- Cholera Jasna! Byłem wściekły i nieźle przestraszony. Cokolwiek bym nie zrobił nie miało to znaczenia. Defiant ledwo się trzymał, DS9 też, a wrogów cały czas przybywało. Wydawało mi się, że już tylko cud może nas uratować.- Thoran tnij ich tymi fazerami. Musimy ich wykrwawić zanim oni to zrobią z nami!Było źle...
- Nande kuso? Jest ich coraz więcej!Trzeba było coś zrobić. Defiantowi nie zostało wiele czasu. A tych małych przybywało.- Wolkowa! Ten korytarz wydaje się podobny do tego prowadzącego do kwadrantu Gamma. Czy jest szansa jakoś go zamknąć? Czy zdetonowanie torped, albo rdzenia warp starczy?Zamknięcie tego korytarza, przez nas lub przez kogokolwiek innego wydawało się ostatnią szansą.- Taktyczny, osłaniaj USS Defiant jak tylko możesz! Spróbuj ściągnąć trochę z nich ognia! Byłem wściekły. Pogroziłem im pięścią.- Shinezu buso kuso!!
- Wiem. Jesteśmy po to, żeby pomóc. Powinniśmy skoordynować swoją obronę. Jest ich masa, a stacja ledwo się trzyma. Sugeruję coś takiego: ja ściągnę na siebie część jednostek, które atakują Ciebie i część ze stacji, ty będziesz ich ciął jak będą nadlatywać. Dodatkowo rozrzućmy parę torped i min w przeciwnych kierunkach. Jeśli się uda, będą dość ściśnięci i łatwo będzie ich zestrzelić.Miałem nadzieję, że porucznik w nebuli będzie miał więcej rozsądku niźli temperamentu.
- Panie Myst proszę się spróbować skontaktować z tą nebulą. Może uda nam się skoordynować atak i razem wyrządzić im większe straty.180 jednostek, matko jedyna... Nie byłem pewny co ma być. Wiedziałem jedynie, że przy tej ilości wrogów uniki nic nie dadzą, pozostało spróbować jeszcze innej taktyki. - Maszynownia, przekierować większość energii z silników do fazerów i tarcz w proporcjach 2:1.Małe jednostki latały wszędzie, a nasze fazery cięły je bezlitośnie. Miałem nadzieję, że mogą jeszcze bezlitośniej.- Operacje, co z tą nebulą?
- Próbuj cały czas! Thoran zostaw te torpedy. Skup się na fazerach!Nie było dobrze, a mi kończyły się pomysły.- Maszynownia, spróbuj zwiększyć częstotliwość strzałów fazerów! Zabierz moc skąd tylko możesz i zregeneruj ile się da tarcze.Nie pozostawało nic innego jak zdać się na fazery.- Kadet Wolkowa!- Tak sir.- Niech pani i pani zespół postara się zbierać informacje z wszystkich aktywnych czujników. Proszę się dowiedzieć ile się da o tych... pszczołach. Może znajdzie pani coś, co pomoże ich zniszczyć lub unieszkodliwić.- Pszczołach sir?- Tak, pszczołach. Wykonać.- Bez odbioru.Jeśli nie zdarzy sie cud, będzie źle.- Sternik trzymać kurs i staraj się z tymi unikami!Usiadłem na fotelu. Spojrzałem na DS9. Roiły się jak pszczoły. Zastanawiałem sie jak walczy się z pszczołami?
- Dobra, czyli jesteśmy zdani na siebie... Torpedy na osłabione jednostki! Fazery na resztę, zmiękczyć ich osłony! Sternik, uchylaj się od ich ognia jak tylko możesz i kierujemy się na DS9. Operacje, cały czas nawołuj, na wszystkich częstotliwościach, ktoś musi coś wiedzieć!Ekran był wypełniony pszczołami. Pszczoły, tak zacząłem o nich myśleć. Ich pojedyncze jednostki nie stanowiły wyzwania dla nas, ale było ich dużo, bardzo dużo.- Ale one małe. Hmm... Pierwszy, podjedź do konsoli i użyj promienia holowniczego. Te jednostki są małe i lekkie, wykorzystajmy to.- Do czego sir?- Użyj promienia jak procy.- Mam miotać jednostkami wroga w nich samych?- Dokładnie, pierwszy. Uśmiechnąłem się szyderczo. Trzymaliśmy się, to najważniejsze.- Proszę państwa mamy bitwę do wygrania, do roboty!
Wstałem z Fotela.- Ster, manewry uchylające! Taktyka, wycelować fazery w najsłabsze jednostki i po kolei eliminować! Raport ile mamy torped? Operacje, czy jest ktoś kto dowodzi obroną, jeśli nie to postaraj się skontaktować z DS9 czy mają dla nas jakieś konkretne rozkazy.Były jak pszczoły latające w okół ula. Kim oni byli, czego chcieli? Spodziewałem się co najmniej okrętów wielkością porównywalnych do naszego, było lepiej niż myślałem, ale i tak nie było wesoło.- Chikusho! Gdzie ten raport?!
- Shimatta...Przekląłem pod nosem. - Proszę przygotować transportery na przyjęcie ewentualnych rozbitków. Proszę też trzymać promień trakcyjny w pogotowiu. Taktyczny?- Tak sir?- Jaki jest status fazerów i tarcz?- Wszystko, aktywne, w pełni sprawne i naładowane.- Masz zrobić wszystko, żeby tarcze trzymały, rozumiesz?- Tak sir!- A ja... hmm... ci pomogę...Miałem pomysł. Nie było dobrze, a myśmy się pchali w sam środek tego piekła. Nie planowałem uciekać, ale trzeba było być przygotowanym...- Pani Menino, proszę przygotować kurs z dala od DS9. Dokładnie w odwrotnym kierunku do tych wszystkich zawołań.- Sir?- Wykonać! Proszę trzymać ten kurs w pogotowiu i skoczyć w warp jeśli podam komendę.Jeśli dosięgłyby nas strzały tych wszystkich agresorów nie mielibyśmy szans. Trzeba było zrobić coś jeszcze.- Panie Thoran, oczywiście zna pan procedurę przekierowania mocy w trybie diagnostycznym.- Tak sir! Ale żeby dokładnie rozdysponować moc, trzeba około 20 do 45 minut przygotowań.- Zgadza się, ale w naszym wypadku nie będziemy robić tego dokładnie. Pani Scalini?- Proszę przygotować procedurę przekierowania mocy w trybie diagnostycznym, ze wszystkiego, powtarzam wszystkiego do tarcz i silników warp.- Sir...- Tak z podtrzymywania życia też. Wykonać na moją komendę. Taktyczny, jeśli wydam polecenie proszę odpowiednio rozdzielić moc.Manewr był ryzykowny, ale to był nowy okręt, wiedziałem, że wytrzyma.- Kapitanie?- Tak pierwszy?- Czy jest pan pewien?Powinien był go zbesztać, ale rozumiałem jego wątpliwości.- Tak, jestem. W wypadku kiedy zaczną do nas strzelać, a my będziemy bez możliwości odpowiedzi i bez pomocy, ucieczka jest naszą jedyną opcją. Ta procedura powinna nam to umożliwić, nawet kiedy siły wroga będę drastycznie większe od naszych. Nie mówię, że tak będzie, ale lepiej być przygotowanym. Przez parę minut wytrzymamy bez wymiany powietrza. Wiedziałem, że i tak nasz szanse są nikłe. To jedyne co w tym momencie mogłem zrobić. Po chwili ujrzałem DS9.
- Wiem kadecie jakie są przepisy. Cholera...Miałem dziwne przeczucie, że ta Baza Gwiezdna z jakiegoś powodu jest ważniejsza. A może po prostu chciałem uniknąć tej walki. Cóż, przepisy to przepisy.- Sternik wracamy. Kurs DS9, wszystko co stocznia dała.- Sir?- Cała naprzód!- Tak jest!- Załoga pełna gotowość bojowa. Czerwony Alarm!- Tak jest!- Po prostu cudownie...Nie podobało mi się to ani trochę. Nie było wyjścia. Czekałem, aż okręt wyjdzie z warp...
- 3000 jednostek?? To nie jest jakiś żart??- Nie sir.- Cudownie... Sternik proszę mi podać przewidywany czas dotarcia do WR2239 i do DS9. Operacje, proszę wysłać informację do dowództwa i prośbę o dalsze rozkazy. Taktyczny, powiedz mi jak mocny ostrzał jest w stanie znieść nasz okręt.3000 okrętów i nasz mały okręt miał być pośrodku tego wszystkiego. Super... Zastanawiałem się kim byli agresorzy... Miałem nadzieję, że nie będziemy zamieszani w walkę, z takim wrogiem nie mieliśmy szans, a w dodatku załoga to prawie same żółtodzioby...
Huk wstrząsnął całym pomieszczeniem. Okręt zadokował. Byłem pełen tremy. Wiedziałem, że w momencie jak przekroczę śluzę, wiele się zmieni. Podszedłem bliżej. Komora pod drugiej stronie była wypełniona już powietrzem, słyszałem jak ktoś szedł. Dwie osoby. Śluza otworzyła się powoli, a moim oczom ukazał się jeden betazoid, kadet i mat pierwszej klasy, która wyglądała na inżyniera. Uśmiechnąłem się. Widziałem jak obydwoje trochę niepewnie spojrzeli na miecz, który trzymałem w dłoni.- Kadet Pierwszej Klasy Shan Groix melduje przybycie USS Judgement, w pełnej gotowości. Witamy kapitanie!- Proszę o zezwolenie wejścia na pokład.Formalności musiało stać się za dość. Kobieta cały czas milczała.- Proszę wejść. Witamy na pokładzie. To jest Mat Pierwszej Klasy Anna Scalini, nasz główny inżynier.Uśmiechnęła się. Trochę to dziwne, że również przyszła mnie "przywitać". Chociaż wiedziałem, że to główny inżynier, chciała wiedzieć kto będzie dowodził, jej okrętem.- A ja będę pana pierwszym oficerem. Zaprowadzę pana do kwater, a potem z przyjemnośćią pokażę...- Kadecie, proszę mi wskazać moje kwatery, a potem rychło na mostek.Wskazałem na PADDa. Shan uniósł tylko brew. Pewnie wyczuwał, że coś się kroi. Betazoidzi... Pewnie było przygotowane zwiedzanie pokładów, ale nie było teraz na to czasu. Bez problemów dotarliśmy do moich kwater, zrzuciłem moje rzeczy. Widziałem, że moje urządzenia też już przybyły. Rozejrzałem się. Podobało mi się w środku. To nie to samo co kwatery młodszych oficerów na USS Fearless.- To chyba jestem u siebie...Powiedziałem pod nosem. Położyłem miecz na łóżku. Było mało czasu. Niedługo potem znaleźliśmy się na mostku. Gdy weszliśmy znajdowały się tam trzy osoby. Nie spodziewali się, że tak szybko się pojawię, rozmawiali w najlepsze. Gdy mnie ujrzeli rozmowy ucichły. Procedura dokładnie wskazywała im co mają robić. Uśmiechnąłem się do nich.- Witam państwa. Nazywam się chorąży Hotoru Edon Danzig. Od dziś dowodzę tą jednostką. Proszę zająć stanowiska. Wyruszamy natychmiast.Spojrzałem na Fotel. Do tej chwili myślałem, że jestem na to gotowy, nie byłem. Spojrzałem na załogę mostka jak przygotowywali się do wyruszenia. Andorianin, Człowiek, rozpoznałem Meninę na stanowisku sternika, no i pierwszy, Shan. Wszyscy czekali na moje rozkazy... Nie było wyjścia. Usiadłem na Fotelu. - Procedura od dokowania zakończona, rozkazy kapitanie?Spojrzałem się na ekran przede mną. Gwiazdy. Uśmiechnąłem się.- Operacje?- Kadet Artur Myst melduje się.- Proszę przesłać do DS9 nasze pożegnanie.- Tak jest!- Taktyczny?- Kadet Thoran melduje się.- Proszę przeprowadzić testy na wszystkich systemach obronnych i ofensywnych.Lepiej być pewnym, że wszystko działa. Byłem ciekaw jak nasza pani inżynier zajmuje się okrętem. Wiedziałem, że i tak będę chciał tu i ówdzie pogrzebać.- Tak jest.- Pani Menino kurs układ WR2239. Nie oszczędzać na paliwie, maksymalna prędkość.- Tak jest.Cieszyłem się, że nic jej nie jest.- Panie Groix, proszę za mną do gabinetu.Gabinet nie był duży, no cóż to nie Galaxy.- Krótko. Stacja w WR2239 ucichła, zaginął też jeden okręt. Mamy to zbadać. Jakieś pytania?- Wiemy coś ponad to?- Nie. Ale nie spodziewałbym się niczego miłego. Wiem, że była przygotowana inspekcja.- Tak jest, sir.- Za bardzo nie mamy czasu na to, ale nie chcę zawieźć załogi. Zróbmy przyspieszoną wersję. Jak załoga?- Załoga sprawuje się dobrze. Nie mają za dużo doświadczenia, dla wielu to pierwsza misja, z wyjątkiem pani Anna Scalini, naszej głównej inżynier. Na wszystkich można liczyć w stu procentach. Chociaż ma jedną uwagę...- Tak?- Lena Wolkowa, kadet, nasz oficer naukowy, jest nieco trudna, ale proszę nie oceniać jej pochopnie, jest bardzo zdolna i na pewno będzie dobrze się sprawować.- Dobrze, chodźmy mamy mało czasu. Aha, jakby w okolicy pojawili się Klingoni, jacykolwiek, proszę natychmiast dać mi znać.- Jakieś problemy, sir?- Tak... dość paląca sprawa...Inspekcja przeszła sprawnie. Wielu członków załogi jest pierwszy raz tak długo na okręcie. Oficer medyczny poskarżyła mi się, że jeszcze nigdy nie widziała tylu przypadków choroby kosmicznej w jednym miejscu. Życie, za pierwszym razem też wymiotowałem dalej niźli mogłem zobaczyć. Część z nich popełniała drobne błędy, ale na szczęście nikomu nie groził sąd polowy. Wiedziałem, że już niedługo ta załoga będzie w stanie zrobić wiele.- Panie Groix, będę w swoich kwaterach. Muszę się rozpakować i coś zjeść. W ciągu godziny wrócę na mostek.- Oczywiście sir.Byłem głodny niemiłosiernie. Kawa, cela, zrobiły swoje. Szybko rozlokowałem swoje rzeczy w kwaterach. Katanę położyłem na specjalnym stojaku. Cały mój archaiczny sprzęt położyłem na kupie w rogu. Wiedziałem, że nie będę miał już tyle czasu, by się nim zajmować. Jedząc zrobiłem jeszcze parę ważnych rzeczy. Podłączyłem swoją konsolę do komputera. Nie lubię tych interfejsów głosowych. Napisałem szybko program, który na moją komendę głosową przytransportuje do mnie miecz, gdziekolwiek bym był. Trochę to paranoiczne i staromodne, ale wolę wiedzieć, że ma go po ręką, Szczególnie teraz. Potem pojawiłem się na mostku. Usiadłem w Fotelu, i spojrzałem na ekran przede mną. Przemykały na nim gwiazdy. Jeszcze parę godzin...
- Masz szczęście...A więc to była Major Kira Nerys. Trochę się o niej mówiło, szczególnie podczas wojny z Dominium i zaraz po. - ... twój okręt...Wydawała się zimna, zmęczona i zła. Nie chciałem być wtedy jej podwładnym, o nie.- ... z jedną z baz...Czułem się już lepiej. Krótki spacer mnie rozbudził. Miałem godzinę. Trzeba było się zebrać.- ... siedział tutaj przez...Cały czas byłem zły za ten incydent u Quarka, dlaczego mnie pociągali do odpowiedzialności? Przecież nie miałem wyjścia, owszem mogłem użyć tego fazra, tylko czy by mi się nie pomyliły ustawienia podczas walki?Major skończyła mówić. Przez moment chciałem zaprotestować w związku z incydentem u Quarka, ale spojrzenie pani Pułkownik sugerowało, że są bardziej humanitarne sposoby na napytanie sobie biedy. Nie było wyjścia wziąłem PADDa.- Tak jest pani pułkownik!I wyszedłem.Różne myśli krążyły po mojej głowie. Zastanawiałem się jak wygląda USS Judgement. Jaka jest... Zastanawiałem się jaką przydzielili mi załogę. Poznałem już sternika, ale co z resztą? Nie jestem najlepszy w zarządzaniu ludźmi. Miałem tylko nadzieję, że służba obędzie się bez zgrzytów...Poszedłem w miejsce, gdzie pozwolono mi zostawić swoje bagaże. Czułem się paskudnie. Trzeba było wziąć prysznic... Oficer dyżurujący wskazał mi drogę do najbliższych instalacji sanitarnych. Soniczne prysznice... Tak tęskniłem za wodą...Gdy wróciłem przygotowałem wszystko. Spiąłem dokładnie. Spojrzałem jeszcze na mój miecz przytroczony do torby."Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia." Ojciec mi kiedyś to opowiadał. Drzewo Życia, Eden, Miecz Sprawiedliwości, którym przyjdzie sądzić... Po ciągłych kłótniach między rodzicami znienawidziłem te bzdury, ale nigdy nie potrafiłem pozostać na nie obojętny. Spojrzałem na PADDa. USS Judgement... Spojrzałem na miecz... Sparingi z ojcem, z Worfem. Bójki w knajpach. Potyczki z piratami... Wszystko na dobrą sprawę zabawa, połamane kości, urażona duma. Nic więcej Judgement... Nie wiedziałem dokąd ścieżka, którą wtedy podążałem, mnie zaprowadzi. Było tysiące, miliony możliwości. Ale wiedziałem jedno nadchodziła zmiana.Wziąłem do ręki miecz w pochwie. "Pamiętaj, nigdy nie wyjmuj miecza bez potrzeby." Te zasady ojca, nigdy ich nie złamałem. Miałem tylko nadzieję, że prawdziwa potrzeba nie zajdzie.Podniosłem resztę rzeczy, zarzuciłem na siebie i wyruszyłem w stronę pylonu do którego miał dokować mój okręt. Nie chciałem używać transportera. Ciężar rzeczy pomagał mi poczuć, że się przeprowadzam.Gdy doszedłem miałem jeszcze jakieś pół godziny. Zacząłem się zastanawiać co ze sobą począć, kiedy sobie przypomniałem.- Cholera. Misja!Spojrzałem na PADDa. Muszę poznać szczegóły misji. Może będą tam też informacje o okręcie i załodze. Zacząłem czytać...
Otworzyłem jedno oko. Chyba ktoś do mnie coś mówił.- Kawa.Tylko jedna myśl zaprzątała moją głowę.- Mówiłeś coś chorąży?!Nad moją głową pojawił się złowiesczy grymas Bajorańskiego oficera ochrony.- Kawa?- Jaka kawa?! Wstawaj! Pani pułkownik na Ciebie czeka!Ta wiadomość uderzyła mnie niczym grom, więc jednak nie miałem dostać kawy. A dopiero co się obudziłem... Podniosłem się, spuściłem nogi na dół. Powoli, powoli dochodziło do mnie co się stało zanim zasnąłem. Ciekawe ile spałem. Nic nie poradzę już po prostu mam takie powolne poranki, mimo, że nie wiedziałem nawet jaka jest pora.Wstałem, przeciągnąłem się. Wszystkie kości i mięśnie bolały mnie jakbym jeszcze nie dawno bił się z jakimś Klingonem. Co zresztą wiele tłumaczyło. Spojrzałem się na niego. Jeszcze tam był szczerzył się tymi swoimi brudnymi zębami. Uśmiechnąłem się do niego serdecznie. Po chwili do mnie doszło.- Pani pułkownik... USS Judgement... Dokuje... Nie lubi czekać... Spojrzałem jeszcze nie do końca ostrym wzrokiem na Bajoranina.- To proszę prowadzić.
- Dzięki, po prostu przekaż to dowódcy.Starałem się mówić miłym i spokojnym głosem, ale moje oczy dawały mu do zrozumienia, kto tu jest w gorszej sytuacji... Nie pozostało nic innego jak czekać. Myślałem przez chwilę, żeby porobić głupie miny do Klingona, ale stwierdziłem, że może już dość kłopotów jak na jeden dzień. Usiadłem, oparłem się o ścianę. Bajoranin spał jak zabity, ale szczęśliwie nie chrapał... Pójście do paki to cudowny sposób na rozpoczęcie nowego etapu swojej służby. W celi było straszliwie nudno. Nie miałem nic do czytania, wszystkie panele na ścianach były mocno pozamykane, zresztą zabawa nimi byłaby uznana za próbę ucieczki. W kieszeniach nawet nie miałem łamigłówki, ani nic co mogłoby robić za rysik. Nuda... Położyłem się, wpatrywałem się w sufit. USS Judgement niedługo będzie dokował. Ciekawe jaka jest? Ciekawe dokąd mnie zabierze... Powoli moje oczy robiły się bardzo ciężkie. Zapadłem w sen...
Usiadłem na przeciwko Bajoranina. Jeszcze gdzieś w tle słyszałem krzyk płonącego klingona. Smród spalonych włosów ciagle nie chciał odejść. Westchnąłem, za osiem godzin miał się pojawić mój statek, a ja mam przez 24 godziny gnić z tym nadpobudliwym gościem. Szanse, że mnie wypuszczą wcześniej były raczej niewielkie, no ale cóż, zawsze można spróbować. Przypominałem sobie powoli wydarzenia. Klingon zaatakował mnie od tyłu. Potem kawa, krzesło. Potem mgiełka i klingon płonie... Cudownie...Trzebabyło coś zrobić. Wezwałem kogoś, żeby przyszedł. Trzeba parę spraw wyjaśnić. Po dłuzszym wołaniu pojawił się chorąży. Był ewidentnie rozdrażniony i znudzony. Coż, to chorąży Gwiezdnej Floty, może się dogadamy.- W czym mogę pomóc?Jega mina ton głosu zdawał się krzyczeć "Zapytaj się mnie czy puścimy cię wcześnie, a osobiście cię przerobię na Gagh."- Mam parę próśb. Po piersze chciałbym się dowiedzieć co z Orionką, która straciła przytomność w Barze. To moja podwładna, więc jest to dla mnie istotne. Po drugie, potrzebuję czegoś do pisania. Po trzecie chciałbym porozmawiać z szefem ochrony, nie zajmę mu dużo czasu, a to dość ważne.Przecież nie będę z nim negocjował wypuszczenia, on i tak nic nie może.- Szef...- To BARDZO ważne. Nie zajmę mu dużo czasu. Proszę nie rób mi więcej problemów niźli mam. I proszę dowiedz się co z tym kadetem, nazywa się Menina.- Dobrze zobaczę co da się zrobić.Podał mi PADD i wyszedł. Ochrona nawaliła straszliwie. Nie byli w stanie zareagować dopóki nie podpaliłem tamtego Klingona. On miał nóż, zaatakował mnie, a ja trafiłem do aresztu, cudownie... Spojrzałem na Klingona w drugiej celi. Cały czas się na mnie patrzył. Miał lekkie poparzenia i osmolony mundur. Wyglądał jak postać ze starych kreskówek, tych z królikiem, czy inną myszą. W dodatku był cały łysy. Miałem nadzieję, że Klingoni nie mają takiego stosunku do włosów jak samuraje, w przeciwnym wypadku obawiałem się, że będzie mnie ścigał aż któryś z nas nie zginie. Uśmiechnąłem się uprzejmie i pomachałem mu. Wiedziałem że go to rozzłości. Krzyknął coś po ichniemu i pogroził mi ręką. Oparłem się o ścianę celi. Usiadłem wygodnie. Pora użyć tego PADDa. Ochrona nawaliła, ja siedzę w areszcie. Postanowiłem złożyć na nich skargę, może to troszku przyśpieszy sprawy.- Jak się nazywa ten ich dowódca?Bajoranin nie odpowiedział, spał. Z resztą i tak mówiłem do siebie. Zacząłem pisać."Dziś w godzinach popołudniowych w barze u Quarka czekałem na okręt - USS Judgement, który został mi powierzony. Siedziałem przy stole popijając kawę razem z moim nowo poznanym sternikiem Kadetem Meniną. Nie sprawialiśmy kłopotów ani nie zwracaliśmy uwagi na nikogo w barze. W pewnym momencie jeden z Klingonów obecnych w barze rzucił się na mnie z nożem. Kaddet Menina wypuściła kubek z kawą oblewając pewnego Bajoranina, który zdenerwował się i zaczął wywrzaskiwać obelgi w jej stronę. W tym samym momencie do baru weszło dwóch Jem'hadar eskortując Vortę do stolika, którzy przy okazji wywrócili Bajoranina na Kadet Meninę. Kadet spadła i uderzyła głową w krzesło obok tracąc przytomność. Nie mająć innych opcji, byłem zmuszony do obrony wskutek ataku Klingona i braku reakcji ze strony służb porządkowych Deep Space 9. Postarałem się rozbroić atakującego mnie Klingona używając do tego kawy i krzesła. Z powodu faktu, że rzeczony Klingon cały czas stanowił zagrożenie, ciągłej braku reakcji ochrony i faktu, że nie mogłem usunąć się z miejsca, zakładając, że agresywny Klingon stanowił zagrożenie dla nieprzytomnej Kadet Meniny, postanowiłem unieszkodliwić agresora. Jedyną szansą dla mnie, przeciwko Klingonowi, który góruje nade mną wielkością, siłą i przygotowaniem do walki bezpośredniej, było użycie brutalnych środków. Biorąc pod uwagę bardzo małą ilość czasu jaką dysponowałem postanowiłem, użyć przedmiotów znajdujących się w barze, a dokładniej trunków i iskiernika, który udało mi się w ostatniej chwili zreplikować. Ochrona pojawiła się dopiero po zajściu.Chciałbym oficjalnie złożyć skargę na zachowanie ochrony stacji Deep Space 9. Nie zareagowała wystarczająco szybko na powstałe zajście, stawiając mnie, Kadet Meninę i obecnych gości baru w sytuacji zagrażającej życiu. W dodatku zostałem pozostawiony w areszcie, będąc potraktowany jak agresor, a nie osoba poszkodowana, którą w istocie jestem. Ponadto akcje, które podjąłem, podjąłem z zamysłem zminimalizowania zagrożenia dla wszystkich. Byłem pewny, co w istocie zostało potwierdzone, że system gaśnic zareaguje automatycznie w przeciwieństwie do członków ochrony DS9, którzy zjawili się dopiero po zakończeniu zajścia.Dodatkowo, biorąc pod uwagę wypisane przeze mnie fakty zwracam się z prośbą o jak najwcześniejsze zwolnienie, gdyż w ciągu paru godzin przybędzie okręt, na którym mam objąć dowództwo i regulamin rząda abym zjawił się na nim punktualnie. Jest to niemożliwe jedynie wskutek nieprawidłowego zachowania ochrony stacji Deep Space 9.z poważaniemChorąży Hotoru Edon Danzig"Przeczytałem jeszcze raz moje wypociny. Podrapałem się po głowie. Bajoranin spał, a Klingon cały czas się na mnie gapił. Śmiesznie wyglądał taki łysy. Pomachałem mu serdecznie, miałem cichą nadzieję, że wybuchnie ze złości. Cóż mi też nie było do śmiechu. Gdy tak droczyłem się z Klingonem przyszedł chorąży, z którym wcześniej rozmawiałem. Wstałem. Gdy podszedł podałem mu PADDa.- Proszę, na tym PADDzie jest pismo do Twojego dowódcy. To oficjalne pismo, więc musi być doręczone niezwłocznie. Masz jakieś wiadomości odnośnie Kadet Meniny?- Tak...
