Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek Enterprise - wrażenia
Dla mnie podejście scenarzystów STXI się broni. Nie każdy wypadek da się naprawić, to nic dziwnego. Tak jak fakt, że zdarzają się zabójstwa, w niektórych wypadkach nawet niewyjaśnione, nie jest dowodem na brak policji czy wydziałów zabójstw w niej, tak samo fakt, że zdarzają się "niezablokowane" wypadki grzebania w linii czasu nie jest dowodem na brak działania policji temporalnej.
Ale pierwotnie Kelvin nie miał być zniszczony przez Naradę i George Kirk nie miał zginąć. Mało brakowało a Jim Kirk nie narodziłby się, to chyba okrutna ingerencja w linię czasową? A jednak pozostawili to bez zmian? Tłumaczenie scenarzystów według mnie też się broni, o czym pisałem przed chwilą, że z nową linią powstaje nowa policja, bo tamta przyszłość też już jest alternatywna.
Słyszeliście o czymś takim jak "paradoks dziadka"? Chodzi w nim o to co by się stało gdybym się cofnął w czasie i zabił swojego dziadka, bym się przecież nie mógł urodzić a skoro bym się nie mógł urodzić to nie mógłbym zabić swojego dziadka i tak na okrągło. Jedynym wyjściem z tego błędnego koła są alternatywne linie czasowe. Nawet wplatając Policję Temporalną mamy odczynienia z różnymi alternatywnymi liniami czasowymi. Policja Temporalna mogła naprawić zmiany dokonane przez Nero ale w przeciwieństwie do poprzednich Treków w nowym filmie oglądamy inną linię czasową. Ingerencja Policji Temporalnej nie zmienia wszystkich linii czasowych ale tylko niektóre, nie jestem z resztą w stanie powiedzieć jak to dokładnie działa ale pewne jest że żeby Policja Temporalna zadziałała to musi się coś stać, musi zajść jakaś zmiana.
I tak właśnie tłumaczyli scenarzyści zmiany w nowym filmie.
Nie czytam... nie czytam... dopiero dziś wieczorem zobaczę nowy film... nie czytam nic, co jest nad postem Lo'Rela... ![]()
A może po prostu Policja Temporalna ma jurysdykcje jedynie na obywateli Federacji? Nero nim ni cholery nie jest, a trudno określić granice jurysdykcji w czasie...
w ENT pokazano że Zimną Wojnę Temporalną wygrała frakcja Danielsa, która sprzeciwiała się wszelkim ingerencjom w przeszłość i tolerowała tylko podróże w celach naukowych, sami uratowali od zagłady Suliban mimo że ci należeli do innej frakcji, to chyba o czymś świadczy, nie pilnują zapewne wydarzeń w całej galaktyce ale wszystko co ma bezpośredni wpływ na historię Federacji na pewno, z drugiej strony Daniels nie wiedział o ataku Xindi "bo zmiany nie dotarły jeszcze do jego czasów", chyba tak chcieli wyjaśnić moim zdaniem wpadki z VOYco do ENT o którym jest temat to szczególnie boli mnie jedna rzeczjak Enterprise wraca na Ziemię i atakują go Klingoni to prawie od razu przylatują z pomocą 3 statki, kiedy następuje finałowy atak Xindi nie ma ani jednego i muszą pomagać Andorianie (wątki z nimi są jak dla mnie jednymi z ciekawszych w całym Treku), kiedy po tym ataku Archer cofa się w czasie to po powrocie wita go cała flota statków łącznie z przyjaciółmi z Vulcana, ja tu nie widzę ani sensu ani konsekwencji
Popieram zarzut.Toreth, miłego oglądania i czekamy na wrażenia.
jak Enterprise wraca na Ziemię i atakują go Klingoni to prawie od razu przylatują z pomocą 3 statki, kiedy następuje finałowy atak Xindi nie ma ani jednego i muszą pomagać Andorianie (wątki z nimi są jak dla mnie jednymi z ciekawszych w całym Treku), kiedy po tym ataku Archer cofa się w czasie to po powrocie wita go cała flota statków łącznie z przyjaciółmi z Vulcana, ja tu nie widzę ani sensu ani konsekwencji
A czy nie jest tak że Entek wraca z przeszłości choćby kilka godzin po momencie cofnięcia się w czasie? W tym czasie ta "cała flota" mogła przylecieć na ziemię.
A wcześniej zapewne wzięli na pokład tylu Ziemian i personelu z innych planet ile mogli i uciekali, więc ich nie było. Coś takiego widzieliśmy przecież w alternatywnej rzeczywistości w ENT: Twillight, no i w obu BSG 😉 Dla mnie ten motyw to nie problem.
Ileż znowu ziemian mogło zabrać te kilka stateczków? Czyli lepiej poświęcić planetę i uratować jakiś marny procent ludzkości, niż walczyć o dziedzictwo? W świetle nowego filmu, można lepiej zrozumieć sytuację kiedy zostaje się bez planety macierzystej która jest po prostu wszystkim.
Jak najwięcej. Tyle ile się da. A dlaczego w szczycie Zimnej Wolny Amerykanie budowali masowo schrony przeciwatomowe w piwnicach, a co powtarzali sobie Żydzi w Trzeciej Rzeszy (sam sobie odpowiem - "Przetrwanie będzie naszą zemstą"). Film właśnie potwierdza tę tezę - mimo utraty planety gatunek może zyć.
A na numer pyknięcia Xindi w ich kulkę za pomocą tarana już nie wpadli? Nawet jeden okręt by stykną - mocujesz ileś materiałów wybuchowych, paliwa, za sterem instalujesz ochotników i...po sprawie.W BSG była inna sytuacja - tam atak nastąpił z wielu miejsc, zniszczenie jednego celu nic by nie dało.Tutaj też jest jeszcze inna kwestia - ile osób zabierze taki NX a ile osób taki J (czy jak tam temu transportowcowi było). Okręty wojenne powinny walczyć z kulka Xindi, aby ją spowolnić, opóźnić jej atak na planetę. Mówiąc wprost - powinniśmy dostać trekowy odpowiednik Bitwy o Linię z B5. A tak to mamy kretyństwo, niestety dla Treka typowe...
Jak najwięcej. Tyle ile się da. A dlaczego w szczycie Zimnej Wolny Amerykanie budowali masowo schrony przeciwatomowe w piwnicach, a co powtarzali sobie Żydzi w Trzeciej Rzeszy (sam sobie odpowiem - "Przetrwanie będzie naszą zemstą"). Film właśnie potwierdza tę tezę - mimo utraty planety gatunek może zyć.
1. schron w piwnicy jest raczej mało pomocny na post nuklearnej pustyni
2. Żydzi przetrwali bo Hitler nie słuchał swoich generałów, inaczej wojna potoczyłaby się całkiem inaczej
3. gdzie w filmie była sugestia o porzuceniu Vulcana i ratowaniu tylu ludzi ilu się da poświęcając resztę? ja tego nie zauważyłem
Mówiąc wprost - powinniśmy dostać trekowy odpowiednik Bitwy o Linię z B5. A tak to mamy kretyństwo, niestety dla Treka typowe...
aż się łezka w oku kręci jak ktoś jednak chce bronić własnej planety, był chyba nawet kiedyś pomysł żeby Straczynski zajął się Trekiem, niestety dla Treka nie wyszło
Jak najwięcej. Tyle ile się da. A dlaczego w szczycie Zimnej Wolny Amerykanie budowali masowo schrony przeciwatomowe w piwnicach, a co powtarzali sobie Żydzi w Trzeciej Rzeszy (sam sobie odpowiem - "Przetrwanie będzie naszą zemstą"). Film właśnie potwierdza tę tezę - mimo utraty planety gatunek może zyć.
1. schron w piwnicy jest raczej mało pomocny na post nuklearnej pustyni
2. Żydzi przetrwali bo Hitler nie słuchał swoich generałów, inaczej wojna potoczyłaby się całkiem inaczej
3. gdzie w filmie była sugestia o porzuceniu Vulcana i ratowaniu tylu ludzi ilu się da poświęcając resztę? ja tego nie zauważyłem
1) A jednak ludzie budowali. Chwytasz analogię z ładowaniem się na statki i uczieczką?
2) No i...? Chodziło o to, by przetrwać, by istnieć dalej, choćby w skrajnej sytuacji.
3) Nie musi być sugestii. Wystarczy, by można było zauważyć, że gatunek może istnieć także bez planety.
Tutaj też jest jeszcze inna kwestia - ile osób zabierze taki NX a ile osób taki J (czy jak tam temu transportowcowi było). Okręty wojenne powinny walczyć z kulka Xindi, aby ją spowolnić, opóźnić jej atak na planetę. Mówiąc wprost - powinniśmy dostać trekowy odpowiednik Bitwy o Linię z B5. A tak to mamy kretyństwo, niestety dla Treka typowe...
Tylko, że NX miał zwalczać zagrożenie u źródła i tylko on był do tego zdolny. A co do opóźnienia ataku? Po co?
Na pomysł z kamikadze nikt nie wpadł, bo widocznie nie miało to sensu, tu najwyraźniej wchodzi fakt, że mało wiemy (my=widzowie z roku 2009) o zasadach walk w kosmosie, fizyce działającej w takich warunkach itd.
Tylko, że NX miał
