Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kara śmierci
Ja jestem przeciwko karze śmierci. Nie dla tego, że jestem jakimś humanistą, ale z jednego, prostego powodu. Śmierci się nie cofnie, a przecież zdarza się, że za zabrodnie skazuje się ludzi niewinnych, ponieważ ktoś, gdzieś, w czasie śledztwa, popełnił błąd.----W USA, w ciągu XX stulecia, stracono 23 osoby, które okazały się niewinne.
----
W USA, w ciągu XX stulecia, stracono 23 osoby, które okazały się niewinne.
Teraz jest to coraz mniej prawdopodobne, ale fakt, że może się zdarzyć. I jest argument najczęściej podnoszony. Przeciwnicy takiego rozumowania odpowiadają, że więcej osób umiera rocznie w tym samym USA z powodu pomylenia zawału tętnicy krezkowej z banalnym zapaleniem wyrostka. A jednak ich śmierć obchodzi ogół duzo mniej. Czemu? Oni też pozostawiają osierocone rodziny.
Jeśli możnaby trwale unieszkodliwić mordercę, to niechby go nawet wypuścili - w końcu jego śmierć nie wskrzesi ofiar. Ale tu chodzi też o prewencję, o to, by więcej nie zabił. poparcie dla kary śmierci, podobnie jak nienawiść rasowa czy nacjonalistyczna, wynika ze strachu - ludzie chcą się poczuć choć odrobinę bezpieczniejsi. A skoro resocjalizacja przestępców jest - co tu ukrywać - praktycznie nieefektywna, lepiej się ich po prostu pozbyć. Kiedyś wysyłano ich do Australii, dziś już nie ma dokąd. Chyba że przystosujemy Marsa.
Przeciwnicy takiego rozumowania odpowiadają, że więcej osób umiera rocznie w tym samym USA z powodu pomylenia zawału tętnicy krezkowej z banalnym zapaleniem wyrostka. A jednak ich śmierć obchodzi ogół duzo mniej. Czemu? Oni też pozostawiają osierocone rodziny.
Tylko ich śmierć jest spowodowana błędem w próbie ratowania ich życia. Pomyłki się zdarzają. Tutaj mówimy o świadomym zamordowaniu innego człowieka na podstawie niepewnych dowodów popełnienia przez niego zbrodni. A dowody, poza fotografią z chwili, gdy popełniał zabójstwo, będzie zawsze niepewna. Nawet zeznania świadków - już nie raz, nie dwa zdarzało się, że świadkami byli "ludzie", którzy zeznawali na niekorzyść oskarżonego. Dla zabawy, z chęci zemsty za to, że jego pies nasikał na ich trawnik etc.
Bo ja wiem...Badania mikrośladów, DNA, ślady zapachowe, środki farmakologiczne i kilka innych magicznych haseł - to wszystko są techniki, które ciągle idą do przodu, minimalizując, a w końcu - miejmy nadzieję - usuwając całkowicie ryzyko pomyłki.Nic, co materialne, nie może nie zostawić śladów. Włączając człowieka.Podałeś 23 przypadki. Ile z nich miało miejsce do połowy stulecia, a ile w ostatnich - hmm... Dziesięciu latach?
Tom. Piszesz, że argumenty mam jak z piaskownicy. A nie wpadło Ci do głowy, że to specjalne przejaskrawienie by wszyscy pojęli? Z drugiej strony kto mi zabroni mieć średniowieczne poglądy na problem zbrodnii i kary? W końcu nie jestem w tym osamotniony.Eviva. Lobotomia to też nie jest najlepsze rozwiązanie. Dlaczego? Posłuże się przykładem. Był jeden facet, co miał manię podgladania wszystkich przez okna. Szczególnie wieczorem jak w mieszkaniach było widno i wszystko było dobrze widać. W ramach leczenia poddano go lobotomii. Efekt był tego taki, ża jak podgladał tak podgladał dalej tyle, że potem po prostu na beszczelnego przykładał gębę do szyby albo wkładał łeb przez otwarte okno. Po prostu przestał się zupełnie krępować. Przed lobotomia przynajmniej starał się by go nikt na podgladaniu nie przyłapał. Po niej nie miał już żadnych zachamowań. Wniosek - wzorem taki morderca moze przestać wogóle rozróżniać zła swojego czynu.Co do Marsa może to jest jakiś pomysł tyle, że zamiast go przystosowywać to moze to oni by go przystosowali? Jak im się coś stanie to przynajmniej by nie było porządnych ludzi szkoda. Tak samo mogliby budować bazę na Księżycu.Silver. Tom ma rację, że porównanie do wściekłego psa nie jest zbyt szczęśliwe. Pies nie chce być chory i postępuje tak na skutek choroby nie wiedząc co robi. Mordercy, o których piszesz doskonale zdają sobie z tego sprawę co robia i sprawia im to niejednokrotnie przyjemność. Ale faktycznie. Technika poszła naprzód w takim stopniu, że nie wykrywa się mordercy jeśli nie chce się tego zrobić. Jest takie powiedzenie: nie ma zbrodnii doskonałej, są tylko nieudolni policjanci. Nie pamiętam z czego to cytat, ale prawdziwy. Mój kumpel policjant z dochodzeniówki pracujący w labolatorium kryminalistycznym w ten sposób wykrył nawet sprawcę włamania do pewnego urzędu oraz przychodni lekarskiej, w którym wykrycie sprawcy było prawie niemozliwe. Wyszło na śladach DNA. Z własnej praktyki mogę przytoczyć przykład inny. Parę lat temu siedziałem na wazona w czasie procesu pewnej kobiety, która była oskarżona o zabicie własnego męża. Facet miał 190 cm wzrostu i 100 kg wagi. Ona miała jakieś 150 cm i 50 kilo. Nie dosyć, że zatłukła go paskiem od munduru to jeszcze wywlekła przez okno i zawlokła do pobliskiego lasku. Domniemaniem jest niewinność sprawcy dopóki nie udowodni mu się winy. Koronnym dowodem były ślady zapachowe na miejscu porzucenia zwłok. Ponieważ i tak skład przypuszczał, że kogoś ona kryje (prawdopodobnie syna, bo sama by go tak daleko nie zawlekła i nie wyrzuciła przez okno) ale ślad zdecydował, śladów innych osób nie znaleziono. Dostała 12 lat, bo były okoliczności łagodzące. Dużą rolę gra też zachowanie oskarżonego podczas procesu. Jeśli się zachowuje lekceważąco jak sprawca kradzieży, o których pisałem wcześniej to powinien dostać więcej. Pomimo tego, że samo włamanie i kradzież groziło 3-5 lat dostał najwięcej. A kobitka dostała 12, bo facet był kanalią i znęcał się nad nią i dziećmi. Zatłukła go jak spał, ale wczesniej była awantura. Jak widać różne kary są stosowane do róznych przaewinień. Przykład 3. W 88 roku znaleziono 4 zgwałconych i zamordowanych chłopców w wieku około 8 lat. Czynu dokonał nauczyciel z ich szkoły zwabiając do domu pod pretekstem znaczków. Zgwałcił ich, zabił, poćwiartował i z pomoca ojca wywiózł do lasu. Najpierw dostał karę smierci, zamieniono ją na 25 lat. Wyszedł po 17. W kiciu próbowano go powiesieć i cały wyrok odsiedział w izolatce. Żadnego leczenia, żadnej psychoterapii. Okazało się, że zabił ich by nie wydali go, że ich zgwałcił, bo już raz był oskarżony o gwałt na chłopcu. Wyszedł ale musiał się wyprowadzić razem z rodzicami. Ojciec powiedział po jego wyjściu: wy się martwcie o swoje dzieci. Dla mnie jest to jednoznaczne. Wyjdzie i będzie robił to samo. Już dochodzą do mnie słuchy, ze tam gdzie mieszkają obecnie chłopcy są molestowni. Więc jak? Ja bym takiego usunął bezwzględnie by chronić przed nim innych, bo jego się już nie uda "zreformować". To dla takich jak ten ostatni jestem za karą ostateczną. Natomiast taką kobitkę z przykładu innego mozna jedynie ukarać odsiadką. Wszystko zależy od przyczyn zabójstwa (bo tak się to w prawie nazywa). Dlatego wiem o co chodzi Silverowi. Chodzi nie o naukę ale o zapewnienie bezpieczeństwa społeczeństu na przyszłość. Dlatego nie postuluję kary śmierci dla wszystkich morderców jak leci a tylko dla przypadków szczególnych.
Przeciwnicy kary śmierci to z reguły ludzie, których najcięższe przestępstwa po prostu nie dotknęły. Nie mają pojęcia, o czym mówią. Ale mówią. I jak tu przestępcy mają obawiać się popełniania najcięższych zbrodni?
Przepraszam, że odważyłem się zabrać głos. Z Twojego postu wynika, że nic takiego i Ciebie nie spotkało. Dlaczego więc zabierasz głos?
To, że zabieram głos w tej sprawie wynika z tego, że mam swoje zdanie które chcę zakomunikować innym i mam pojęcie o czym mówię.
A jednak ich śmierć obchodzi ogół duzo mniej.
Ponieważ osoba oskarżona i skazana na śmierć zostaje zabita, pomimo swej niewinności. Czy to nie jest morderstwo w takim wypadku?
Badania mikrośladów, DNA, ślady zapachowe...
Oczywiście, niech rozwijają się jeszcze szybciej, to sprawia, że winę jest łatwiej udowodnić i minimalizować ryzyko pomyłki.
Ja bym takiego usunął bezwzględnie by chronić przed nim innych, bo jego się już nie uda "zreformować".
Ja tam nie twierdzę, że każdego da się zreformować, ale zabicie ich to nie rozwiązanie. Niech siedzi w więzieniu i odrabia swoje winy w kamieniołomach.
A ja humanistą jestem dlatego jestem przeciwny karze śmierci. Nawet gdyby zabili mi kogoś w rodzinie, to jestem pewny, że zdania bym nie zmienił. To po prostu wynika z mojego postrzegania świata i z konsekwencji światopoglądowych.
Nawet gdyby zabili mi kogoś w rodzinie, to jestem pewny, że zdania bym nie zmienił. To po prostu wynika z mojego postrzegania świata i z konsekwencji światopoglądowych.
Ostrożnie. Bo ja jestem pewna, że jednak zmieniłbys zdanie, i to bardzo szybko. I nie chcialabym, żebys miał do tego okazję.
Amerykanie maja takie przysłowie, że nie można nikogo zrozumieć, póki nie przejdzie się mili w jego mokasynach. Chodzi w tym przysłowiu o to, że nie wiesz, co ktoś czuje, póki nie doznasz tego, co on. A ktoś, przepraszam, nadęty własna świętością spada ze swego piedestalu jeszcze szybciej, niż możnaby się spodziewać.
Piszesz, że ja też nie przeżyłam, więc czemu się wypowiadam. Nie przeżyłam, więc wypowiadam się ostrożnie, mam jednak dość dużo wyobraźni, by zdobyć się na postawienie swojej osoby na miejscu takiej, która przez dwułapego bydlaka traci kogos najbliższego. O Tobie tego nie można powiedzieć.
Uwazasz pewnie, że ja i R'Cer jesteśmy sami zwyrodniali, skoro dopuszczamy się obrony kary śmierci. Dobra. Przypuśćmy, że Ty, z Twoimi pogladami, jesteś sędzią. Sądzisz kogoś, kto mordował, ot, tak sobie. Ponieważ jesteś bardzo moralny, nie wymierzasz mu kary śmierci, mimo ze masz taką mozliwość, gdyż w hipotetycznym kodeksie, według którego sądzisz, ona istnieje. Morderca idzie do więzienia, ucieka stamtąd lub zostaje zwolniony wskutek amnestii. I morduje dalej. I co? Czujesz się czysty? Nie. Część winy spada na Ciebie. I na Twoich rękach jest krew ofiar, bo mogłeś zapobiec ich śmierci i nie zrobiłeś tego.
Reasumując, nie jesteś żadnym humanistą. Jesteś osobnikiem krótkowzrocznym, który wyżej stawia życie mordercy niz życie jego ofiar - obecnych i przyszłych. W pewnym sensie jesteś gorszy niz on.
Eviva, radzę radzę uważać co piszesz. Oczywiście wiesz lepiej ode mnie jak bym czuł się w danej sytuacji, z resztą wiesz wszystko o mnie lepiej niż ja sam. Zapomniałem, że w ogóle wiesz wszystko lepiej od wszystkich. Jeżeli mówię, że zdania nie zmienię, to oznacza to, że go nie zmienię i to powinno być dla Ciebie wystarczające.
Wyobraźnie też mam sporą, więc mylisz się w tym względzie, całkiem dobrze potrafię wczuć się w sytuacje innych, więc nie oceniaj mnie bo w ogóle mnie nie znasz i nie wiesz jak zachowam się w danej sytuacji.
Poza tym życie każdego człowieka jest dla mnie równe, jeśli tego nie wiesz, to znaczy, że nie czytałaś w ogóle moich postów w temacie chorób genetycznych, albo nie potrafisz czytać ze zrozumieniem - prosty wniosek. Zdaje się, że to Ty dzielisz ludzi na lepszych i gorszych.
Co do osądzania zbrodniarza - szanowna koleżanko, takie jest ryzyko bycia sędzia, że może popełnić błąd, jak w każdym innym zawodzie. Większą winę upatrywał bym w kierowcy autobusu na przykład który doprowadził do wypadku zabijając X ludzi.
Przyjmij do wiadomości, że nie każdy oczekuje kary śmierci za zamordowanie człowieka. Zdajesz sobie sprawę, że można mieć takie poglądy?
Czujesz się czysty? Nie.
Po co zadajesz pytanie skoro sama sobie na nie odpowiadasz wiedząc oczywiście lepiej co czuję. I zapewniam cie, że jestem humanistą, jeżeli nie rozumiesz tego to Ty masz problem a nie ja. Moralność posiadam swoją własną i jej poziom uważam ją za adekwatny do wyznawanych poglądów. Nie wiesz nic o moim życiu, co przeszedłem i co wpływa na rozwój moich poglądów, więc ugryź się następnym razem w język zanim zaczniesz opowiadać takie bzdury.
Część winy spada na Ciebie. I na Twoich rękach jest krew ofiar, bo mogłeś zapobiec ich śmierci i nie zrobiłeś tego.
I daruj sobie takie demagogiczne wypowiedzi, bo nie robią na mnie wrażenia. Taki potwór ze mnie.
Przeciw. Aczkolwiek część użytkowników forum może pamiętać że kiedyś miałem inne zdanie. Przede wszystkim, kara śmierci nie jest karą. Jest egzekucją - nie niesie ze sobą jakiejkolwiek nawet możliwości wykazania poprawy ze strony skazanego nań przestępcy. Należy również pamiętać że najwyższym priorytetem funkcjonowania prawa jest ochrona ludzkiego życia - więc prawne umożliwienie zabicia przestępny trąci sporą hipokryzją. Ktoś wspominał że nie uważa brutalnego mordercy za człowieka - to jego opinia. Ale biorąc pod uwagę jak ogromnie relatywna jest moralność, musimy polegać na systemie zewnętrznym, dotyczącym wszystkich - w tym przypadku systemem tym jest system prawny który nas obejmuje. A on nie orzeka o pozbawieniu człowieczeństwa istoty ludzkiej, niezależnie od tego jak strasznego czynu się dopuściła.Nie przeczę, że spory wpływ na moje stanowisko mają studia psychologiczne. Życie ludzkie (ludzkie, czyli od momentu narodzin, żeby nie było później nieścisłości) uważam za najwyższą wartość która powinna być chroniona za wszelką cenę. Nie możemy przywrócić do życia ofiar mordercy - a jego śmierć w niczym im nie pomoże. Pozostając w więzieniu i pracując na rzecz społeczeństwa (niestety, polski system penitencjarny bardzo wolno wprowadza możliwość pracy dla skazanych) przestępca karany jest znacznie dotkliwiej - jeśli mówimy o karze dożywotniego pozbawienia wolności.
Morderca sam w sobie jest taką chorobą - spotkanie z nim może skończyć się śmiercią.
Można tak powiedzieć, tylko ta 'choroba' działa na innych zasadach niż wścieklizna.
Semantyka... Wiesz doskonale, co mam na myśli. Wściekły pies jest niebezpieczny - zwłaszcza dla osób, które nie wiedzą, jak wyglądają oznaki wścieklizny. Morderca jest niebezpieczny dla otoczenia w równym stopniu - o ile nie bardziej.
Wiem, ale podawanie choroby >>wścieklizny<< jako źródła tego określenia, jest błędne. Mimo, że wydaje się, że pasuje, 'ładne' wygląda. Ale to tak wszystko na marginesie było ;)
Przecież cały nasz system prawny opiera się na relacji "wina-kara", na strachu przed konsekwencjami. Spora część osób nie jest praworządna z własnej woli - boją się tego, co nastąpi po złamaniu przepisów. Żeby daleko nie szukać - groźba mandatu oraz planowane zwiększenie ich wysokości (co jak najbardziej popieram; jeśli ktoś ma problem z przepisową jazdą, niech przesiądzie się do komunikacji miejskiej). To niby nie działa na zasadzie przykładu? Zwłaszcza, jeśli dowiesz się, że Twój znajomy za coś tam solidnie zabulił?
No to jest problem psychiki tych ludzi (i poniekąd nasz, też, żeby ją zmienić). Ja nie kradnę, nie dlatego, że boje się jakiejś kary. Nie potrzebuję za sobą kamery, żeby zachowanie, które prezentuję nie wzbudzało odruchów gwałtownego sprzeciwu w społeczeństwie. Tak zostałem nauczony i tak samo trzeba wychowywać innych ludzi (skromny jestem, nie ma co).
Zauważ też, że kary za złe czyny były od zawsze i co? Ludzie nadal kradną, zabijają itd. Aż chce się zapożyczyć z medycyny: Zapobieganie jest znacznie tańsze i w ogóle lepsze niż leczenie. O ile wiem zapobiega się nie przez pokazywanie, że są takie a takie leki.
Trzeba uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć. I to jak najmniejsze dzieci, bo wtedy one przyjmują wiedzę od dorosłych jako najświętszą prawdę i zostaje to im przez bardzo długi czas. Zamiast uczyć np., że pan Jezus umarł na krzyżu za nasze grzechy, trzeba wbić do głowy, że się nie kradnie nie dlatego, że można pójść do więzienia, ale dlatego, że krzywdzi się drugą osobę.
A za kilkadziesiąt lat, kto wie, może się zmieni stając się kimś wartościowym, odkupując swoje winy.
1. Po kilkudziesięciu latach więzień będzie miał koło sześćdziesiątki i będzie się już nadawał na emeryturę. Czyli dalej będzie na naszym garnuszku...
2. A może i się nie zmieni, godzinę później zabije następną osobę. Pokazał już, że jest do tego zdolny. Zaryzykujesz?
Jeśli przeżyje kilkadziesiąt lat ciężkiej pracy w kamieniołomach. I szczerze mówiąc nie sądzę, żeby to były dobre warunki do resocjalizacji, nawet jeśli to na te kilka lat życia (albo może miesięcy), które mu zostanie może iść do więzienia - bez wygód.
On świetnie wie, ze postępuje źle, i ma to gdzieś.
No właśnie czy aby na pewno. Dużo na pewno doskonale wie co robi i dlaczego, ale ilu nie wie tak naprawdę, że to jest złe i nie potrafi znaleźć innych dróg/przewidzieć konsekwencji (nie mówię o karze, ale np. o osieroconych dzieciach)? Tu chyba jest kolejne pole do popisu dla edukacji.
Przeciwnicy kary śmierci to z reguły ludzie, których najcięższe przestępstwa po prostu nie dotknęły. Nie mają pojęcia, o czym mówią. Ale mówią.
Kolejny wspaniały argument, tym razem z kategorii 'jeśli nie umiesz ugotować rosołu, to nie masz prawa powiedzieć, że ci nie smakuje'.
Tom. Piszesz, że argumenty mam jak z piaskownicy. A nie wpadło Ci do głowy, że to specjalne przejaskrawienie by wszyscy pojęli? Z drugiej strony kto mi zabroni mieć średniowieczne poglądy na problem zbrodnii i kary? W końcu nie jestem w tym osamotniony.
Zły argument, przejaskrawiony czy nie, jest złym argumentem. Nikt Ci niczego nie zabrania, ale nie myśl, że Twoje słowa wypowiadane publicznie pozostaną bez komentarza.
Bo ja jestem pewna, że jednak zmieniłbys zdanie, i to bardzo szybko. I nie chcialabym, żebys miał do tego okazję.
Amerykanie maja takie przysłowie, że nie można nikogo zrozumieć, póki nie przejdzie się mili w jego mokasynach. Chodzi w tym przysłowiu o to, że nie wiesz, co ktoś czuje, póki nie doznasz tego, co on. A ktoś, przepraszam, nadęty własna świętością spada ze swego piedestalu jeszcze szybciej, niż możnaby się spodziewać.
Pewnie masz tu trochę racji. Pod wpływem silnych emocji i niezwykłych sytuacji każdy by zmienił, przynajmniej na jakiś czas. Ale to wcale nie znaczy, że nasze myślenie, chęć zemsty (bo nie oszukujmy się, tu nie chodzi o bezpieczeństwo dla innych - innych ma się gdzieś w takich momentach) nagle staje się dobre i poprawne.
Eviva ty popierasz karę śmierci jak i wielu innych ale weźcie pod uwagę że taki człowiek (morderca) idzie siedzieć i co? I nic. on ma to w d...e bo tam niczego mu nie braknie a jak go skażą na śmierć to będzie ona szubka i bezbolesna. A tymczasem on powinien siedzieć w kiciu i cierpieć, tak żeby pamiętał to po wyjściu i bał się tam wracać.
Eviva ty popierasz karę śmierci jak i wielu innych ale weźcie pod uwagę że taki człowiek (morderca) idzie siedzieć i co? I nic. on ma to w d...e bo tam niczego mu nie braknie a jak go skażą na śmierć to będzie ona szubka i bezbolesna. A tymczasem on powinien siedzieć w kiciu i cierpieć, tak żeby pamiętał to po wyjściu i bał się tam wracać.
Nie zalezy mi na jego cierpieniu, bo nie szukam zemsty. zalezy mi na tym, by juz nigdy nikogo nie skrzywdził. Zdaje się, że tu niektórzy troskę o tych, co nie mają szans w starciu z bandziorem, uwazają za demagogię - ciekawe rozumowanie.
Resocjalizacja zwyrodniałego mordercy jest fikcją - kto uważa inaczej, ma pięć lat lub jest nieuleczalnie naiwny..
Kolejny wspaniały argument, tym razem z kategorii 'jeśli nie umiesz ugotować rosołu, to nie masz prawa powiedzieć, że ci nie smakuje'.
A to jest przykład tak zwanego wypaczenia. Inaczej, mój drogi, nie masz prawa powiedzieć, jak smakuje rosół, skoro go nie spróbowałeś. Tak, jak to ująłeś, ma zupełnie inny sens: "nie masz prawa potępiac mordercy, skoro nie potrafisz zabić".
Przyjmij do wiadomości, że nie każdy oczekuje kary śmierci za zamordowanie człowieka. Zdajesz sobie sprawę, że można mieć takie poglądy?
Nie rozumiem zupełnie, co chcesz przez to powiedzieć. A jeśli chodzi o ton napastliwy, to Ty go przybierasz, nie ja:
ugryź się następnym razem w język zanim zaczniesz opowiadać takie bzdury.
Ja nie napisałam, że piszesz od rzeczy.
I daruj sobie takie demagogiczne wypowiedzi, bo nie robią na mnie wrażenia. Taki potwór ze mnie.
Nie jesteś potworem. Jesteś typowym przykładem człowieka, który za wszelką cenę chce być święty i moralny - nawet za cenę cierpienia innych. To niebezpieczne. "Kto okazuje miłosierdzie złemu, staje się katem dla dobrych". Sam zgadnij, skąd to cytat.
Jesteś typowym przykładem człowieka, który za wszelką cenę chce być święty i moralny - nawet za cenę cierpienia innych.
Nie widzę powodów dla których zmiana moich poglądów miała by przynieść ulgę cierpiącym.
Nie zalezy mi na jego cierpieniu, bo nie szukam zemsty. zalezy mi na tym, by juz nigdy nikogo nie skrzywdził.
Zamykając go bez możliwości wyjścia na wolność nie będzie miał możliwości skrzywdzenia nikogo więcej.
Nie rozumiem zupełnie, co chcesz przez to powiedzieć.
Prościej chyba nie dało się napisać, chcę przez to powiedzieć, że nie każdy oczekuje kary śmierci za zamordowanie człowieka. Dla mnie to nie jest żadna kara ani sprawiedliwość.
Zdaje się, że tu niektórzy troskę o tych, co nie mają szans w starciu z bandziorem, uwazają za demagogię - ciekawe rozumowanie.
Za demagogie uważam Twoje słowa, a nie szanse w starciu z bandziorem. Nie wyciągaj nieodpowiednich wniosków.
I to była moja ostatnia reakcja na osobiste wycieczki... Po co sobie nerwy szargać.
Nie zalezy mi na jego cierpieniu, bo nie szukam zemsty. zalezy mi na tym, by juz nigdy nikogo nie skrzywdził. Zdaje się, że tu niektórzy troskę o tych, co nie mają szans w starciu z bandziorem, uwazają za demagogię - ciekawe rozumowanie.
Chodziło mi o to aby pracował bardzo ciężko na nas a nie my na niego, i taki człowiek powinien poczuć na własnej skórze że "popełnił błąd"
Resocjalizacja zwyrodniałego mordercy jest fikcją - kto uważa inaczej, ma pięć lat lub jest nieuleczalnie naiwny..
Naiwny? Wystarczy że uda się zresocjalizować choćby 1 na 500 skazanych to w skali całego światowego więziennictwa jest dóżo.
To oczywiste, że zmiany wymagał by cały system resocjalizacyjny, ale to wymaga wielu lat i chęci zmiany w społeczeństwie. Kara śmierci nie zmienia niczego, a bezpieczeństwo można zapewnić na wiele różnych sposobów.Zdarom, nie pisz, że mielibyśmy pracować na utrzymanie mordercy w więzieniu, bo zostaniesz pożarty, choć wiem o co Ci chodzi.
