Forum › Fantastyka › Star Trek › Pytania
Właśnie naszło mnie pytanie.Czy ktoś wie jak długo żyją Ferengi?
Na memory-alpha widnieje, że mogły przekraczać 100 lat.
Do tego to sam doszedłem.Chodziło mi o jakaś bardziej szczegółową liczbę.120? 140?Ludzie też teoretycznie żyją ponad 100 lat ale jak to wygląda w praktyce każdy widzi.
Nasunęło mi się kolejne pytanie. Jest jakiś problem z lataniem w warp na 'krótkich' dystansach? DS9 nie jest tak daleko od Bajor a oni ciągle latają promem po 5 godzin tam i z powrotem. Przy użyciu napędu warp podróż zajęłaby przecież tylko chwilę.
Latanie w Warp wewnątrz systemów gwiezdnych jest uznawane za coś dziwnego i trafia się rzadko. W sumie nie wiadomo dlaczego tak jest, może trudno wyhamować i można "wyrżnąć" w planetę, być może "ze względów ekologicznych", bo niszczy się podprzestrzeń. Np. w DS9: By Inferno's Light Defiant tak leci, ale gdy pada rozkaz by to zrobić, to Kira jest zdziwiona. Była tu kiedyś dyskusja na tem właśnie temat.
W finałowym odcinku Sisko leci ze stacji na planetę powstrzymać Straszne Zło i dociera tam w kilka minut właśnie - pewnie wtedy użył warp.
Z tego co pamiętam to latanie w warp wewnątrz układu jest zakazane z powodu jakiś uszkodzeń podprzestrzeni.W TNG o tym było.
E.. nie. Wewnątrz systemów nie latano w warp jeszcze przed zrobieniem przez parę naukowców wielkiego bum i pokazania, jak się niszczy barierę między podprzestrzenią i normalną przestrzenią przez używanie warp. Poza tym nie jest to zakazane, raczej traktowane jako nierozsądne. I w TNG i w DS9 raz czy dwa użyto napędu warp wewnątrz systemu, ale zawsze w nadzwyczajnych przypadkach. Co ciekawe, nikt nie lata wewnątrz systemu w warp, nawet Borg.A dlaczego tak jest? Bo tak jest. Chociaż to i tak niewiele zmienia, bo E-D zazwyczaj działa tak:- Sir, dolatujemy do ukłądu XYZ.- Wyjść z warp, kurs na planetę ABC.- Aye, biorę kurs. [tu parę sekund przerwy] Zbliżamy się do orbity...Poza ewidentną potrzebą chwili (pościg za Borg czy chwytanie Zmiennego chcącego wysadzić słońce) loty wewnątrz układu trwają sekundy nawet na napędzie impulsowym.--A co do Klingonów i ich zdolności... echem, 50-paro letni kapitan okrętu, uważający walkę za anomalię, a ćwiczenia taktyczne za zabawę nieźle dawał radę dwóm klingońskim zabójcom. O rannej kobiecie robiącej ręcznie kuku jednemu przerośniętemu wojownikowi nie wspomnę. Mam wrażenie, że Klingonie, poza wyjątkami w rodzaju Worfa, to raczej tacy chłopcy na testosteronie z siłowni. Wiele gadają, wyglądają groźnie, ale jak przyjdzie co do czego...No i wybaczcie, ale jakbym miał dokonywać abordażu na stację, to wolę jednego Quarka, niż 10 wojowników KSO. Ferengi przynajmniej wie, że do ataku potrzebna jest duża giwera i dziesięć planów rezerwowych na wypadek, gdyby coś poszło nie tak w dziesięciu głownych.
A poza tym, Klingoni to chyba mieli być synonimem sowietów w epoce TOSa? Z których Federacja (Zachód) kpiła na każdym kroku --> uważacie się za potęgę, ale i tak Wam dokopiemy. Dużo gadania, przechwalania, straszenie, a gdy przychodzi co do czego, to jednym palcem Was położymy.
To akurat wiadome 🙂 Takie było właśnie założenie. Poza tym przypomnij sobie ST VI, gdzie imperium klingońskie stanęło na skraju upadku i pojednało się z federacją, potem spójrz na rok, w którym film wyszedł 🙂 Niektóre odniesienia do ówczesnej sytuacji politycznej aż biją po oczach :Pps. Nie wspominając już o klingońskim obozie koncentracyjnym, na który wysłano Kirka i McCoya i który bardzo przypominał te sowieckie.
ST VI jest tak oczywistym nawiązaniem do ówczesnej polityki, że aż szkoda o tym dyskutować 🙂 Wspaniałomyślny Zachód wyciąga pomocną dłoń do upadającego ZSRR. I znowu jesteście słabi.
Wiesz, takie były fakty, że ZSRR po prostu upadł. Wyścig zbrojeń i Afganistan ich wykończyły.
Przecież nie twierdzę, że było inaczej. Piję raczej do tego, że kolejny raz Star Trek podkreśla siłę myśli amerykańskiej.
Przecież zawsze tak było...Planeta Yanków i Komów gdzie deklamowali Deklarację Niepodległości. Język angielski jako uniwersalny język Federacji. (W SW jest zdaje się basic.)
