Forum › Fantastyka › Star Trek › TOS, TNG, DS9 i VOY - plusy i minusy serii ST
Konserwatywni-religijni nie mieli jeszcze telewizorów, a konserwatywni-konserwatywni (znani także jako nafciarze ;)) byli wniebowięci 😉
To serial z lat 60-tych, nikogo to nie oburzało w konserwatywnych kręgach?
Ależ oburzało, i to jak jeszcze! Mimo to przyciągało widownię, a o to szło. A same rozmowy byłyby trochę nudne, musi też być trochę akcji.
No ale zamieszanie i ciekawość nie potrwało długo, skoro usunęli serial po 3 seriach. A i mam pytanie - czy mają w planach jakiś nowy serial ST?
No ale zamieszanie i ciekawość nie potrwało długo, skoro usunęli serial po 3 seriach.
To i tak dużo, chcieli go zlikwidowac po pierwszym. To nie były jeszcze czasy na sf, zbyt mało było wielbicieli tego gatunku.
Mówi się o tym, ale samymi ogólnikami, chyba bardziej w kategorii pobożnych życzeń niż rzeczywistych planów. A szkoda....
@ Eviva - Dobrze wiesz, że w swoim czasie TOS był dość znany, ale nie super-sławny. Dopiero tysiąc powtórek na różnych stacjach kablowych spowodowało, że stał się kultowym. A oburzało zupełnie co innego (kwestie rasowe).@ Bartas - niestety wciąż cicho o nowym serialu ;/
Barusz
Wiem, ze był dość znany, nie zmienia to jednak faktu, że rzeczywiście chcieli go zakończyć po pierwszym sezonie.
No ale zamieszanie i ciekawość nie potrwało długo, skoro usunęli serial po 3 seriach.
Zacznijmy od tego, że serial w czasie pierwszej emisji w ogóle cieszył się małym zainteresowaniem. Dopiero jak już tu napisano, liczne powtórki wywołały to, co trwa do dziś. Generalnie nie bardzo da się porównywać seriale trekowe do siebie. Każdy jest odmienny, traktuje o czym innym i prezentują skrajnie różne poziomy. Ja np. bardzo lubię Voyagera, który nie cieszy się jakąś ogromną pozytywną opinią. Lubię też Entka, który pozytywną opinią nie cieszy się prawie wcale. TNG nie można porównywać do DS9, bo poza tytułem nie mają prawie nic ze sobą wspólnego, poza Picardem w pilocie, Q w kilku odcinkach (w kilku czy w jednym, bo nie jestem pewien?) i Worfem. A jednak oba po prostu trzeba obejrzeć, z tym, że np. TNG ze wskazaną już rekomendacją, czyli od czwartego sezonu, względnie od trzeciego plus wybrane epizody z dwóch poprzednich. DS9 początkowo prezentuje się fatalnie, ale na prawdę warto się przemęczyć, bo potem otrzymujemy wspaniałą nagrodę w postaci rewelacyjnego serialu. Reasumując, nie da się określić całego uniwersum ST za pomocą jednego serialu, trzeba i warto obejrzeć każdy z nich.
Lo'Rel chylę czoła. Lepiej bym tego nie ujął. Tak jak mówisz każdy serial wnosi coś nowego do universum i to jest świetne. Chciałbym żeby powstał nowy serial 🙂 🙂 (ale kto by nie chciał) Takie marzenie...
Ja tylko wyraziłem swoją opinię 😉
Która jest naprawdę celna i trafia w samo sedno 🙂
Ja np. bardzo lubię Voyagera, który nie cieszy się jakąś ogromną pozytywną opinią. Lubię też Entka, który pozytywną opinią nie cieszy się prawie wcale.
"Mam tak samo jak Ty..."
🙂
TNG nie można porównywać do DS9, bo poza tytułem nie mają prawie nic ze sobą wspólnego, poza Picardem w pilocie, Q w kilku odcinkach (w kilku czy w jednym, bo nie jestem pewien?) i Worfem.
Hm..... to jeszcze zapomniałeś o takiej postaci - Chief Miles O'Brien. 🙄
W obu serialach "zaliczył" wiele odcinków z tym, że w DS9 sporo więcej.
Ja np. bardzo lubię Voyagera, który nie cieszy się jakąś ogromną pozytywną opinią. Lubię też Entka, który pozytywną opinią nie cieszy się prawie wcale.
"Mam tak samo jak Ty..."
🙂
I ja też, ale chyba już to gdzieś napisałam.
...Bajoramani, Kardasianami, Ferengi, takim jednym ważnym Klingonem z wyłupiastymi oczami, taką blond panią Admirał, Bashirem konwersującym z Datą w jednym z odcinków... 😉
O'Brian... fakt, pominąłem go. W DS9 zaliczył więcej odcinków, bo był w głównej obsadzie. Zapomniałem o nim, nie wiem czemu.Barusz, racja, ale to są jakby już pomniejsze więzi między obiema seriami, ale są, racja. Cross, dobrze wiedzieć, że to nie tylko moje odczucia :)Eviva, dziękuję.
