Forum › Fantastyka › Inne sci-fi i pozostałe gatunki › Inwazja: Bitwa o Los Angeles
Hmm 🙂 Jak dla mnie film ma parę mankamentów, a raczej utartych schematów.Po pierwsze Amerykanie ratują świat. Znowu.Po drugie zawsze LA. Obcy chyba tam zniżki mają. A może promocje ❓ Co do fabuły. Dla mnie zwykła rozwalanka z znanymi mi skądś schematami. Ogólnie nic tylko strzelanka i takie tam. Film jednak trzymał trochę w napięciu i ukazał bohaterskich amerykańskich żołnierzy.Nie ma się co dziwić. Film został nakręcony przez Amerykanów.Wielkim plusem jest to, że obcy nie mówili po agnielsku 🙂
Obejrzałem i się świetnie bawiłem. Rozwałka i tyle. Małą refleksja dla amerykańców. Ciekawe czy załapią aluzję ;D
Właśnie jestem po seansie i bardzo mi się podobał.W pewnym momencie nawet myślałem że im się tego świata nie uda uratować ale się zawiodłem. 🙂
Mnie również się podobał 🙂 taka fajna lekka akcja, postrzelali sobie i uratowali świat. Oczywiście, znowu USA.. ale, w końcu to oni nakręcili ten film i można im wybaczyć. Jedna rzecz mi tylko przeszkadzała... przed sekcją obcego, musieli w jednego cały magazynek wystrzelać, potem strzelali miałem wrażenie na oślep i obcy padali jak muchy. Polecam 🙂
Trochę nie rozumiem tego narzekania na amerykanów. Fakt, robią gnioty, ale każdy kraj robi. To przemysł rozrywkowy, więc przeważnie robi się wszystko pod publikę. A widocznie na takie proste, wtórne historyjki jest zapotrzebowanie. Poza tym, prosta rzecz. Pomyśl o swoich 5-ciu ulubionych filmach. Ile z nich jest amerykańska? A teraz o 5-ciu serialach? Ile postało w USA? I co, dalej hamburgery same szmiry produkują? :)A co do tego filmu, byłem na nim w kinie i nieźle się bawiłem. Wyszedłem zadowolony. Może odrobinkę rozczarowany końcówką, ale można się było czegoś takiego spodziewać. Wiedziałem na co idę - prosta fabuła, patos, dużo rozwałki, fajne efekty.Nie jest to żaden tzw "dobry film", ale jak ktoś chce zobaczyć nieskomplikowanego akcyjniaka w klimatach sci-fi to będzie w sam raz.
Poza tym, prosta rzecz. Pomyśl o swoich 5-ciu ulubionych filmach. Ile z nich jest amerykańska? A teraz o 5-ciu serialach? Ile postało w USA? I co, dalej hamburgery same szmiry produkują?
Jak dla mnie nietrafiony argument. Wśród moich ulubionych filmów i seriali są produkcje tak samo amerykańskie jak angielskie czy rosyjskie. A ja dodatkowo - to im starszy jestem tym więcej oczekuję od fabuły. A że to akurat odwrotnie do większości widzów na świecie (o czym świadczą rankingi i anulacje rozmaitych produkcji) to muszę się męczyć.
No ale jednak na amerykańskie filmy się narzeka bardziej niż np. europejskie czy azjatyckie. Mimo, że tych drugich jest wcale nie mniej. Może to dlatego, że produkcje z Hollywood są zbyt nachalnie promowane w naszej kulturze, ale założę się, że zasada Sturgeona (90% of everything is crap) obowiązuje wszędzie.Też mam czasami odczucie, że mój gust się nie pokrywa ze "średnią światową", ale mniejsza z tym - tak twierdzi pewnie większość kinomanów, którzy i tak pójdą potem na kolejne Transformersy czy Avatary :).I oczekiwania co do fabuł też mam, ale nie zawsze. Inaczej bym się zadręczał tym, że nic mi nie pasuje. Mam parę elementów które lubię oglądać w filmach/serialach i będą mnie cieszyć niezależnie od poziomu produkcji. Czasem lubię sobie nawet B klasę pooglądać wiedząc, że spędzę 1,5h przed gniotem.
Ogolnie zgadzam sie z m1ch4alem. Czy amerykanie kreca gnioty? Tak, ale u nich solidne rzemioslo jest lepsze niz np. nasze epopeje narodowe.I jeszcze a propos 'rankingow i anulacji rozmaitych produkcji'. W Stanach rynek telewizyjny jest tak duzy i zalezy od tak duzej ilosci czynnikow, ze wyciaganie wnioskow na temat 'narodowych' gustow jest niepowazne. Najlepszym tego przykladem jest Firefly, ktorego slaba ogladalnosc miala zwiazek ze wszystkim tylko nie z gustami widzow.
