Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › RPG - Gul Dain Taren
Dain na początku był dość mocno zdenerwowany, ale wraz z upływającym czasem uspokajał się. Przypomniał sobie słowa ojca o tej organizacji."Pamiętaj syny, oni grają na instynktach. Potrafią z największego twardzela wydusić wszystko. Nawet jeśli nic nie mają to grają tak, jak gdyby cię mieli na widelcu, bys się przyznał. Jesli popełniłeś przestęstwo od razu sie przyznaj. Jesl nie to nie martw sie ich przechwałkami. Bez dowodów tylko najgłupszy sędzia cię skaże."Przypominając sobie te słowa Taren spokojnie usiadł na płycie i popatrzył na ekran. "Zobaczymy co na mnie mają."
Na ekranie wyświetlał sie standardowy bełkot. Wzrost popularności, kolejna zwycięzka bitwa, rys historyczny i przewagi Gula Mantisa i nagle pojawiło się cośco przykuło twój wzrok. Po programi propagandowym pojawiła się krótka wzmianka o zaginięciu Gula Mantia i prawdopodobnej śmierci. Spiker zaczął rozpływac się nad jego zwycięztwami i chwalił go w niebogłosy. Zakończył ze smutną miną iż Gul starł się w walce ze straszliwym przeważającym przeciwnikiem. Bój toczył sam gdyż inni patrząc bardziej na swe bezpieczeństwo i chwałę niż dobro Uni zdezerterowali w obliczu wroga... aż się w Tobie zagotowało. Podniosłeś głośność, ale nic w dalszym ciągu nie było w stanie zagłuszyć jęków któregoś ze "złoczyńców". Po chwili poprzedzonej donośnym kwikiem otworzyły się drzwi i wyszło z nich dwoje specjalistów od przesłuchań. Wytarli ręce i spojrzeli w Twoją stronę.
- Teraz tego... mamy go przesłuchać naprawdę dokładnie.
Do twej celi wpuszczono gaz. Nikt się nie patyczkował.
Obudziłeś się widząc wszystko przez mgłę. Chyba jakiś efekt uboczny działania środka, który Tobie podano. Byłeś silnie przywiązany do krzesła, w jasno oświetlonym pomieszczeniu. Poza Tobą nikogo tu nie było.
Nie musiałeś czekać długo. Po chwili dostrzeżeni wcześniej osobnicy weszli do celi niosąc ze sobą wiadro wody i bliżej nieokreślone urządzenia. Bliżej niekoreślone? Dokładnie wiedziałeś do czego służą. Właściwie to widziałeś je kilka razy, nawet w działaniu, ale nie należałeś do szczególnie podatnych na urok dobrze wykonanych tortur więc wymazałeś te wspomnienia z pamięci.
- Zacznijmy od początku, powiedział ten najwyższy... - po czym z całej sił uderzył Ciebie w szczękę. Zakręciło Ci się w głowie i pociemniało przed oczyma gdy razem z krzesłem uderzałeś o zimną podłogę.
Głosy wróciły z oddali. Ktoś się przekomarzał. Krzyczał wręcz. Po chwili zacząłeś wychwytywać niektóre zdania.
- ....
- Jak to nie....
- ....
- Dopiero zaczęliśmy i co to....
- I koniec...
- Skąd to.... to przecież....
- Macie wyraźny....
- Dobra....
Ktoś się nachylił nad Tobą i rozwiązał. Następnie postawił na nogi i podprowadził do czegoś co wyglądało na drzwi. Jak przez mgłę widziałeś areszt, ale tu się nie zatrzymaliście. Ktoś o spokojnym i delikatnym głosie podtrzymywał Ciebie prowadząc w zupełnie nieznany Tobie rejon stacji. Musieli coś Tobie podać, właściwie to nie byłęś szczególnie odporny na jakąkolwiek perswazję. W końcu trafiliście przed potężne drzwi, które otworzył się z sykiem gdy się zbliżyliście. Przypadło do was dwoje dostojnie wyglądających żołnierzy i pomogło dojść Tobie do wygodnego fotela. Usiadłeś i wtedy wszystko znikło...
- Panie Taren... Gulu Taren... proszę otworzyć oczy... zaraz podam panu środek pobudzający. Proszę skinąć głową jeżeli pan rozumie. Dobrze. - poczułeś drobne ukłucie gdy podano Tobie jakiś lek. Jasność widzenia wróciła. Rozejrzałeś się ostrożnie. Potężna sala, podłoga wyłożona rzadkim czarnym dębem, idealnie odwzorowane antyczne rzeźby wprost z rodzimej Kardazji, potężna biblioteka gromadząca różne dzieła. Kto wie, może nawet znalazłbyś tam religijne traktaty? W końcu spojrzałeś obok siebie. Na fotelu podobnym do Twojego siedziała przepiękna Kardazjanka, uśmiechając się nieśmiała wskazała na stojący między wami stolik ze stojącą nań karafką Kanar. Kobieta zaczęła:
- Chciałabym najpierw pana przeprosić. Zaszło pewne nieporozumienie i nasi młodzi strażnicy potraktowali pana w okropnie niehumanitarny i podły sposób. Upewniłam się, że zostaną odpowiednio ukarani... - tu zrobiła pauze i uśmiechnęła się - Poza tym przypadkiem skok napięcia doprowadził do wszczęcia postępowania przesłuchaniowego wobec pana, zamiast wobec więźnia z celi obok. Naprawdę wyrażamy ubolewanie za ten godny pożałowania incydent. Mam nadzieję, że nigdy już w naszej historii się on nie powtórzy. Pan zapewne również Gulu... - zawiesiła głos ponownie i uśmiechnęła się z gracją. Coś tu jednak nie grało... a przynajmniej ton w ostatnich słowach.
- Zacznijmy zatem od początku. Chciałam usłyszeć od pana, co wydarzyło się podczas ostatniej misji. Krok po kroku...
"Tak już lepiej" - pomyślał Dain, choć spodziewał się dłuższego "przygotowania".- Oczywiście nie mam żalu. Żołnierze wykonywali swoje zadania, ale błędy w rozkazach zawsze mogą się znaleźć. Nie będę pani zadręczał opisem odbioru statku i przejdę od razu do początku problemów. Ze stacji nad Tangrą II odebralismy ładunek dla pobliskiej kolonii Deinychus. Tam zostałem poinformowany o buncie więźniów i kłopotach po burzy. Ponieważ nie otrzymałem wcześniej o tym informacji wszcząłem procedurę, która zakładała sukces buntu. Lecz gdy otrzymałem potwierdzenie od Prefekta sektora odwołałem alarm. Gdy mieliśmy odlecieć i nadal kontynuować testy pojawił się klingoński B'Rel. Na nasz widok próbował uciekać, ale dopadliśmy i zniszczylismy, biorąc jeńców. Wtedy ujawniły sie problemy techniczne, związane z błędami w montażu. Nakazałem postój do odzyskania napędu warp. Po pewnym czasie doniesiono o ataku na transportowiec. Z racji odległości i braku napędu nie mogliśmy pomóc. Na szczęście gul Mantis rozwiązał ten problem. Gdy odzyskaliśmy napęd ruszyliśmy ku najblizszej stacji w celu napraw. W czasie podróży zostałem wezwany przez szefa ochrony, który odkrył w czasie przesłuchania, że zniszczony B'Rel był częścią większego planu. Rozpocząłem wysyłanie ostrzeżeń, gdy nastąpił atak. Czujniki mówiły o 2 B'Relach i K'Vorcie atakującym posterunek Deinychus. Gul Mantis walczył dzielnie, ale musiał ulec takiej przewadze. Gdy przybyliśmy na pole bitwy zastaliśmy tylko szczątki jego Galora i zniszczonego przez niego B'Rela oraz ślady warp. Po kontakcie z dowódcą sektora i otrzymaniu rozkazów zaczęliśmy ratować załogę Galora, wierząc że gul przeżył. Dla bezpieczeństwa kazałem też prewencyjnie przeczesać krótkimi impulsami przestrzeń. To ujawniło zamaskowanego B'Rela, który zapewne czekał, byśmy wyłączyli osłony. Po krótkiej walce został zniszczony, a raczej jego kapitan zażądził autodestrukcję, by nie wpaść nam w ręce. Do czasu przybycia posiłków ratowaliśmy personel z planety. To wszystko. - Dain mówil spokojnie i rzezcowo, starając się nie opuścić żadnego faktu.
- Rozumiem... ale Gul Mantis nie wydał wam się ani trochę arogancki? Nie dał żadnych powodów do obaw o jego lojalność? Trudno mi uwierzyć, że dzięki jego boskiemu wsparciu tylko ruszyliście. Proszę dokładnie. Mówiłam o szczególach, a pan opowiedział mi krótka historyjkę. Gulu Tarenie, byłam z panem szczera... pan mógłby również wykazać się odrobiną szczerości. - mówiła spokojnie ale z naciskiem, dziwnym trafem jakoś nie mogłeś podnieść głowy i spojrzeć jej w oczy... była dobra w tym co robiła...
- Był arogancki, lecz lojalny. Jego zachowanie związane było z kreowaniem go na bohatera. I nie udzielił nam żadnej pomocy. Antharma ruszyła dzięki mojemu głównemu mechanikowi, a nie przechwałek Mantisa.
- Rozumiem. Widziałam jej raport. Jest naprawdę dobra. I szkoda że nie możemy posiadać floty. Byłąby cennym nabytkiem. Wydaje mi się, że wyczerpaliśmy temat Gulu Taren. Przepraszam za TĘ niedogodność i pomyłkę i dziękuję za pomoc. I powodzenia na pograniczu! - zakończyła wypowiedź i usmiechnęła mimowolnie. Kasta działała naprawdę szybko.
- Dziękuję. Na pograniczu też można służyć Unii. - gul skinął głową i wyszedł z pomieszczenia. Znalazłwszy się na wolności od razu połączył się z Antharmą i zażądał od DEleba raportu.
- Opróżnione dyski twarde, zgrali całą pamięć. Przemaglowany prawie cały mostek i załoga. Nie podoba mi się to. Poza tym rzucali jakieś dziwne uwagi na temat "mroźnej granicy". Próbowali tez podkupić Dainę chociaż nie wiem na co im inżynier. Sporo przeszedł też Kretar. Strasznie długo u niego siedzieli wydobywając dane na temat tego, czego się dowiedział.
- Kasta niesłusznie uznała nas za winnych śmierci gula Mantisa, ale ich domysłom zaprzeczyły dowody. A o mroźnej granicy to mają rację. Dostaniemy fajny przydział. Ale wcześniej minimum 10 dni urlopu nim Antharmę nie skleją porządnie. I dopilnuj by Daina choć na dzień wyszła z maszynowni.
- Jasne. - odpowiedział twój oficer i roześmiał sie przekornie - Zabierzemy ją z Amprią na piknik. Zobaczymy czy coś pomoże jej zapomnieć o zadymionej wiecznie maszynowni. Jest taki młody poeta... może jej pracoholizm stopnieje przy nim jak kryształ lodu...
Uśmiechnąłeś się na tą myśl. Przydałoby się by Daina czasem wyjrzała na zewnątrz. Spojrzałeś po korytarzu w którym właśnie stałeś. Ty nie miałeś takich problemów. Dwa domy. Jeden na Kardaz i drugi w przestrzeni. I zawsze wiedziałeś jak je odróżniać. Rzeczy praktycznie nie rozpakowywałeś więc mogłeś wziąć praktycznie wszystko co miałeś na okręcie. Ciekawe jak Inara zareaguje na niespodziankę. Całe dziesięć dni...
Uśmiechając się pod nosem Dain na najbliższym panelu wywołał plan stacji i skierował się ku najbliższemu hangarowi. Tam dowiedział się, że prom na Kardaz startuje praktycznie za minutę, więc szybko potwierdził swoją tożsamość i wszedł na pokład.Kardazja City. Najpiękniejsze miasto w całym kosmosie. Nie zimna Ziemia czy śmierdzący Q'onos. Tutaj można było odetchnąć ciepłym powietrzem i poczuć słońce na skórze. Nic dziwnego, że każdy Kardazjanin kochał ten świat i zawsze wracał na niego, kiedy tylko mógł.Publicznym transportem dotarł na swoje osiedle, wydzielony sektor miasta z domami jednorodzinnymi, gdzie mieszkali gulowie dowodzący okrętami Unii. Powietrze było bardziej wilgotniejsze z powodu dużej powierzchni ogrodów, gdzie służba uprawiała warzywa oraz tworzyła z drzew i krzewów prawdziwe arcydzieła.Po kilku minutach marszu dotarł przed swój dom. Stojący na warcie młody żołnierz momentalnie stanął na bacznośc i zasalutował:- Gulu, kel Danis melduje, że wszystko w porządku. Niestety pańskiej małżonki nie ma obecnie w domu. Dziś osobiście pojechała na zakupy w Centrum.- Rozumiem. Będę w swoim pokoju. Zawiadomcie, żeby Oran natychmiast tam przybył.Dain zdążył tylko nalac sobie kielisze kanar, gdy drzwi sie otworzyły. Stał w nich siwiejący już Kardazjanin - Etelk Oran, od ponad 15 lat szef ochrony willi Tarenów. Pracował sumiennie i ciężko, gdyż to Taren uratował go od nędzy po wypadku, w którym uczestniczył. Granat rozpryskowy umieścił w jego ciele ogromną ilośc odłamków, taką że operacyjne usuwanie ich nie miało sensu. Mając takie obrażenia zostałby zwolniony z armii i resztę życia żyłby jako rolnik czy służacy. Ale jego dowódca Dain dał mu odpowiedzialną i dobrze płatną parcę, wiedząc że Oran odwdzięczy mu się za to zaufanie. Stary żołnierz nigdy nie zawiódł dowódcy, rzetelnie wybierając pozostała ochronę wśród ogromnej ilości żołnierzy, którzy co roku opuszczali akademie.- Gulu... - rzekł nieśmiało.- Wejdź, Oran. Musimy porozmawiać.Etelk wszedł do gabinetu, ale nie usiadł. Czekał aż Taren cos powie.- Mamy problem. - wreszcie Dain się odezwał. - Przed chwilą miałem dośc niemiłe spotkanie z Kastą Obsydianową. Wymyślili sobie, że pośrednio wykończyłem im pupilka, gula Mantisa.- Tego chwalipiętę?- Tak, tego. Starł się z 3 klingońskimi okrętami i wyszedł na tym kiepsko, bo mu okręt dokumentnie rozwalili. Na szczęście częśc załogi uratowaliśmy. Ale nie po to cię tu zaprosiłem, by gwarzyć o propagandowych dowódcach. Musisz wzmocnić czujność. Kasta może spróbowac coś zrobić. Jakiś skruszony żołnierz powie o ceremoniach religijnych czy spotkaniu desydentów. A to szybko zakończy moją karierę.- Nikt nic nie powie, gulu. Wszyscy moi ludzie śa w 100% pewni.- Ale muszą być jeszcze ostrożniejsi. Tobie przypadnie rola ochrony Inary. Ona wciąz nie rozumie, że nasze państwo to nie tylko ład i porządek, ale też brudna polityka.- Oczywiście, zajmę się tym natychmiast jak wróci pańska małżonka.- Jesteś wolny. Zawiadom mnie, kiedy wróci. I nic nie mów, że jestem.- Tak, gulu. - Oran skłonił się i wyszedł.Wykorzystując czas wolny Dain zdjął mundur oraz połączył się ze sklepem sprzedającym zabawki dla dzieci. Oprócz tego byli posrednikiem w sprzedaży ręcznie robionych modeli okrętów. Sprzedawali praktycznie wszystkie znane w kosmosie klasy, ale najlepiej szły tych państw z którymi Unia walczyła. Stało się już normą, że to tam gulowie kupowali modele statków, które zniszczyli w walce.- Zabawki dla każdego, małego i dużego. - usłyszał standartowe powitanie.- Proszę z działem modeli. - po tym poleceniu włączył szyfrowanie. Osoba po drugiej stronie pracowała dla Centralnego Dowództwa, dlatego Taren mógł bez obaw składać zamówienie.- Gulu Taren. Witam w moich progach. Czym moge służyć?- Potrzebuje 2 B'Rele. Termin maksymalny to 9 dni.- Oczywiście. Zaraz przekażę zamówienie i gratuluję polowania.- Czekam na przesyłkę. Cena standartowa - 10 leków za sztukę?- Tak, dla stałych klientów nigdy nie zmieniamy cen.Dain skinął głową i rozłączył się.Dopił drinka i popatrzył za okno. Ulice były pustawe, tylko czasami przechodził patrol osiedlowy, zlożony z najlepszych żołnierzy. Nic dziwnego, małżonki albo były na zakupach lub odbierały małe dzieci z przedszkoli i szkół. Starsze mieszkały w internatach, a mężowie walczyli w kosmosie.Dyskretny sygnał powiadomił go powrocie małżonki. Zszedł więc na dół, trafiając akurat na biegnące dziecko. Te zdziwiło się widokiem mężczyzny i zatrzymało się. Po chwili jednak popędziła do niego.- Tatusiu! Tatusiu! - krzyknęła uratowana, gdy ojciec chwycił ją w ramiona. Dziecko głośno się zasmiała, gdy ten ją przyutulił.- Dain, czy to ty? - usłyszał najsłodszy głos na świcie.Po chwili ukazała mu się. Ubrana była w brązową, dlugą sukienkę, tą którą otrzymała urodzinowy prezent rok temu. - Przeciez miałeś...- Musieliśmy wrócić na naprawy. Dostałem kilkudniowy urlop. - postawił córkę na ziemię i przytulil żonę, a następnie mocno ją pocalował.- Nie spodziewałam się, że tak szybko wrócisz. Nie było cię zaledwie kilka dni, a już zaczęłam tęsknić.- Ja też. Byłaś na zakupach?- Tak, trzeba było uzupełnić zapasy w spiżarni.- A ile setek leków wydałaś? - uwielbiał się z nią droczyć na temat pieniędzy, gdyż potrafiła wydawać je bez opamiętania.- Przestań. - zaczepka przyniosła skutek. - Trafiłam na prawdziwą okazję.- Zawsze tak mówisz, a potem tylko mamy debet na koncie... - zaśmiał się serdecznie.- Nigdy nie narzekałeś, że masz taką żonę. - odbiła piłeczkę. - Możesz wziąć młodszą i piękniejszą.- Nie zamieniłbym ciebie na tuzin innych. - zapewnił ją Dain.- To dobrze, bo inaczej dostałbyś... Jest mały problem. Nie wiedziałam, że będziesz i nie ma dla ciebie obiadu.- Nie ma problemu. Zjem coś na zimno, a wieczorem zostawimy Jorę opiekunce i wyjdziemy.- Naprawdę? Gdzie?- To niespodzianka. Inara jeszcze parę razy nagabywała go o tą niespodziankę, lecz milczał jak grób. Przez wolny czas sprawdził wyniki szkolne reszty dzieci oraz raport w sprawie domowych oszczędności. Na szczęście ulokowane pieniądze procentowały, a stały miesięczny dopływ części żołdu w wysokości 500 leków wciąż powiększał majątek. Reszta pieniędzy szła na utrzymanie domu, służby, ochrony i "drobnych" wydatków Inary, choć nie narzekał na ich wysokość bo pracowała na 1/4 etatu jako urzędniczka.Wieczorem ubrał się w swój mundur galowy, zaś małżonka w czarną, błyszczącą suknię. Użyli osiedlowego teleportera i pojawili się wprost w holu jednej z najlepszych restauracji w Kardaz City. Prowadził ją stary Salijczyk, który ze zwykłych kardazjańskich potraw potrafił stworzyć raj dla podniebienia. Konkurencji nie podobało się, że to u niego stołuje się większość wyższej kadry Pierwszej Kasty, ale wyrok 3 lat pracy w rolnictwie na Kaldoku i 2000 leków grzywny dla pewnego restauratora za niesłuszne oskarżenie spowodowało, że zaciskali tylko zęby ze złości.Zamówiony stolik już na nich czekał. Kelner również. Zamówili zupę zupę z sem’hala oraz pieczone steki zabo w sosie yamok. Do tego butelkę kanar z jednego z najlepszych roczników.W pobliżu inni goście kończyli swe posiłki i zaczęła grać dyskretna muzyka.- Zatańczymy? – zapytał szarmancko, podając rękę.Nie mogła odmówić. Wkroczyli na parkiet, gdzie w tańcu kilka innych par powoli poruszało się. Inara przylgnęła mocno do niego, a on patrzył w jej czarne jak noc oczy. Oczy które go uwiodły przed 24 laty.Zniknęła gdzieś sala, inni gulowie wraz z małżonkami. Został on i ona. Wokół tłumy cywili i żołnierzy śpieszyli sie, wypełniając sprawy nie cierpiące zwłoki. Paręnaście metrów od nich biegł policjant, scigając kieszonkowca. - Nic ci się nie stało? – Dain zapytał nieznaną mu piękność, pomagając jej wstać z ziemi. - Nie, chyba nic. – odpowiedziała, ale łzy stanęły jej w oczach. – Tylko potłuczona. Ale moje paddy...- Zajme sie nimi.- Nie powinieneś. Jesteś wojskowym, masz pewnie ważniejsze sprawy na głowie.- Nic nie jest ważniejsze niż pomoc pieknej kobiecie. – podniósł ostatniego padda. – Ten ma potłuczony wyświetlacz, ale pamięć nietkniętą.- Dziękuję. – chciała odejśc, ale nagle zachwiała sie. Na szczęście Dain zdążył ją podtrzymać.- Coś musiało ci sie stać. – orzekł. – Obok jest oddział Ministerstwa Obrony. Tam cię zbadają.- To niepotrzebne. Zresztą jestem cywilem...- Ja jestem wojskowym, a to wystarczy. – i nie słuchając dalszych protestów wziął ją na ręcę i skierował sie ku Ministerstwu.- O czym myślisz? – zapytała, gdy skończyli tańczyć i ponownie usiedli przy stoliku. – Zapewne o kolejnej misji.- Nie. Przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie.- Pamiętam. Niezłe zrobiłeś widowisko, jak wkroczyłeś ze mną na rękach. Strażnicy z wrażenie aż zapomnieli zażądać identyfikacji.- Cóż, wtedy nie tylko ja byłem pod urokiem twej urody...Zatańczyli jeszcze parę razy i teleporterem wrócili do domu. Jora już od dawna spała, więc mieli czas dla siebie. Dain poszedł zdjąć mundur i przy okazji zauważył pierwszy raport Dainy o naprawach Antharmy. „Gdzie ten pisarz, kiedy go potrzeba?”- Dain, pośpiesz sie. Zimno mi tak samej. – usłyszał glos małżonki. Nie mógł pozwolić na takie rzeczy. Już po chwili temperatura w sypialni znacznie się podniosła.Po wyczerpującej nocy długo spali. Gdy wreszcie obudzili sie, to w pokoju obok pod przykryciem czekało śniadanie. Jora, mimo protestów, została wysłana do przedszkola.- To była piękna noc. – rzekła Inara, ubierając sie, a mąż tylko mruknął potwierdzająco. – Jak zjesz musimy porozmawiać o Tekenie.- Co znowu przeskrobała w szkole?- Nic. Uczy sie dobrze. Jest silna, odważna i ma posłuch wśród koleżanek. Jak przyszły gul.- Przesadzasz, kochanie. To, że ma charakter nie znaczy, że będzie dowódcą okrętu.- Może i nie, ale 2 dni temu powiedziała mi o tym. Że chce być takim samym dowódcą jak tatuś. Musisz z nią o tym porozmawiać. Już załatwiłam jej 5 dniową przepustkę ze szkoły.- Dobrze, porozmawiam. A co z Arenem?- Tak jak wstępnie orzekli instruktorzy po drugiej turze nauki. Nie nadaje się do armii. Ma ogromne zdolności matematyczne i zapewne zostanie urzędnikiem. To chyba u nas rodzinne z tą zamianą zamilowań u dzieci, bo jak zapytałam Jorę co chce jako prezent to powiedziała, że skrzydło bojowe Pierwszej Kasty. A ma dopiero 3 lata!- Nie martw sie tym. W Kaście mamy kilkanaście kobiet-gulów i uwierz mi, nawet ja wolałbym pod nimi nie służyć. To prawdziwe wcielone diabły, za majmniejsze przestępstwo karzą publiczną chłostą.- Nie chcę, aby moje córki służyły w armii. Powinny być artystkami czy naukowcami.- Wiesz, że nie my o tym zadecydujemy. W Unii każdy dostaje pracę zgodną ze swoimi umiejętnościami, a nie chceniem rodziców.- Wiem o tym. Lecz nie mogę powstrzymać myśli, że nie tylko ty będziesz sie narażał dla nas, ale też Tekena.- Nie przejmuj się. Jeszcze przed nią 6 lat nauki. Zapewne odechce się jej po pierwszym tygodniu treningu polowego. A teraz chodź tu. – przytulił mocno żonę.Następny dzień był szczególny. Dain, korzystając z urlopu zabrał żonę i córki na piknik. Dzieciom chciał pokazać wulkaniczny region Garethia, gdzie spędził z Inarą miesiąc miodowy.Gdy wraz z Tekenią stał na punkcie widokowym, a Inara zabrała Jorę do ubikacji, mógł wreszcie porozmawiac z córką.- Tekenio, powiedz mi, jak ci idzie nauka?- Doskonale tato. Nauczyciele mówią, że jestem bardzo bystra.- A kontakt z kolezankami z drużyny?- Szanują mnie i poważają moje decyzję jako dowódcy.- Słyszałem, że sama zaproponowałaś karę dla jednej z nich złapanej na całowaniu się z chłopakiem.- Tak, zaproponowałam. Uznałam, że kara będzie dla niej i dla drużyny odpowiednia.- Ja też tak uważam, praca społeczna jest lepsza niż bicie. Szczególnie przy noszeniu.- Tak, tato.- Chcesz zostać gulem? – zapytał wprost.- Mama ci powiedziała?- To nie jest odpowiedź. Przełożony pyta, ty konkretnie odpowiadasz.- Tak, chcę.- Jesteś tego pewna?- Tak.- A byłaś kiedyś na Jehaldaroku? Tam ćwiczą przyszli żołnierze. Wszędzie śnieg, lód i wiatr. - Wiem o tym, I zamierzam podołać tym wyzwaniom, bo chcę służyć Unii.- Jesteś pewna swoich słów. Zobaczymy co powiesz za 3 miesiące. Wtedy zbierają pierwszych ochotników na 2 tygodniowy trening wśród pustkowi. Jak wrócisz i nadal będziesz chciała to ja nie będę robił problemów.- Naprawdę? Ale mama...- Chce byś malowała.- Nienawidzę malowania. Rysowania też.- Moje dzieci nie będą robić tego co niecierpią. – zobaczył Inarę z Jorą. - Pamiętaj, jak wrócisz z kursu to porozmawiamy.Po obejrzeniu aktywnych wulkanów na trzech ogromnych górach, wrócili do ośrodka. Na początku Inara była wściekła na decyzję Daina, ale informacja, że 95% kandydatek nie wytrzymuje pierwszego tygodnia kursu uspokoiła ją znacznie. Za to Tekenia szalała z radości, była kochana i posłuszna. Nawet pozwalała się tarmosić przez Jorę, która wcześniej wg niej była „małym, wstrętnym bachorem”.Kolejne dni upływały na beztroskim wypoczynku i wycieczkach. Jedną z ważniejszych było muzeum, gdzie zgromadzono eksponaty związane z kosmicznym programem Gara – jednoczyciela Kardaz.Gdy kończył się 7 dzień pobytu gula na ojczystej planecie i oraz przepustka dla Takenii, Dain połączył sie z Antharmą. Miał nadzieję, że nie odbierze Daina.
- Tu glinn Kretar. O, witam kapitanie. Póki co żadnych nowości. Zostałem z drużyną ochrony i patrzymy na ręce stoczniowcom przy pracy. Mamy pełen raport co wymieniają. I to czego nie powinni montować, a zrobili. Mniejsza o to. Jest parę informacji do Pana, ale nakazano mi nie przeszkadzać.... - spokojnym i wyuczonym głosem mówił szef ochrony
- Prześlij je do ośrodka, gdzie obecnie jestem. Zaraz je odczytam.Po chwili został poinformowany o nadejściu wiadomości. Zgrał je na padda, wpisał kod deszyfrujący i zaczął odczytywać.
Wiadomości były trzy. Pierwsza informowała a zamontowaniu ulepszonych disruptorów na pokładzie Antharmy oraz o zwiększeniu liczny promów i wielkości kontyngentu piechoty w związku z profilem misji. Drugą pozdrowienia z weekendu w górach od Dainy, Ampri i Deleba. Dołączyli hologram pokazującyc ich w jednej z gorących jaskiń w tamtym paśmie. Miłe wakacje. Ostatnia sprawiła że zagryzłeś mocniej zęby.
Do Gula Tarena:
Jesteś obserwowany. Spróbują pokazać Tobie swoją władzę...
Podpisu nie było...
Mógł się tego spodziewać. Kasta tak łatwo nie odstąpi, bo miała wyjątkową wpadkę. Dlatego przesłuchanie było takie krótkie, nic na niego nie mieli. Ciekawe co wymyślą.Po odebraniu wiadomości poszedł do apartamentu, który wynajmowali. Dziewczyny były juz spakowane, więc zabrał 2 tobry i wraz z rodziną poszli na lądowisko. Właśnie przyleciał prom, który przywiózł nowych gości. Tareni wraz z pewnym gulem z Trzeciej Kasty polecieli do Kardaz City.W domu wszystko wyglądało normalnie. Oran potwierdził, że nikt nie próbował się włamać, ani nie znaleziono podejrzanych rzeczy. Ale mimo wszystko zawsze mogły być.Popołudnie siódmego dnia wolnego spędził z żoną i Jorą w ogrodzie. Mała była szczęśliwa, że wreszcie może pobawić się z ojcem i praktycznie nie dawała mu spokoju. Tekenia wróciła już do szkoły i zaczęła nadrabiać zaległości.Wspólny posiłek jest najwazniejszą czynnością dla każdej kardazjańskiej rodziny. Kiedyś było obowiązkowe, żeby wieczorem zbierali się przy stole, w obecnych czasach ekspansji w kosmosie i szybkiego trybu życia nie zawsze było to możliwe. Mimo, że przy stole była tylko połowa rodziny to Dain czuł się szczęśliwy. Nie musiał wyobrażać sobie żony, siedząc w mesie okrętu, nie musiał w myślach przypominać śmiechu Jory, gdy gryzł żelazną rację, bo replikatory wysiadły. Miał to teraz obok siebie i smutno mu się zrobiło, gdy pomyślał, że jeszcze ma 3 dni.Wieczorem położyli córkę do łóżka i mieli czas dla siebie. Nie mieli ochoty na seks, więc Inara wyjęła trójwymiarowe szachy, jedną z nielicznych federacyjnych rzeczy, która cieszyła się dużym powodzeniem wśród obywateli Unii. Pojedynki miedzy małżonkami były długie i męczące. Dain, doskonały taktyk, nie wachał się stosować gambitów i budował misterne pułapki, Inara, spokojna i logiczna w walce, broniła się umiejętnie i eliminowała nieosłonięte figury męża. Prawie zawsze do końca nie było wiadomo, kto wygra.Po 3 godzinach bitwa dobiegła końca. Dain zastosował menewr "desantu" z wyższej planszy i wybił potężną dziurę z formacji obronnej Inary. Próbowała się bronić, ale wtedy do akcji wkroczyły nieużywane wcześniej gońce i po kilkunastu ruchach król białych nie miał dokąd uciekać.- To była dobra gra. - rzekł krótko Dain. Było już po północy, więc pocalował żonę i zgasił światło.
