Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży MacLeod
- Doskonale - podszedłem do jednej z półek i przypiąłem fazer do pasa. Klepnałem swój komunikator - Panie Ricoletti, prosze zgłosić się w transporterze.Wychodząc z pomieszczenia, skinąłem dłonią na kadetów, żeby poszli za mną.Jednocześnie zauważyłem coś niepokojącego w wyrazie twarzy DeVirian.W windzie ukradkiem spoglądałem na nią przez chwilę. Drapieżny uśmiech błądzący gdzieś w kącikach ust, spięta. Wyglądała jak rozdrażniona kobra.Całą trójką weszliśmy na platformę transportera.- Kadecie - kiwnąłem przyzwalająco głową w kierunku operatora konsoli.
Kadet bez słowa przejeżdża dłonią nad konsolą. Znajome otoczenie rozpływa się...By przybrać postać wnętrza dużego polowego namiotu. Trzy stoły z poświetlonymi trójwymiarowymi holomapami świadczą o tym, że trafiliście do sztabu. Kręci się przy nich kilku ludzi. Jeden z nich odwraca się w Waszą stronę. Rozpoznajesz pułkownika, który odpowiedział na zgłoszenie USS Skye.- Witam na terenie kompanii K - uśmiecha się zimno. Patrzy przez chwilę na piny oznaczające Twoją rangę, ale nic nie mówi. - Jeśli można... Chciałbym pokazać teren manewrów - zbliża się do jednego ze stołów.
Po paru sekundach obserwacji błękitnych iskierek obraz wyostrzył się a sala transportera zamieniła w polowy namiot. Ale prowizorka, sztab pod kawałkiem płachty zamiast choćby w jakimś modułowym kontenerze.Osobnik w randze pułkownika zmierzył mnie wzrokiem, zatrzymując się na chwilę przy mojej randze. Kiedy się odezwał, przysiągłbym, że powiało chłodem jak z krypty.- Dziękuję pułkowniku. Proszę nas wprowadzić w sytuację - skinąłem na Sheana i Eve.Uprzejmie podszedłem do wskazanego przez niego stołu z holomapą.Miałem przed sobą plastyczny obraz terenu ćwiczeń kompanii K.Nie odzywając więcej, czekałem na wyjaśnienia.
- Moja kompania specjalizuje się w atakach typu "uderz i odskocz" - rozpoczyna objaśnianie pułkownik. - Z braku ludzi poszczególne plutony zmieniają się rolami. Raz atakuje jeden, drugi się broni... A innym razem odwrotnie. Ponieważ mamy cała planetę do dyspozycji, w kilku punktach zbudowaliśmy prowizoryczne bazy, służące jako cele ćwiczebne. Atakujący pluton używa promów jako środka przerzutowego. Marines są desantowani około kilometra od zabudowań, po czym rozpoczynają skryte podejście. Pora ataku zależy od dowódcy oddziału. Czasem jest to noc, czasem świt, czasem wieczór. Zadaniem pańskiego okrętu będzie monitorowanie całej akcji od momentu startu promów aż do jej zakończenia. Dane z sensorów posłużą później do dalszej analizy. To, co pan tu widzi - oficer wskazuje mapę - to odzwierciedlenie terenu położonego trzysta kilometrów na południe. Holomapa przedstawia wyspę, porośniętą tropikalną roślinnością. Zauważasz kilka punktów, które wyglądają jak stacjonarne działka fazerowe. Sama baza nie wygląda imponująco. To kilka wież strażniczych oraz baraków.- Na niewielkiej wyspie znajduje się nasza instalacja- ciągnie dalej pułkownik.- Obecnie broni jej pluton beta. Pluton alfa został wyznaczony do przeprowadzenia ataku.Start promów nastąpi dokładnie za dwie godziny. Czy pan i pańscy oficerowie uczynilibyście nam ten zaszczyt i wzięli udział w ćwiczeniach jako bezpośredni obserwatorzy?Nic w tonie pułkownika nie wskazuje, że poznał Twojego pierwszego oficera. Patrzy na Ciebie z obojętną miną.
Wpatrywałem się w kamienną twarz Reevesa z niewzruszonym spokojem.Coś tu nie gra.- Dziękuję za zaproszenie pułkowniku - uśmiechnąłem się szeroko jak do starego przyjaciela - Bardzo chętnie się przyłączymy. Póki co jednak, wracamy na okręt, przygotować stanowisko monitorujące manewry. Jak tylko wydam odpowiednie instrukcje załodze, zjawimy się z powrotem.- Shean, Eva - zwróciłem się do pierwszego, celowo nie używając jego nazwiska - załadujcie mapy i zbieramy się.- Będziemy z powrotem za półtorej godziny pułkowniku. Mam nadzieję, że nie ma Pan nic przeciwko temu?
- Ależ skąd- odpowiada pułkownik. - Będziecie mieli jeszcze dwadzieścia osiem minut w zapasie...Kadeci przegrywają dane, dotyczące map do tricorderów. Po chwili Eva melduje:- Gotowe, kapitanie...Kątem oka widzisz, że jeden z ludzi pułkownika przypatruje się Wam dość intensywnie. Wygląda jak młodsza kopia pułkownika. Na jego kurtce dostrzegasz insygnia porucznika.Eva również go zauważa. Robi się blada. Ale raczej nie ze strachu... Zaciska zęby. Pięści też. Nic jednak na jego temat nie mówi. Staje tylko tak, by być między Sheanem a tamtym. W zasadzie to może być kwestia przypadku - i tak szła w tamtym kierunku...Odwraca się twarzą do Ciebie. Widzisz, że jest spięta. Jej prawa dłoń kołysze się blisko fazera.
Drobne poruszenie w kącie namiotu nie uszło mojej uwadze. Młody porucznik wpatrywał się w każde z nas po kolei z niezwykłym skupieniem. Wyglądał jak młodszy o 30 lat klon pułkownika- Kyle! - Przemknęło mi przez myśl - Co teraz zrobisz?Nie zrobił nic... Nie zdążył. Eva wsunęła się mimochodem pomiędzy niego a Shaena i z dłonią błądzącą w pobliżu fazera spojrzała na mnie. Jej twarz wyglądała jakby odpłynęła z niej cała krew.Spojrzałem uważnie, jeszcze raz na jej fazer, ponownie w jej oczy i delikatnie przymrużając powieki, pokręciłem przecząco głową, krótkim, ledwo dostrzegalnym ruchem.- Do zobaczenia za półtorej godziny pułkowniku - klepnąłem komunikator - MacLeod do kadeta Ricoletti. Troje do przeniesienia wprost do pokoju odpraw, transport.
- Tak jest - dobiega z komunikatora. Ponownie doświadczasz uczucia rozpływania się rzeczywistości. Gdy wracasz do siebie, stoisz w niewielkim pomieszczeniu, slużącym jako sala odpraw na Novej. W porównaniu do tej, jaką może szczycic się Galaxy jest to drobinka, połowa wielkości zaledwie... Ale jest.Pierwszy patrzy z niepokojem na taktyczną. Rudowłosa oddycha ciężko, widać próbuje dojść do siebie.
Szybkim krokiem podszedłem do replikatora:- Woda, zimna.Ująłem w dłoń szklankę i podałem ją Evie.- Usiądź, to zaraz minie. Ty też Shean - wskazałem mu krzesło i sam usiadłem naprzeciw poddenerwowanej dwójki - Nie jestem pewien, ale wygląda na to, że Kyle chyba cię rozpoznał. Obawiam się, że od tej chwili nie możemy zmienić umundurowania na bojowe, bo zacząłby nas traktować podejrzliwie i nie wiadomo jakby się to skończyło.- Póki co, odetchnijcie chwilę i postarajcie się odprężyć - przeszedłem ku szczytowi stołu i nacisnąłem przycisk systemu komunikacyjnego na blacie.- Panie Greystone, jesteśmy z powrotem. Proszę natychmiast zgłosić się do pokoju odpraw.
- Tak jest - odpowiada kadet.- Dziękuję, kapitanie - DeVirian wypija łyk wody i siada. Patrzy na Connora. Sean zachowuje kamienną minę.- Brak munduru bojowego nie jest problemem - coś w głosie Evy zwraca Twoją uwagę. Jest lodowato zimny. Zupełnie jak woda, którą jej daleś.Drzwi otwierają się z sykiem. Do środka wchodzi Greystone.- Kapitanie?
- Panie Greystone, proszę załadować mapy poligonu z trikoderów do naszego systemu i je zorientować. Dostęp do danych tylko z konsoli taktycznej, i mojego terminala - wskazałem leżące na stole, mrugające pudełka - To wszystko na tą chwilę.Odczekałem aż naukowy opuści pomieszczenie i pochyliłem się w kierunku Evy.- Shean, możesz zostawić na chwilkę mnie i Evę samych? - zapytałem znienacka Pierwszego - zgłoś się do zbrojowni, niech ci wydadzą komponent 347Beta. 3 sztuki. Powołaj się na mnie.
Naukowy zbiera trikordery.- Za dwadzieścia minut będzie gotowe - odpwoiada, po czym wybywa.Pierwszy patrzy na Ciebie przez chwilę.- Tak jest, kapitanie - odpowiada, po czym opuszcza pomieszczenie. Przechodząc koło rudowłosej dotyka przelotnie jej ramienia.Zostajesz sam z taktyczną. Kadetka patrzy gdzieś przed siebie.
- Co się dzieje Eva? - zmierzyłem siedzącą nieruchomo jak posąg, ze wzrokiem utkwionym gdzieś w przestrzeni, taktyczkę - Rozmawiałem dzisiaj z Sheanem. Wiem, że ma powody żeby nienawidzieć młodego Reevesa. Trochę to trwało, zanim wreszcie mi powiedział, ale w końcu wyrzucił to z siebie.- No i teraz Ty - wstałem i podszedłem do okna za którym przesuwały się z wolna wstęgi chmur na brunatno-zielonym tle - Dlaczego mam wrażenie, że najchętniej zastrzeliłabyś Kyle'a w tym namiocie, gdybyś tylko mogła? Proszę nie mów tylko, że chcesz to zrobić dla Sheana. Tu chodzi o coś innego niż wasze uczucie.Odwróciłem się z powrotem w kierunku DeVirian i wsparłem na blacie stołu.- Chyba nie myślisz, że umknęło mojej uwadze to, że macie się ku sobie?
Taktyczna przenosi wzrok na Ciebie.- Obecność Kyle'a Reeves'a stanowi bezpośrednie zagrożenie dla kadeta Connora. Dla mnie również. Gdy Sean zaczął zadawać pytania odnośnie siostry, która omal nie zginęła w wypadku, próbowano oskarżyć go o kradzież medykamentów z Akademii. Na czarnym rynku niektóre z lekarstw osiągają zawrotne ceny. Nic dziwnego, ponieważ są jednocześnie bardzo silnymi narkotykami. Rzeczywiście, zniknęło kilkanaście dawek najmocniejszych z nich. Sfałszowano zapis z kamery bezpieczeństwa. Wyglądało na to, że Shean jest złodziejem. Postawiono go w stan oskarżenia. Niestety - a może na szczęście - nikt nie wiedział, że spotykamy się już od pół roku. Tamtej nocy też byliśmy razem. Dobrowolnie stawiłam się przed sądem, by złozyć zeznania. Jeden z obecnych Volkan sprawdził moją prawdomówność. Sean został oczyszczony z zarzutów. Oboje staliśmy się jednak "czarnymi owcami". Musielismy się bardzo pilnować, by nie wylecieć ze swoich lat...Milknie. Wygląda na to, że skończyła spowiedź. Widzisz, że mięsień na jej lewym policzku ledwo dostrzegalnie drga. W ten sposób reagują ludzie, będący na skraju wybuchu.
W milczeniu wysłuchałem wszystkiego co powiedziała Eva ale coś mi mówiło, że to nie wszystko. Może to ten ledwo dostrzegalny tick nerwowy, powodujące mimowolne skurcze.- Eva - zacząłem prawie szeptem, żeby nie wyprowadzić jej z równowagi - jestem nie tylko waszym kapitanem. Mam się wami również opiekować. A to oznacza, że dopóki jesteście moją załogą, nie pozwolę, żeby komukolwiek z was coś się stało. Choćby za cenę mojego życia, bo o karierę nie dbam.Delikatnie położyłem dwa palce na jej policzku, uspokajając rozedrgany mięsień...- Wiem, że to trudne, ale powiedz mi... - fale psychicznego bólu i nienawiści napływały na przemian, budząc we mnie lekkie zawroty głowy. Skąd u tak kruchej istoty, tyle morderczego szału?
