Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
-Pięknie po prostu pięknie, może znajdziemy jakieś miejsce żeby się schować nie uśmiecha mi się podróż do bazy Sojuszu - uśmiechnąłem się lekko podróż byłaby raczej krótka pozostawała jeszcze tylko jedna możliwość -Otwórzcie ponownie kanał do dowódcy Nebuli .... mówi kapitan O'Connor, porozmawiamy o kapitulacji -
- Brak odpowiedzi. Rebelianci rozchodzą sie by nas zajść z boków.- Za minute będziemyh w zasięgu broni!Tymczasem kilka dni temu...Układ VagraAnna Ryan bezsilnie patrzyła jak Galory wchodzą na orbitę drugiej planety. Raider nie miał z nimi szans, a samobójczynia nie była. Widziała pościg niszczycieli za yridiańskim statkiem.Nagle na skanerach pojawiła się Akira. Serią torped zmiotła jednego z Galorów, a drugiego przegoniła.- Mamy przekaz z ISS Rage. O'Connor ma wykonac specjalne zadanie dla Anny Sobieski i dowództwo tutaj przejmuje Pierwszy Oficer. mamy skierowac się do bazy Wellington. Im szybciej tym lepiej. Koniec przekazu.
Anna skinęła głową na znak, że zrozumiała rozkazy. Spokojnym krokiem zajęła fotel kapitański-Lon wyznacz kurs na bazę Wellington, maksymalny warp wynosimy się stąd - rozkazała sternikowi. Ferengi popatrzył na nią i wzruszył ramionami-Tak jest - odpowiedział i wprowadził odpowiedni kurs, po chwili statkiem szarpnęło i znalazł się w warp. -Potrzebuję raportu z wszystkich sekcji- dodała Anna czując się teraz kapitanem "Terrora"
Raporty szybko napłynęły. Wszystkie były zadowalające oprócz tego o zwiadzie. Najprawdopodobniej nikt, oprócz O'Connora, nie przeżył, choć istniała mała szansa, że ktoś został przeniesiony na ISS Rage.
Anna całą zmianę Alfa przesiedziała na mostku, następnie udała się do gabinetu kapitańskiego, gdzie przygotowała wszystkie potrzebne raporty. Zmęczona udała się do kabiny. Na godzinę przed dolotem do bazy ponownie zajęła fotel kapitański. Zaczęła się powoli do niego przyzwyczajać, jak na razie nie miała żadnych nie przewidzianych wypadków, wszystko wydawało się iść w dobrą stronę. W końcu "Terror" doleciał.
Baza Wellington była starym, klingońskim posterunkiem, dobrze schowanym w obszarze kosmosu, najeżonego burzami jonowymi i osobvliwościami kwantowymi. Stanowiła raczej zaplecze niz prawdziwa bazę. Pracowało na niej zaledwie kilkanascie osób, a statki przybywały do niej tylko w sytuacjach kryzysowych.Gdy Terror minął kilka burz i ostro potrząsł się w ostatniej to załogantom Antaresa ukazała się stara, wielokrotnie łatana konstrukcja, ostro kontrastująca ze średnim statkiem, na oko niszczycielem nieznanej rasy i transportowcem.
Anna weszła na mostek rozglądając się po załodze. Wszyscy wyglądali na spokojny, Lon przygotowywał okręt do procedury dokowania, reszta nie miała zbyt wiele do roboty-Kaal wysłałeś już prośbę o dokowanie?- zapytała Ryan operacyjnego, ten tylko skinął głową-Przesłałem również pani raport o stanie załogi i prośbę o uzupełnienia. Dołączyłem również do nich spis rzeczy, które potrzebuje doktor i nasz szef- odpowiedział spokojnie Aenar -Dobrze, teraz pozostaje nam czkać --Jeżeli pani pozwoli, chciałbym zająć się tymi rzeczami, które udało nam się przesłać z planety. Ten posążek mnie zaciekawił - powiedział Sonal, ze swojego stanowiska-Oczywiście, jest pan wolny - naukowy wolno wstał i opuścił swoje stanowisko na mostku.
Sonal mógł spokojnie zająć się analizą posążka. Przedstawiona na nim była naga kobieta z dużym biustem, ubrana tylko w przepaskę biodrową. W jedynej ocalałej ręcę trzymała sierp, druga niestty zagineła. Tyglądała jak boginni urodzaju lub płodności, a twarz pokazywała, że nie pochodziła z Ziemi, ani innego znanego terrańskiego świata.Tymczasem baza Welligton odpowiedziała, że może uzupełnic tylko najważniejsze zapasy i że marynarze mają tylko 12 godzin wolnego. Sama Ryan miała się zgłosić na odprawę juz za godzine na pokład niszczyciela.
Pierwsza oficer szybko wymyła się w swojej kajucie i założyła świeże ubrania. To było jej pierwsze takie spotkanie i chciała wypaść dobrze przed przełożonymi. Na czas znalazła się na sojuszniczym okręcie. Mniej więcej w tym samym czasie Vulcanin rozpoczął bardziej wnikliwą analizę rzeźby przy pomocy bądź co bądź dość podstawowych sprzętów, ale może wystarczają. Chciał zaanalizować jej twarz aby odkryć do jakiej rasy przynależało to przedstawienie, dowiedzieć się wieku statuetki i być może odkryć podobne artefakty, które ktoś wcześniej odnalazł i które znajdowały się w "bibliotece" okrętu.
Szybko i sprawnie przeniosła się na pokład niszczyciela. W środku nie wyglądał mniej tajemniczo niż na zewnątrz. Najprawdopodobniej pochodził z jakiegoś państwa na obrzeżach znanego wszechświata.Anna bez zbędnych pytań zaprowadzono do okrągłej sali (obcy widocznie lubili takie klimaty, bo bardzo rzadko widać było krzywizny, wszystko była zaokrąglone). Tam przywitał ją człowiek, Andorianin i prawdziwy cudak, ubrany w dziwny szary strój.Człowiek powstał i przedstawił się jako John Bailey, dowódca stacji. Następnie pokazał na Andorianina, nazywając go Shale'thin'giem, dowódca najemników z Andorii oraz obcego, Shkotha (lub coś w tym rodzaju).- Pani kapitan, misja będzie szybka i prosta. Jakieś 20 godzin lotu stąd znajduje się dość zimna planeta. Kardazjanie mają tam tylko małą placówkę naukową i kilka setek górników, wydobywających metale raczej małej wartości. Z zasady nic ważnego. Ale to tam posiadamy prawdziwy obóz treningowy, gdzie szkolimy oddziały dywersyjne. Andorianie z grupy Lethina muszą po prostu tam wysiąść, a my ich osłonić do czasu zniknięcia w lodowych jaskiniach. Nie mamy organizować żadnych ataków, chyba że nas wykryją. W stosownym czasie placówka naukowa i kopalnie zostana oczyszczone z łyżek. Jakieś pytania?Analiza posążku wcale nie była taka łatwa. Baza danych milczała na temat rasy, z której pochodziła. Niestety ogromna ilość danych stracono podczas upadku Imperium, tylko część z nich udało się odzyskać. Być może w jakieś większej bazie znajdą sie jakieś tropy.Z analizy rozpadu C-14 wynikało, że ma minimum 600 tak.
Anna Ryan-Nie sir, wszystko jest zrozumiałe - odpowiedziała pierwsza oficer, misja faktycznie wydawała się jasna i prosta. Oczywiście jeżeli nie dojdzie do jakiś komplikacji, nieprzewidzianych zdarzeń, podobno żaden plan nie wytrzymał pierwszego starcia z wrogiem, było również wiele zmiennych, których po prostu nie dało się przewidzieć. Mogli wpaść na jakiś patrol wroga, ale cóż sytuacja była jaka była i mogła się cieszyć, że jej pierwsze samodzielne zadanie, nie będzie aż tak trudne. SonalVulcanin jeszcze raz przypatrzył się posążkowi, nie mógł powiedzieć, żeby archeologia, była jego najmocniejszą stroną ... specjalizacją, ale na tak małym okręcie, w czasie wojny miał bardzo ograniczone zasoby. Mimo to postanowił sprawdzić akta swoich podwładnych, może znajdzie wśród nich jakiegoś eksperta, który pomoże mu przy pracy z tą figurką.
Anna Ryan- W takim wypadku jest pani wolna do odlotu. - rzekł Bailey.SonalNiestety większość załogi zajmowała się głównie piciem, seksem i walką. Mało kto interesował się czyms takim dziwnym jak archeologia. Ale piojawiło się światełko w tunelu. W maszynowni pracowała Thoamasa Reyl, pół Tellarytka. Słynęła z niewyparzonej gęby, nie miała żadnych autorytetów i przyjaciół, bo mimo urody zrażała innych swym zachowaniem. Akta podawały, że ma kolekcję różnych staroci, zebranych wszelkimi mozliwymi sposobami.
Anna RyanAnna ponownie zasalutowała i postanowiła wrócić na swój okręt. Uśmiechnęła się na tą myśl, nawet jeżeli było to tylko tymczasowe przyjemnie było nazywać go "swoim" okrętem, zresztą jeżeli jej dobrze pójdzie, to kto wie jak potoczą się losy. SonalVulcanin nacisnął swój komunikator i powiedział swoim zawsze spokojnym głosem:- Thoamasa Reyl zgłosi się do oficera naukowego - rozłączył się i popatrzył na statuetkę pozostawało czekać i mieć nadzieję, że uda się dowiedzieć czegoś więcej. Pawel von Burg Gdy usłyszał wezwanie popatrzył na swoją podwładną i kiwnął lekka głową dając jej zgodę na opuszczenie maszynowni. Nie mieli aż tak wiele pracy, większość składała się na zmianę systemów i podsystemów tak żeby pasowały Pawelowi. Zawsze robił to na nowym okręcie, jak większość mechaników. Lubił gdy wszystko chodziło jak należy, to znaczy tak jak sobie zamyślił. Poza tym okręty produkowane seryjnie, nie miały duszy, a parę ulepszeń dało się wykonać zastępując tylko niektóre przewody innymi, albo wykonując całkiem sprytne obejścia. Kiedy Thoamasa zniknęła odwrócił się do swojej stacji i zaczął wykonywać kolejne symulacje, miał nadzieję zmniejszyć zużycie mocy przed wylotem.
Thoamasa szybko (w końcu Antares dużym okrętem nie był) znalazła się na mostku i podeszła do Sonala.- Pan wzywał?
