Odpowiedź forum utworzona

Wyświetlanie 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • topas
    Uczestnik
    #72777

    @JamjumetleyRacja...Zapomniałem o Spocku i Meduzie... cofam oskarżenia wysuniętę w tej częsci postu. :ok:

    topas
    Uczestnik
    #72726

    Plus za dobrą muzykę

    Jest w większości monotonna i bardzo szybko się nudzi. Na ekranie, jako tło wydarzeń spełnia swoje zadanie, ale na dłuższą metę motyw główny męczy... Nie da się tego słuchać w kółko jak ST2 czy ST3 Hornera... Choć mam kandydata na 'odtwarzanie w kółko' - ścieżka "Enterprising Young Men", towarzysząca ujęciu gdy Narada tkwi okaleczona z resztkami Kelvina w boku, a promy oddalają się... Nie-startrekowo brzmi, ale ma jakąś taką magię - pompatyczna, zawadiacka, jakby mówiła -"trzymajcie się, to co dopiero widzieliście to początek, zaczynamy coś nowego i wielkiego!"

    Po czwarte - wnętrze statku Nero i Enterprise'a także słabo przemyślane i nie wiem czemu budowano go na ziemi, a nie w kosmosie ?

    Strona treknovie.com oferuje wyjaśnienie kwestii nieprzemyślanych wnętrz.

    Jeden z ludzi zaangażowanych w setdesign wcześniejszych ST opowiada o tym jak załoga Abramsa nie otrzymała od Paramount zgody na sfinansowanie produkcji. Dopiero gdy zanieśli gotowe fragmenty filmu Paramount się zgodziło, jednak te fragmenty zawierały już sceny w maszynowni - z braku środków 'na szybko' zaaranżowanej w istniejącym browarze 🙁 Optymizm każe sądzić, że przy sequelu doczekamy się maszynowni w którą tym razem zainwestuja 😉

    Brakowało mi ciekawych zagadek do rozwiązywania.

    hehe, to ja mogę mieć jedną i wcale niełatwą...

    Distress Call z planety Vulcan...

    Dlaczego flota reaguje na wezwanie pomocy z planety gdzie zauważono niebezpieczny fenomen 'burzy z błyskawicami w kosmosie"?

    Przecież ten fenomen to czarna dziura z której wyłania się Narada na początku... Ok, i już RAZ [JEDYNY] się wyłoniła - stąd jej obecność w 23. wieku... Ale skąd to zjawisko nad Vulcanem? Na siłę mogę sobie wmówić, że mając tą czerwoną materię mógł Nero spowodować pojawienie się jakiejś dziury niedaleko, tak dla "przestraszenia" Volkanów przed głównym atakiem... ale gdy zjawia się E nic nie świadczy o obecności powodu ich przylotu.... żadnej dziury...

    BŁĄD JEST MASAKRYCZNY i NIEWYBACZALNY... właściwie zaczynam przez to patrzeć na ten film jak na film z kategorii "głupi"

    Dlaczego Kelvin wytrzymuje kilkanaście minut? Udaje mu się po pierwszym ataku z zaskoku podjąć walkę z pociskami Nero, gdy osłaniał uciekające promy itd..

    7 Okrętów floty daje się zniszczyć w ułamek chwili i E doganiając je w końcu trafia już na złomowisko...

    topas
    Uczestnik
    #71962

    I jeśli się przyczepić to właśnie cała SIŁA stanowiąca o jakości odczuć towarzyszących otwierającej sekwencji filmu może potencjalnie świadczyć na niekorzyść pozostałych 100 minut produkcji... Jest kontrast... Kelvin wygląda na żaglowiec ze starych opowieści zmagający się z morskim potworem wyłaniającym się z głębin.. Nawet mundury i sceneria pasują - mają szycia podobne do kołnierzy marynarskich, pasy z klamrami itd. Sam okręt wygląda nieco archaicznie w dobrym słowa znaczeniu. Jest naleciałość starej dobrej definicji przygody, niebezpieczeństwa i poświęcenia powiązanego z eksploracją... W części poswięconej USS Enterprise zbyt dużo przypomina TNG, gdzie wszystko przychodziło łatwo, kolorowo i bez szczególnych strat... A minęło raptem 25lat od Kelvina,,, i tu wszystko błyszczy nowością i łatwością... Podążając tym tokiem myślenia nie do końca rozumiem manewr z pasem Saturna... OK< skok warp obliczony w środek pasa to wyczyn... Ale wyprowadzenie okrętu nad pas przy użyciu manewrowych zostało tu wyniesione do rangi niemożliwego i cholernie wręcz 'upatetycznione'.. Dramatyczna muzyka itd...OK, sekwencja wyłaniania się z chmur ładna [choć nowy E... hmm... nie mogłem się oprzeć wrażeniu że widzę myszkę Miki a nie E, te przerośnięte gondole warp... brrr....]...

    topas
    Uczestnik
    #71960

    @RannogatW kwestii ogólnego odbioru - całkowita zgodaW kwestii 'wysysania' -> Voyager był chyba pierwszy wyrzucając w przestrzeń "niechciane" drony Borg w 2-częściowym Scorpion..Enterprise zrobił to samo z nie do konca zasymilowanymi osobnikami w sezonie 2. powtarzając trik z wyrzuceniem ciał w przestrzeń w 3x18 'Azati Prime' - tu nieszczęśnikami byli podbnie jak w najnowszej produkcji załoganci będący niefortunnie w niebezpiecznej bliskosci rozerwania kadłuba :(co do zimna i bezwzględności przestrzeni -> w ST nigdy tego nie pokazano... nawet zwłoki Kazonów znalezione w kosmosie wygladały jak co dopiero ułożony do snu delikwent... z kolorytem skóry itd... W napisanym na nowo Battlestar Galactica pieknie pokazano działanie próżni na ciało [sekundowe wręcz odbarwienie skóry, szkliste oczy] na przykładzie "wyssanej" specialist Cally.. [end of Off-Topic]


    PS; uwaga w kwestii udźwiękowienia... Naczytałem się sporo przed premierą i udałem się na seans oczekując niemal objawienia... ale już gloryfikowana wcześniej scena otwierająca z USS Kelvin kazała jednak myśleć; "ee... ktoś skopał.." Owszem, muzyka i kwestie mówione "grają" ze sobą, ale odgłosy strzałów czy dźwięki instrumentów na mostku kłują w ucho jak nieudolnie dodane w postprodukcji,,, Może to wina nieprzystosowania naszych sal do filmu bądź obsługi dźwiękowców.. cóź.. Aha, i jeszcze jedno - na Kelvinie serce rośnie gdy pojawia się tak długo niesłyszany w Star Treku "klasyczny" dźwięk Red Alert 🙂 ale już w scenach na E wydaje się być zmieniony, jakby odtwarzany od końca w przyspieszeniu 🙁 mała rzecz a cieszy / przeszkadza

    topas
    Uczestnik
    #71958

    To była solniczka. Jak będziesz drugi raz oglądał to zwróć uwagę, jak Kirk sypie z niej sól. Zresztą chyba J.J.Abrams gdzieś wspominał o tej solniczce w jakimś wywiadzie.

    Punkt dla pana

    Faktycznie, może sypiącej się soli nie zauważyłem, ale uwagę przykuło duże "S" otoczone dziurkami/kropkami na talerzu

    Co do Vulcana jako ważnego elementu; w TOS i kinówkach pokazywany raczej w kontekście Spocka, potem w TNG raczej przez liczebność volkańskich oficerów floty, aż do wprowadzenia Sareka i Unification, ważny owszem, ale mało eksponowany - dopiero ST:FC i ENT, co by o nim nie mówić nakierowało jupitery na Vulcan podkreślając jego znaczenie - i moim zdaniem słusznie, bo wcześniej był ujmowany na ekranie, ale co najwyżej jako 'stary dobry znajomy'

    ENT chyba wyczerpał temat [nie ryzykując stwierdzenia że wręcz nadużywał] Vulcana... ja z zaciekawieniem spoglądam na przyszłość tej rasy w uniwersum ST; z jednej strony jako 'gatunek zagrożony' mogą stać się rasą wymienianą tu i tam jak El-aurianie, z drugiej możemy być świadkami ewolucji jakiej nie doswiadczylismy... w końcu strata rodzimej planety może w przetrwałych Vulcanach wywołać zmianę w mentalności, "nakreslić" ją na nowo... ale to dywagacje i rozwijanie wątku tak bogatego w konsekwencje mogłoby wymagać serialu poswięcającego temu uwagę podobnie do ENT.. Może skończyć się na prozaicznym 'Earth is my home now' Spocka...

    topas
    Uczestnik
    #71953

    Nie wiem natomiast jak odnieść się do pozostałych nawiązań do 'znanego' nam ST..Najbardziej chyba Kardasjański drink zamawiany przez Uhurę...czy oni byli już znajomymi w początkach TOS??? Ok, wymyślono ich pod koniec TNG, wzmianka o nich padła w jednym z odcinków ENT, jednak z ust zaawansowanych obcych, nie ludzi.. Mogli to zmienić na andoriański czy byle co... Mi to jakoś szczególnie nie zaszkodziło w odbiorze, ale jednak nieco sprowokowało pytanie; czy to było konieczne> ? [nie wspomnę o 3groszach wciśniętych przez Abramsa w postaci napoju Slusho... Kto wie jak wyglądała kampania Viral Marketing poprzedzająca film Cloverfield skojarzy ;)To że Uhura zna romulański i to aż w 3 dialektach... hmm... ok, inne uniwersum inne realia, chyba trzeba będzie to przełknąć.. Choć za bardzo Uhurę wzorowano na Hoshi Sato z ENT moim zdaniem...I w kwestii motywów "na siłę"- Kirk w barze po rozmowie z Pikiem bawi się zdezelowaną zabawką / modelem Kelvina... Miał przy sobie?? Nosił w kieszeni i zabierał na piatkowe wypady na piwko?? Taa...a może to Pike przypadkowo może miał przy sobie podświadomie wiedząc że spotka Kirka??? Niepotrzebne,... mogło być użyte w krótkiej scenie, no nie wiem, gdzie Kirk leczy kaca w domu i zanim decyduje się wsiąść na motor spogląda na model w domu czy coś...PLUS:Archer...Scotty wspomina o Admirale Archerze... Wzmianka o psie każe od razu wykluczyć zbieżność nazwisk... wiadomo, Jonathan.... Miłe że wzięto pod skrzydła 'opluwany' serial i jego continuity, ale na Boga, ile musiałby mieć Archer żeby spotkać się z nastoletnim, czy 20paroletnim Scottym? Pamietając że ST:ENT to lata 2151-2155, a nowy Star Trek 2233-[chyba]2258... 150 lat???Ocenę podtrzymuję, to tylko wpadki które przychodzą po głębszych przemyśleniach


    EDIT:@ ReydenCały film to alternatywna rzeczywistość.Samo spotkanie USS Kelvin i Narady to coś co nie miało miejsca, bądź nie powinno... Scena w lodowej jaskinii podkreśla to wybitnie; stary Spock opowiada o ojcu, którego Kirk znał i który właśnie zmotywował go do wstąpienia do Floty, także od początku to inny Kirk i inna rzeczywistość, ale co tam, kupuję ją. I mimo że jestem na ST wychowany kupuję całość. Znając dotychczasowe fakty [=kanon] uznawane niestety za niektórych za wręcz dogmaty - będę miał wiecej frajdy z odkrywania nowego ST, bycia nim [mam nadzieję pozytywnie] zaskakiwanym niż 'nowi trekkerzy' dołączający do stadka po ST-XI... Jesli po tym filmie sięgną do starszych to wróżę im poplątanie i zakłopotanie wynikające z porównania faktów.. ;)Także nawiązując do Xarica i nieco powtarzając się -> kanon nie równa się dogmat, zwłaszcza w uniwersum które karmi nas podróżami w czasie i wpływaniem na linie czasowe 😉 czekam na ST-sequel ;)PS: żałuję że nie wplątano w jakikolwiek sposób scen z pierwszego teasera... aktualnej konstrukcji "wielkiego E" 🙁

    topas
    Uczestnik
    #71944

    Ja nawiązania zaliczam na plus, choćby słynne "I'm a doctor not a..." McCoya po prostu nie mogło zabraknąć.

    Hehe, a moment kiedy część tej kwestii zabrzmiała to duzy plus, użyto ją inteligentnie.. Nie chcę słuchać tego co już wiem, czy wiedzieć że dana kwestia padnie akurat tu i teraz... I właśnie na dziedzińcu akademii McCoy świetnie zwiódł publikę.. "Jim, I'm a doctor" i myslimy że zaraz będzie "not x, y, z"... A tu - I'm a doctor, I'm busy 🙂 to mnie urzekło

    Jeszcze jeden minus, poważna scena kiedy bójki Kirka i Spocka na mostu i komentarz Scottiego po wszystkim, takie pajacowate.

    Sam komentarz Scottiego tylko podkreśla jak sama scena była wymuszona... Niecałe kilka minut i hop, dzieje się zgodnie z planem Kirka i zaleceniami starego Spocka... Może młody był tak łatwy do sprowokowania, może... ale poszło zbyt gładko i zupełnie jak na zyczenie... Chyba zagrał motyw matki i wyczulenia Spocka na ten temat... już od początku zmyślnie nakreślono EMOCJONALNE przywiązanie Spocka do niej... Logiczne [he], że po niej odziedziczył własnie emocje, logiczne że do niej żywił te najbliższe ujawnieniu...

    Aha, i w kontekście w/w - i nie wiem czy tylko w mojej opinii, ale sądze że do historii przejdzie 'Live long and propser' wypowiedziane po werdykcie volkańskiej rady starszych,,, Majstersztyk! Wiadomo co wyraża a klasa z jaką padło, he, nigdy ta "wytarta" fraza nie miała takiej siły wyrazu 😎

    PS: glazura była na posterunku na Delta Vega... narzeczona skomentowała: "Jezu, a skąd tu rzeźnia się wzięła?" ;P

    topas
    Uczestnik
    #71941

    W ursynowskim Multikinie seans w samo południe... Nieudolnie rozpoczęty, reklamy parówek mieszane z trailerami [zgadzam się - trailer Warlords to katowanie widza :P] w końcu przerywane komunikatami spod znaku M&M'sów, popcornu i Kina Na Obcasach... Zapowiadało się na nieudany seans... Widownia - raczej po, bądź w okolicach 30stki, łącznie z moją narzeczoną 3 kobiety na sali [1 z nich wyraźnie koło 50tki], reszta męźczyźni, razem, może z 30 osób...I w końcu...ParamountSpy Glass EntertainmentBad RobotW tle znana z oficjalnej strony filmu nutka.......Zaraz po tym sekwencja która kazała mi mimowolnie wyszeptać "Już mi się podoba"USS Kelvin majestatycznie sunący przed "szkiełkiem kamery"... Znany klasyczny 'boing' sensorów w tle, basowy szum silników, migocące światła nawigacyjne, chaotyczne komunikaty radiowe w tle, rozbłyski światła spoza kadru [lens flares]... Pierwsze kilka sekund filmu i wydawałoby się pochopna ocena "Już mi się podoba".. Dlaczego -> w tej pierwszej sekwencji czuć potęgę wszechświata, mrok, czuć "masę" okrętu, "czuć" a może bardziej słyszeć da się - ciszę wszechświata... I jakoś tak podświadomie mówisz sobie - udało im się, tak, to Star Trek jaki sobie wyobrażasz myśląc o pionierskich czasach przed-TOS, jakby była ta sekwencja kwintesencją eksploracji i ducha Rodenberry'ego... Oprawa na jaką uniwersum przez niego stworzone zasługuje... Niestatyczne ujęcie, rozmach, i prawdziwa głębia zamiast 2wymiarowych "tapetek" z gwiazdami jakie pamiętam z poprzednich ST... I majestat okrętu.. Może i Kelvin do największych nie należy, ale patrzysz w pierwszych sekundach i myslisz :"potęźny skurczybyk".... duży plus za 'realizm' ujęć.A potem "mocne wejście"... Silny [nie tylko sądząc po sylwetce i facjacie, ale raczej charyźmie i bijącym zeń autorytecie] kapitan Robeau, mocne sceny walki i prawdziwy wyciskacz łez... Może przy n'tym obejrzeniu nie będzie już tak działać, ale dziś wbiło mnie w fotel, a wnętrzności mi dygotały w pierwszych kilkunastu minutach filmu,,, i to zawsze chciałem czuć przy Star Trek... Na tygodnie przed premierą postanowiłem 'ułatwić' narzeczonej odbiór i potraktowałem ją kilkoma kinówkami z Kirkiem i załogą...przyjęła bez emocji...nawet przed wejściem do kina rzuciła "Obiecuję udawać że nie śpię na filmie"... Jednak patrząc kątem oka na Nią w pierwszych minutach filmu widziałem że ma wypieki i że jednakowo ze wstrzymanym oddechem patrzy na Kelvina majestatycznie sunącego na kursie kolizyjnym z Naradą.. Co było potem, kto widział, wie.. Przyznam się, miałem łezkę w oku,,, Narzeczona jawnie się popłakała... Czy to niski próg odporności na patetyczną muzykę i ckliwe dialogi czy umiejętnie zbudowana scena? Moim zdaniem twórcom udało się zmontować ją tak by działała jak powinna - zważcie że załoga USS Kelvin to "nieznajomi", nie ma sposobu by wykształcić jakikolwiek emocjonalny stosunek do nich, a jednak scena w swoim finale działa mocnoReszta?Bawi, trzyma w napięciu, zaskakuje [szczególnie grą aktorską]Osobiście choć z |Kirkiem się wychowałem - nowego "kupuję". Gra dobrze, da się "lubić", w przeciwieństwie do sowjego starszego znengo nam 'ja' trochę bufonowatego. Jak wiele razy McCoy stanowił dla niego drugą opinię drugi głos tak i tu - nowy McCoy to absolutny faworyt nowej obsady. Nie małpuje po DeForreście, a jednak idealnie wpisuje się w postać. Patrzysz i wiesz że to Bones. Spock przypomina tego z 2 pierwszych pilotów - wiele w nim emocji jak na Vulcana znanego z "późniejszych" lat. Jednak są momenty że Quinto przybiera ton i mimikę Nimoya, plus. Reszta obsady chyba będzie musiała poczekać na sequel by pokazać na co ich stać... Chekov - ok, kanonicznie rzecz biorąc nie powinno go być - i zgodzę się z przedmówcami, nie stała by się filmowi krzywda gdyby go nie było. Scotty? Ma raczej irlandzki, czasem niezrozumiały akcent... Nie ma w tym już 'oryginalnego' Scotty'ego -> i postać przeładowana komizmem. Stary Scotty miał klasę, ten na nią musi jeszcze popracować. Uhura? Za duży skok, postać raczej marginalna pod względem osobowości w TOS, tu dostała rys tak bogaty w porównaniu z pierwowzorem, że prócz Nazwiska trudno ją skojarzyć z pierwowzorem... Sulu? Zobaczymy później. Nie przeszkadzał.Bardzo dobrym dodatkiem do załogi, i mam nadzieję pojawiającym się jeszcze w serii jest Pike. Inny od znanego z Cage [ i owszem niekanoniczny jako pierwszy dowódca E], ale wiarygodny i "wiążący" widza z postacią. Przemawia przez niego dystynkcja i autorytet. Stanowczy ale nie buńczuczny, dostojny ale z poczuciem humoru godnym kapitana [careful with the ship Mr.Spock, it's brand new] :)Daję 9/10Minusy?- zbyt szybkie doprowadzenie stanu rzeczy do zastanego w TOS [pod koniec filmu wszyscy na swoich miejscach, z Kirkiem w stopniu Komandora na fotelu dowódcy...]- Enterprise jest zbyt 'Cool'.. choć da się oglądać i nie razi, jest barokowy i przekombinowany... Kelvin i pozostałe okręty floty znacznie lepiej / wiarygodniej sprawiają wrażenie okrętów przynależnych swojemu czasowi- bałagan w scenografii... Dopieszczony mostek, korytarze [E i Kelvin], a jednak oba okręty cierpią z powodu użycia realnych lokacji jako maszynownie czy hangary... Gdy kpt.Robeau udaje się do wahadłowca i idzie klatką schodową mając za sobą betonową ścianę to psuje cały efekt i starania włożone w przygotowanie reszty setów...- Ziemia... Dlaczego do cholery zawsze jest pozostawiona bez opieki? Tak było już w TMP, tak było w ENT gdy zaatakowali Xindi, tak i teraz... Narada spokojnie usadawia się nad San Francisco i zaczyna atak... Dopóki nie zjawia się E nikt jej nie przeszkadza,,, nad tym niedociągnięciem fabuły twórcy muszą popracować... Kiedyś może to podnosiło dramatyzm, uzmysławiało zagrożenie, ale teraz dziwi i żenuje...no, na razie tyle 😉


    edit:Do minusów zaliczam jeszcze powtórzenie znanych z poprzednich filmów dialogów czy kwestii...Spock stojący przed obsadą mostka na tle ekranu prawiący o eliminowaniu niemożliwego itd itp bla bla bla - żywcem wyjęte ze ST-VI...McCoy atakujący Spocka kwestią "Are you out of your Vulcan mind?" - zywcem wzięte ze ST-IIScena gdy matka przygotowuje Spocka przed spotkaniem z radą - ST-IVKobayashi Maru strywializowane... Owiane legendą i plotkami wyszło na żart...

Wyświetlanie 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8 w sumie)
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram