Forum › Fantastyka › Stargate › Stargate Universe
Tak, tylko, że tutaj przez 40 minut wciskano nam shit, żeby na końcu okazało się, że teraz Scott będzie miał w sobie to coś co ma Chloe. To jest trochę nonsensowne. I ani niczego nie dowiadujemy się o planecie na której byli, ani niczego nowego o żadnej postaci. Halo, zapomnieli zaprzęgnąć scenarzystę do tego odcinka czy jak?
2x06 oglądało się nawet przyjemnie. Bezsensu było mało. Niewiele było tez lania wody o niczym. Sam motyw interesujący, choć Rush z magicznym przełącznikiem na koniec zaczyna się robić oklepany. Ruda lucjanka chyba podmieni Chloe. Ogólnie nie uważam tych 40+ minut za zmarnowane, a to już spory plus. Niestety tym bardziej irytuje kretynizm poprzedniego odcinka, gdzie jednym zdaniem w tym epizodzie przekreślono cala fabule poprzedniego.
Sam motyw interesujący, choć Rush z magicznym przełącznikiem na koniec zaczyna się robić oklepany.
Spodobał mi się pomysł, że statek wchodzi w jakieś interakcje z umysłem Younga i ten Rush na koniec okropnie mnie zirytował. Z drugiej strony - chyba nie wszystko stracone, gdyż podobieństwa między snami, a symulacją bojową nie mogą być przypadkowe.
Ogromny plus za pokazanie, że nawet dowódca może nie wytrzymywać presji i ciążących na nim obowiązków. Postać Everett'a najbardziej przypadła mi do gustu i wygląda na to, że nie będzie on kolejnym, nieustraszonym, dowcipkującym w obliczu niebezpieczeństwa macho 😉
Rush to kawał sk*******, ale może jeszcze wiele wnieść. Odnoszę wrażenie, że Eli dojrzewa. Chloe jest równie bezużyteczna co na początku. Scott to taki... budyń. Vanessa coś szansy ciągle nie dostaje. Nie wiem co myśleć o Greerze i Wray.
Ta ruda lucjanka Ginn jest piękna!!! :wub: To tak z punktu męskiego patrzenia na kobietę ;DNie rozumiem trochę Rusha- skoro może kontrolować statkiem to i tak nie poleci tam, gdzie będzie chciał, bo ludzie wiedzą że Destiny zatrzymuje się TYLKO przy planetach z aktywnymi wrotami.Więc żeby zrealizować swoje pragnienia, to by najpierw musiał chyba resztę przez śluzy powietrzne powyrzucać, bo by się zaraz zbuntowali albo coś w tym stylu.
Spoiler...Rush nie chce się podzielić władza i wiedzą. Gdyby to zrobił Young pewnie chciał by zawrócić, co pewnie podniosło by morale i zdobyło mu parę plusów wśród załogi lecz z punktu widzenia logiki było by bez sensu bo są zbyt daleko i zostawili za sobą wrednych obcych. Rush obawia się pewnie tez tego ze Young będzie chciał znów go wysadzić ze statku i tym razem nie będzie nawet szukał zdatnej do tego planety. Bo np. zostawili Telforda, bo mogąc zatrzymać statek mogli by spróbować uratować Rayleya (czy jak mu tam). Jedyna ich nadzieja powrotu to szukanie planety jak tej z której udało im się wskoczyć na Destiny, ale to spowolniło by cala podroż bo (zakładam ze) musieli by obskoczyć każda planetę z wrotami, na tym Rushowi tez nie zależy bo Destiny ma jakiś tajemniczy cel i on chce za wszelka cenę być tego częścią. Cwaniak więc siedzi cicho i liczy ze mu się upiecze. Tyle mojego gdybania.Jestem tez ciekaw jak Rush się z tego wyłga, bo ze to się w końcu wyda (jeszcze w tym sezonie) to jestem prawie pewien.
Ten SGU jest taki nierówny... kolejny dobry odcinek w przeciwieństwie do poprzedniego. W końcu pokazali jak bardzo jest obciążony Young, jak bardzo się wyobcował ze swoimi problemami. Natomiast Rush to kawał gnoja. Masz OmegaOne rację, to oczywiste, że jemu zależy tylko na poznaniu celu misji Destiny i posunie się do wszystkiego by ten sekret odkryć. Bezduszny cynik.
W odcinku 7 wiemy jaki jest prawdopodobny cell misji Przeznaczenia. Mam wrażenie że Rusch z Yungiem będą razem współpracowali, a elementem nie stabilnym będzie ten paskudny Lucianin. Ciekaw jestem czy oprócz Lucian do załogi dołączy jeszcze jakiś obcy, teraz gdy gdy załoga ma kontrole nad statkiem będą powiększali swój potencjał i akcja powinna się zagęścić. Dla mnie to najfajniejszy serial SF od dłuższego czasu. Mroczny, nie przewidywalny, no i brak kiczu, który był powszechny w poprzednich seriach SG.
SGU zaczyna się rozwijać. Dwa dobre odcinki za nami a i kolejny zapowiada się emocjonująco. Wzrost poziomu jest niezbędny. SGU i tak ma małą oglądalność, która na szczęście trochę odrobiła po ostatnich epizodach a właśnie teraz po pierwszej połowie sezonu z reguły zapada decyzja o kontynuacji.
Odcinek z tych lepszych 🙂 Choć i tak do końca nie wierzyłbym Rushowi... Końcówka świetna. Co się wydarzyło za drzwiami?
Ostatni odcinek był dobry , Rush jak było do przewidzenia nareszcie wpadł . Ciekawi mnie czy zaloga bedzie podążac za przepuszczeniami Rusha, że mają wielką misję do spełnienia czy bedą za wszelką cene chcieli teraz powrócic do domu, przepuszczam, że to pierwsze i że to jak mówił Rush przybliży ich to do powrotu. Teraz jak załoga odkryła mostek serial może byc jeszcze bardziej ciekawszy.
Ale odkrycie mostka nijak nie pomoże im wrócić do domu nawet za wszelką cenę. Jedyny plus tej sytuacji to że skończyły się misje na czas.
Kolejny odcinek, wspaniały. Mocny początek, od pierwszych minut wstrząsający. Niestety potem napięcie już opada, co nie znaczy, że jest źle, choć stało się oczywiste, że Rush rozprawi się z Simeonem czy jak mu tam, skoro sądził, że okręt odleciał. Ostatnio pisałem, że ciekawi mnie co stało się za zamkniętymi drzwiami, nie sądziłem, że scenarzyści odważą się na taki krok. Nie pozwalają się przywiązać do nowych bohaterów. Chcą rozwijać ich kosztem starą załogę. Może to i lepiej.
Byłem dość zaskoczony, że nie pozwolili żyć Eli i Ginn długo i szczęśliwie. Niestety łatwość z jaką Simeon opuścił Destiny, zasługuje na spory minus. Praktycznie bez wysiłku zabił kilku żołnierzy, by potem na planecie nie móc trafić w członków "away team". Potem będąc rannym, okazuje się, że oczywiście bez problemu potrafi celnie strzelić. Sposób w jaki Nick się w końcu z nim rozprawia - majstersztyk. I bandyta mówiący błagalnym tonem "I have information..." 😉
Łatwość ucieczki od pierwszych minut nasuwała mi zlepek słów na usta: WTF? gdzie ochrona sali wrót, gdzie patrole, przecież, minęło sporo czasu po zorientowaniu się, że gość świruje i zabija na pokładzie. Ale przełknąłem to, bo odcinek niezły.
