Forum › Fantastyka › Star Trek › Klingonie czlonkami Federacji
Równie dobrze na tej płaszczyźnie to Federacja mogła by wstapić do Imperium:) Przynajmniej w kwesti militarnej tak powinno być, klingoni w walce i kosmicznej i naziemnej maja o wieki wiecej doświadczeni niz GF
Wedle tego rozumowania Wielka Brytania już prawie wstąpiła do USA - współpraca militarna, wspólne operacje itp. 🙂
Przynajmniej w kwesti militarnej tak powinno być, klingoni w walce i kosmicznej i naziemnej maja o wieki wiecej doświadczeni niz GF
[post="31830"]<{POST_SNAPBACK}>[/post]
Trochę późno, ale: to skąd w takim razie bierze się równowaga pomiędzy trzema największymi Imperiami w kwadrantach A i B?
Przy okazji, tak na postrach:
hm, a tak troszke z innej beczki ale nie do końca. Dajmy na to ze gram na uni 21 (bo tak jest) w ogame, prosze klingonow i romulan (z ktorymi mamy pokój i bardzo dobre stosunki) o unię z Federacją to czy to nie jest to o czym mowa na obrazku? Ja nie chcę zeby UFP wchłaniała RSE i IKF tylko zeby to byla Unia trzech mocarstw. A swoją drogą zapraszam do uni 21. W Federacji (tag UFP) jest miejsce dla kazdego, rozne sekcje i wyszczegolnienie ras. Zapraszam
Dajmy na to ze gram na uni 21 (bo tak jest) w ogame, prosze klingonow i romulan (z ktorymi mamy pokój i bardzo dobre stosunki) o unię z Federacją to czy to nie jest to oczym mowa na obrazku?
Tylko co ogame ma wspólnego z kanonem star treka? I z tym tematem? To nie jest dyskusja o tym, czy sojusze między Klingonami a Federacją są możliwe w jakiejkolwiek wyimaginowanej grze internetowej tylko o tym, czy w treku Klingoni należeli do Federacji. Poza tym podpisanie paktu o współpracy a przynależność do jakiejś organizacji (czyli tu do Federacji) to są dwie zupełnie różne rzeczy, a mam wrażenie że Ty je traktujesz jednakowo. Także ja bym proponowała jednak trzymać się tematu i źródeł w miarę kanonicznych, a nie uzasadniać sprawę tekstami typu: "bo w sieciowej grze X to jest możliwe".
Tak sie zastanawiam (zbieralem materialy do nowego artykulu na Exc - tak tak, obsmarowujacego klingonw 😛 [zartuje] ) czy gdyby spojrzec na Federacje troche inaczej niz to sie zazwyczaj robi - tzn nie jako spojny twor (panstwo) ale raczej unie panst (cos w rodzaju ONZ z GF robiacymi za sily pokojowe) to czy wtedy klingonie mogliby stac sie czlonakmi Federacji - tak jak Polska czy USA sa czlonkami ONZ a mimo to nadal sa niezaleznymi panstwami.
IMO nie. Przykład z ONZ jest nienajlepszy, bo do niej należą prawie wszystkie państwa świata, spróbujmy więc z UE. Obok państw członkowskich są tu nieczłonkowskie. Niektóre z nich blisko współpracują z Unią (np. Turcja), inne nie (Urugwaj). Jest to zdeterminowane wieloma czynnikami (wśród których podstawową rolę gra odległość - co w stosunkach handlowych nie dziwi). Podobnie w ST - niektóre z gatunków niefaderacyjnych współdziałają z Federacją bliżej, inne dalej, co jest zależne od wielu czynników i zmienne w czasie. Mimo to pozostają one poza Federacją - aż do czasu formalnego wstąpienia do niej.
Uwaga - spoilery.
Nie sądzę.
Po pierwsze - organizacja IK jest wybitnie militarystyczna. Federacja ma swój statut, jej flota ma swoje dyrektywy, które różnią się od zasad, wg których działa klingońska flota. Co więcej - w momencie przystąpienia do Federacji Klingoni musieliby zrezygnować z jednego z najważniejszych atutów - maskowania.
Po drugie - Imperium Klingońskie jest "państwem", które nie cierpi nacisków z zewnątrz. Prowadzi swoją politykę - czasem lepiej, czasem gorzej... Ale swoją. I nie wychodzi chyba na tym tak źle - wciąż istnieje...
Po trzecie - nie mieliby gwarancji, że Federacja uszanuje wiele z ich zwyczajów. Wbrew szumnie głoszonej tolerancji wobec innych kultur Federacja próbuje ustawiać innych według swojego 'widzimisię". Dobrym przykładem może tutaj być odcinek TNG, kiedy to Worf zostaje sparaliżowany (zachowanie Rikera), lub odcinek DS-9 - wizyta brata Worfa na stacji (zachowanie Sisko).
Po czwarte - Klingoni mają diablo mało powodów, by łączyć się z Federacją. Jaką opinię o UFP ma typowy Klingon - można było zaobserwować nieraz. Jaki jest sens łączenia się z kimś, za kim się nie przepada?
Nie ma rozwiniętej współpracy gospodarczej między Federacją a IK. Przynajmniej ja czegoś takiego nie kojarzę. Pozwolę sobie również przypomnieć łatwość, z jaką w DS-9 Gowron odrzucił traktat pokojowy ("The way of the Warrior"). Tak, jakby w ogóle go nie było. Gdyby UFP i IK łączyły więzi gospodarcze, Gowron nie uczyniłby tego tak "po prostu"... Jak to o nim mówiono? Aha... "Jest bardziej politykiem niż wojownikiem" (słowa Worfa; nie pamiętam zbytnio do kogo skierowane, a zgadywać nie chcę; to było bodajże w okolicy epizodu, kiedy Worf wyzywa Gowrona). Nie narażałby gospodarki Imperium na załamanie.
Poza tym Worf jest - jak sam nieraz podkreślał - jedynym Klingonem w Gwiezdnej Flocie. To też o czymś świadczy...
Po piąte - siłą militarną Federacji jest Gwiezdna Flota. Jakoś nie wyobrażam sobie klingońskich okrętów w jej szeregach. Poza tym pozwolę sobie przypomnieć odcinek TNG, kiedy to Riker dowodzi Hathaway'em. Pod koniec epizodu pada podsumowanie: "pierwsze manewry wojenne Gwiezdnej Floty dobiegły końca."
Ze screenplay'a:
Captain's log, supplemental. With
the transporter repaired and my
crew safely back aboard, we have
officially ended the first
Starfleet battle simulation.
Sądząc po czymś takim, to Klingoni musieliby odwalać za Gwiezdną Flotę brudną robotę.
Jeśli mówimy o połączeniu, należałoby się zastanawić, co zyskałyby obie strony.
Federacja zyskałaby potężny zastrzyk sił w postaci dobrze uzbrojonych okrętów oraz znakomicie wyszkolonego personelu. Nowo zyskani oficerowie nie wahaliby się przed poświęceniem życia w obronie interesów - no właśnie, czego? Federacji...
A co zyskałoby IK? Wiszącą nad głowami Radę Federacji, uniemożliwiającą swobodne prowadzenie własnej polityki.
Kiepska wymiana.
Zeal Pozwole sie sobie nie zgodzic z 2 rzeczami:
1) O ile pamietam w TNG Riker nie mial specjalnie nic przeciwko temu zeby Worf sie zaciukal. Nawet mu dostarczyl co trzeba. A ze sam nie chcial brac w tym udzialu - co w tym dziwnego. Ja tez bym nie chcial.
Z Sisco to faktycznie inna sprawa, ale (przynajmniej ja tak to rozumialem) dotyczyla bardziej Worfa niz Kurna - jakby zaciukal braciaszka to by go Odo do ciupy wsadzil za morderstwo. I terraz usylsze - no wlsnie, a gdzie poszanowanie tradycji przez Federacje. Tam gdzie powinno byc. Stacja nie by;la terytorium Federacji tylko Bajoran ktorzy wowczas czlonkami Federacji nie byli i mogli sie na takie rzeczy nie zgadzac.
2) Federacja by zyskala potezna flote - calkowicie im nie potrzebna.
Federacja ma a ) dobrych oficerow, b ) dobre okrety. Od strony militarnej Klingonie nie sa im potrzebni.
A Klingonie - potezna gospodarke i stojace za nimi duuuuuuze pieniadze. Mogliby przestac podbijac inne rasy a zaczac kupowac od nich potrzebne planety (zdaje sie ze jak kiedys federacja chciala dostepu do tunelu podprzestrzennego to go sobie kupila :D) Ze juz o technologiach cywilnych w rodzaju terraformingu etc (raczej olewanych w imperium) nie wspomne.
Stacja nie by;la terytorium Federacji tylko Bajoran ktorzy wowczas czlonkami Federacji nie byli i mogli sie na takie rzeczy nie zgadzac.
Za to O-P-R dostał od federacyjnego oficera. Nie od bajorańskiego.
Federacja ma a) dobrych oficerow, cool.gif dobre okrety.
Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Na okręcie flagowym służą - a przynajmniej powinni służyć - najlepsi oficerowie Floty. To wydaje się być logicznym załozeniem. Sam zaś nie raz krytykowałeś Rikera na przykład... A jak bedę złośliwy, znajdę Twój post, gdzie wyraziłeś się iż Federacja ma "do d..py oficerów" 😛
Co do dobrych okrętów... Tiaaa... Nie widzę powodu do powtarzania po raz kolejny przerzucanych wielokrotnie argumentów. Moje zdanie znasz.
A Klingonie - potezna gospodarke i stojace za nimi duuuuuuze pieniadze. Mogliby przestac podbijac inne rasy a zaczac kupowac od nich potrzebne planety (zdaje sie ze jak kiedys federacja chciala dostepu do tunelu podprzestrzennego to go sobie kupila biggrin.gif)
Twoi Klingonie być moze.
Serialowi Klingoni na to nie poszli. I nie zanosiło się, by coś takiego miało miec miejsce. Co więcej - przypominam oburzenie Grilki, gdy dowiedziała się, w jaki sposób osłabiono jej ród. I miny Rady, gdy Quark zaczął im wyłuszczać, w czym rzecz. Już to widzę, jak Klingoni zamieniają się w Ferengich...
Chciałeś znać opinię odnośnie swojego pomysłu - dostałeś ją. A jak znam życie, to i tak napiszesz artykuł po swojemu. Twoje święte prawo...
Nie widzę dalszego powodu do kontynuowania dyskusji. Z mojej strony - na chwilę obecną - to wszystko.
ok, jedna uwaga - Federacja przetrwala 300 lat bedac atakowana przez wszystkich w okolicy (zaczynajac od Romulan, konczac na Borg). Pomijajac Dominium, z kazdym innym przeciwnikiem poradzila sobie sama. To oznacza ze albo ma a ) dobrych oficerow b ) przewage technologiczna tak duza, ze nawet idioci w rodzaju Rikera nie sa w stanie przegrac wojny :DA artykul nie ma byc o Klingonach. Nie mialbym o kim pisac. Ehh...
Ja na chwilke wtrące się do dyskusji.Klingoni maja jedna rzecz dla której warto mieć w nich przyjaciół. To urządzenie maskujące (to że sami tego nie wynaleźli to inna sprawa). Ktoś może powiedzieć w czym problem, przecież Federacy mają ta technologię, jednak traktat z Romulanami zabrania uzywania tego typu urządzeń.Maja też inną pozytywna cechę - są waleczni i chcą ginąc w walce. No to można ich wysłąć na pierwszą loinie i tylko dobijac resztę.
To pierwsze nic by nie dalo gdyby klingonie stali sie czlonkami Federacji. to drugi.. hmm.. interesujacy pkt widzenia sprawy 😀
Miałem juz co prawda nie zabierać głosu, ale... Cóż, każdy plan może ulec zmianie.
Federacja przetrwala 300 lat bedac atakowana przez wszystkich w okolicy (zaczynajac od Romulan, konczac na Borg). Pomijajac Dominium, z kazdym innym przeciwnikiem poradzila sobie sama.
Co do Romulan - nie przeczę. Chociaż można mówić jedynie o wojnie ziemsko-romulańskiej, zakończonej w 2160. To właśnie stało się przyczyną powstania Federacji. Innych wzmianek na ten temat nie znalazłem. Tak więc to nie Federacja przetrwała romulański atak - bo jej jeszcze nie było...
Prowadzono również wojnę z Kardasjanami... Dziwną wojnę. Trwała przecież przez sporą część sezonów TNG (porównując chronologię wojny oraz chronologię serialu). W całym TNG istnieje raptem kilka wzmianek na ten temat. Intensywna wojna musiała być, skoro flagowy okręt Federacji, uznawany za jeden z najpotężniejszych w ówczesnych czasach (o ile nie najpotężniejszy) latał z dala od pola walki. Przypomina mi się "dziwna wojna" z roku 1940... Federacja poradziła sobie sama... A miała z kim sobie radzić? Widzialeś chyba, jak wygląda sytuacja, gdy przeciwnik jest naprawdę poważnym zagrożeniem (Dominium)?
Wspominasz o Borg... No no... Rzeczywiście, czysty przykład umiejętności federacycyjnych oficerów oraz mocy ich okrętów. Cmentarzysko pod Wolf 359 oraz straty poniesione od sektora Typhoon do Ziemi mówią same za siebie.
Tak, Borg został pokonany. Ale nie przez przeważającą siłę ognia czy doskonałe okręty. Pokonał go jeden człowiek: Jean-Luc Picard. Pokonał go nie dzięki okrętowi czy umiejętnościom taktycznym. Pokonał go dzięki wiedzy, jaką uzyskał będąc Locutusem. Czy pierwszy sześcian został pokonany przez siłę ognia wyrzutni Entka? Czy może raczej dzięki wydanej przez Picarda komendzie 'Idźcie spać"?
Czy drugi sześcian został pokonany dzięki doskonałości okrętów lub zagrywkom taktycznym oficerów? A może dzięki Picardowi, który przekazał dokładne współrzędne, gdzie skierować torpedy?
Doskonałe okręty... Takie jak Defiant, który miał ochotę rozlecieć się przy większych prędkościach warp? Tak, wiem, prototyp. Valiant jednak prototypem nie był, a miał te same problemy. Rzeczywiście, czysta doskonałość. Aby móc osiągnąć większe prędkości, należało wszystko poustawiać w sposób urągający procedurom bezpieczeństwa. Miło...
A może takie jak Galaxy, kóre zbierały łomot w trybie przyspieszonym? Tak, jak Entek-D od starego D-12 czy dwóch zezłomowanych już BoP-ów... Czy też Odyssey, który został zniszczony w niecałe 3 minuty od wyjścia z tunelu?
Tak, wiem, nie miały postawionych osłon lub broń osłony ignorowała. Czyli inżynierowie Floty nie wzięli pod uwagę, że osłony nie zawsze będą dostępne lub postawione... To tak, jakby cała siła czołgu leżała w pancerzu reaktywnym. Doskonale zaprojektowane, nie ma co...
Powołujesz się na trzysta lat istnienia Federacji i wysnuwasz z tego wniosek, że skoro przetrwała, to musi mieć dobrych oficerów lub przewagę technologiczną.
Heh... Może miała jedną z tych rzeczy - lub nawet obie - kiedyś.
Polska też kiedyś zajmowała dużo większe tereny. Mam rozumieć, że i dziś terytorium Polski sięga do Morza Czarnego? No co, sięgało przecież pod koniec XV wieku...
Poza tym... Imperium Klingońskie istnieje trochę dłużej. Zaś ze swoją polityką zewnętrzną oraz agresywnym stosunkiem do innych można wysnuć przypuszczenie, że było ono atakowane dużo bardziej intensywnie. A istnieje. Idąc Twoim tokiem rozumowania - Klingoni to dopiero mają przewagę technologiczną oraz znakomitych oficerów...
Czyli rzeczy, których uparcie im odmawiasz.
Jeszcze coś...
A artykul nie ma byc o Klingonach. Nie mialbym o kim pisac. Ehh...
Zastanawiające stwierdzenie. Zwłaszcza w porównaniu z Twoim zdaniem, pochodzącym z dyskusji na temat zawartości 3 numeru Pathfindera:
Mozna sie ze mna nie zgadzac, pewnie. Ale to nie oznacza, ze jestem nastawiony anty-klingonski.
Jak to mawiał Spock... "Interesting".
No Zeal, chyba troszkę przegiołeś.
Zaczne od końca czyli technologii. Wysnuwasz teorię, że okręty federacyjne są słabę bo przegrywały z bronia Dominium czy Borga. A co powiesz o drugiej bitwie w układzie Chin'Toka? Czy tak bohaterscy Klingoni poradzili sobie z bronią Breenów?
Odpowiedź zna każdy, który oglądał końcówkę DS9.
Borg łatwo niszcył federacyjne okręty dzięki wiedzy zasymilowanego Picarda (I atak) czy głupocie Admiralicji (II atak). Czy ktoś widział aby równomiernie ostrzeliwywać okręt, który nie ma osłon? Przecież to czysty nonsens. Najlepiej przebić się w jednym miejscu i trafić torpedami w reaktor czy magazyn torped.
Walki Enterprise-D z D12 czy BoP są bez sensu i wymuszone są scenariuszem (tak samo jak zniszczenie Gwiazdy Śmierci przez Luke'a).
Zas wojna z Unią Kardazjańską naprawdę była dziwna. Po 2347 roku Unia przestała być poważnym zagrożeniem dla Federacji. Raz na parę lat zbierali flotę, wdzierali się na terytoria federacyjne, dostawali łomot i było parę lat spokoju. W odcinku z Benjaminem Maxwellem (nie pamiętam nazwy) wyraźnie jest wspomniane, że Kardazjanie szykuja się do nowego ataku. Picard zaś mówił, że Federacja obserwuje Unią i jest gotowa na odparcie agresji.
