Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Wziąłem swój komunikator -Pocałuj mnie w moją Irlandzką dupę Estelle- po czym nie czekając na jej odpowiedź wyłączyłem go, rzuciłem na podłogę i rozbiłem butem.-Spróbuj się połączyć ze mną teraz, H'Kress idziemy - po tych słowach kontynuowaliśmy naszą podróż
- A myślałam, że skusisz się na mały pojedynek. Tylko ja i ty. - kontynuował komunikator zabitego doktora.
Wyjąłem i ten komunikator -Cóż Estelle, nie ufam ci jak się pokaże zabijesz mnie. Pojedynki zdarzały się tylko w Westernach, jak to sobie wyobrażasz staniemy naprzeciwko siebie i kto pierwszy wyciągnie broń, daj spokój- mówiąc to położyłem ciągle włączony komunikator na ziemi i dałem H'Kress znak, żeby poszła za mną. Wkrótce zniknęliśmy za kolejnym zakrętem/
- Zawsze byłeś małym pieprzonym tchórzem mocnym w gębie. Najpierw zajmę się tą... - z racji odległości nie usłyszałeś już dalszych słów Estelle.Zatrzymaliście się w jakieś sekcji na pokładzie 4.- Dokąd idziemy? - zapytała H'kress. - Tavika na 5 pewnie nie ma i nigdy nie było, a myśmy się wciągneli w pułapkę jak dzieci...
-Tak, cóż nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka- powiedziałem i uśmiechnąłem się-Jeżeli ta symulacja jest taka dobra, gdzieś powinny być Cardasiańskie promy, możemy spróbować jakiś ukraść i spróbować zniszczyć ten okręt w walce kosmicznej--Możemy mieć problem z uruchomieniem broni, lub ten prom może nie mieć żadnego uzbrojenia--Wtedy staranujemy ten okręt, jeżeli wbijemy się w odpowiednie miejsce, unicestwimy go--I siebie razem z nim--Tak to już bywa. Chociaż chciał bym odnaleźć Estelle, wypróbujmy pewną sztuczkę- wziąłem komunikator Arany i zacząłem go modyfikować aby zrobić z niego wykrywacz pozostałych komunikatorów. Trochę mi to zajęło, ale po pewnym czasie odwróciłem się do Caitanki.-Już zmodyfikowałem komunikator, tworząc maleńki sensor, w zasadzie nie było to takie trudne, trzeba było przekierować podzespół komunikacyjny do czipów sensorycznych- popatrzyłem na minę H'Kress i odchrząknąłem-Będzie wykrywał wszystkie komunikatory działające na tej samej częstotliwości, powinniśmy odnaleźć dzięki temu ludzi Tavika- po tych słowach uruchomiłem go.
Wykrywacz miał dość mały zasięg, ale najważniejsze, że działał.Pochodziliście po okręcie, omijając kilka patroli Kardazjan. Ci ostatni ostro się wkurzyli robieniem sobie z nich jaj i zaczęli poważnie szukać napastników. I robili to metodycznie, sprawdzając sekcje i odcinając je po kolei.Nie było wyjścia, trzeba było zacząć schodzić coraz niżej. Byliście już na 8, gdy wykrywacz chyba coś znalazł. Wskazywał cel o 15 metrów w linii prostej. Ale sama się też poruszała.
Dałem znak ręką H'Kress i zaczęliśmy iść po cichu w stronę sygnału. Nasza broń była w pogotowiu, szukałem tylko dobrego miejsca skąd mogłem dobrze ostrzelać cel.
Cel zachowywał wciąż odległość 15 metrów. Nagle zatrzymał się. Po chwili jego sygnatura zaczęła się rozmywać.- Chyba się zorientował, że go wykrywamy. - szepnęła H'kress.
Kiwnąłem tylko głową i dałem jej znak, żeby ruszyła za mną. Sam zacząłem się podkradać w kierunku, w którym ostatnio poszła, miałem jeszcze nadzieję, że urządzenie ponownie zaskoczy. Idąc dokonywałem małych poprawek mając nadzieję wzmocnić sygnał.
Poszukiwany był już za rogiem. W dalszym ciągu nie ruszał się.Nagle usłyszałeś za sobą bzyknięcie i przekleństwo. H'kress władowała się w pole siłowe. Zostaliście rozdzieleni.
Uderzyłem pięścią w pole siłowe. "Odcięli H'Kress" pomyślałem. Gestem pokazałem jej, żeby poszukała innej drogi, ta skinęła głową i odwróciła się. Ja natomiast chwilę jeszcze wpatrywałem się w pustkę. Zostałem sam. Chwyciłem mocniej karabin, dotknięcie broni zawsze mnie uspokajało. Nie pozostało mi nic innego jak sprawdzić co z moim celem. Kontynuowałem swoją "podróż"
Niestety sygnatura zniknęła. Nawet manipulowanie komunikatorem nie pomagało.- Zostaliśmy sami. - usłyszałeś blisko głos Estelle. - Pokaże ci kto jest lepszy.
Wyłączyłem komunikator - wykrywacz, zacisnąłem zęby. "A więc jednak będziesz miała ten swój pojedynek Estelle" pomyślałem. Po czym okrężną drogą ruszyłem do miejsca skąd dochodził jej głos. Postanowiłem być ostrożny.
Wyszedłeś na pusty korytarz. Powoli poruszałeś się do przodu. Nagle zauważyłeś, że coś wystaje za najbliższego załomu. To coś lezało na ziemi. Wyglądało jak przód buta.
Uśmiechnąłem się zajadle i wyciągnąłem nóż. Wyjąłem dizruptor i nożem przeciąłem jeden z podzespołów, po czym nacisnąłem ładowanie, wyrzuciłem go jak najbliżej buta i zacząłem biec za nim ta improwizowana bomba wybuchnie. Może nie miała dużo siły, ale nogę potrafi urwać a latające odłamki zrobić sałatkę z człowieka. Cofałem się w miarę szybko, ale nie chciałem odwrócić się plecami do buta. Po chwili zdecydowałem, że nie ma na co czekać i zanurkowałem za najbliższą kryjówkę.
