Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Pojazdy znajdowały się kilkaset metrów od bazy. Prowadzący do nich korytarz od razu zasypano, jak tylko wszyscy wsiedli. Oprócz dużego ścigacza były tez dwa mniejsze, uzbrojone w wyrzutnie rakiet i gatlingi.Pojazdy unosły sie w góre przebiły lodowy strop. Wleciały od razu w burzę śnieżną, która niemiłosiernie trzęsła."Będziemy mieli prostsze zadanie." - włączył się pilot jednego ze ścigaczy wsparcia. - "Burza jest tez nad celem, więc wystawimy wam bliżej. Ale i tak będziecie mieli kilometr marszu w takich warunkach."Lot trwał około 15 minut, gdy zapikały światełka alarmowe.- Mamy kardazjański pojazd patrolowy. Chyba ma kłopoty, bo inaczej dawno uciekłby stąd. Rozwalamy go?
-Rozwalcie go, byle szybko. Nie może zaalarmować swoich kolegów - rozkazała szybko Anna
Dwa ściagacze odłączyły sie od większego i zaczeły zachodzić kardazjański z dwóch boków, by szybko go zniszczyć. Nagle..."K... Gdzie on jest?""Nie ma go na czujnikach. Spadł?""Nie mam pojęcia. Cholera! Jest za mną! Dostałem! Spadam!""Już ja... Znowu zniknął! Thombson do transportowego. Uciekajcie! To pułapka! Oni tylko ufawa... Aaaaa!!!" - dalszy przekaz urwał się, gdy drugi ścigacz został zestrzelony.- Po prostu zajebiście. - skomentował pilot, uciekając jak najdalej od "uszkodzonego" wroga.
-Cholera jasna - zaklęła Anna sytuacja nie była najlepsza -Musimy się stąd wynieść -
Na szczęście kardazjański ścigacz nie ścigał rebelianckiego. Prawdopodobnie nie wykrył go. Jednak drużyna Anny doznała pierwszej straty - na jednym ze zestrzelonych ścigaczy był jeden z podwładnych.Dalszy lot był spokojny, choć bardzo męczący. Wreszcie udało się wylądować. Pilot zaczął mówić:- Pierwsze budynki są 1 250 metrów stąd. Czujniki powinny praktycznie nie dziłać z powodu burzy, więc możecie się prześliznąć. Tylko sie pośpieszcie, front burzowy niedługo przejdzie, więc wasza przewaga się skończy. Według ostatniego raportu jest tu prawie 100 cywili i 20 strażników, ale tych może byc teraz więcej, skoro odkryli że nie sa sami na planecie. A, i jeszcze jedno. Leci po nas statek ewakuacyjny, więc po narobieniu bigosu zwijamy się stąd.
Anna kiwnęła głową na potwierdzenia i odwróciła się do podwładnych-W trikorderach są załadowane mapy ... może bliżej do szkicu, ale to zawsze jakiś dodatkowy plus. Na początku spróbujmy po cichu załatwić strażników, potem jak w obrazku ich nie będzie zajmiemy się cywilami. Priorytet przy strażnikach to broń AA. Dobra wychodzimy - drużyna powstała gotowa do akcji.
Drużyna wygramoliła się z cieplutkiego ścigacza i wkroczyła w burzę. Tylko dzięki trikorderom wiedziała dokąd podążać, inaczej by sie pogubili.Do pierwszego budynki i sieci czujników zostało około 100 metrów, gdy Skiff rzekł przez słuchawkę:"Drużyna, meldować się po kolei." - wszyscy po kolei zaczeli wymieniac swe nazwiska, aż okazało się że brakuje jednego.
-Skiff nie ma na to czasu. Zajmiemy się tym później - powiedziała Anna -Musimy zdjąć ochronę. Skiff weź połową oddziału, a ja drugą i podzielimy się na te dwa stanowiska. Dajcie znak jak będziecie na pozycjach i do tego czasu nie róbcie hałasu -
Trikordery działały bardzo słabo, zapewne tak samo czujniki. Trochę trwało podejście, lecz czekała na zamachowców niespodzianka."Cholera, tutaj nie ma żadnych strażników! A budynek wygląda na opuszczony"
-To może być pułapka wyślij 3 osoby, żeby to sprawdzić -
Szybki rekonesans wykazał, że w budynku nikogo nie ma, został opuszczony w pośpiechu.Burza powoli cichła i przez jej szum przebił się dźwięk startującego promu. Pomknął prosto w górę, na orbitę.
-Szybko w wioskę, jeżeli jest opuszczona, to to jest pułapka i musimy się stąd jak najszybciej zebrać!-
Grupa Skiffa pobiegła wgłąb."To nie pułapka, tylko ewakuacja. Mam kilku żołnierzy w okolicy. Wyglądają na zawodowców w swych śnieżnych mundurach. Chronią cywili. Atakujemy?"
-Poczekajcie na nas i załatwmy to szybko - drużyna ruszyła na swoją pozycję, aby wspomóc Skiffa i jego ludzi. Byli gotowi załatwić wszystkich ...
Drużyna Anny ruszyła do akcji. W tej samej chwili burza ustała. Nagle widoczność zwiększyła się i można było zobaczyć co naprawdę się dzieje na osiedlu. Cywile byli pakowani do kilku promów, widać było kolejne ślady po statkach, które już wystartowały. Wszystko pilnowali kardazjańscy żołnierze, prawie niewidoczni w swoich zimowych mundurach.
