Forum Rozmowy (nie)kontrolowane Mesa List otwarty

List otwarty

Viewing 6 posts - 16 through 21 (of 21 total)
  • Author
    Posts
  • Eviva
    Participant
    #59802

    Piotr pisze, że sama nic nie robię. Pytanie: co JA moge zrobić? Nie jestem osobą publiczną. Cokolwiek zrobię, nikt tego nie dostrzeże. Ale choćbym trenowała całe życie, nie pojechałabym do takiego kraju jak Chiny tak samo, jak nie wystąpiłabym w hitlerowskich Niemczech. Marusarz wolał śmierć w obozie koncentracyjnym niż trenowanie gestapowskich sportowców. Nie twierdzę, że na jego miejscu też wybrałabym śmierć, bo mogłabym się okazać zbyt tchórzliwa. Ale odmowa wyjazdu na olimpiadę u zbrodniarzy nie wiązała się z niczym poza ryzykiem utraty medalu - a na to byłabym gotowa. Piotrze, R'Cer i inni: inaczej byście śpiewali, gdyby to Wasze rodziny zmasakrowano w Tybecie. Gdyby do nas znienacka wleźli Rosjanie, powiedzieli, że co nasze to ich, i urządzili nam to piekło, a potem organizowali olimpiadę, Wy pierwsi wrzeszczelibyście, że obowiązkiem świata jest zignorować te igrzyska. Jak zwykle jednak - co daleko, tego równie dobrze mogłoby nie być. Wstyd mi za Was.A tak na marginesie - ciekawe stosunki tu panują. Wystarczy mieć inne zdanie, a już ktoś musi się zagotować. I nieważne przy tym, jak oględnie się to zdanie wyrazi.

    Gosiek
    Participant
    #59804

    Pytanie: co JA moge zrobić? Nie jestem osobą publiczną. Gdybym była takowa, tobym zrobiła..

    Najbardziej żałosne tłumaczenie na świecie - "przecież ja nic nie mogę, bo nie jestem znana, sławna i nie mam pieniędzy i dlatego nikt mnie nie posłucha". Jak się siedzi i jedynie narzeka oraz wymaga od innych zamiast coś zrobić, to na pewno nie osiągnie się żadnego efektu.

    Skoro tak Cię przejmuje los Tybetańczyków, że uważasz go za wart porzucenia dorobku całego życia (bo tego przecież wymagasz od sportowców, których jedynym dorobkiem i źródłem utrzymania jest ich siła/sprawność i starty w zawodach), to zacznij od siebie - sprzedaj dom, samochód i inne ruchomości, wybierz z konta wszystkie oszczędności i np. wpłać na fundację pomagającą Tybetańczykom albo kup bilet do Chin i zacznij organizować pomoc na miejscu - sama lub z innymi ludźmi, którzy to robią.

    W moim przekonaniu wtedy nabierzesz prawa do krytykowania innych, że nie chcą poświęcić swoich karier i źródeł utrzymania dla siebie i rodzin (bo bycie sportowcem to też zawód i sposób na życie). Jak się chce wymagać czegoś od innych, to najpierw trzeba wymagać od siebie.

    Wstyd mi za Was.

    Obejdzie się.

    Nie wiem jak kolegom, ale mi za siebie zupełnie nie wstyd. Nie popieram polityki Chin wobec Tybetu, ale w przeciwieństwie do Ciebie, nie uważam, że nieobecność kilkunastu czy nawet kilkuset sportowców na olimpiadzie ma na tą politykę jakikolwiek wpływ ani tym bardziej, że świadczy o ich moralności lub wsparciu dla chińskiego rządu. Dużo więcej w moim przekonaniu mogą zdziałać właśnie ci, którzy tam pojadą i wygrają, a po zwycięstwie np. wniosą na podium flagę tybetańską albo w wywiadach, których będą udzielać dziennikarzom będą mówić o sytuacji w Tybecie. To za zwycięzcami będzie biegać prasa i inne media, to oni będą na sobie skupiać uwagę świata i dostaną szansę przekazania czegoś istotnego a nie ci, którzy na olimpiadę nie pojechali. Nieobecni nie mają racji i prawa głosu.

    inaczej byście śpiewali, gdyby to Wasze rodziny zmasakrowano w Tybecie

    A jak "śpiewamy" teraz? Czy ktoś z tu piszących poparł działania chińskiego rządu? Napisał, że masakrowanie Tybetańczyków jest słuszne? Nie zauważyłam. Czy postawa zrozumienia dla sportowców, którzy chcą wystartować na olimpiadzie, bo do tego się przygotowywali i to jest dla wielu z nich jeden z najważniejszych celów w życiu jest zbrodnią równie wielką jak strzelanie do Tybetańczyków? Odnoszę wrażenie, że w Twoim przekonaniu tak. Pozostaje mi współczuć czaro-białej wizji świata. Albo zdziwić się nad nieprzebranymi pokładami hipokryzji w takim myśleniu.

    A tak na marginesie, do mnie i o mnie osobiście możesz sobie wypisywać co chcesz, ale od mojej rodziny wara. Nie dlatego, że mnie ruszy cokolwiek, co o niej możesz napisać, ale dlatego, że ich tu nie ma i nie mogą się odnieść do całej sytuacji. Mieszanie nieobecnych i nie mających szans na ripostę ludzi do dyskusji, oraz stosowanie argumentów ad personam to gest rozpaczy i oznaka braku argumentów.

    Eviva
    Participant
    #59806

    A tak na marginesie, do mnie i o mnie osobiście możesz sobie wypisywać co chcesz, ale od mojej rodziny wara. Nie dlatego, że mnie ruszy cokolwiek, co o niej możesz napisać, ale dlatego, że ich tu nie ma i nie mogą się odnieść do całej sytuacji. Mieszanie nieobecnych i nie mających szans na ripostę ludzi do dyskusji, oraz stosowanie argumentów ad personam to gest rozpaczy i oznaka braku argumentów.

    Wskaż jedno słowo, którym obraziłam Twoja rodzinę. Twoja reakcja wskazuje raczej na to, że mam rację - trafiłam w czuły punkt. Przykro mi, ale czy naprawdę jesteś w stanie odczuć jedynie bezpośrednie trafienie? Teraz wiem, skąd biorą się fanatyczni przeciwnicy kary śmierci za najgorsze przestępstwa. Zawsze powtarzam, że gdyby najbardziej zagorzałemu przeciwnikowi ktoś zgwałcił i zamordował kilkuletnie dziecko, z punktu zmieniłby zdanie. I to właśnie jest obrzydliwe - cierpienie innych uważamy za daleko mniej ważne niż nasze własne.

    Taki jest mój pogląd na tę sprawę. Można się z nim zgodzić lub nie. Dam jednak pewien przykład, który powinien dać do myślenia każdemu, kto ma jakieś serce.

    Pracuję w szpitalu. Poznałam tam pewnego dnia fanatyczną przeciwniczkę przeszczepów, która po śmierci mózgowej swego dziecka odmówiła oddania jego organów na przeszczep. Miała prawo. Ale gdy jej siostra potrzebowała nowej wątroby, biegała po wszystkich szpitalach, usiłując ją znaleźć. Kto to zrozumiał, niechże skorzysta.

    Gosiek
    Participant
    #59808

    Polecam przeczytać mój poprzedni post ze zrozumieniem, nie twierdzę, że gdziekolwiek obraziłaś rodzinę- moją czy jakąkolwiek inną, tylko że nie widzę potrzeby mieszania jej do tej dyskusji, ponieważ uważam pisanie o nieobecnych za nieeleganckie - nieobecni nie mają głosu.

    cierpienie innych uważamy za daleko mniej ważne niż nasze własne.

    Pokaż mi za to słowa w których ja, albo ktokolwiek inny w tym temacie napisał, że uważa cierpienie innych za mniej ważne niż swoje, bo ja takiego teksu tu nigdzie nie widziałam. Może ja czytam jakiś inny temat na forum? Chyba, że pisząc "uważamy" wypowiadasz się za siebie, a ta liczba mnoga to taki ozdobnik.

    każdemu, kto ma jakieś serce.

    Serce, jak twierdzi medycyna, ma każdy - bez niego organizm człowieka nie może funkcjonować. Tego przynajmniej uczono mnie kiedyś w szkole na biologii. Ale jako medyk z zawodu zapewne o tym wiesz. ;>

    Czekam też na odpowiedzi na pytania i argumenty z poprzednich postów - Piotra, R'Cera i mojego. Chociaż zmiana tematu na ten mający wzbudzać litość szpitalny wątek, zdaje się wskazywać, że odpowiedzi nie masz. A może tylko nie chcesz jej udzielić?

    Teraz wiem, skąd biorą się fanatyczni przeciwnicy kary śmierci za najgorsze przestępstwa.

    Ooo! A gdzież to w tym temacie znalazłaś tak cenną wiedzę? Chętnie poznam to źródło. Zawsze uważałam, że ludzie są zwolennikami lub przeciwnikami kary śmierci ze względu na własne przekonania, ale widać się myliłam, a olśnienie było gdzieś w postach na forum...

    Silver Phoenix
    Participant
    #59814

    Ale choćbym trenowała całe życie, nie pojechałabym do takiego kraju jak Chiny tak samo, jak nie wystąpiłabym w hitlerowskich Niemczech.

    Ty - nie. Inni zdecydowali inaczej. Jest to ich decyzja, oni będą się męczyć (bądź nie) z ewentualnymi wyrzutami sumienia. Życia tym nikomu nie odebrali, nikomu raczej nie zaszkodzili. Daj im spokój...

    Piotrze, R'Cer i inni: inaczej byście śpiewali, gdyby to Wasze rodziny zmasakrowano w Tybecie. Gdyby do nas znienacka wleźli Rosjanie, powiedzieli, że co nasze to ich, i urządzili nam to piekło, a potem organizowali olimpiadę, Wy pierwsi wrzeszczelibyście, że obowiązkiem świata jest zignorować te igrzyska.

    E, nie... Polska Walcząca ma długą tradycję; najwyżej znowu pojawiłaby się "kotwica" na murach i zaczęłyby fruwać koktajle Mołotowa. Świat ma zasadniczo w... pewnej części ciała... pojedyncze państwa i to, co się tam dzieje. Chyba, że chodzi o USA, Rosję czy Chiny właśnie... Poczynania tych trzech gigantów mają chyba największy wpływ na gospodarkę światową. Cała reszta się po prostu nie liczy. Smutne, ale prawdziwe. Świat nie będzie walczył z Chinami, ponieważ spora część zachodnich (nawet amerykańskich) fabryk została przeniesiona właśnie do nich. Jakiekolwiek embargo uderzyłoby nie tylko w Państwo Środka, ale również (a może przede wszystkim) w kraje je wprowadzające. A tylko blokada ekonomiczna byłaby w stanie zmusić Chiny do czegokolwiek. W tym przypadku przysłowie o karawanie i psach sprawdza się aż za dobrze...

    Wstyd mi za Was.

    Bo...?

    A tak na marginesie - ciekawe stosunki tu panują. Wystarczy mieć inne zdanie, a już ktoś musi się zagotować. I nieważne przy tym, jak oględnie się to zdanie wyrazi.

    Odwieczny urok TSS 🙂 Czego się spodziewasz przy takiej liczbie userów? Im większa grupa ludzi, tym większe szanse, że Twoje zdanie komuś się nie spodoba. Cóż, taka rola forum: umożliwić dyskusję. A czym jest dyskusja, jak nie ucywilizowaną pyskówką? 😉

    Więcej dystansu i chłodniejszej głowy przy odpisywaniu - to tylko forum 🙂

    Piotr
    Keymaster
    #59818

    Piotr pisze, że sama nic nie robię. Pytanie: co JA moge zrobić? Nie jestem osobą publiczną. Cokolwiek zrobię, nikt tego nie dostrzeże.

    Czy trzeba byc osoba publiczna, by pomagac? Czy pomaga sie po to by byc dostrzezonym, czy po to, by pomoc? Mowisz tak, jakby to drugie nie liczylo sie bez pierwszego. Przeciez sa ludzie, ktorzy tam pomagaja i nie sa znani. Podalismy Ci tu kilka sposobow pomocy, to, co moglabys zrobic - od bardziej skrajnych do mniej - dlaczego na to nie odpowiedzialas? Ja chcialbym sie dowiedziec, czy cos z tych rzeczy zrobisz, a jesli nie to dlaczego?

    Ale choćbym trenowała całe życie, nie pojechałabym do takiego kraju jak Chiny

    [...]

    Ale odmowa wyjazdu na olimpiadę u zbrodniarzy nie wiązała się z niczym poza ryzykiem utraty medalu - a na to byłabym gotowa.

    Wierze, ze teraz tak myslisz, ale nie wierze, ze bys to zrobila. I bynajmniej nie dlatego, ze uwazam, iz ten potencjalny medal bylby dla Ciebie tak cenny. Po prostu podejrzewam, ze tak jak teraz nie wystepujesz z szeregu tych, ktorzy nie dzialaja, tak i wtedy bys nie wystapila z szeregu tych, ktorzy jada. Byc moze dlatego, ze bedac blizej tych wydarzen, rozumialabys, ze wiecej dobrego zdzialasz, jadac, niz bojkotujac.

    Piotrze, R'Cer i inni: inaczej byście śpiewali, gdyby to Wasze rodziny zmasakrowano w Tybecie. Gdyby do nas znienacka wleźli Rosjanie, powiedzieli, że co nasze to ich, i urządzili nam to piekło, a potem organizowali olimpiadę, Wy pierwsi wrzeszczelibyście, że obowiązkiem świata jest zignorować te igrzyska.

    Nie znasz mnie, nie wiesz, co bym zrobil, wiec nie wmawiaj mi tego. Dla Twojej informacji, nie naleze do ludzi, ktorzy wrzeszcza, osadzaja innych i jednoczesnie rozkladaja rece, ze sami nic nie moga zrobic. Jesli znalazlbym sie w takim, jak to obrazowo nazwalas, piekle, to bym z tym walczyl w jakikolwiek mozliwy dla mnie sposob. Byle nie w sposob glupi.

    Czy Ty nie rozumiesz czym te igrzyska sa dla Tybetu teraz, gdy nie da sie ich anulowac? Nie widzisz, ze dopiero teraz swiat zobaczyl co sie dzieje? Przeciez Chiny gnebia Tybetanczykow juz prawie 50 lat! Przejrzyj na oczy, gdyby nie te igrzyska, Ty bys o nic nie krzyczala tak jak nie krzyczysz w sprawie walk i mordow w Afryce. Gdyby bylo tak jak chcesz i teraz odwolano by igrzyska, mozliwe, ze swiat zapomnialby o sprawie na kolejne 50 lat. Teraz, gdy ktos moze cos zamanifestowac i pokazac calemu swiatu, co tam sie dzieje - i to nie byle kto, bo sportowcy, ktorzy sa lub beda slawni - to Ty twierdzisz, ze nie powinni jechac.

    Jak zwykle jednak - co daleko, tego równie dobrze mogłoby nie być.

    Nie zarzucaj mi ignorowania rzeczy, ktore maja miejsce w Tybecie ani ze uwazam, iz cierpienie innych jest mniej wazne niz moje. Nie sugeruj, ze uwazam polityke Chin za poprawna. Widzisz tylko to, ze w czyms sie z Toba nie zgadzamy, a poniewaz probujesz bronic Tybetanczykow, wydaje Ci sie, ze wystepujemy rowniez przeciwko temu. Innymi slowy "slyszysz, ze dzwoni, ale nie wiesz, w ktorym kosciele". Po prostu czytaj to, co tu piszemy - my nie godzimy sie na to, bys potepiala niczemu niewinnych ludzi, a nie ignorujemy czy popieramy to, co sie dzieje w Tybecie. Zacznij to odrozniac.

    Wystarczy mieć inne zdanie, a już ktoś musi się zagotować. I nieważne przy tym, jak oględnie się to zdanie wyrazi.

    Bycie oglednym to bycie delikatnym i ostroznym w zachowaniu oraz wydawaniu osadow - to definicja slownikowa. Pozwol ze Ci szybko streszcze, co tu pisalas. Najpierw potepilas sportowcow za to ze nie bojkotuja igrzysk, potem zrobilas z nich bezdusznych materialistów, ktorzy wyzej cenia dodatkowy medal i 'kochane pieniazki' od setek istnien ludzkich. Nastepnie wzielas sie za nas, wmawiajac ze cierpienie obcych ludzi nie jest dla nas istotne i mowisz, ze Ci za nas wstyd jakbysmy conajmniej popierali chinski rzad.

    Gdzie jest ta Twoja oglednosc?

    Jesli uwaznie przeczytasz, co ja tu napisalem (inni tez), to zrozumiesz, ze z nas dwojga to nie ja mam sie czego wstydzic. Przeciez Ty nie odpowiadasz nawet na nasze pytania, nie mowiac juz o podawaniu logicznych kontrargumentow.

Viewing 6 posts - 16 through 21 (of 21 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram