Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek Enterprise - wrażenia
3) Nie musi być sugestii. Wystarczy, by można było zauważyć, że gatunek może istnieć także bez planety.
A takich przykładów w Star Trek było wcześniej kilka: El-Aurianie, Sulibani i prawdopodobnie Baku.
No i Xindi oczywiście. Ale skoro Lo'rel podrzucił analogię z nowym filmem, no to ją zastosowałem.
3) Nie musi być sugestii. Wystarczy, by można było zauważyć, że gatunek może istnieć także bez planety.
A takich przykładów w Star Trek było wcześniej kilka: El-Aurianie, Sulibani i prawdopodobnie Baku.
No i Xindi oczywiście. Ale skoro Lo'rel podrzucił analogię z nowym filmem, no to ją zastosowałem.
gatunek bez planety nie przetrwa długo (a już na pewno nie jako cywilizacja)
El-Aurianie - asymilowani przez Borg, rozsiani po galaktyce
Sulibani - jeżeli dobrze pamiętam planeta stała się niezdatna do zamieszkania przez zmiany w ich gwieździe, teraz albo wysługują się jednej z frakcji w Zimnej Wojnie Temporalnej albo są na łasce innych cywilizacji
Ba'ku - przez rozwój technologiczny zniszczyli się sami, mieli szczęście że znaleźli pustą, odizolowaną planetę
Xindi - sami wysadzili się w powietrze a na wiadomość że ktoś zniszczy ich nowy dom (którego jeszcze nie mieli) zabili 7 milionów ludzi i prawie zniszczyli Ziemię
Vulcanie - po zniszczeniu planety Spock dał się sprowokować i stracił dowództwo (nie wierze że doszłoby do tego gdyby Vulcan istniał)
żaden z tych gatunków nie wyglądał na szczęśliwy z powodu straty własnej planety a wy twierdzicie że porzucenie Ziemi to "żaden problem", tym bardziej że nie było dowodów na to że sytuacja jest beznadziejna i podczas kolejnego ataku nie mogą wygrać i ocalić Ziemi, nie porzuca się "domu" jeżeli jest choć cień szansy na inne rozwiązanie
jak miałaby wyglądać ewakuacja, kto pierwszy dotrze do transportera i prześle rodzinę i przyjaciół?
Coś takiego widzieliśmy przecież w alternatywnej rzeczywistości w ENT: Twillight, no i w obu BSG 😉 Dla mnie ten motyw to nie problem.
scenarzyści byli tak mili że przewidzieli zniszczenie Ziemi, tylko co ocalałym z tego przyszło?
żyją w barakach, z kilku konwojów przetrwał jeden i każdego dnia żyją nadzieją że Xindi ich nie znajdą i nie dokończą dzieła
Nie "żaden problem", tylko mniejsze zło. Gdy komuś pali się chałupa i traci oszczędności życia, to to jest problem, ale jednak większość ludzi w takiej sytuacji stara się ratować życie (które po wszystkim będzie oczywiście wyglądało gorzej niż przed). Owszem, najczęściej decyduje tu niestety siła, kto się pierwszy dopchnie. Tak na marginesie, to do listy można chyba dopisać Klingonów, którzy w STVI też tracą planetę (nie jest to pokazane, ale przecież nikt nie zapobiegł katastrofie).
mimo utraty planety gatunek może zyć.
Ale ilu przedstawicieli gatunku przetrwało? W przypadku Volkan jakieś 10 000. W obliczu śmierci 6 miliradów osób nie sposób mówić o przetrwaniu gatunku. W tym znaczeniu gatunek, to także wielowiekowe dziedzictwo i dom (planeta) do którego zawsze można wrócić.
10 000 osobników obojga płci to przyzwoita pula genowa. Wiemy, że Wolkani znaleźli nowy dom - no, Spock im znalazł. To gatunek logiczny i kontrolujący emocje, zatem nie załamią rąk. Odtworzą swoją kulturę i nie pozwolą zginąć dziedzictwu Suraka. Nero zniszczuł planetę, ale nie zniszczył Wolkanów. Oni przetrwają, jestem tego pewna, i to zresztą wynika z zakończenia filmu.
To gatunek logiczny i kontrolujący emocje
Nie byłbym taki pewien, jeśli zaczną reagowac tak jak Spock w sytuacji zniszczenia najcenniejszego dla nich miejsca w kosmosie. Z końca filmu wynika optymizm, że jakoś to będzie, nie wynika, że przetrwają.
ale nie zniszczył Wolkanów
Sądzę, że mordując 6 miliardów Volkanów jednak ich zniszczył. Zanim dojdzie do całkowitego odtworzenia kultury, może to już być kultura zupełnie inna.
Może być inna, ale nie musi. Mózgi Wolkanów działają inaczej niż ludzkie, więc może mają oni większe możliwości pod tym względem. Wg mnie, Nero nie osiągnął celu.
10 000 jednostek to zupełnie wystarczająco wiele, by zapewnić przetrwanie kultury, tym bardziej, że jest ona zapisana w księgach, których elektroniczne kopie są zapewne przechwowywane w wielu miejscach, choćby na Ziemii.
Hmm...z tego co widziałem to żadnej ewakuacji Qo'noSa nie było. Więc Klingonów możesz z tej listy skreślić.
Nie było mowy, ale była mowa, że będzie konieczna (niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę), więc można się dopyślić, że odbyła się po zakończeniu akcji filmu. Ponadto zwróć uwagę, że tłumaczyłoby to znany burak z pilota ENT, w którym Qu'nos leży o wiele bliżej Ziemii niż w TNG-DS9 itd. Bo w istocie to by były dwie różne planety.
10 000 jednostek to zupełnie wystarczająco wiele, by zapewnić przetrwanie kultury, tym bardziej, że jest ona zapisana w księgach, których elektroniczne kopie są zapewne przechwowywane w wielu miejscach, choćby na Ziemii.
Ale zgodzisz, się że to nie to samo co obecność na planecie. Możliwość przebywania w miejscach kultu, czy z jakichkolwiek innych względów ważnych. W takich warunkach w 100 procentach nie da się odtworzyć tego, co zniszczył Nero.
Ale zgodzisz, się że to nie to samo co obecność na planecie. Możliwość przebywania w miejscach kultu, czy z jakichkolwiek innych względów ważnych. W takich warunkach w 100 procentach nie da się odtworzyć tego, co zniszczył Nero.
W 100% nie dało się również odbudować przedwojennej Polski, mimo to istniejemy, right?
Ale co to za istnienie, można przekornie zapytać...
No tak, cały wszechobecny kaczyzm... bywało jednak gorzej. Mimo to Polska istnieje i Polacy istnieją. Wolkanie też ptrzetrwali i zbudują - jestem pewna - drugi Vulcan. To nie to samo, co pierwszy, ale zawsze.
