Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży Szafrański
Dowódca okrętu zdenerwowany zawołał:- Lord of the thunder please be my guide, before and after my last ride...Wesołym, nierównym krokiem zmierzał przed siebie. Czas płynął szybko umilany coraz to nowymi sentencjami wypowiadanymi przez Mateusia:- When the legend hides the truth at the clash of sun and moon...Jednak nie zapomniał, iż musi podążać do swego gabinetu.Po chwilach...- May be starboard flak you - to powiedział widząc sytuację w swoim gabinecie. Oprócz biurka, krzesła i szafek niewiele stało na właściwych dla siebie miejscach. Mimo to postanowił czekać w milczeniu na raport...
Przybyły pierwsze raporty. Załoga powoli się zbierała. Okręt potrzebował wiele mniejszych napraw, które miały według szefa zająć około 3 dni. Brakowało również części sprzętu.
- Tallin, wraz z tym kogo macie naprawicie na ile pozwalają warunki - oznajmił Mateusz - Ja porozmawiam z wyżsżą sferą na temat odpowiedniego sprzętu. Operacyjny, trzymajcie załogę za mordę, bo wam na plecy wejdzie.Po tych słowach wstał z krzesła i ruszył w kierunku drzwi. Przed nimi zatrzymał się i rzekł do załogi:- Jeśli to wam pomoże to potraktujcie moje słowa jako rozkaz.Wybrał się w poszukiwanie konsoli do transmisji na większe odległości.
Znalazł działającą po krótkich poszukiwaniach na pokładzie 3. Zauważył również, że na okręt zaczęło przybywać coraz więcej załogantów.
Mateusz rączo podszedł do konsoli. Ku jego szczęściu interfejs był dość intuicyjny, więc:- Kilka brzdąknięć i po sprawie.Tak też uczynił, a po chwili począł mówić:- Tu chorąży Mateusz Szafrański, dowódca USS Giuseppe Garibaldi do kapitana Jeffersona Farfana. Odbiór.
Po chwili na ekranie pojawiła się twarz grubszego, łysiejącego człowieka.-Słucham chorąży, o co chodzi?- zapytał lustrując cię wzrokiem, wyglądał na zaskoczonego.
- Mamy tutaj problem, panie kapitanie. Czy jest pan w stanie dostarczyć moim mechanikom niezbędnego sprzętu do naprawy statku? Odbiór.
Mateusza ogarnęły czarne myśli:
Przecież to nie on, a nie wierzę w swoją pomyłkę...
Kapitan popatrzył na niego zdziwiony -A co to chorąży, służba kwatermistrzowska Federacji nagle przestała istnieć? - mówił spokojnie i do tego uśmiechał się kpiąco -Istnieje chyba odpowiednia droga służbowa dla takich próśb? -
- Kapitanie, z całym szacunkiem, ale nie mamy tyle czasu. Federacja wyznaczyła nam sztywny czas na wykonanie patrolu i musimy się jego trzymać. Biurokracja na nic się tutaj zda.
Kapitan zaczął wpisywać komendy, po chwili popatrzył na ciebie -Nie widzę aby pański okręt był w najbliższym czasie był przeznaczony na jakąkolwiek misję, no chyba, że pracuje pan dla wywiadu - uśmiechnął się kpiąco - Nie mogę panu pomóc, żegnam - po tych słowach rozłączył się
- Co za piernik - tyle skomentował tą sytuację chorąży - Ale skoro nie mamy misji do wykonania to dobrze.Mateusz ponownie popstrykał w konsolę i zaczął mówić:- Tu USS Giuseppe Garibaldi do dowództwa federacyjnej służby kwatermistrzowskiej. Odbiór.
Po chwili na ekranie pojawił się młody, znudzony porucznik -Słucham chorąży - powiedział spokojnie -W czym możemy pomóc?- dodał z dość sztucznym uśmiechem
- Czy jesteście w stanie nam dostarczyć sprzętu koniecznego do napraw USS Giuseppe Garibaldiego?
Mateusza ponownie ogarnęły czarne myśli:
Co za przymuły jednak służą w tej Federacji
-Jakiego sprzętu chorąży? Mam zgadnąć czy może wrzucić na prom narzędzia jak leci? Słyszał pan kiedyś o czymś co nazywa się procedura?- nie wyglądał na spokojnie, wydawał się nawet rozdrażniony -Wszyscy chcecie, abyśmy akurat na was zwrócili szczególną uwagę, A procedury, formularze, wydaje się wam, że co to jest?- wyrzucił z siebie, po czym znów uśmiechnął się -Więc co chorąży potrzebuje - wycedził
