Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
W gabinecie Anna Usiadła na swoim fotelu.- Co było na Vagrze i skąd wytrzasnąłeś dwie walizki pełne latinum?
-Żeby skrócić długą opowieść. Na Vagrze było to coś co spotkali federaki z lustrzanego wszechświata. Tylko, że u nas lubiło kontrolować umysły. Żeby wydostać się z planety, zawiązałem krótki sojusz z oddziałem Sojuszu, który chciałem zerwać gdy tylko spotkamy potwora. Okazało się, że Armus jak kazał się nazywać nie lubi ludzi od czasu spotkania z Imperatorką Sato i jej wesołym cyrkiem. Cardassianie zaczęli strzelać chwilę wcześniej niż zaczęliśmy strzelać my i przy pomocy stwora pokonali nas. Załadowali mnie na Yrdiański statek, który rozbił się na powierzchni ... ponieważ nie pilnowali mnie dobrze to udało mi się uciec. Za nim zorientowali się o co chodzi, przeniosłem stwora w sam środek słońca systemu, skąd nikt go nie wyciągnie, a na okręcie Cardassian zablokowałem stery i również ich wysłałem ich w słońce żeby spłonęli. Uciekając spotkałem Cardassianina, który niósł walizeczki i te pady - mówiąc to położyłem te rzeczy na biurku -Obrabowałem więc go i wskoczyłem do kapsuły ratunkowej ... - zakończyłem swoją opowieść i uśmiechnąłem się lekko. Może trochę ja podkolorowałem, ale historyjka była wiarygodna -Aha i znalazłem ostatnie miejsce spoczynku ISS Raven i kapitana Hansena - dodałem po chwili
- Że co?! - wykrzyknęła Anna, całkowicie zapominając o twej historyjce. - ISS Raven rozbił się na tym pustkowiu?
W myślach, aż podskoczyłem z radości. Jedno słowo i dziewczyna zapomniała całkowicie o innych sprawach. Prawie tak jak by jej o ślubie powiedzieć. Udałem zaskoczonego -No tak, nawet znalazłem grób Hansenów -
- Annika się ucieszy. Podeślemy tu kogoś z naszych jak tylko Sojusz się zmyje z okolicy. A teraz przechodzimy do ciebie... - przerwała na chwilę by wzmocnić efekt. - Mam dla ciebie zadanie. Idealnie dla ciebie. Tavik powiedział, że nie nadajesz się do wyrafinowanej walki tylko walki. Słyszałeś kiedyś o Ketra Nor? To mocno umocniona kardazjańska stacja zajmowana przez Klingonów. Jest tam więzienie dla specjalnych "przestępców". Zadanie będzie proste. Dostać się tam, uwolnić ważnego więźnia i uciec. Proste, prawda?
Popatrzyłem na nią lekko zdziwiony -Zadanie ma swój potencjał nie powiem, ale wątpię żeby było to takie proste. W końcu Klingoni nie wpuszczą nas od tak o do stacji. Jakieś szczegóły planu ? - zapytałem spokojnie
- Dostaniesz paru podwładnych i promem dostaniecie się na pokład stacji. Szczegółowy plan sytacji podam na odprawie za kilka godzin. Wcześniej umyj się, odpocznij i przygotuj na małą operację chirurgiczną. Wolisz być Kardachem czy PetaQ'em?
-Wolę swoją cholernie przystojną twarz - odparłem szybko i uśmiechnąłem się lekko -Nie powiem, żeby przerabianie mnie na tych brzydali odpowiadało mi. Jeżeli mam już wybierać to wolę być Cardassianinem, nie będę musiał śmierdzieć - dodałem po chwili. Po chwili ciszy odezwałem się ponownie -Coś jeszcze, czy mogę się odmeldować? Po tej ostatniej rozróbie chętnie się zrelaksuje przed nową-
- Masz 4 godziny wolne. Potem do ambulatorium i na odprawie poznasz nowych przyjeciół.
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem. Ja to miałem szczęście, musiałem drugi raz trafić na Anię. Dlaczego nie mógłbym spotkać kogoś milszego? Ona była szalona ... i nie w tym dobrym sensie. Trudno. Postanowiłem znaleźć miejsce gdzie będę mógł zostawić część rzeczy ... czyli przede wszystkim pieniądze. Poza tym chciałem się umyć, chwilę przespać i do ambulatorium.
Pieniądze najlepiej chować w sejfach, więc po zapyatniu o niego poszedłeś do zbrojowni na pokładzie 3. W środku akurat przebywał "szlafrokowy" Chińczyk, który ostrzył sobie katanę.- Cześć O'Connor. - rzekł. - Co się tu sprowadza?
-Skorzystam z sejfu - powiedziałem wkładając do środka walizeczki i zamykając urządzenie. Uważnie przyjrzałem się Chińczykowi -Słuchaj chciałem cię o to zapytać. Dlaczego chodzisz w szlafroku? - uśmiechnąłem się lekko -Jeszcze z tym nożem do chleba - powiedziałem mówiąc o katanie odsunąłem się trochę -Słyszałem co nieco o piekielnej szybkości mistrzów tego mieczyka - odsunąłem swoją kurtkę pokazując rewolwer. -A ja ćwiczyłem trochę dobywanie ... zakład o flaszkę, że szybciej wyciągnę broń niż ty zdążysz mnie zaatakować tym mieczem. Oczywiście nie mordujemy się, nawet nie mam go załadowanego, dlatego liczę że zatrzymasz cios ...-
Na słowa o piżamie Chińczyk wykrzywił się.- Europejczyk? Nie, amerykaniec. Wy nigdy nie rozumieliście tradycji Dalekiego Wschodu. To nie piżama, a kimono. Tradycyjny japoński strój. A ten nożyk to katana ze stopu duranium/tritanium. Przeciąłby cię na pół jak tnie się papier nożyczkami.- Nim się zmierzymy muszę się przedstawić. jestem Pey Chin, mistrz miecza z rodu Han. Mój ród ma długie tradycje w walce. Najpierw byliśmy samurajami, wojownikami, żołnierzami cesarza, a potem Imperatora. Teraz jesteśmy mścicielami. Ten miecz posmakował już krwi 12 Klingonów i jednego gula, a wykułem go zaledwie 3 miesiące temu.Chińczyk, a właściwie Japończyk ustawił się w pozycji bojowej i włożył katanę do pochwy przy pasie. trzymał na niej rękę by jak najszybciej wydobyć śmiercionosne ostrze.
Odsunąłem swoją kurtkę przesuwając ją za kaburę, aby mi nie zawadziła podczas dobywania broni. Ustawiłem rękę nad nim, żeby móc błyskawicznie wyjąć broń. Przyjrzałem się przeciwnikowi -Cóż Pey Chin z rodu Han ... ja jestem Duncan O'Connor z klanu O'Connor. Moi przodkowie byli wojownikami, rycerzami, żołnierzami i terrorystami. A ten rewolwer zakończył życie wielu Cardassian i Klingonów ... widać mamy ze sobą wiele wspólnego.- zakończyłem swoją mowę podczas której cały czas obserwowałem Japończyka. Po czym powiedziałem krótko -Atakuj -
Wyszarpnął broń i ciosem poziomym zamierzył się na twą rękę. Gdy naciskałeś spust poczułeś lekkie ukłucie na środkowym palcu. Gdybyście walczyli naprawdę to trafilibyście w przeciwnika w tej samej chwili.- Jesteście naprawdę szybcy. - usłyszałeś z boku. W drzwiach do zbrojowni stała niska Klingonka w dość dziwnym dla niej, bo ludzkim ubraniu - bluzce z krótkim rękawem i spodniach.
