Forum › Fantastyka › Stargate › Stargate Universe
Właśnie to jest ten problem o którym pisałem. Niby maja jakiś pomysł, niby robi się ciekawie, bo połowa ludzi na Destiny fiksuje, a tu ci w połowie odcinka jakiegoś kleszcza rzucą, który nie wiadomo skąd się wziął i cały temat się rozleciał, owszem, pozostał niesmak. Podobnie było z powrotem zaginionych którzy to ponoć nie mieli szans kiedy okręt opuścił galaktykę. Tak, to jest strasznie głupie i nieprzemyślane.
Czasem mam wrażenie, że jednak już wpadli na coś, co istotnie będzie miało wpływ na fabułę a tu zonk. O, tak samo jak z planetą zapętloną w czasie, zakończenie sugerujące ciąg dalszy a tu nic, kompletnie nic. Niby ciągłość fabuły, a jednak nie mogą odejść od schematu planet of the week. Z resztą, wcale nie muszą, byle to miało jakiś sens.
O, tak samo jak z planetą zapętloną w czasie, zakończenie sugerujące ciąg dalszy a tu nic, kompletnie nic. Niby ciągłość fabuły, a jednak nie mogą odejść od schematu planet of the week. Z resztą, wcale nie muszą, byle to miało jakiś sens.
Dla mnie jeden z lepszych odcinków. Trochę czułem się zagubiony, gdy w kolejnym wszystko się działo jak gdyby nigdy nic. Niemniej, oznaczało to, że w końcu udało im się wyrwać z pętli. Niepotrzebne było pokazanie tego procesu, bo już w połowie odcinka wiadomo jak rozwiązali problem. Odczytali zapisy z Kino, zrobili jak Scott powiedział i git.
Planet of the week jest niejako wymuszone, ze względu na brak kontroli nad Destiny. Albo nowe światy, albo na okrągło deprecha, posiedzenia sądu pokładowego i odbijająca wszystkim szajba. Niech wreszcie położą łapy na kole sterowym, to akcja się błyskawicznie rozwinie. A żeby tak się stało, muszą wezwać McKaya. Po prostu muszą. Wspomnicie moje słowa, gdy się pojawi 😉
Lo'RelMasz rację w wielu sprawach. Wydaję mi się, że scenarzyści sami do końca nie wiedzą co chcą opowiedzieć, wiesz w sumie to tak mi się teraz skojarzyło, oczywiście trochę na wyrost, z TNG który też miał te pierwsze sezony nijakie takie. JJ Jak pojawi się McKay to ja osobiście będę wniebowzięty 😉
Wiesz, z TNG ja bym osobiście nie porównywał, bo serie miały jednak inne założenia. Odwołuję się zawsze do BSG, bo najwięcej jest tutaj podobieństw, a przynajmniej założeń. Bo SGU nie jest w stanie dorównać poziomowi do BSG. Tutaj Cyloni atakują i widz dostaje mega kopa od samego początku, w Universe jest to jednak rozmemłane i nie bardzo wiadomo jak poszczególne elementy ze sobą posklejać. Masa nieprzemyślanych, choć ciekawych pomysłów.
Planet of the week jest niejako wymuszone, ze względu na brak kontroli nad Destiny.
OK, niech jest, ale niech to ma ręce i nogi. Dla mnie odcinek z tą zapętlona planetą też jest jednym z lepszych, ale co z tego? Był sobie odcinek i co, i nic. Tak jest często, masz wrażenie, że będzie fajnie, a tu nagle problem się rozwiązuje i czar pryska. I tu OmegaOne ma rację, pal licho czy to są kamienie, czy kleszcze czy cokolwiek innego. Scenarzyści nie potrafią utrzymać intrygi. Tego czegoś co sprawi, że widz powie na końcu: no, to było za....ste!
Założenia były inne to fakt ale mi chodziło bardziej o podejście scenarzystów. Podejrzewam, że gdyby do obecnej ekipy dołączyło parę zdolnych osób (tak jak w TNG w 4 sezonie) to z tego co mamy w tej chwili powstałby naprawdę mega zajeb*** serial.
O matko, 18 odcinek był chyba najgłupszy jaki mógł się do tej pory przytrafić tej serii. Tyle wniósł do fabuły, że będę to latami ogarniał :>
Jak na mój gust 18 odcinek nie był taki zły - przynajmniej w porównaniu z resztą serialu. Jest to drugi odcinek, po którym mam ochotę oglądać następny (pierwszy był 10 - gdy Rush został sam na planecie, i byłoby fajnie, gdyby ten wątek nie rozwiązał się w banalny sposób). Nagle Rush zaczyna współpracować z Youngiem (tego akurat się nie spodziewałam po oglądnięciu poprzednich odcinków) i co więcej, ryzykuje. Obawiam się tylko, że znowu wszystko się rozwiąże w jakiś nieciekawy sposób, tak jak to było do tej pory.
gdyby ten wątek nie rozwiązał się w banalny sposób
Niestety, niemal każdy wątek w taki właśnie sposób jest rozwiązywany... Ja się pytam, jaki istotny wpływ na załogę Destiny ma zdemaskowanie Telforda??? Na Ziemi??? Co to ma wspólnego z problemami ludzi zamkniętymi w konserwie, w dodatku z bombażem, dawno po terminie, miliardy lat świetlnych od Ziemi, spisek Lucjan (tak się to pisze?)? Ma tyle wspólnego ---> zero, nic null. Jak już się tak uparli, to mogli ten wątek jakoś ciekawie rozpisać na cały drugi sezon. Bo to jak zwykle pomysł prosto z dupy. Jeśli poprzedni odcinek, powszechnie uznaliśmy za zapchajdziurę, choć mi się podobał, to co powiedzieć o tym? No chyba, że chcą zrobić czterdziesty siódmy sezon SG1 pod przykrywką innego tytułu?
Zaczyna mnie to wkurzać. Nie rozpieprza się czegoś, co ma ogromny potencjał w tak idiotyczny sposób. W takim wypadku wątpię w drugi sezon, a w kolejne w ogóle nie wierzę.
Lo'Rel powiadam Ci nie wątp. 🙂 Ten spisek Lucjan jest istotny gdyż dowiadujemy się, dlaczego Lucki zaatakowały Ikar, że wiedzą o Destiny i w ten niestety sposób potwierdzają się pogłoski, że przeciwnikami naszej dzielnej załogi będzie Przymierze. Ja jakoś ten odcinek nie odbieram jako zapchajdziure może dlatego bo to wszystko jest w jakis tam sposób połączone. Rush ma wizje po kamieniach 🙂 no i mamy nawiązania do poprzednich odcinków chociażby w postaci odniesień do romansu Telforda. No pojawił się mój ulubiony bohater SG czyli O'Neil 🙂 mnie niesamowicie bawi przemiana Jacksona zaobserwowana już w SG-1 z naukowca w rambo 😉 Wg mnie nie jest najgorzej i trzeba być cierpliwym. Może ktoś załapie, że ten serial ma o wiele większy potencjał niż nam to na razie ukazują.
Dlatego twierdzę Bartas, że byłby to dobry wątek na drugi sezon. ale rozpisany z głową. Wiesz, jakieś nie do końca wyjaśnione zagrywki, motywy, które nagle zaczynają się wyjaśniać. Tutaj ewidentnie widać, że jest to epizod dopisany na siłę, do jakichś tam losowych momentów, które nie miały być ze sobą powiązane. Poza tym, wolałbym na prawdę solidnie zrealizowany serial psychologiczny. Nie, nie mam nic przeciwko akcji, ale osią fabuły powinny być jednak interakcje między załoga i konsekwencje zamknięcia w miejscu z którego nie ma powrotu. Można by w taki sposób, masowej widowni uświadomić np. sytuację astronautów którzy prawdopodobnie za jakiś czas polecą na Marsa. Sytuacja jest analogiczna.
Ja nie chcę ludzkich przeciwników z Przymierza. Chcę wielkich, oślizgłych, ociekających śluzem obcych. Albo chociaż chudych i gibkich na przyssawach :[
Ja też Cross ja też... Tak zresztą miało być 🙁 Lo'Rel wiem o co Tobie chodzi ale ten serial ma takich scenarzystów nie innych. Wymyślili coś co ich przerosło i teraz już kierują się w sprawdzone tereny tzn. Przymierze Lucjan, walną motyw ze spiskiem w SGC, tu dadzą trochę Jacksona, tu RDA.....Przydałaby się świeża krew wśród scenarzystów bo szkoda to zmarnować.
Ja nie chcę ludzkich przeciwników z Przymierza. Chcę wielkich, oślizgłych, ociekających śluzem obcych. Albo chociaż chudych i gibkich na przyssawach :[
Popieram, w SG-1 byli ludzcy przeciwnicy i wystarczy, pewnie cały 2 sezon będą odbijać statek od przymierza itp, zamiast dać jakiś fajnych obcych.
Ja nie chcę ludzkich przeciwników z Przymierza. Chcę wielkich, oślizgłych, ociekających śluzem obcych. Albo chociaż chudych i gibkich na przyssawach :[
Popieram. Ludzi już mam trochę dosyć z dwóch poprzednich galaktyk. A jeśli nie potrafią wymyślić niczego oryginalnego, niech przynajmniej wpuszczą na Destiny jakieś Widmo - od razu zrobi się ciekawie.
