Kotek, dla mnie czwarty tom też był dość męczący, ale do czasu. Fragmenty po wybuchu obcej elektrowni, o których mówisz, były całkiem emocjonujące, zwłaszcza że na orbicie też zrobiło się ciekawie. Nic jednak nie przebije tomu trzeciego, tam wielokrotnie miałem skojarzenia z co lepszymi odcinkami BSG.
Autorzy albo eksperymentują, albo celowo obrali formułę, że każdy tom wygląda trochę inaczej. Nie zawsze linie fabularne każdej postaci są równie ciekawe, w tomie piątym widać to jeszcze wyraźniej, bo załoga Roci się tymczasowo rozdziela, ale trudno by mi było mówić o rozczarowaniu.