Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Wyszedłem z systemu zacierając wszystkie ślady mojej obecności. Niech sobie dalej myśli, że O'Connor to debil, właściwie może miał rację? Może powinienem zastrzelić go kiedy miałem okazję, ale kto go tam wie ... zobaczymy co planuje. Podniosłem się i zacząłem podkradać się pod kwaterę Skiffa i Ners, są w dwójkę więc mam duże szanse, że będą o czymś rozmawiać, no chyba, że śpią ... ale gdzieś podziała się Estelle, teraz było to podejrzane. Miałem nadzieję, że niektórzy z moich ludzi będą jednak wierni mi ... jak nie mi to przynajmniej niech będą wierni Rebelii.
Podszedłeś do drzwi. Były zamknięte, ale szybko sobie z nimi poradziłeś. Wszedłeś cicho do środka. Ners i Skiff spali, bardziej podejrzane było, że byli do siebie przytuleni.
Proszę, proszę czyżby ta misja zrobiła ze mnie swatkę jeszcze? Super jeżeli nie dadzą mi własnego okrętu, to może przynajmniej wezmą mnie na swatkę. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie zastosować metody przyparcia do muru, ale mogli i tak by kłamać więc nie miał bym pewności. Postanowiłem zostawić ich w spokoju ... przynajmniej narazie. Niech nasze gołąbeczki pośpią sobie.Wymknąłem się równie cicho jak wszedłem do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Trzeba było ruszyć dalej zostawała Iliana i Sam ... betazoidka wyczuła by od razu moje myśli ... cóż jeżeli pracowała by dla Tavika ten od razu wiedział by o co chodzi, nie miałem jednak powodu przynajmniej do tej pory, żeby uważać, że tak jest. Ruszyłem jednak w stronę kwatery Samanthy.
Podchodząc do kwatery Samanthy usłyszałeś cichy śmiech. Śmiały się 2 osoby. Chyba złodziejka miała gościa, i to kobietę.
A to ciekawe ... pomyślałem. Cóż chyba będę musiał posłuchać, z czego tak się śmieją ... pewnie to nic ważnego, ale lepiej być pewnym. Podkradłem się bliżej drzwi, jednakże głosy wydawały się lekko przytłumione. Mogłem mieć problem. Postanowiłem posłuchać włamując się do terminala komunikacyjnego znajdującego się w kwaterze ... nie powinny tego zauważyć a ja będę słyszał wszystko głośno i wyraźnie. Starając się usłyszeć coś przez drzwi zabrałem się jednocześnie do pracy.
Rozmawiały coś piskliwym głosem, co chwile wybuchając śmiechem. Nagle nastąpiła chwila ciszy. Gdy już zaczynałeś pokonywać zabezpieczenia terminala drzwi nagle się otworzyły i zobaczyłeś czerwoną na twarzy Samanthę z fazerem w ręce.- No i mamy ptaszka. Chciałeś mnie podsłuchać, Michaelku? - w odpowiedzi ze środka dobiegł kolejny wybuch śmiechu.- Zawsze mówiłam, że ma na ciebie ochotę.- Wchodź, albo... - Sam pomachała fazerem.W środku okazało się, że gościem hakerki jest Lira Frama. Na stole stały 2 butelki i widać było, że obie panie troszkę sobie popiły.- Czemu włamywałeś się do mojego terminala? - zapytała groźnie Samantha.
Cholera jasna kłam, przecież to potrafisz ... tylko wymyśl coś szybko. Przez moją głowę przebiegały liczne myśli a w tym czasie stałem z podniesionymi ustami i nikłym uśmiechem na twarzy. "Kobiety, wino i fazer co za wybuchowa miesznka"-Sam, mogła byś tym nie machać jeszcze komuś stanie się krzywda .... na przykład mi - w odpowiedzi złodziejka, zaśmiała się lekkoHmm wymyśl coś sensownego-Właściwie chciałem zrobić mały żarcik ... ha ha ha - zaśmiałem się coś nerwowo, jednak chyba jestem debilem, ale kiedy pijana kobieta celuje do mnie z fazera nie ma za dużo czasu na wymyślanie czegoś bardziej sensownego powinny uwierzyć-Żart jest chyba na mnie - mówiąc to zacząłem lekko opuszczać ręce i cofać się do tyłu, powinno dać mi to możliwość umieszczenia tutaj małego komunikatora ... posłucham sobie wtedy czy mówią coś ciekawego, czy nie ... chociaż nie wyglądało na to.
- Słuchaj chłopaku. Jak chcesz się umówić to powiedz to otwarcie. To otrzymasz wtedy prostą ospowiedź. Bez jakiś głupiś wytłumaczeń. - Sam nadal machała fazerem. - Nie chcesz mówić? To pam! - nacisnęła spust. Gotowy byłeś na śmiertelne uderzenie, a tu nic się nie stało. Obie panie wybuchły śmiechem. - Więc jak. Gadaj albo spadaj.
Hmm więc ona myśli, że chciałem się z nią umówić, no, no. Co za zbieg okoliczności, nader dobry dla mnie. Przywołałem na usta szarmancki uśmiech i opuściłem ręce -No wiesz Sam twardo grasz- powiedziałem dość spokojnie, jednocześnie wyciągając maleńki komunikator i delikatnie umieszczając go pod blatem stołu. Trzymał się więc zadowolony szybko przeniosłem rękę wyżej -Chyba trochę wypiłyście ... może powinienem wrócić trochę później? - zapytałem się ... w końcu "podsłuch" u niej miałem .... a nie zamierzałem pytać o cokolwiek przy jednej z kobiet Tavika, było by to nierozważne
Nie chcesz? To wynocha! Szybciej bo go włączę. - wypchnęła cię za drzwi. Gdy się zamykały usłyszałeś jeszcze. - Durny debil.
Odszedłem trochę i włączyłem swój komunikator. Wszystko działało, no cóż bardzo mi przykro ale nie mam pewności komu mogę zaufać, więc muszę być ostrożny. Swoją drogą durny debil, tak mnie jeszcze nie nazywali. Chyba zasłużyłem sobie na całkiem pokaźną liczbę inwektyw ... może w innych okolicznościach. Pozostawała mi do sprawdzenia Betazoidka, najgorzej, że ta od razu wyczuje o co mi chodzi, będę ostrożny. Ruszyłem dalej
Przez pewien czas dziewczyny ostro jechały po tobie, używając takich słów, że uszy wiedną. Potem jednak zmieniły temat i gadały na typowow babskie tematy.Podszedłeś do kajuty Wing. Było cicho. Powoli włamałeś się do systemu jak przy kwaterze małżeńskiej i wszedłeś do środka. Była pusta.
"Cholera czy na tym okręcie nikt nie śpi u siebie? O tej godzinie?" Co za pech. Wyszedłem z kolejnej kajuty, coraz bardziej zdenerwowany. Właściwie pozostawała mi jedna możliwość. Poszedłem do mesy i wyciągnąłem parę butelek alkoholu. Czas odwiedzić H'Kress, może jak ją schleję to palnie coś co choć trochę rozjaśni sprawę. Odegram przy niej, ciągle zakochanego, niech myśli, że nadal jej ufam. Ruszyłem powoli do jej kwatery.
H'kress była na szczęście u siebie, ale spała. Niezbyt spodobało się jej budzenie w środku nocy.- Czego znowu chcesz? - zapytała ziewając.
-Hej mała, myślałem, że powspominamy trochę stare dobre czasy ... pogadamy, no wiesz - mówiąc to uśmiechnąłem się szeroko i wyciągnąłem butelkę dobrego wina.-Popatrz co pożyczyłem ... o ile dobrze pamiętam lubisz to wina? No co kotku, powspominamy trochę - mrugnąłem do niej i uśmiechnąłem się. Popatrzyła na mnie dość dziwnie, coś mruknęła, ale wydawało mi się, że walczy z tym aby mnie jednak zaprosić do środka.
