Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek - dossier
Tutaj też tylko wspomniany pod koniec pierwszej strony: Focus - Przykuci do Ziemi.
Może mi się wydaje, ale na prawdę więcej Treka w polskim internecie 🙂
Teraz więcej, bo ST jest modny, kiedyś fani musieli się maskować 😉 Np. z czym Wam się kojarzy ten kostium p. Pieńkowskiej z archiwalnego zdjęcia:

z jednego z tekstów z dzisiejszej Rzepy 😉
Bo to byłby ciekawy motyw na dramatyczną scenę. Może niekoniecznie młodego Spocka, ale ambasadora Spocka... i ten pierwszy zobaczyłby w sumie własną śmierć.Nie wiem, wymyślam... Jak słyszę KHAAAAN to jest pierwsza rzecz jaka mi przychodzi do głowy. Że zabili Spocka. A właściwie sam się zabił, samobójca jeden (tak, wiem, że to było logiczne...).
"Potrzeby wielu przeważają nad potrzebami nielicznych. Lub jednego."Tak w sumie to prawda, ale mimo to człowiek podziela zdanie McCoya i ma gdzieś taką logikę, która wymaga śmierci Spocka!
Poza tym w STXI stary Spock mówił że musi pomóc odbudować Volkańską kulturę. Jeśli dobrze pamiętam.
Poza tym w STXI stary Spock mówił że musi pomóc odbudować Volkańską kulturę. Jeśli dobrze pamiętam.
Znalazł nawet odpowiednią planetę... o ile zakład, ze nazwą ją Vulcan 2?
Vulcania! 
Proszę, proszę... Naprawdę na polskojęzycznych stronach coraz więcej Treka, choć niektóre komentarze stanowczo mało przyjazne.
Star Trek DVD się reklamuje... na Yahoo - ciekawa forma - okręt Enterprise na warstwie, do prawidłowego wyświetlenia trzeba zdjąć adbloczka 😉

W końcu coś soczystego o tych świrach fanach Star Treka (tak właściwie to nawet nie fanach Treka):
Gadżetomania: Przez trzy lata mówił do dziecka wyłącznie po klingońsku

Zapraszam do lektury całego artykułu, sprostowanie będzie za jakiś czas. 😉
Skoro nie jest fanem ST równie dobrze mógł wybrać inny język. Jego eksperyment nie wydaje mi się właściwym.
Równie popularne jak klingoński są tylko Esperanto i języki tolkienowskie, czyli w sumie maksimum pięć. Padło na klingoński, nic w tym dziwnego.Inna rzecz, że musiał robić ten eksperyment w tajemnicy, bo już od co najmniej siedemdziesięciu lat coś takiego nie mogłoby przejść legalnie, ze względów etycznych. W tajemnicy = bez kontroli kolegów naukowców, bez regularnych raportów, bez naukowości po prostu. Więc to raczej wątpliwy eksperyment. I owszem, nie może się to podobać.
Skoro nie jest fanem ST równie dobrze mógł wybrać inny język. Jego eksperyment nie wydaje mi się właściwym.
To jeszcze nic. Pewien psycholog - raczej bałwan niż fachowiec - doszedł do wniosku, że wychowywane z ludzkim niemowlęciem szympansiątko zacznie mówić po ludzku. Po roku okazało się, że szympansik nie zaczął bynajmniej mówić, za to synek pana naukowca zaczął pokrzykiwać po małpiemu i żona wykopała faceta z domu.
Moim zdaniem bardzo dobrze zrobiła.
To się nazywa nieudany eksperyment. 😛
To nie był stricte eksperyment naukowy - Barusz wspomniał o warunkach jakie powinny zostać spełnione, bardziej subiektywna obserwacja (co nie znaczy, że bezwartościowa). Co właściwie jest niestosowne w tym zachowaniu - tego nie wiem. Dziecko było jednocześnie wystawione na wpływy języka ojczystego (angielskiego), którym posługiwała się matka i (później) reszta otoczenia i klingońskiego - tu mówił ojciec. Dzieci dwujęzyczne nie są jakimś kosmicznym zjawiskiem - polecam lekturę o esperanckich "native speakerach" - takich (rzadko spotykanych) osób jest więcej niż wszystkich klingonistów w ciągu ostatnich 30 lat.
Zachodziło zatem ryzyko, że dziecko "oswoi się" z językiem na tyle, że będzie znało go z zupełnie innej perspektywy. Zostawiam kwestie etyczne, czyli co mogłoby czuć takie wunderkind (jedyny na świecie native speaker klingoński) - myślę, że jest całkiem sporo dzieci, którym rodzice pakują do głów inne nieprzydatne sprawy. Zastrzeżenia można mieć co do tego dlaczego klingoński - dlaczego nie niemiecki, hiszpański, francuski - słowem język, który będzie pożyteczny - ale znów wątpię, by znajomość nawet sztucznego języka była dla dziecka szkodliwa.
Przy okazji, kolejne nawiązanie:
KopalniaWiedzy.pl: Sparaliżowane światłem

Wiem, że dwujęzyczność jest coraz bardziej powszechna, ale chodzi mi o uczenie dziecka sztucznego języka, którego może w życiu nie wykorzysta, bo np. znienawidzi ST albo w ogóle nie będzie zwracać nań uwagi. Co nie zmienia faktu, że mężczyzna ma prawo wychować dziecko jak mu się podoba. Żona nie widziała przeciwskazań, więc jest w porządku.Natomiast pomimo mojej miłości do ST, nie uczyłabym swojego dziecka języka uniwersum sci-fi. Tyle.
