Forum › Fantastyka › Star Wars › Star Trek a Star Wars - koncepcja tworzenia scifi
Nie zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, że ST jest bardziej realistyczny i wiarygodny od SW
Alez oczywiscie, ze ST jest bardziej realistyczny i wiarygodny (na tyle, na ile mozna rozpatrywac te kategorie w odniesieniu do filmow sf) bo przynajmniej tlumaczy dzialanie technologii wykorzystywanych w uniwersum. A, ze czesto tlumaczy to na zasadzie 'dziala bardzo dobrze, dziekuje' - coz, dlatego jest to serial science fiction a nie dokument.
Nawet jeśli Star Trek sam z siebie niczego nie wynalazł, to był inspiracją dla wielu wynalazków, które dzięki temu wogóle powstały, albo przynajmniej powstały dużo wcześniej. Uważam, że to, co dał ludziom, jest nie do przecenienia.
Nawet jeśli Star Trek sam z siebie niczego nie wynalazł, to był inspiracją dla wielu wynalazków, które dzięki temu wogóle powstały, albo przynajmniej powstały dużo wcześniej. Uważam, że to, co dał ludziom, jest nie do przecenienia.
Amen.
A ja uważam, że poza rozrywką ST nie dał światu niczego konkretnego. Co najwyżej zachęcił młodych ludzi do nauki fizyki, matematyki, zostania inżynierami czy lekarzami. Ale to można powiedzieć o każdym filmie czy serialu.
A ja uważam, że poza rozrywką ST nie dał światu niczego konkretnego. Co najwyżej zachęcił młodych ludzi do nauki fizyki, matematyki, zostania inżynierami czy lekarzami. Ale to można powiedzieć o każdym filmie czy serialu.
Równiez o "Dexterze" czy "Renegade"? Albo o telenowelach, w których szlocha nieszczęśliwa miłość? Za wszelka cene chcesz zdyskredytować Treka, ale jest na to pewne piękne przysłowie. Nie zacytuję go, bo gotóweś się obrazić i wypali kolejna awantura.
Co najwyżej zachęcił młodych ludzi do nauki fizyki, matematyki, zostania inżynierami czy lekarzami.
A co Rzymianie nam dali poza akweduktem, nawadnianiem, sluzba zdrowia, edukacja, bezpiecznymi drogami, łaźniami i winem?
Ale to można powiedzieć o każdym filmie czy serialu.
Moze tak, moze nie, ale to wlasnie ST podaje duza czesc pracownikow NASA jako swoja inspiracje.
A czy ktoś tutaj zainteresowałby się, gdyby pracownik NASA powiedział, że inspirację znalazł w "20 000 mil podmorskiej żeglugi"?
Równiez o "Dexterze" czy "Renegade"? Albo o telenowelach, w których szlocha nieszczęśliwa miłość?
A dlaczego nie? Biorąc pod uwagę to, jak popularne są takie seriale, nie zdziwiłbym się specjalnie, gdyby jakaś tam część studentów zdecydowała się na taki, a nie inny kierunek, bo taka czy inna Esmeralda kochała się w lekarzu, astrofizyku czy innym typku.
Czyżby Trek miał monopol na inspirowanie?
Czyżby Trek miał monopol na inspirowanie?
Nie chodzi o monopol na inspirację, ale na jej skalę. Zaprzeczasz rzeczom powszechnie wiadomym. Zaraz sprowadzimy dyskusję do poziomu: ale Star Trek? Co to jest? To niby jest znaczną częścią światowej popkultury?
Przecież to dzięki ST mamy wahadłowiec o nazwie Enterprise, dla mnie to ogromny wpływ wykreowanego świata na świat realny.
Przecież to dzięki ST mamy wahadłowiec o nazwie Enterprise, dla mnie to ogromny wpływ wykreowanego świata na świat realny.
Początkowo planowano nadać mu nazwę Constitution, lecz ostatecznie zmieniono ją wskutek kampanii listowej fanów 'Star Treka'.
Równie dobrze by mógł nazywać się papa smerf, gdy smerfy latały w kosmos i maiły odpowiedni fanabase. Czy nazwanie tego wahadłowca treningowego nazwą Enterprise miało znaczący wpływ na historię/naukę?
Każdy element kultury popularnej ma wpływ na rzeczywistość i jest to wpływ rosnący im dłużej się utrzymuje jako element w kulturze pozytywny i godzien naśladowania LUB gdy ma wpływ na określone grupy odbiorców. Ponieważ ST w przeciwieństwie do Indiana Jones czy Jurassic Park mających wpływ na kopaczy płytszych lub głębszych i z racji wieku bardziej ingeruje w kierunek rozwoju myśli technicznej, a tym samym w powolne techniczne zmiany codzienności.
Discovery - wpływ ST - dokument
The show then examines the life of Martin Cooper, the chief engineer at Motorola, who invented the cell phone. Cooper states that Star Trek was his inspiration for the cell phone, and discusses the similarities between the modern day cell phone and a Star Trek communicator.
Dzikowy, legenda Coopera i jego DynaTACa nie uwzględnia dwóch faktów: laboratoria Bella opracowały pierwsze podstawy sieci komórkowej już w końcu lat 40-tych. Pierwsze przenośne telefony produkowała nie Motorola, ale Ericsson, pod koniec lat 50-tych. Fakt, że były większe, niż cegła Coopera, ale to już kwestia dostępnych technologii. Zespołowi Coopera można co najwyżej przypisać taki, a nie inny, design jego komórki.To samo można powiedzieć o w zasadzie wszystkich Trekowych inspiracjach.
Nie zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, że ST jest bardziej realistyczny i wiarygodny od SW - tak ze społecznego jak i naukowego punktu widzenia.
Ciężko oceniać na ile prawdopodobna jest wizja przyszłości przedstawiona w ST (a w SW niemożna w ogóle mówić o przyszłości 😉 ). Przyznasz jednak, że w treku pomiędzy nadionami, podprzestrzenią, i całą resztą technobełkotu przemycane są rzeczywiste pojęcia i prawa fizyczne. Lucas nawet nie próbował się na to silić. Pod tym względem można mówić o większej dozie realizmu w ST.
To właśnie czyni Treka mniej wiarygodnym, bo piszący Trek nie mieli pojęcia o czym piszą. I mieszali jak chcieli tworząc takie bzdety, że się włos na głowie jeżył. Koronnym przykładem jest "dziura" w horyzoncie zdarzeń.
Verne robił to samo zasilając Nautilusa reaktorem atomowym z pominięciem nazewnictwa.
Wiesz, że dzwonią, ale nie wiesz gdzie.Nautilus jako źródło zasilania miał baterie rtęciowo-sodowe. I napędzany był nie parą jak obecne turbiny zasilane z reaktorów, tylko silnikiem prądu stałego. Co ciekawe, o ile technologia silnika prądu stałego była w czasach, gdy Verne pisał swoją książkę znana, o tyle baterie rtęciowe opatentowano 4 lata po jej opublikowaniu. Można więc powiedzieć, że Verne faktycznie wyprzedzał swój czas, nie tylko jeżeli chodzi o samego Nautilusa, ale także technologie które na nim umieścił. I nie mam tu na myśli wymyślenia rzeczonych baterii, ale tego, że Verne interesował się nauką, obserwował badania i potrafił wyciągać z nich wnioski. A potem twórczo je rozwijać.To jest fantastyka naukowa. Technobełkot nią nie jest. Dlatego zresztą nazywa się technobełkot.
