Mnie serial zwyczajnie zmęczył, ale po czterech sezonach nie umiem przerywać seriali. Nie twierdzę, że był zły, to solidna produkcja, ale zjadał swój ogon już od dawna. Źli obcy, frakcja dobrych obcych, potem gorsi obcy i znów inni dobrzy, i kolejni.
Podobnie z postaciami, zwłaszcza rodziną głównego bohatera - miałem wrażenie, że obserwuję jojo. Tracimy kogoś, na różne wymyślne sposoby, po czym odzyskujemy w mniej więcej dobrym stanie. Na koniec wyglądało jakby scenarzyści sami się za to skrytykowali, tragicznie zamykając wątek Pope'a i pokazując, że faktycznie tylko o rodzinę Toma dbali.
Można było inaczej. Trzy sezony, bez tylu kombinacji. Finał oglądałbym z żalem, nie ulgą.