Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży Daimond
- Tak rozumiem jeśli nic pana nie boli jest pan wolny proszę się tylko zgłosić za jakieś 24h na kontrole do pańskiego oficera medycznego - powiedział doktor i odszedł.
Skinąłem głową i ruszyłem w drogę powrotną na swój okręt. W końcu nie można było tracić czasu ...
Okręt był dokładnie w tym samym miejscu gdzie go zostawiłeś po korytach chodzili spokojnie załoganci niektuży witali cię skinieniem głowy.Kiedy wszedłeś na mostek pierwszy zerwał się z foela kapitańskiego i powiedział - O dobrze że pan jest na pewno zainteresuje pana to co się działo podczas pańskiej nie obecności - po czym wręczył ci padd.
Usiadłem w swoim fotelu czytając padda, to wszystko było bardzo ciekawe. Kiedy odłożyłem padda popatrzyłem na pierwszego -Dobra robota panie Doliński. Będę u siebie w biurze - po tych słowach podniosłem się z fotel. Na szczęście u mnie wszystko było już naprawione. Usiadłem przed biurkiem i na komputerze wywołałem mapę galaktyki z zaznaczonymi naszymi flotami i miejscami ataku przeciwników. Zacząłem szukać też raportów o najeźdźcach. Ktoś musiał coś wiedzieć ...
Floty były albo w najważniejszych systemach planetarnych jak Volkański czy Sol lub strategicznie rozmieszczone na terytorium federacji aby móc szybko dotrzeć na miejsce ataku i wspomóc lokalne siły najbliżej was była 9 flota.Wróg pojawiał się gdzie chciał według raportu to była pierwsza nie udana operacja korytarz zapadł się z nie znanych przyczyn do tej pory federacja odkryła że na kilka min przed otwarciem się tunelu w miejscu docelowym gromadzą się nie wielkie ilości antyprotonuw a po jego zamknięciu pozostaje śladowe promieniowanie.Dzięki tym odkryciom federacja strwożyła coś na kształt systemu wczesnego ostrzegania jeżeli w danym systemie jest promieniowanie śladowe a wróg jeszcze nie atakował znaczyło to że musiał wysłać jednostkę zwiadowczą i prawdopodobnie szykuje atak.Co do samych obcych naukowcy federacji przebadali kilku martwych niestety większość wyników jest utajniona oficjalnie wiadomo tylko że są to sporocytowe formy życia i na pewno pochodzą z innego wszechświata kwantowego.
Pozostawało mi tylko czekać, czy coś się tutaj wydarzy czy może w końcu skierują nas gdzie indziej. Z tym okrętem najlepiej gdzieś na tyły, w końcu to był szkoleniowy. Co za pomysł posyłać tych młodych ludzi na wojnę? Wiedziałem, że musiałem o kimś z tym porozmawiać, zgłosić jakiś sprzeciw. Zielona załoga, stary okręt i duża możliwość śmierci, oni mięli się uczyć, a nie bawić w wojnę. Zacząłem przeglądać informacje o dowódcach zastanawiając się, który byłby w stanie mi pomóc.
Mogłeś się zgłosić do samego admirała floty a także władz federacji ale nie sądziłeś aby to przyniosło jakiś skutek po za kilkoma wnerwionymi admirałami.Najtrafniejszym wyborem zdawała się dowódczyni sektora Admirał Janeway której bezpośrednio podlegaliście.
Janeway. Nigdy jej nie spotkałem, chociaż słyszałem trochę o jej rodzinie. Ona podobnie jak ja pochodziła, z "rodziny o tradycjach w Gwiezdnej Flocie", co należało odczytywać jako kółko wzajemnej adoracji wojskowych. Co prawda nigdy nie ukończyłem Akademii w San Francisco, będącej najlepszą w Federacji taką uczelnią i sama tworząca kolejne grono wzajemnej adoracji. Jednak nigdy nie było źle, w końcu każdy słyszał o jej przygodach w kwadrancie Delta, a z kim tam była? Z Maquis. Grupa jej pierwszego oficera, nadal pozostawała w sporym gronie we flocie, co mogło trochę mi ułatwić życie. Wybrałem odpowiednie połączenie, jednocześnie poprawiając mundur. Skoro miałem rozmawiać z admirał ... to lepiej wyglądać jak najlepiej.
Po chwili na ekranie pojawiła się Admirał Janeway i patrząc na ciebie powiedział - Tak w czym mogę panu pomóc chorąży.
Zasalutowałem -Pani Admirał jestem Chorąży Jack Daimond, dowódca USS Carvahall okrętu szkoleniowego. Chciałem się zwrócić w sprawie naszego przydziału, obecnie znajdujemy się w systemie Tama, jako jeden z okrętów obronnych. Nie chciałbym, żeby zabrzmiało to jako narzekanie, ale nie jestem pewien czy taki przydział dla okrętu szkoleniowego, byłby najlepszy. Proszę mi wybaczyć zuchwałość, ale brałem już udział w licznych walkach. Jednak ten okręt jest stary, a do tego składa się z samych dzieciaków. Niech pani Admirał zrozumie, ale straciłem już ludzi z tego okrętu ... mówiąc ludzi, mam na myśli młodych kadetów. Nie chcę kwestionować rozkazów, sytuacja Federacji jest niebezpieczna. Jednakże czy stary Centaur musi być wykorzystywany do walki? - przerwałem na chwilę zastanawiając się co dalej powiedzieć, jednak szybko kontynuowałem nie dając w tym momencie dojść pani Admirał do słowa -Niech pani mnie zrozumie, sam chętnie rzuciłbym stanowisko dowódcze i poszedł walczyć w pierwszej linii, ale martwię się o te dzieciaki pod moją opieką. Dość drastyczny sposób na naukę, którzy ja przeżyłem jako dzieciak, gdy miałem zaszczyt służyć w pewnej organizacji, z których członkami miała pani okazję współpracować przez dłuższy czas ... wolałbym w tym momencie oszczędzić im tych przykrości. Oni powinni ukończyć akademię i dopiero wtedy trafić na wojnę. Nie na okręt szkoleniowy, gdzie tylko jedna osoba wcześniej walczyła, ale tam gdzie byliby otoczeni przez bardziej doświadczone osoby- w tym momencie skończyłem dodając tylko ostatnie zdanie-Może uzna pani moje słowa za zuchwałość, jeżeli tak jestem gotowy poddać się karze- zasalutowałem jeszcze raz i zamilkłem patrząc na kobietę.
Admirał popatrzyła na ciebie przeszywającym wzrokiem jak by cie próbowała prześwietlić rentgenem ale po chwili powiedziała - Zaskoczył mnie pan Chorąży nie spodziewałam się czegoś takiego ale zaimponował mi pan przemyślę pańską próbę ale jak narazie dalej broni pan systemu Tama w końcu mamy wojnę chodź z tego co wiem chyba będziecie mieli spokój proszę oczekiwać nowych rozkazów najwcześniej jutro Janeway koniec - kiedy admirał skończyła ekran zajęło logo floty.
"Poszło lepiej niż oczekiwałem" przebiegło mi przez myśl, że ta rozmowa, mogła skończyć się w naprawdę nieciekawy dla mnie sposób. Widocznie miałem duże szczęście, chociaż jak to mówił mój pierwszy dowódca: "Bez ryzyka nie ma życia". Podniosłem się ze swojego miejsca, będzie czekać w systemie. Przynajmniej już nikt nie powinien atakować, więc dzieciaki będą spokojnie mogły zając się nauką, czyli tak jak powinno to wyglądać. Wyszedłem na mostek. Było tutaj pusto, w końcu baza co złego mogłoby się zdarzyć? -Komputer ćwiczenia alarm bojowy - na okręcie zapaliły się czerwone światełka. Ja usiadłem w swoim fotelu. Dopiero po dłuższej chwili na mostek wbiegła zmiana alfa. W momencie, w którym ostatni załogant zameldował się na swoim stanowisko światła zgasły =/=Czas 15:45 sekund=/= powiedział komputer. -Niedopuszczalne - dodałem szybko -Będzie trzeba to przećwiczyć - -Ale wszyscy spali sir! Nie byliśmy gotowi - zaprotestował pierwszy-Oczywiście na tym polegają ćwiczenia. Myśli pan, że wróg będzie wpraszał się na konkretną godzinę? Bądźcie gotowi z laserami i torpedami o 22:35:21 bo wpadniemy z wizytą? - Kadet spuścił wzrok patrząc w swoje buty -Nie sir- -Dobra możecie odmaszerować - kolejni załoganci zaczęli udawać się do swoich kajut. Będzie trzeba zintensyfikować ćwiczenia. Będą mieli jeszcze czas aby zdobyć doświadczenie bojowe. Kiedy załatwiłem wszystkie swoje sprawy udałem się do kajuty. Kolejny dzień minął mi i załodze spokojnie na ćwiczeniach ... trochę ich po przepędzałem, lepiej niech teraz popełniają błędy niż podczas walki. Wieczorem siedziałem w swojej kajucie sącząc butelkę wina, którą znalazłem w swojej kwaterze. Z kartką: "Dla przyszłego dowódcy okrętu, z życzeniami szczęścia. Kapitan Jonathan Klein". Piękna tradycja, to musiałem przyznać. Wino było przednie ...
Na drugi dzień rano przyszła informacja że za 24h macie być gotowi do drogi ale jakiś bardziej szczegółowych rozkazów nie było.
Dzień minął spokojnie. Załoga ćwiczyła, ja dawałem zadania "starszym oficerom" gdy minęła moja wachta przeczytałem wszystkie raporty i skończyłem całą zabawę papierkową. Poszedłem na siłownię i zjadłem obiadokolację w mesie. Następnie udałem się do kajuty na zasłużony odpoczynek.
Rano na 2 godziny przed wyznaczonym terminem wyruszenia przyszły rozkazy.Mieliście dołączyć do konwoju który rozwoził zapasy do wielu małych koloni na obrzeżach federacji łącznie miał on 17 przystanków.Mieliście wyruszyć za 2h z warp 5 i połączyć się z nim kiedy będzie przelatywał w pobliży tego układu.
