc siebie nawzajem. Widząc to Evans szukał kolejnych celów do odstrzelenia. Anna meldowała przez radio-Mamy problem, to prawdziwa rzeźnia. Masa promów tutaj jest. Potrzebna nam będzie pomoc -W tym czasie Skiff, którego drużyna cały czas się cofała, przygotował się również do zestrzelenia promów, jeżeli nadal będzie ten tak wisiał nad nimi ...
Gdyby mieli wyrzutnie rakiet to zestrzelenia promu byłoby proste jak drut, ale tutaj trzeba było improwizować z granatami i materiałami wybuchowymi. O broni ręcznej nie warto było nawet wspominać.Prom znów zaczął strzelać i latać jak porąbany. Po chwili wystartowały dwa kolejne, ale te od razu zaczeły uciekać.Na ziemi pozostały dwa ostatnie, lecz nikt do nich nie wsiadał. Kilku ostatnich cywili skryło się w pobliskich domach.Evans po raz pierwszy zaczerwienił ziemię gdy jego rewolwer trafił w Kardazjanina, który usiłował sie do niego zbliżyć. Ale wtedy zaczeło się najgorsze - wrogowie nie musieli ograniczać się na polu bitwy. W ruch poszedł granatnik, a wybuch dosłownie rozerwał kolejnego rebelianta na strzępy.
-Skrócić dystans, nie użyją swojej broni, jeżeli będziemy bliżej Cardassian - rozkazał Anna i od razu przeszła do wykonania tego planu.
Próbowali zbliżyć się do Kardazjan, ale ci opuścili lądowisko. Zapewne by latający wciąz prom zrobić rebeliantom spore kuku.Ale ten nie zdołał. Nagle na pole bitwy wleciał transportowy ścigacz. Obrał kurs kolizyjny i z całą prędkością wyrżnął w prom. Oba statki uderzyły w pobliski budynek i staneły w ogniu.
-Wykończyć resztę Cardassian i zabezpieczyć jeden z pozostałych promów. Użyjemy go do powrotu - rozkazał Anna i drużyny ruszyły do wykonania zadań.
Kardazjanie całkowicie wycofali się z pola walki. Znikneli gdzieś między domami.Rebelianci podeszli do promów. Gdy jeden z nich próbował dostać się do środka to ten eksplodował. Po chwili uczynił to drugi. Oddział Anny skurczył się do sześciu osób.
-Spalić te domy! - krzyknęła zła na wszystko Anna, zastawili na nich taką pułapkę -Wykończymy wszystkich!-
- Nie mamy tyle materiałów wybuchowych by je wysadzić, a są zbudowane z niepalnych materiałów. - ktoś odparł.- Ja radzę się zwijać. - rzekł Evans. - To tylko kwesta czasu nim przybędzie wsparcie dla kardachów. Tylko to, że są tu jeszcze ich żołnierze to nie wysadzili nas z orbity.
-Co nie będzie łatwe, nie mając promu, ale chyba macie rację. Nie możemy tutaj zostać. Spróbujemy się oddalić i wezwać jakiś transport - zadecydowała Anna.
Kiedy drużyna zaczeła się zbierac do opuszczenia miasteczka to Kardazjanie zaatakowali. Częśc strzelała na oślep by osłonić tych co zbliżali się na bliską odległość. Na oko walczyło 10 żołnierzy.
