Ja ostatnio skonczylem czytac trylogie Thrawna i wciaz jestem w szoku, czasami przerywajac na ataki morderczego smiechu.
A co mnie rozbawilo? Ostatnia bitwa. Geniusz strategii sprowadza cala swoja flote w okolice swojej stoczni, mierzy sie tam z flota Rebeliantow z dwoch sektorow i przegrywa. Nie wspomne juz o dwoch statkach, ktore ciezko uszkadzaja stacje kosmiczna. Albo autor mial przykazane, ze Imperium musi przegrac, a wczesniej zagalopowal sie w rozpisywaniu jaki to Tharn jest super, albo chyba cos sobie przycpal.