Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Uśmiechnąłem się do Japończyka lekko i skłoniłem z szacunkiem -Niewiele osób jest w stanie zaatakować tak szybko jak ja z rewolwerem. Przypomnij mi, żebym nigdy nie znalazł się po niewłaściwej stronie twojego miecza. A już napewno nie z bronią białą - dopiero po chwili odwróciłem się do "Klingonki" chowając jednocześnie swój pistolet do kabury. Lubiłem westerny, a strzelałem od dzieciństwa. Ten kto pierwszy wyjmie broń, ma większą szansę na przeżycie dlatego ćwiczyłem. A Holodeck w tym pomagał. Może O'Connorowie mistrzami miecza nie byli, ale w broni palnej już tak ... Popatrzyłem na Klingonkę i zapytałem z lekkim uśmiechem -Z kim mam przyjemność, bo wątpię żebyś była tym na kogo wyglądasz ... -
- Jestem Eve, operacje specjalne pana T. - odparła. - Tak na marginesie to parę kobiet cię pozdrawia.
-No proszę jaki ten świat mały - powiedziałem lekko zmieszany, ale szybko odzyskałem rezon -Wyjechałem i tęsknią za mną ... to słodkie. Możesz je też pozdrowić - miałem jeszcze sporo czasu, dlatego chciałem udać się do jakieś kajuty i odpocząć za nim zamienią mnie w Cardacha.
Eve odprowadziła cię do kajuty. jej monolog koncentrował się na zaletach pana Tavika, którego wychwalała pod niebiosa. Wreszcie przy drzwiach zapytała:- A ty co robiłeś w międzyczasie?
Jej monologu słuchałem jednym uchem. Miałem swoje własne zdanie o Taviku ... aż dziwne, że jakieś pokrętne koleje losu sprawiały, że nie mogłem o nim zapomnieć. Cóż Vulcan w końcu doigra się, szkoda będzie tylko tej jego kasy, której miał chyba sporo. Cóż trzeba będzie bardziej się postarać i też coś zarobić. Kiedy usłyszałem pytanie Eve zastanowiłem się co odpowiedzieć-Hmm poznałem parę nowych osób, udało mi się "zirytować", większość z nich ... czyli tutaj po staremu. Poza tym dostałem swój własny okręt, skopałem tyłki sojuszowi pod Terok Nor i pod tą samą stacją w lustrzanym wszechświecie, a ostatnio siedziałem nad tą planetą i szukałem takiego jednego typka. Nic ciekawego - przerwałem na chwilę zastanawiając się co powiedzieć. -Wiesz mam zamiar wziąć długą gorącą kąpiel i pozbyć się przynajmniej niektórych rzeczy. A jeżeli chcesz to możemy się spotkać później w holodecku i zobaczyć jakie postępy zrobiłaś w posługiwaniu się bronią. -
- To po odprawie, gdzie Anna poda sytuację taktyczną. - odparła. - Teraz sobie odpocznij. - usmiechnęła się i zostawiła cię samego przy drzwiach.
Wszedłem do środka, zamykając za sobą drzwi. Kurtkę zrzuciłem na najbliższy fotel. Resztę rzeczy gdzieś na podłogę, po całym dniu na planecie były brudne. A ponieważ nie zdążyłem nic zabrać z okrętu, będę musiał jakieś zreplikować. Po kąpieli w wannie, przygotowałem nowe ciuchy. Wyczyściłem i załadowałem swój rewolwer. Sprawdziłem, która jest godzina i kazałem komputerowi obudzić się na 20 minut przed moją wizytą w ambulatorium. Położyłem się spać ...
Odpoczynek trochę cię odświeżył. Jednak dzwięk budzika był dość denerwujący.
-Komputer wyłącz budzik- rzuciłem siadając na łóżku. Cholerna pobudka, ale cóż trzeba było wstać i zrobić to co trzeba było. W końcu Anne Sobieski nie była znana ze swojej cierpliwości. Ubrałem się szybko, rewolwer i dizruptor włożyłem do odpowiednich kabur, mniej więcej ogarnąłem kabinę i ruszyłem w stronę ambulatorium. Czas na zmianę skóry, będzie ze mnie prawdziwy wilk w owczej skórze.
W ambulatorium królował jakiś siwy staruszek. Jak wszedłeś do środka to właśnie robił coś gigantycznej mrówce, która coś piszczała.- Cicho! - warknął. - Wiem, że to niemiłe. Ale chcesz wrócić sprawny do swego oddziału? - po tym pytaniu mrówka ucichła.
Oparłem się o ścianę przypatrując tej scenie z pewnym rozbawieniem. Całe szczęście, to nie ja byłem jego pacjentem ... przynajmniej jeszcze. Ale miał wykonać prostą operację, a potem przywrócić mi moją kochaną facjatę.
Po kilku minutach doktor zwolnił owada, a ten wyszedł popiskując.- Nienawidzę Xindi-owadów. - rzekł dziadek. - Ale mają superorganiczne bronie i dlatego Anna trzyma ich oddziałek jako ochronę. Pan na zmianę wyglądu, tak? Załatwimy to szybko i w miarę bezboleśnie. Na kozetkę proszę...
Usiadłem na wskazanym miejscu i popatrzyłem na lekarza -Doktorze niech pan tylko nie popsuje mojego wyglądu ... wolał bym swoją twarz a oni ze mnie robią jakiegoś Cardacha ... długo to potrwa?-
- Dla pana krótko. - zaaplikował ci środek w szyję i po chwili straciłeś przytomność.Gdy otorzyłeś oczy to doktor nad tobą się uśmiechał.- Wyglądasz tak przekonująco, że mam ochotę cię zastrzelić. - rzekł. - Za około godzinę będzie odprawa, więc masz wolne. No, sio, sio!
