Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
-Przeliczyć się ! Starsi oficerowie niech sprawdzą kto spadł! - rozkazała Anna jednocześnie spojrzała na Pułkownika -Musimy ich stamtąd wyciągnąć-
Andorian nawet nie odpowiedział. szybko wydał rozkazy i zaczeło się wypalanie lodu.Już po chwili wyciągnięto pierwszą osobę. Na szczęście żyła i z grubsza była tylko w szoku. Z nastepną było gorzej, złamałą rękę i była podduszona."Czy ktoś nas słyszy?" - odezwałs ię komunikator ze sporymi zakłóceniami. - "Tunel się zawalił. Jest tu nas sześciu, nic nam nie jest. Próbujemy znależć zasypanych".Obecni załoganci Terroru podali, że brakuje 12 osób. Nie było też 4 Andorian.
-Zając się rannymi - rozkazał Anna personelowi medycznemu, sama chwyciła komunikator -Trzymajcie się próbujemy was wyciągnąć - Patrzyła jak ludzie Pułkownika pracują
Wyciągano kolejne ofiary. Dwóch kolejnych jeszcze się trzymało, ale nastepna już nie oddychała i miała pogruchotane żebra.Z drugiej strony też odkopano dwóch zasypanych. Nie byli w takim strasznym stanie.Pozostało jeszcze trójka, ale pułkownik podszedł do Anny i rzekł:- Ruszajcie dalej. Tutaj w niczym nie pomożecie. Zabiorę tylko kilka osób z przeszkoleniem medycznym, bo jeśli wydobedziemy pozostałych to będa w krytycznym stanie.
Anna kiwnęła głową dając znać, że rozumie, a po chwili kolumna wznowiła swój marsz.
Grupa dalej ruszyła, pozostawiając za sobą częśc Andorian i kilku medyków.Dalsza droga do obozu przebiegła bez problemów, choć raz przez chwilę było gorąco. Zatrzęsły się lodowe ściany z powodu przelotu klingońskiego promu, który zapewne szukał Antaresa.- Niech se latają, idioci. - rzekł andoriański kapitan, który przejął dowodzenie po Trelku. - W takich warunkach jeden błąd i mają twarde lądowanie.Wreszcie zmarznieci i zziębnięci Terranie dotarli do wydawało się ślepego tunelu. Przed nimi oraz po bokach znajdowały się ściany.Andorianin wyjął dziwne urządzenie i wysłał sygnał. Następnie podszedł do Anny.- Niech pani podwładni podzielą się w grupy po 4 osoby. Będą po kolei przenoszeni, skały tłumia zakłócenia i mozliwa jest teleportacja. Na początku pójdzie drużyna moich, by nie zaczęto do was strzelać. Nie oczekiwaliśmy gości.
Załoga została szybko i sprawnie podzielona i rozpoczął się proces transportu.
Tłumek Terran powoli zaczął się zmniejszać. Wreszcie nadeszła kolej na Annę.Po chwili pojawiła się w bazie, choć to było za duże słowo dla tego czegoś. Było to raczej obozowisko i magazyn w jednym. W dużej, całkowicie odciętej od świata jaskini znajdowały się namioty, spiwory i inne rzeczy służace do spania. Oprócz tego pełno było skrzyń i jeszcze więcej broni. Właśnie składano stanowisko przeciwlotnicze, montując potężne, szybkostrzelne działka fazerowe do podwozia z napędem antygrawitacyjnym.Nie licząc kilku Andorian nikogo nie obchodziło przybycie gości. Wyglądało na to, że wazniejszy był rozładunek zapasów.
Załoga miała się rozłożyć, w razie swoich możliwości pomóc obsłudze bazy, ale przede wszystkim przeczekać, aż do możliwości powrotu na "Terror"
Niepotrzebnych załogantów odesłano do tymczasowych kwater. Najsilniejsi dostali zadanie pomagania w rozładowywaniu ładunku z transportowca, który został zniszczony na orbicie.Po jakiś 30 minutach powrócił Trelk. Nie miał za dobrych wieści. Trzech załogantów Terrora nie żyło, dwóch było w ciężkim stanie. Ostatni zasypany, Andorianin zakończył przygodę z połamanymi kończynami i krwotokiem wewnętrznym, ale dzięki współczesnej technice szybko zostanie wypisany ze szpitala.
Nie pozostawało im nic innego jak przeczekać tą przygodę.
Wypakunek sprzętu powoli się kończył, a przymusowy postój zdawał się tylko denerwującym przerywnikiem w walce z Sojuszem...Po jakis kilku godzinach do zasypiającej Anny zbliżył się Trelk.- Mamy, k... problem. - nie przebierał w słowach. - Jedna z naszych baz nie odpowiada. Nie wygląda to na problemy z łącznością, bo znikneły nasze dwa patrole i nie mamy kontaktu z posterunkiem obserwacyjnym w pobliżu bazy tych p... łyżek. Zdaje się, że sk... zabrały się za nas. Potrzebujemy dywersji i to szybkiej. Co by pani powiedziała na mały wypad do ich osiedla, gdzie mieszkają rodziny? Atak na bezbronnych cywilów odwróci ich uwagę na parę godzin...
-Czasami trzeba zrobić to, co trzeba zrobić - odpowiedziała Anna podnosząc się -Zbiorę swoją drużynę -
Ponieważ mogła zabrać 12 podwładnych to wybrała do tej misji prawdziwych zabijaków, takich którzy nie mieli litości strzelac do bezbronnych.Trelk zrobił krótką odprawę.- Dostaniecie transportowy ścigacz. Będzie troche ciasno, ale przeżyjecie. Wysadzą was około 2 kilometry od osiedla mieszkalnego. Musicie sami dotrzeć na miejsce i postrzelać sobie. My damy wam krótkotrwałe wsparcie z powietrza, ale tylko wtedy jak wysadzicie dwa stanowiska rakietowe, bo inaczej zestrzelą nas nim dolecimy. Będziecie mieli jakieś 30 minut po bombardowaniu, aby się wyżyć. Potem przylecimy po was i zabierzemy. Jakieś pytania?
Nie było żadnych pytań. Drużyna z Anną na czele załadowała się do pojazdów. Zaraz za nią stali braci von Strachwitz - Eryk i Albert. Dwóch wysokich, niebieskookich bliźniaków, z licznymi bliznami. Dwójka prawdziwych zabijaków, która wspaniale się uzupełniała. Byli wyszkoleni na zabójców przez ich dziadka byłego agenta wywiadu Imperium. Albert - niższy z dwójki używał noży i małej ręcznej broni, był również specjalistą od materiałów wybuchowych. Eryk używał ciężkiej broni i snajperek, był również ekspertem w używaniu lotnych trucizn. Za nimi siedział Skiff, który był zastępcą dowódcy Anny, na tej misji, a obok niego Trillka. Jej poprzedni nosiciele byli żołnierzami piechoty - od marines, po komandosów. Jej ulubioną bronią były szybkostrzelne karabiny, a także sierp, którym potrafiła odcinać szybki ruchami kończyny przeciwników. Z reszty obsady wyróżniał się jeszcze siwy człowiek, z dłuższymi włosami - Sean Evans. Używał różnego rodzaju broni, ale najbardziej lubił dawne ziemskie pistolety ... oczywiście odpowiednio wzmocnione. Miał ogromne doświadczenie, a dodatkowo był szybki i cholernie celny, na krótszych dystansach ...
