Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kara śmierci
Jestem przeciw. Zabijanie to nie jest rozwiązanie. I czy morderca czy nie, ja nikogo nie chcę mieć na sumieniu. Nawet w sposób pośredni zgadzajac się na karę śmierci, bo czy to nie będzie oznaczało bycia potencjalnym mordercą? Ja nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Bo kim my jesteśmy zgadzając się na zabijanie innych w imię jakiejś słusznej idei.Wiem, że jestem naiwna jak dziecko. Ale wolę się zawieść niż pałać szaloną i czasami ślepą nienawiścią.
To nie jest naiwne. Po prostu zakład Pascala: Koszt ewentualnej pomyłki jest zbyt wysoki w stosunku do spodziewanych korzyści. A pomyłki się zdarzają... często.
O ile się nie mylę, to zakład Pascala dotyczył religii, ale doskonale też tu pasuje. Natomiast rozchodzi mi się o to, że zabicie czy to mordercy czy niewinnego człowieka nie stanowi dla mnie różnicy i w każdym przypadku uczyni ze mnie mordercę.
Zakład Pascala może dotyczyć nawet kumulacji w totku 🙂
O ile się nie mylę, to zakład Pascala dotyczył religii, ale doskonale też tu pasuje.
Natomiast rozchodzi mi się o to, że zabicie czy to mordercy czy niewinnego człowieka nie stanowi dla mnie różnicy i w każdym przypadku uczyni ze mnie mordercę.
Rozumując w ten sposób wykluczasz możliwość zabicia osoby, która weszła do twojego domu i właśnie wyciąga pistolet, by zabić twoje dziecko.
Rozumując w ten sposób wykluczasz możliwość zabicia osoby, która weszła do twojego domu i właśnie wyciąga pistolet, by zabić twoje dziecko.
Oczekiwałam takiej odpowiedzi.
Zabicie w samoobronie jest czymś innym niż zabicie osoby, która nie ma jak się obronić. Takie coś powinno się nazywać niepohamowaną chęcią zabijania. Jest dokładnie tym samym co wejście do czyjegoś domu by zabić mieszkańców.
Po pierwsze to nie jest u nas samoobrona, tylko tzw. obrona konieczna (art. 25 Kodeksu karnego. Nie bronisz przecież samej siebie tylko dziecka. Samoobrona to ohydne tłumaczenie angielskiego self-defence z filmów i seriali kryminalnych, nie sądzę, by były one dobrym źródłem informacji na ten temat.
Po drugie zwolennicy kary śmierci powołują się właśnie na analogię z obroną konieczną. Ostatecznie, czy istnieje wielka różnica między człowiekiem a społeczeńsdtwem, które poświęcają czyjeś życie, by bronić innych wartości?
Czy te szczegóły są takie ważne? Wszedłby do mojego domu i chciałby zabić. To już bez znaczenia kogo. O takiej sytuacji można tylko teoretyzować, a to bez sensu, bo nigdy się nie wie co się wtedy tak naprawdę stanie. Nie ma potrzeby zabijania osoby odseparowanej od społeczeństwa. Ona już mi nie zagraża.Poza tym ludzie którzy zabijają innych ludzi traktuję jak osoby chore, a ludzi chorych należy leczyć, nie zabijać. Dlatego wierzę w ich resocjalizację. Zabijając ich nigdy się nie dowiemy, czy można takie zachowania wyeliminować. Nie rozwiązujemy problemu.
Szczegóły są ważne, bo gdyby to była samoobrona, to nie mogłabyś zabić faceta, który chce zabić twoje dziecko/sąsiada/szefa (samo- więc siebie), a tak możesz.Co się tak naprawdę stanie raczej się wie. Z jakiegoś powodu badania statystyczne nad wpływem kary śmierci na przestępczość są prowadzone. No i z jakiegoś powodu toczy się na ten temat dyskusje (jak np. my teraz).Skoro morderców traktujesz jak (chyba raczej jako?) chorych, to wpadasz w co najmniej dwie pułapki:Po pierwsze - a złodziei wolno karać, czy też tylko leczyć? a kierujących samochodami pod wpływem alkoholu? skorumpowanych urzędników? Ich wszystkich karać, a morderców tylko leczyć? Dlaczego oni mają być aż tak uprzywilejowani?Po drugie - a jeżeli mordercą jest ktoś naprawdę chory? Ktoś, komu właśnie umarło dziecko i oszalał z rozpaczy, co może potwierdzić lekarz, albo osoba z zespołem Downa, nie będąca w stanie rozpoznać znaczenia własnego czynu. I taki ktoś zabija. To co, jest "chory do kwardatu"? I powinno się go leczyć odpowiednio krócej, czy może dłużej? Sorry, ale dla mnie absurdalne rozumowanie.
Należy karać, przy okazji próbując leczyć, jeśli jest chory. W innych przypadkach resocjalizować. Skuteczność obecnego systemu resocjalizacji, jest co najmniej dyskusyjna, ale było to już kilkakrotnie podnoszone. Problem leży w tym, że w teorii wszystko może się zgrać, jednak zawsze najsłabszym ogniwem będzie człowiek - jest zbyt nieprzewidywalny. Śmierć, za śmierć? Nie możemy jako społeczeństwo używać tych samych metod co morderca, bo przecież jego czyn uważamy za zły tak? Zatem użyjemy tego samego, złego, środka i jesteśmy w porządku?
Pisałam, że bez sensu jest rozważać co się stanie w sytuacji podbramkowej. Nigdy nie będziesz pewny co zrobisz w takiej sytuacji póki Cię taka nie spotka.Wszystkie przypadki ludzi którzy siedzą w więzieniach to ludzie aspołeczni, nienadający się do życia w społeczeństwie. Działają wbrew zasadom, które pozwalają nam jako gatunkowi przetrwać. To miałam na myśli pisząc, że są chorzy. Formą leczenia jest tu resocjalizacja. Wydawało mi się to logiczne.Więc co te badania wykazały? Bo nie napisałeś.
@ Lo'Rel, Tak, środki można stosować do złych i dobrych rzeczy. Można jechać samochodem, by zrobić coś dobrego i można jechać samochodem, by zrobić coś złego. Środek to tylko środek. Zresztą, skoro zgadzamy się, że istnieją dobre wypadki zabicia kogoś (strzał w głowę faceta, który właśnie zdejmuje pasek, by zacząć gwałcić leżącą obok bezbronną kobietę) to tak dyskusja jest cokolwiek bezprzedmiotowa.@ Manul, Nie mogę być pewnym co mnie spotka, ale mogę być pewnym jak powinny być ukształtowane normy prawne regulujące taką sytuację.Nie wszyscy więźniowie są aspołeczni, choćby dysydenci w Chinach nie. Gdyby to co napisałaś było prawdą, to nie byłoby dyskusji nad zakresem penalizacji (nad tym ile czynów powinno być karanych). A są.Co wykazały badania nie wiem. Jedna z ok. 10000000000000000000 spraw na których się nie znam na tyle dobrze, by się wypowiadać publicznie.
Faceta zdejmującego pasek by zgwałcić bezbronną kobietę, można powstrzymać, nie ma potrzeby by go zabijać, to raczej nadużycie za które też grozi kara. Zabijania nigdy, niezależnie od kontekstu, nie można określić jako "dobre".
Jak powstrzymać, rzucając się nań? Wzmiankowana już obrona konieczna wyłącza odpowiedzialność, więc i karę. Wyłącza też (zawsze, inaczej niż stan wyższej konieczności) bezprawność czynu, więc jest on traktowany jako coś dobrego przez system prawny. Przeze mnie również.
