Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Lower Decks
A mnie w naszym najnowszym Treku denerwuje epatowanie określeniem faszyzmu.
Najpierw Michaśka opisała Mirror Universe jako faszystowskie imperium. Teraz okazuje się że nasz Bajoranin z Cerritosa nie miał na nic czasu bo ciągle walczył z faszyzmem. A ani Terran Empire ani tym bardziej Związek Kardasjański* nie były faszystowskimi organizacjami.
Choć rozumiem że dla zachodniego widzą łatwo jest wpaść w stereotyp faszyzm = nazizm = zło.
*Gdzie rozumiem że Gallitep to odniesienie do Auschwitz, ale jednak całościowo chyba organizacji bliżej do Związku Sowieckiego? I ogólnie nie widzę jakoś podobieństw między Kardasjanami a Włochami... Tak samo nie widzę jak cesarzowa Terran Empire miała by zostać odwołana niczym Benito Mussolini w 1943.
A sam odcinek bardzo, ale to bardzo mi się podobał. Pokazanie różnych załóg było świetnym posunięciem, a Lower Decks Borg wręcz mistrzowskim.
A mnie w naszym najnowszym Treku denerwuje epatowanie określeniem faszyzmu.
Zdaje się, że z szeroko pojętych kręgów marksistowskich (bo i z propagandy ery stalinizmu, i ze środowiska uczniów Gramsciego) się wywodzące, traktowanie faszyzmu jako dość pojemnego worka pojęciowego zdominowało zachodni dyskurs i nic na to nie poradzisz.
Gdzie rozumiem że Gallitep to odniesienie do Auschwitz, ale jednak całościowo chyba organizacji bliżej do Związku Sowieckiego?
Owszem, mnie też Unia Cardassiańska kojarzyła się w pierwszym rzędzie z Sojuzem, ale - z tego co wiem - Amerykanom przypomina jednak głównie III Rzeszę mordującą Żydów.
sam odcinek bardzo, ale to bardzo mi się podobał. Pokazanie różnych załóg było świetnym posunięciem
W końcu człowiek się z czystym sumieniem cieszy, że nowe Treki kręcą 😉 . Byle tylko lotów nie zaniżyli. (I oby głębia treści dogoniła jakość wykonania.)
a Lower Decks Borg wręcz mistrzowskim.
Powraca z pamięci słynna scena w windzie ze "Spider-Mana 2" 😉 . Ten sam poziom komediowego geniuszu.
ostatni odcinek wiek 16+, poprzedni 13+
Bernd Schneider też wygląda na zachwyconego:
Tak coś czułem, że da 9. 🙂
Ale owszem, to chyba najlepszy odcinek jak dotąd (choć wciąż waham się między nim, a No Small Parts).
No nic, oby finał był na 10-tkę, czego i sobie życzę. 🙂
Smok Eustachy said
ostatni odcinek wiek 16+
Cóż w nim takiego niestosownego?
Dreamweb said
No Small Parts
Ale co tam właściwie jest tak arcyfajnego, by stawiać go na równi, poza another Enterprise'm... wróć... Titanem (i odwróconymi potem obsadowymi 😉 niespodziankami)? Sprawnie nakręcona naparzanka...
No nic, oby finał był na 10-tkę, czego i sobie życzę. 🙂
Oby 🙂 .
Wyliczanka easter eggs z "wej Duj":
https://trekmovie.com/2021/10/10/from-kirks-shirt-to-spocks-sensors-star-trek-lower-decks-easter-eggs-in-wej-duj/
I odnotowanie natychmiastowej kultowości tegoż epizodu (Lore reloaded):
https://www.youtube.com/watch?v=lwY-y3YHdlA
Oraz - zasłużona! - pochwała Boimlera (TrekYards):
https://www.youtube.com/watch?v=01tqS3p8ZvY
Daniel Tessier tymczasem nadrabia recenzyjne zaległości (odcinki 4-5 drugiego sezonu):
http://danieltessier.blogspot.com/2021/10/trek-review-lower-decks-2-4-2-5.html
Wracając - na zasadzie autocytatu - do:
Roddenberry, który chciał, a nie mógł, podobne wątki wprowadzać
https://www.youtube.com/watch?v=QIDScNOkM5M 😉
Także, tego, jest to zgodne z wizją G.R., tylko może dosadniej, współcześniej, pokazane.
Ale co tam właściwie jest tak arcyfajnego, by stawiać go na równi, poza another Enterprise'm... wróć... Titanem (i odwróconymi potem obsadowymi 😉 niespodziankami)?
Poniekąd prawda, zresztą siła No Small Parts została trochę zmniejszona przez owe odwrócenia w drugim sezonie - przy czym o ile powrót Boimlera był spodziewany, o tyle Shaxsa już nie, i w sumie po namyśle chyba wolałbym, by pozostał martwy. 🙂
Tak więc oficjalnie uznaję "wej Duj" za najlepszy jak dotąd epizod LD. 🙂 I ciekaw jestem finału.
Także, tego, jest to zgodne z wizją G.R., tylko może dosadniej, współcześniej, pokazane.
Czyli Berman i Behr puszczali te teksty G.R. mimo uszu, McMahan wziął je do serca. 🙂
Tak więc oficjalnie uznaję "wej Duj" za najlepszy jak dotąd epizod LD. 🙂
Przy czym dodam, że jest to radosne zwycięstwo lepszego nad niezłym 🙂 .
Czyli Berman i Behr puszczali te teksty G.R. mimo uszu, McMahan wziął je do serca. 🙂
Ano 😉 . Dodać tu trzeba, że LD, ORV, DSC i (pojedyncze) fanfilmy razem wzięte zbliżają się dopiero do poziomu śmiałości G.R. w przedmiotowym zakresie. Bo Troi np. planował nie tylko jako postać z trzema czy czterema piersiami, ale i - jak podają niektóre źródła - jako: "a four-breasted, oversexed hermaphrodite" (gdzie wszyscy Betazoidzi mieliby tak wyglądać). A znów w - powstałym na użytek reszty ekipy - oficjalnym szkicu o Ferengi (tzw. Ferengi memo) przypisał tym Obcym: "prodigious sexual appetites". W rozmowie ze swoim ówczesnym współpracownikiem Herbem Wrightem, wchodząc w szczegóły jeszcze głębiej. Jak twierdzi H.W. (w wywiadzie dla "Cinefantastique"): "He wanted to put a gigantic codpiece on the Ferengi. /.../ He spent 25 minutes explaining to me all the sexual positions the Ferengi could go through.".
Jak widać do Moclan o prezencji samych mężczyzn (oficjalnie 😛 ) i DISCOwej wzmianki o posiadaniu przez Klingonów zdublowanego przyrodzenia droga niedaleka.
Przy czym jednak godzi się zauważyć, że było to częścią ogólnego zamiłowania Roddenberry'ego do szczególarstwa, a z seksualną śmiałością szedł u niego w parze intelektualizm* (z którym w nuTrekach znacznie gorzej), bo wymyślając Troi - jak powiedziała Marina Sirtis - "Gene had the idea of this character because he felt that in the 24th century mental health should be as important as physical health" ("SFX: The A-Z of Star Trek"), przy czym "Troi was not supposed to be the chick on the show. Gene said she was intended to be the brain on the show. /.../ She was supposed to have equal the intelligence of Spock." ("The Fifty-Year Mission: The Next 25 Years"), co potwierdza Denise Crosby stwierdzając, że Deanna miała być "almost Spock-like" (ponownie "The Fifty-Year Mission: The Next 25 Years") i dodając - w wywiadzie dla "EW" - iż "The original description of Troi was this cool, Icelandic blonde.", co - na moje oko 😉 - lepiej pasuje do hermafrodytycznej intelektualistki. Dziwne zresztą, że wspomniana bohaterka została ostatecznie tak underused (wychodzi chyba seksizm Bermana), bo jej rola w fabule była intensywnie dyskutowana przez twórców - tym razem oddajmy głos Davidowi Gerroldowi (wracając tym samym do "The Fifty-Year Mission: The Next 25 Years"): "Bob Justman and I spoke about a person aboard ship who serves the function of an emotional healer. Not a chaplain, because we have moved beyond mere ritual, but someone who serves as a 'master.' His/her job is to support those aboard the ship in the job of being the best they can be. That would eventually become Deanna Troi.".
Natomiast późniejsi rodacy Quarka zostali we wspomnianym memo opisani również jako "connivers and manipulators" i "robber barons", a znalazła się tam także informacja, że "consider themselves too civilized to employ brute force, except when they can label it 'cleverness.' The act of winning is a most important thing in their system of values. They would agree with the twentieth-century Human athletic coach who said, 'Winning isn't the important thing – winning is the only thing' /.../ that it is nature's way to reward the clever at the cost of the weak. They believe in the law of quid pro quo and believe it is dishonest to take or receive without fair payment, although their idea of 'fair' is that which profits them the most. the 'good guys' who live in perfect accord with nature's immutable laws of survival. They are honestly puzzled with humanity's concept of good and believe it means only that humans are demented.".
* Dobrym tego przykładem jest też jego słynny wywiad z Sarekiem:
http://www.selek.ca/pat_w/Sarek_Roddenberry_interview.htm
Ech, chciałoby się wejść jakimś cudem w umysł Roddenberry'ego i zobaczyć świat Treka - a raczej pierwotną wersję tegoż - w całym bogactwie i złożoności - jego oczami.
Tytuł ostatniego odcinka sezonu to First First Contact:
Będziemy mieli Captain Freeman Day, ze zdjęć widać też że Cerritosa odwiedzi admirał Freeman (nie widzieliśmy dotąd interakcji Beckett z ojcem, no i może w końcu dowiemy się skąd jej inne nazwisko). No i powraca stara znajoma z TNG Sonya Gomez, najprawdopodobniej jako kapitan USS Archimedes.
Dorzucę jeszcze linki do tych samych zdjęć na TM i TN:
https://trekmovie.com/2021/10/12/see-whos-coming-back-in-preview-of-star-trek-lower-decks-season-2-finale/
https://treknews.net/2021/10/13/preview-star-trek-lower-decks-210-first-first-contact/
I mini-zwiastuna na ST.com:
https://intl.startrek.com/videos/preview-star-trek-lower-decks-season-two-episode-ten
Bo to nie wiadomo kiedy co z Sieci zniknie.
I dodam, że to, iż:
powraca stara znajoma z TNG Sonya Gomez
...oczywiście cieszy 🙂 . A:
USS Archimedes
...to ładna, godna, nazwa, choć (jeszcze) lepsza by była kanonizacja powieściowego da Vinci klasy Saber.
By na chwilę wrócić do wizji G.R.. Tak, to by się w niej pewnie swobodnie mieściło:
https://jimll.co.uk/products/awkward-star-trek-orgy-art-print
...choć jego otwartość w sprawach seksualnych była raczej otwartością salonowego, wyzbytego wulgarności, libertyna, niż napalonego nastolatka (w którym to kierunku niebezpiecznie hmm... zbaczają 😉 i LD, i podobne fanowskie fantazje).
A potem do minionego odcinka, "wej Duj" santo subito 😉 , by zlinkować interesującą recenzję z IMDB, której autor wycisnął chyba z w/w epizodu więcej niż ja:
https://www.imdb.com/review/rw7419399/
I poświęcony mu wywiad z McMahanem:
https://blog.trekcore.com/2021/10/interview-star-trek-lower-decks-mike-mcmahan-wej-duj-three-ships/
(Jak widać, nawiązania do ENT-kowych Wolkan z T'Pol na czele*, TNG "A Matter of Honor" i ST VI były b. świadome. Cieszy też zapewnienie, że wiadoma dwójka nowych bohaterów powróci, i to nie raz, acz T'Lyn inaczej, niż zakładaliśmy.)
* Wniosek stąd, że tamtejsza - budząca nie tak dawno gorące kontrowersje - wizja spiczastouchych i ich kultury okazała się - nawet gdyby w tym widzieć realizację prawa Kopernika-Greshama - zwycięska, pewnie m.in. dlatego, że dostała więcej czasu ekranowego niż Roddenberry'owskie niedopowiedzenia.
LD "First First Contact". Cóż, muszę przyznać, że McMahan wie jak zakończyć z przytupem. Nie, nie to, że obecny odcinek był lepszy od poprzedniego (trudno je zresztą porównać, bo były bardzo odmienne) - zawierał w końcu b. wątpliwy element (fakt, że wszystko co związane ze - stanowiącym naciągany plot device - demontażem zewnętrznej części kadłuba musieli robić ręcznie; gdzie, podkreślana jeszcze w Manualu TNG, automatyzacja? gdzie wprowadzone przez DISCO robociki?), ale te emocje. Podobnie skutecznie grającego na nich cliffhangera nie dostaliśmy chyba od czasu "TBoBW". Zaczyna się od - ujawnionej załodze przez Beckett rzecz jasna - informacji o planowanym przeniesieniu kapitan (co wywoła na górnych pokładach niesnaski, a na dolnych niepokoje), a potem - jak Hitchcock przykazał - napięcie rośnie. Trzeba ratować Sonyę Gomez (pokazaną w niewielu scenach, ale z ładnym nawiązaniem do TNG - pamięć o własnej niezręczności każe jej nachylić się z empatią nad popełniającą podobne błędy podwładną) z jej statkiem (Excelsiorem, potwierdza się znana teza o nieśmiertelności tej klasy) i tubylczą planetę (swoją drogą: czy w układzie tak niestabilnej gwiazdy miałoby szansę powstać życie?), załoganci muszą dać z siebie wszystko, Boimler i Mariner o mało nie zginą (Beckett zostanie uratowana przez swoją dotychczasową andoriańską rywalkę, co położy koniec ich niechęci; Brad wykaże się bohaterstwem, a ocalą go delfiny z załogi - tak, w końcu je zobaczymy, a nawet usłyszymy, co mają do powiedzenia), przy czym ona - wyraźnie upozowana na Burnham - dostanie też wcześniej od wiadomej trójki przyjaciół lekcję pokory, jaka i tamtej by się przydała, a wszystko to okraszone scenami Flotowego heroizmu i nawiązaniami do ST VI i ST III. A na koniec... Carol - po dokonaniu swojego pierwszego Pierwszego Kontaktu i towarzyszącej temu pijatyce - zamiast nagrody doczeka się aresztowania pod zarzutem celowego spowodowania zagłady planety Pakledów (b. po lowerdeckowemu - co najważniejsze zaszło gdzie indziej, a w bohaterów uderzą konsekwencje).
Ze względu na fabularne - duuże - naciągnięcia dam 3-/4, ale jak się oglądało!
(Aha, dodatkowy mały plusik za wyskakujący w rutherfordowym polu cybernetycznego widzenia komunikat błędu, i to co się z nim wiąże - nie dość, że b. życiowe - kogo z nas takie męczące okienka nie wkurzały, niech podniesie rękę! 😉 - to jeszcze stanowi ładnie nawiązanie do wątku Airiam. No i fajnie, że T'Ana doceniła Tendi przedstawiając ją do awansu do sekcji naukowej.)
S. MacFarlane, doczekałeś się godnego konkurenta! 😉
Nie, nie to, że obecny odcinek był lepszy od poprzedniego (trudno je zresztą porównać, bo były bardzo odmienne)
To prawda, za całokształt wolę jednak poprzedni epizod, za to ten nadrabia widowiskowością.
gdzie, podkreślana jeszcze w Manualu TNG, automatyzacja? gdzie wprowadzone przez DISCO robociki?
Patrząc z perspektywy całego uniwersum, to te robociki jednak bardziej buraczą, niż odkręcanie manualne. Bo nie widzieliśmy ich nigdy wcześniej, bo w First Contact (filmie) ten deflektor musieli odkręcać w podobny sposób jak tu poszycie kadłuba (owszem, można tłumaczyć że tam Borg miał kontrolę nad statkiem i inaczej się nie dało). Z drugiej strony jednak, czy w ENT Minefield nie odłączyli zdalnie tego kawałka kadłuba z miną? Musiałbym sobie przypomnieć odcinek, ale tak coś kojarzę...
Podobnie skutecznie grającego na nich cliffhangera nie dostaliśmy chyba od czasu "TBoBW"
To prawda, pierwszy raz w LD mamy też "To be continued...". Zresztą ostatnie dwa odcinki dały więcej pytań niż odpowiedzi - co się stanie z T'Lyn? Jaka będzie reakcja Klingonów na poczynania Dorga? Czy Packledzi są teraz na granicy wyginięcia? Co to za ukryte wspomnienia u Rutherforda i kto za nie odpowiada? No i kto wrobił Freeman?
Excelsiorem, potwierdza się znana teza o nieśmiertelności tej klasy
Według McMahana to klasa Obena, czyli taki Excelsior 2.0. Też nic nowego w świecie ST - przypomina się słynne podobieństwo Akiry do NX-a choćby. 🙂
nawiązaniami do ST VI i ST III
I do IV - gadające za pomocą "napisów" delfiny to pomysł wzięty żywcem z oryginalnego zamysłu na dialog sondy z wielorybami.
Hmm, a gdzie ten zapowiadany wątek romansowy? Najpierw myślałem, że Rutherford i Tendi w końcu wyznają sobie uczucie - bo wszystko do tego prowadziło. Potem myślałem że w ostatnich chwilach odcinka...
Beckett zostanie uratowana przez swoją dotychczasową andoriańską rywalkę, co położy koniec ich niechęci
...po czym w tej scenie w mesie wyznają sobie uczucie - na zasadzie kto się czubi, ten się lubi - jak Paris i Torres. Przy czym tajming takiej sceny przypomniałby też Raffi i Seven. 🙂
S. MacFarlane, doczekałeś się godnego konkurenta!
To prawda, dwa ostatnie odcinki oglądało się jak Star Trek z pewną dozą humoru, a nie jak parodię Star Treka. Dokładnie tak, jak już od dłuższego czasu Orville. I oby tak pozostało (w obu serialach).
wolę jednak poprzedni epizod, za to ten nadrabia widowiskowością.
Tamten wpisuje się w najlepsze, a w każdym razie b. dobre, tradycje Treka serialowego, ten jest bardzo filmowy. (Oczywiście, w wypadku ST serial > film.)
Patrząc z perspektywy całego uniwersum, to te robociki jednak bardziej buraczą, niż odkręcanie manualne.
Zgoda, jednak nad logiką świata przedstawionego jest jeszcze logika inżynieryjna, logika ewolucji technologii, i konieczność robienia takich rzeczy ręcznie (pomijam, że cały ten wątek wydaje się skrajnie naciągany) mało przystaje do rzeczywistości napędu Warp, komputerów symulujących całe wszechświaty, itd.
co się stanie z T'Lyn?
Zakładam (teraz), że zobaczymy ją w roli świadka na procesie Carol. Tak jak i Ma'aha zresztą.
Co to za ukryte wspomnienia u Rutherforda i kto za nie odpowiada?
Stawiam na Sekcję 31 i wstęp do wątku w stylu River z Firefly.
Według McMahana to klasa Obena, czyli taki Excelsior 2.0.
Przeoczyłem to zdanie. Przy czym przypuszczam, że zaklasyfikują ją jako podklasę Excelsiora, minimum w STO 😉 .
I do IV
Oraz INS - XO pilotujący za pomocą joysticka 😉 - z TNG "Booby Trap" (trzeba manewrować ręcznie między kamulcami 😉 ) .
Hmm, a gdzie ten zapowiadany wątek romansowy?
Też zauważyłem, że go nie dostaliśmy. Jeśli czegoś w ostatniej chwili nie wycięli, to nieładnie ze strony - skądinąd zdolnego - pana producenta, że wpuścił nas, widzów w maliny... no, chyba, że miał na myśli Shaxa i T'Anę.
To prawda, dwa ostatnie odcinki oglądało się jak Star Trek z pewną dozą humoru, a nie jak parodię Star Treka. Dokładnie tak, jak już od dłuższego czasu Orville. I oby tak pozostało (w obu serialach).
Oby. I oby oba 😉 w przyszłych sezonach przyniosły nam więcej odcinków porównywalnych jakością do "Lasting Impressions" i "wej Duj", i jeszcze, jeszcze, lepszych, takich które może zdołają nawet przeskoczyć najlepsze odsłony TOS-u/TNG/DS9/VOY...
ps. Ujawniona scena z aktualnego epizodu:
https://www.etonline.com/media/videos/heres-a-first-look-at-the-star-trek-lower-decks-season-2-finale-exclusive-173642
https://trekmovie.com/2021/10/13/watch-mariner-makes-a-shocking-discovery-in-clip-from-star-trek-lower-decks-season-2-finale/
I pierwsze recenzje:
https://treknews.net/2021/10/14/review-star-trek-lower-decks-210-first-first-contact/
https://blog.trekcore.com/2021/10/star-trek-lower-decks-review-first-first-contact/
https://trekmovie.com/2021/10/14/review-star-trek-lower-decks-comes-together-in-first-first-contact/
https://www.tor.com/2021/10/14/its-captain-freeman-day-star-trek-lower-decks-first-first-contact/
https://www.jammersreviews.com/st-ld/s2/first-first-contact.php
Trochę minki zrzedły co nie?
