Odpowiedź forum utworzona

Wyświetlanie 15 wpisów - od 1 do 15 (z 20 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • JLPicard
    Uczestnik
    #32716

    Oj, żałuję, żałuję 😀

    JLPicard
    Uczestnik
    #32704

    Wtrące swoje 3 grosze do odcinka 210 🙂

    Jak już zostało powiedziane, żadna jakaś rewelacja (w zasadzie to tylko końcówka była dosyć ciekawa). Niemniej kilka rzeczy zasługuje na uwagę.

    Po pierwsze to sam fakt, że zostaje pokazany hive ship jest interesujący. Niemniej im bardziej poznaję technologię Wraith, tym bardziej dochodzę do przekonania, że powinni wygladać inaczej - mam przy tym nieodparte skojarzenia z "dniem niepodległości" :]

    Fajny był system sterujący Dartem oraz tekst Shepparda, że potrzebuje R2D2 😀

    Najciekawszy jest jednak fakt na który zwróciłem uwagę już dawno temu. Otóż w jednym z ostatnich odcinków został (po raz drugi) schwytany Wraith. Zaintrygował mnie symbol na jego twarzy - wysnułęm nieśmiało teorię, że być może ta rasa dzieli się na jakieś klany. I ku mej radości scenarzyści idą tym tropem! W SGA 210 zostało powiedziane, że Wraithowie nie tworzą jednolitej struktury społecznej, lecz są zróżnicowani. Być może jest to sposób na wyjaśnienie dlaczego jak do tej pory Wraithowie to nędzny przeciwnik dla ziemian - bo mieli do czynienia z jakimś słabym "klanem". Niemniej są to tylko moje dywagacje na temat :]

    Ford, który przy ostatnim spotkaniu chciał strzelać do Shepparda a i sam przy tym dostał kulkę od pułkownika, teraz jak gdyby nigdy nic próbuje się z nim na nowo zaprzyjaźnić i odzyskać zaufanie swojego byłego dowódcy.

    Hm, wg mnie mozna to wytłumaczyć faktem, że Ford od chwili gdy został uzależniony od enzymu, wykazuje huśtawki nastrojów. Możliwe nawet, że w przypływie emocji (zwłaszcza gniewu) nie jest świadom swojego zachowania i nie do końca pamięta je takim jakim było.

    Inna możliwość jest taka, że w tym odcinku to Ford dyktuje warunki - może sobie pozwolić na "wymazanie" niemiłego epizodu i przekonanie innych, że tak naprawdę nie było... Myślę, że można nawet obydwie możliwości połączyć 🙂

    JLPicard
    Uczestnik
    #32682

    Dołączam się do życzeń dla Tęczy - oby miał pociechę z żony i dzieci oraz wiodło mu się na studiach 😀

    JLPicard
    Uczestnik
    #32533

    UWAGA SPOJLERY DO 909 i 910

    Na początek 909. SG1 odnajdujena jednej z planet człowieka będącego w stazie oraz labolatorium podobne do tego jakim dysponowała Nirrti. W trakcie dogłębnych badań okazuje się, że człowiek jest tworem Anubisa posiadającym część jego osobowści. Co gorsza, w wyniku działania maszyny do zmian w DNA ewoluuje on coraz bardziej by ascendować. Istotą interesuje się rząd USA, który przysyła swojego reprezentanta (i tutaj miła niespodzianka - jest to nikt inny jak EMH 😀 ). Klon Anubisa rozwija się coraz szybciej zyskując możliwości podobne do tych jakimi dysponują Priorzy. Muszę przyznać, że ten odcinek był wciągający i nawet zaskakujący. Do końca odcinka ciężko było przewidzieć czy klon odejdzie (i niczym bumerang będzie wracał w kolejnych odcinkach) czy też zginie. Uznałbym odcinek jako jeden z najlepszych jak do tej pory w sezonie 9, gdyby nie...

    Odcinek 910 rozwija dwa wątki; pierwszym jest wirus Ori przyniesiony przez dwoje członków jednej z drużyn. Niestety, zbyt późno zostaje wykryty; w międzyczasie jedna z zakażonych osób kontaktuje się z cywilami roznosząc nieświadomie zarazę. Drugi wątek dotyczy wolnych Jaffa - Garak decyduje się przyjąć wiarę w Ori w czym przeciwstawia się Teal'c i Bratac.

    Jak widać problemów niemało. Na szczęście pojawia się pomoc w postaci Orlina (tym razem jako dziecko), który wyjawia w końcu czemu Ori tak rozpaczliwie pragną wyznawców oraz pomaga stworzyć lek przeciw zarazie. Osobiście bardzo mi się spodobał wątek z Garakiem. Wolni Jaffa stają w krytycznym momencie przed widmem wojny domowej w walce nie tylko o to czy znów popadną w zależność od istot obwołujących się bogami, ale przede wszystkim o własną tradycję. Odcinek niezmiernie miło się oglądało, trzymał w napięciu i wyjaśnił pytania, które pojawiły się już na początku sezonu. Oj, ciężko będzie doczekać 911 😉 Dlatego jak dotąd jest to moim zdaniem najlepszy odcinek 9 sezonu SG1.

    JLPicard
    Uczestnik
    #32523

    Zgadza się - puszczają go na AXN. Osobiście żałuję, że nie oglądałem późniejszych odcinków, bo w pewnym momencie zacząłem mieć wrażenie, że scenarzyści zaczynają budować jakiś centralny wątek, który mógłby wyjaśnić całe zdarzenie. Chciałbym przekonać się, że moje odczucia są błędne gdyż zabiłoby to cały urok serialu 😉

    JLPicard
    Uczestnik
    #32395

    W zasadzie Gosiek podsumowała odcinek 🙂 Pozwolę sobie jednak przedstawić kilka rzeczy na które zwróciłem uwagę.Spodobało mi się nawiązanie do odcinka z pierwszego sezonu - w sumie dobrze, że rozwinięty został ten wątek, bo do tej pory historia robali wydawała się być całkowicie oderwana od całości. Podobała mi się scana gdy po raz pierwszy ekipa penetrowała jaskinię (zwłaszcza widok w podczerwieni).Fajnie wyglądało również przeistaczanie się Shepparda oraz zmiany w jego osobowości. Ciekawa była walka z Teylą (zakończona czymś zaskakującym dla niej 😀 ). I jeśli chodzi o to co mi się podobało - to chyba tyle. Moge się (choć z ogromną niechęcią) podpisać pod tym co pisała Gosiek - odcinek był przewidywalny aż do bólu. W kilka minut można było przewidzieć, że Sheppard będzie się zmieniał, Beckett go ocali - a po tym jak zostało wspomniane, że potrzebne będą jaja robali - że to Sheppard po nie pójdzie.No i Beckett... Wspominałem ostatnio, ale zaczyna się powolutku robić sztuczny. Albo może źle powiedziane - niewłaściwie wykorzystany. Na dobrą sprawę to zaczyna on przypominać naukowca, który - gdy jest jakiś problem - sięga do bazy danych Pradawnych i już ma rozwiązanie. Sorki Gosiak - ale imo osoba Becketta idzie w złym kierunku 😉 Za kilka odcinków okaże się, że stado lekarzy i naukowców męczy się nad jakimś problemem od miesięcy, i nagle w przypływie olśnienia Beckett dokona cudu i go rozwiąże.

    JLPicard
    Uczestnik
    #32238

    Wtrące swoje trzy grosze - imo tylko i wyłącznie Jeri Ryan. Po prostu paluszki lizać 😀

    JLPicard
    Uczestnik
    #32216

    Tak z ciekawości zapytam bo wspomnieliście o grafikach - jeśli chodzi o grafę 3D to w jakim programie się bawicie? Blender, 3D Studio, LightWave?

    JLPicard
    Uczestnik
    #32163

    Dołączona grafika

    Q: You feel that you are superior to everyone you encounter, and to a certain extent you're right. You seem to be able to make things happen and you are always around for important events. Your arrogance can get the best of you though, and lead to your defeat when you least expect it. Despite your near-omnipotence, you have a thing for older, dignified gentlemen.

    Ciekawe, ciekawe...

    JLPicard
    Uczestnik
    #32153

    A przez jaki serwer się łączysz? Spróbuj przez ktoryś z tych: poznan.ircnet.pl, bialystok.ircnet.pl, lodz.ircnet.pl. Napisz też może co mirc wypisuje przy próbie połączenia. Jak to nic pomoże, to daj znać na priv a podeślę Ci specjalną wersję mirca skonfigurowaną już pod polnet 😉

    JLPicard
    Uczestnik
    #32070

    Jak dla mnie brakuje tu rownowagi i mam wrazenie, ze im wiecej czasu scenarzysci poswiecaja jakiejs postaci, tym bardziej na sile probuja ja uatrakcyjnic, przez co wychodzi to, co widzimy. Przynajmniej ja tak to widze, zwlaszcza patrzac na McKaya i Shepparda.

    Wydaję mi się, że bardzo dobrze podsumowałeś tendencję w SGA - imo scenarzyści czasem przeginają z przedstawieniem niektórych postaci tylko po to by np. wprowadzić humor do odcinka (mam nadzieję, że się dobrze wyraziłem 🙂 )

    Chciałbym kiedyś zobaczyć odcinek w którym Zelenka będzie kontrastem McKaya a nie taką "ludzką" wersją Rodneya, omylną i będącą w cieniu. Postać Rodneya na początku była rzeczywiście interesująca, a teraz - cóż, nie będę się powtarzał. Szkoda też, że nie ma wątku "długowłosego" (nie pamiętam jak się zwał, ale nadawał na Weir w "Listach z Pegazusa") - przynajmniej otwarcie kwestionował jej decyzje...

    JLPicard
    Uczestnik
    #31957

    A co do Becketta jako superhero to się nie zgadzam, imo ta postać jest jedną z najlepiej prowadzonych i granych w całym serialu, nie ma w niej żadnych przegięć czy właśnie pozowania na bohatera

    Miałem na myśli akcję typu: mamy rannego do zoperowania w warunkach polowych? Beckett się opiera lecz akcja udaje się. Mamy problem z Wraithami? Z szafki Beckett wyciąga w tajemnicy opracowywanego retrowirusa i oznajmia, że będzie to coś rewelacyjnego. Całe szczęście, że w tym odcinku się nie udało bo to by było przęgięciem...

    Fakt, że Beckett jest sensowną i dosyć realistyczną postacią na tle innych, ale jeśli scenarzyści zaczną ciągnąć go w tym samym kierunku co McKaya, to marnie to widzę...

    JLPicard
    Uczestnik
    #31939

    Kurcze, albo ja nie lubię takich odcinków, albo rzeczywiście 2x07 był jak do tej pory najsłabszy...Generalnie niebyt podszedł mi motyw "dziecka Wraith" - aczkolwiek zdanie zmienię gdy/jeśli scenarzyści rozwiną ten wątek ;)W zasadzie odcinek był o niczym - ot, dzielna ekipa z Atlantis rusza na polowanko by wyeliminować złego Wraitha. A żeby nie było za prosto, to pojawia się "dobry Wraith". Niestety, od początku historia tak mocno śmierdziała starzyzną, że łatwo można było przewidzieć finał... Pierwsza nieścisłość jaka mi się nasunęła to taka, że skoro Wraithowie mają możliwość komunikaowania się ze sobą, to czemu ten jeden gnił przez tyle lat na nędznej planecie zamiast wezwać pomoc? Odpowiedzi w stylu "że za daleko" nie bardzo do mnie przemawiają - w odcinku "The Gift" Teyla udowodniła, że z łatwością może się skomunikować z Wraithami odległymi o wiele lat świetlnych (gwoździem do trumny jest fakt, że po odcinku "Rising" wszyscy Wraithowie się obudzili i zostali poinformowani o zajściu).Kolejnym beznadziejnym pomysłem jest retrowirus - o ile w zeszłym odcinku McKay udawał supergeniusza mogącego wszystk, o tyle Beckett zaczyna podobną tendencję wykazywać. Retrowirus mogący uwstecznić ewolucję Wraithów? Mooocno naciągany pomysł. W dodatku okazuje się, że działa błyskawicznie i ma skutek odwrotny do oczekiwanego.W zasadzie można by podsumować odcinek jako: Wraithowie mogą być bardziej ludzcy niż sądziliśmy. Niestety, jedyne co z tego odcinka tak naprawdę wynikło, to fakt, że Beckett musi popracować nad swoim serum.Na plusy odcinka zaliczam scenę wspomnień jak dobijano Wraithów, oraz moment gdy pokazane jest jak mała Wraithianka pożywia się swoim dobroczyńcą. Niestety, to trochę za mało by ocenić odcinek jako udany... Oby następny był lepszy.

    JLPicard
    Uczestnik
    #31785

    To ja poproszę o wskazanie fragmentu dowolnego odcinka drugiego sezonu, w którym jest powiedziane, że go już nie ma na Dedalusie... ;P W SG-1 było to częścią zasad postępowania – spotykamy coś co nas przerasta – dzwonimy do Asgardu i pytamy czy mogą pomóc. W SGA odwrotnie - wysyłamy psychopatę, żeby sobie układ planetarny wysadził (swoją droga oni najwyraźniej lubią pokazywać wybuchy).

    Ojojoj, ktoś chyba nie oglądał uważnie Sg1 albo tylko wybrane odcinki 😉 90% odcinków z Asgardczykami w SG1 to była odwrotna sytuacja - nie mogą sobie z czymś poradzić to oni do nas dzwonią. Pozostałe 10% - to "współpraca" naszych i Asgardu w ramach podziękowań za pomoc oraz odcinki w stylu "Fifth race"( w którym rzeczywiście pomogli O'Neillowi), czy też "Red Sky" (pomogli posprzątąć bo bałaganie jaki zostawiło SG1). Niemniej są to przypadki odosobnione i nie związane z kwestią pomocy w odkrywaniu nowych dziedzin fizyki 🙂

    Zważ również, że nawet JEŚLI Hermiod wciąż jest na Dedalusie, to przecież on sam może nie dysponować tak wszechstronną wiedzą. Zresztą pogdybajmy sobie. Wzywamy do Atlantis Asgard. Oglądają broń i stwierdzają, że to nie będzie działać. Co więcej - znając ludzi wiedzą, że zrobią sobie tym krzywdę, więc najlepiej będzie zlikwidować całą placówkę. Odcinek kończy się po pięciu minutach, dowództwo SGC klnie, McKay jest wkurzony a dr Weir stwierdza, że być może była to szansa na eliminację zagrożenia ze strony Wraith. Czyż nie tak właśnie by było?

    JLPicard
    Uczestnik
    #31728

    Hmm, odcinek chyba najsłabszy w tym sezonie. Zdecydowanie przesadzono z McKayem chcąc pokazać, że nie potrafi wszystkiego i porywa się z motyką na słońcę. Imo postać Rodneya jest niestety zbyt nierealistyczna - jeśli chodzi o porównanie np. z początkami. Troszkę nie podoba mi się ta tendencja, którą zapoczątkował Daniel - oto prosty naukowiec (geniusz) mający wady i słabości przeistacza się w sherosa; supermena co potrafi rozwiązać każdy problem i zachowywać się jak komandos (jeden z odcinków 1 sezonu). No i to jego szczęście - ciekawe ile razy jescze wyjdzie bez szwanku z promieniowania? Pod tym względem Zelenka jest o wiele bliższą postacią. W dodatku Sheppard ufający bardziej "szczęściu" McKaya i zachowujący się na koniec w stylu: "okej, nie pofarciło ci się tym razem - będę przez jakiś czas ostrożny, a jak nic się nie stanie to znów masz u mnie 101% zaufania" ;/

    Postać Ronana musi mieć ciekawą przeszłość... Oby scenarzyści pokusili się o jej pokazanie. Szkoda, że nie ma nawiązania do motywu runnera. Dobrze - był runnerem i co z tego? Żadnych konsekwencji nie ma?

    Natomiast co do innych kwestii...

    A zachowanie Teyli? Ktoś ją w końcu wykorzystał i zdradził, nadużył jej zaufania aby dokonać morderstwa i zemsty, a ona po chwili banalnej rozmowy (ale zrozum, to był zły człowiek) jak gdyby nigdy nic, mówi : ok, ale nastepnym razem uważaj i nie mówmy o tym w Atlantis. Nie ma to jak kryć mordercę przed własnymi zwierzchnikami...

    Nie komplikujmy i nie szukajmy wymyślnych teorii. Teyla i Ronon są tylko gośćmi na Atlantis - pochodzą również z tej samej galaktyki i wychowali się w obliczu zagrożenia przez Wraith. Zatem Teylę łączy więcej z Rononem niż z mieszkańcami Atlantis; zauważ, że zbulwersował ją fakt, że wykorzystana została jej przyjaźń, nie morderstwo. A więc cios ze strony kogoś z kim była emocjonalnie związana...

    Mają tam Asgardczyka, którego mogli chociaż o "energię próżni" zapytać - ale po co? Przecież scenarzyści wiedzą lepiej, że taki Izaak Newton bez problemu by sobie poradził z obsługą elektrowni atomowej

    Poproszę o wskazanie fragmentu odcinka 2x06 w którym jest pokazany/jest powiedziane, że Hermiod dalej jest na Dedalusie. Nie sądzę, żeby spędzał tam czas 24h/dobę 7 dni w tygodniu. Możliwe, że po ostatnich wydarzeniach został wezwany do przedstawienia sytuacji Asgardowi i nie wrócił (w końcu chwilowo nie jest potrzebny). Ahh... Przypomnę jeszczę odcinek "Nemezis" (bodajże 3 sezon SG1) i trudności jakie miała Sam w zrozumieniu samych pojęć jakich używa Asgard (i vice versa). Cóż z tego, że Asgardczycy powiedzieli by nawet Rodneyowi: "ależ to proste - subqumperacja tramkulaji w procesie izohemacji powoduje krreberacje i powstają trzy jednostki koppu", skoro Rodney nie potrafiłby powiązać ich opisu rzeczywistości z naszą fizyką?

    Biedny widz-idiota, do którego to wyjaśnienie jest kierowane pewnie już zapomniał, że jeszcze kilka godzin wcześniej Ronan był święcie przekonany, że jest jedynym ocalałym ze swojej planety, więc jego nagłe wystąpienie w potrójnej roli policjanta, sędziego oraz kata jest jakby niezbyt na miejscu...

    Cóż...gdyby pamiętać co nie kilka godzin, lecz kilka tygodni wcześniej się działo, sprawa nie byłaby dziwna. Oto Ronan - człowiek, który przez kilka lat uciekał przed Wraithami; trzyma go przy życiu pragnienie zemsty. I nagle - odkrywa, że ktoś ocalał. Co więcej - pragnienie którym żył kilka ostatnich lat może zostać zrealizowane! Taka okazja się nie powtórzy, wreszcie odpłaci za ostatnie lata...

    Należy pamiętać, że Ronan jest bardzo porywczy i najpierw działa, potem myśli.

Wyświetlanie 15 wpisów - od 1 do 15 (z 20 w sumie)
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram