Forum › Fantastyka › Star Trek › TOS, TNG, DS9 i VOY - plusy i minusy serii ST
Abstrahując już od oczywistości stwierdzenia, że chodzi cały czas o profil widowni, a nie konkretne osoby...
Nie. Seriale pisze się z myślą o konkretnych osobach, nie o profilu. Ta ostatnia możliwość może i brzmi mądrze i efektownie, ale jest bez sensu. "Profil widowni" nie ma pilota za pomocą którego może wybierać to co chce oglądać.
Z zażartych dyskusji na forum startrek.pl (co najmniej 2) które odbyły się pomiędzy zwolennikami ENT a resztą świata 😉 da sie raczej wyciągnąć inne wnioski. O ile sama formuła "podróżnicza" serialu miała być taka sama, o tyle realizacja była zupełnie inna.
TNG miało częste ambicje (...)
VOY i ENT też miały ambicje. Też chciały coś pokazać. Ich twórcy też chcieli wpisać głębsze problemy. Pierwsze odcinki z brzegu: "The Seventh" (trzeba żyć z tym co się zrobiło, nie ma łatwych odcięć) czy "North Star" (w którym nawet oprawcy przyznawali, że robią źle, ale robienie dobrze byłoby zbyt ryzykowne). Nie twierdzę, że te odcinki były dobre, czy choćby, że nie były denne. Twierdzę, że ich autorzy mieli ambicje nie gorsze niż scenarzyści TNG.
Nie. Seriale pisze się z myślą o konkretnych osobach, nie o profilu. Ta ostatnia możliwość może i brzmi mądrze i efektownie, ale jest bez sensu. "Profil widowni" nie ma pilota za pomocą którego może wybierać to co chce oglądać.
Barusz z całym szacunkiem, ale to co napisałeś powyżej to głupota. Nie myślisz chyba, że scenarzyści jakiegokolwiek serialu piszą go dla pana Janka, pani Janinki, Johna, Keitha i Shanona (konkretne osoby). Serial pisze się z myślą o pewnym profilu widowni (tak jak mówił Pah). Piszesz serial dla młodzieży interesującej się nauką, albo dla osób z wyższej klasy średniej zamieszkujące miasta powyżej 100 tysięcy mieszkańców (taka była idea Kasi i Tomka).
A moim zdaniem wymyślanie pojęcia "profil widowni" to w najlepszym razie tworzenie bytów ponad potrzebę. Wymądrzanie się. Urzywanie ładnie brzmiących pojęć, by pokazać jak szerokim wachlarzem pojęć się dysponuje. No, w czym lepsze jest stwierdzenie: "profil widowni dla którego to piszemy to nastolatki których rodzice zarabiają 15 do 25 tysięcy zł. rocznie", od "widzowie dla których to piszemy..."? Według mnie w niczym. Poza tym, że zdaniem wielu to pierwsze jakieś-takie-mądrzejsze-jest. Ale np. moim brzmi dziwacznie. I odchodzi powoli w niepamięć, podobnie jak wiele innych dziwactw powstałych w latach dziewiędzisątych.
Może i jest głupota, może i nie. Kto to wie? Na razie jest to używane, a np. jakiś tam specjalistów/profesorów/doktorów, twoje zdanie będzie mało obchodzić (moje zresztą też w tej materii). Zresztą chodziło mi o twoje stwierdzenie, że jakiś program powstaje dla konkretnych osób, co jest bzdurą, bo konkretne osoby to właśnie pan Ixiński, Kowalski, Doe i inni ...
Może i jest głupota, może i nie. Kto to wie?
Po to chyba dyskutujemy, by się dowiedzieć. Może i nie można ustalić faktów w trakcie dyskusji, ale znaczenie i użyteczność bądź nieużyteczność pojęć - jak najbardziej. Ponaddto nie zarzuciłem Ci pisanie głupoty, więc nie sugeruj nic takiego, proszę.
Na razie jest to używane, a np. jakiś tam specjalistów/profesorów/doktorów, twoje zdanie będzie mało obchodzić (moje zresztą też w tej materii). Zresztą chodziło mi o twoje stwierdzenie, że jakiś program powstaje dla konkretnych osób, co jest bzdurą, bo konkretne osoby to właśnie pan Ixiński, Kowalski, Doe i inni ...
Tak i programy powstają właśnie dla nich. Dla konkretnych ludzi. Dla gopsodyń domowych, nastolatków, przedszkolaków itd.. Najlepiej sprawdzić to oglądając reklamy puszczane w ich 'okolicy'. Nikt nie pisze scenariuszy i nie montuje reklam skierowanych do "profilu gospodyń językowych". Poza wszystkim to to ostatnie to potworek językowy.
Ponaddto nie zarzuciłem Ci pisanie głupoty, więc nie sugeruj nic takiego, proszę.
Źle mnie zrozumiałeś, nic takiego nie miałem zamiaru sugerować.
A co do dalszej twojej wypowiedzi. Wydaje mi się, że mylisz pojęcia, konkretne osoby - to jest określone jako: pan Jan Kowalski, lat 42, zamieszkały w Mściowej Dolnej, ul. Kwiatowa 22, natomiast to o czym piszesz, czyli: nastolatki, gospodynie domowe itp. to są grupy osób (żeby nie użyć słowa profil :D)
PS. Pewnie nas zaraz za off topa przeniosą 🙂
Nie. Seriale pisze się z myślą o konkretnych osobach, nie o profilu. Ta ostatnia możliwość może i brzmi mądrze i efektownie, ale jest bez sensu. "Profil widowni" nie ma pilota za pomocą którego może wybierać to co chce oglądać.
O pewnych grupach - nazywanych segmentami. Właściwie nie ma obecnie produktów, które produkowane są bez dokładnie przemyślanej grupy odbiorców. Produkty różnią się od siebie ceną, jakością, filmy czasem emisji, fabułą, sposobem narracji, długością trwania... I tak dalej. Wszystko to starannie dobrane, by trafić do pewnej, ściśle określonej grupy adresatów.
I odchodzi powoli w niepamięć, podobnie jak wiele innych dziwactw powstałych w latach dziewiędzisątych.
Segmentacja produktów to nie tylko kwestia terminologii ale całej marketingowej filozofii myślenia. I wiesz co? Większość "Star Treka" powstała właśnie w latach 90-tych...
VOY i ENT też miały ambicje. Też chciały coś pokazać. Ich twórcy też chcieli wpisać głębsze problemy. (...) Twierdzę, że ich autorzy mieli ambicje nie gorsze niż scenarzyści TNG.
Och, zapewne. Spójrz jednak na udział takich odcinków w całości, oraz na to o czym pisałem - "sposób realizacji". Picardowskie "gadające głowy" zastąpiła debata pod obstrzałem... Oczywiście to są tylko osobiste odczucia... Ale jednak, TNG zgromadziło zupełnie inną publiczność niż Enterprise. Fani tego ostatniego często mówili, że TNG jest po prostu nudny...
Segmentacja produktów to nie tylko kwestia terminologii ale całej marketingowej filozofii myślenia. I wiesz co? Większość "Star Treka" powstała właśnie w latach 90-tych...
Nie, używanie zwrotów w stylu "segmentacja produktów", "filozofia myślenia" 😆 😆 😆 czy wreście określenia "profil widowni" w miejsce "ludzie dla których to tworzymy" jest moim zdaniem dokładnie kwestią terminologii.
Oczywiście, że większa część ST powstała w latach 90.. Ale to z kolei według mnie ma się nijak do przydatności powstałej wtedy terminologii do jego opisywania.
VOY i ENT też miały ambicje. Też chciały coś pokazać. Ich twórcy też chcieli wpisać głębsze problemy. (...) Twierdzę, że ich autorzy mieli ambicje nie gorsze niż scenarzyści TNG.
Och, zapewne. Spójrz jednak na udział takich odcinków w całości, oraz na to o czym pisałem - "sposób realizacji". Picardowskie "gadające głowy" zastąpiła debata pod obstrzałem... Oczywiście to są tylko osobiste odczucia... Ale jednak, TNG zgromadziło zupełnie inną publiczność niż Enterprise. Fani tego ostatniego często mówili, że TNG jest po prostu nudny...
To już jest materiał w ogóle nie na dyskusję. Ty napiszesz, że widziałeś fanów TNG narzekających na ENT, ja że nie widziałem, i że nawet wydaje mi się to mało prawdopodobne. Powyżej pisałem dlaczego (ty zresztą też).
Nie, używanie zwrotów w stylu "segmentacja produktów", "filozofia myślenia" 😆 😆 😆 czy wreście określenia "profil widowni" w miejsce "ludzie dla których to tworzymy" jest moim zdaniem dokładnie kwestią terminologii.
Heh, nie ma co się spierać o kwestie ściśle semantyczne. Ważne jest, czy robimy to "coś" (tworzymy serial) naukowo, badając zjawiska i wyciągając wnioski, tak jak się to robi w handlu od wielu, wielu lat, czy wypuszczając przypadkowe produkty w nadziei, że może ktoś je kupi. To ostatnie podejście nie zapewniło jeszcze nikomu trwałego sukcesu :]
To już jest materiał w ogóle nie na dyskusję. Ty napiszesz, że widziałeś fanów TNG narzekających na ENT, ja że nie widziałem, i że nawet wydaje mi się to mało prawdopodobne.
Nie tylko, że widziałem, ale każdy może zobaczyć - wystarczy zerknąć choćby na wspomniane przez mnie dyskusje na siostrzanym forum. Oczywiście, że nie ma o czym dyskutować, możemy to najwyżej interpretować 😀
Dokładnie. Na forum startrek.pl co chwilę ktoś się pojawia pisząc, że Enterprise jest najlepszym serialem w historii i w ogóle, a TNG beznadziejny i nie da się go oglądać. Trudno więc uznać oba seriale za podobne - toż to herezja. 😛
Ja wlasnie zaczynam 7 sezon Voyagera i musze przyznac ze juz mam dwa odcinki ktore beda aspirowaly do najlepszych w sezonie a nawet do pierwszej dziesiatki w calej serii. Pierwszy to Drive - jak dla mnie fajny pomysl na miedzygwiezdny sport, który odswiezyl standardowy schemat odcinka gdzie Voyager angazuje sie w dzialania pacyfistyczne miedzy rasami kwadrantu Delta. Zdecydowanie jednak jednym z lepszych odcinkow jakie obejrzalem w Voyu jest Repressions - 7x04. To jeden z niewielu epiozodow skupiajajacych sie na postaci Tuvoka i jego wolkanskiej naturze. Odcinek nawiazuje takze do rebelii Maquis i w sposob ciekawy akcja wraca do wydarzen z poczatku serialu. Szkoda tylko ze juz kolejne odcinki nie trzymaja takego poziomu ;> No i pojawia sie w nich Seven, ktorej w obu wymienionych przeze mnie nie ma 😉
Jestem tutaj nowa, przejrzałam sobie Wasze opinie o kolejnych seriach treka i postanowiłam dorzucić kilka swoich spostrzeżeń. Voyager był pierwszym trekowym serialem, jaki oglądałam, i to bynajmniej nie jako młode dziewczę, więc nie mam do niego tego typu sentymentów, ale mimo to najbardziej go lubię ze wszystkich serii. Głównie ze względu na sympatycznych bohaterów, poczucie humoru i ciekawe scenariusze (nie żeby nie było głupkowatych odcinków, były, ale większość trzymała jednak poziom). Potem oglądałam ENT, który "ani mnie zieje ani grzębi", a potem DS9. I przyznam szczerze, że bardzo jestem zdziwiona zachwytami niektórych osób na tym serialem. Pomijam już to, że nudny był niemożebnie. Ale to, co mnie najbardziej irytowało, to poruszanie poważnych problemów na poziomie przedszkola (np. przełom I i II sezonu - poważny problem relacji między nauką i wiarą, wciąż aktualny, jak pokazują ostatnie dyskusje o nauczaniu teorii ewolucji w szkole, a rozwiązany zostaje... w bitwie;, może przeciw Giertychom też należy wysłać flotę kosmiczną? w sumie niezły pomysł). Generalnie złożone problemy pokazywane są w tym serialu w bardzo uproszczony sposób. Może tu się rozjeżdża treść z formą. DS9 rzuca się na problem godne Dostojewskiego, a jest, no cóż, tylko serialem s-f... W DS9 najbardziej podobała mi się cała galeria drugoplanowych bohaterów: tych wszystkich Kardasjan, Ferengi... I jeszcze Jadzia 🙂 .TNG oglądam dopiero teraz na AXN i czekam aż coś się zacznie dziać... Mam wrażenie, że kiepsko zniósł próbę czasu. Jest b. statyczny, chwilami czuję się jakbym oglądała teatr telewizji... Ale ludzie mówią, że później ma być lepiej. No i ma jasny punt w postaci kapitana Picarda 🙂 .Trochę to przypomina dyskusję o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy, ale co robić w takie deszczowe dni... 🙂
Generalnie złożone problemy pokazywane są w tym serialu w bardzo uproszczony sposób. Może tu się rozjeżdża treść z formą.
Nie bardzo rozumiem co oznacza ten 'uproszczony sposob' a juz zupelnie nie wiem dlaczego mialoby to swiadczyc przeciwko tej czy innej produkcji.
DS9 rzuca się na problem godne Dostojewskiego, a jest, no cóż, tylko serialem s-f...
Prezentujesz tu poglad niejako skazony terazniejsza sytuacja. Teraz seriale fantastyczno naukowe to rzeczywiscie 'tylko sf'. Kiedys etykietka 'serial sf' stanowila obietnice doskonalej rozrywki, moze glownie, intelektualnej.
ps. ile Ty tego ds9 widzialas ?
Nie bardzo rozumiem co oznacza ten 'uproszczony sposob' a juz zupelnie nie wiem dlaczego mialoby to swiadczyc przeciwko tej czy innej produkcji. Uproszczony sposób w tym przypadku oznacza, że bierze się na tapetę jakiś problem społeczny i nie pokazuje wszystkich zależności i związków przyczynowo-skutkowych, tylko sprowadza rzecz do jednej tylko zależności. Tak jak w przykładzie, który podałam, gdzie akurat zostało to sprowadzone do rozwałki. Ale w DS9 przedstawione jest dużo problemów społecznych czy politycznych i zamiast pokazać wszystkie ich subtelności, sprowadza się wszystko do jednego tylko aspektu. Może przesadzam z tym zarzutem, ale jestem socjologiem, więc pewnie dlatego szczególnie mnie to drażniło. Prezentujesz tu poglad niejako skazony terazniejsza sytuacja. Teraz seriale fantastyczno naukowe to rzeczywiscie 'tylko sf'. Kiedys etykietka 'serial sf' stanowila obietnice doskonalej rozrywki, moze glownie, intelektualnej.Serial sf nie tylko może, ale powinien być doskonałą rozrywką intelektualną. Ale niech się nie porywa na problemy, których się nie da należycie pokazać w 45 minutach czasu antenowego, bo kończy się to właśnie trywializacją.ps. ile Ty tego ds9 widzialas ?całość
Uproszczony sposób w tym przypadku oznacza, że bierze się na tapetę jakiś problem społeczny i nie pokazuje wszystkich zależności i związków przyczynowo-skutkowych, tylko sprowadza rzecz do jednej tylko zależności.
Alez wlasnie na tym polega poruszanie problemow spolecznych w tworze sztuki, badz co badz, popularnej. Problem w ocenie tego czy to dobre czy nie. Celem serialu czy pojedynczych odcinkow nie jest doglebna analiza tego czy innego problemu. Serial ma opowiadac ciekawa historie, rozwijac postacie i relacje miedzy innymi, no i wlasnie, sygnalizowac problemy spoleczno-polityczne. Chocby z przyczyn technicznych nie ma tam miejsca na szczegoly. Czy jest to zarzut - nie sadze.
Tak jak w przykładzie, który podałam, gdzie akurat zostało to sprowadzone do rozwałki.
Co do przelomu 2 pierwszych sezonow; Ty wyciagasz wnioski na podstawie kanwy kilku odcinkow a nie ich tresci. W 'In the hands of the Prophets' glowna trescia nie jest zwiazek wiary i nauki, ale to jak politycy sa w stanie wykorzystac to do zdobycia wladzy. Czy jest to przedstawione w sposob trywialny ? Biorac pod uwage to, ze sytuacja z DS9 jest dokladnie odpowiadajaca tej z naszego kraju, uwazam, ze nie.
jeszcze a propos TNG.
TNG oglądam dopiero teraz na AXN i czekam aż coś się zacznie dziać... Mam wrażenie, że kiepsko zniósł próbę czasu. Jest b. statyczny, chwilami czuję się jakbym oglądała teatr telewizji...
TNG jest, a reszta Star Treka bywa, bardzo teatralna, ale tak sie kiedys krecilo s-f. Dawno temu glowna sila tych seriali byl dobry scenariusz i aktorstwo. Efekty wizualne byly tylko dodatkiem. W takich warunkach trudno uniknac wrazenia teatralnosci.
