Forum › Fantastyka › Inne sci-fi i pozostałe gatunki › Polska Literatura Fantastyczna
A Tarantino to jest niby wybitny tak? A ten: https://youtu.be/MfqPIs4JNPI ?
Szeroka problematyka jest tu poruszona o bogatej symbolice.
Tatusiek czyli Jakusz reprezentuje patriarchat. Nie uczy się on niczego i jest krańcowo bezmyślny. Ja jestem Jakusz i zaraz wam walnę - to jest jego poziom i pomimo częstego dostawania w comber nie dokonuje żadnej refleksji.
Kler z kolei to jakieś degeneraty wrzeszczące itp.
Najważniejszym jest, że mamy tu przedstawioną ideową dogmatykę następnego etapu w świetle dialektycznych przeciwieństw:
Homoseksualizm jest wrodzony ale można se wybrać orientację. Albo przyczyną jest przemoc wobec młodego.
Mamy też potworność zabiegu reorientacji. Pora sobie zadać pytanie, czy warto było? Dodatkowo autor używa terminologii zastrzeżonej typu mowa nienawiści.
Nieno, ja widzę różne wymienione elementy i nawet - wbrew pozorom - pewne zniuansowanie (dlatego wolę od "Daliana"), ale to jest - po prostu - jeden z gorszych kawałków polskiej prozy jakie znam. (Albo autor się wypalił, albo uznał, że jak po kontrowersyjny temat sięgnie, i jeszcze torturami przywali, to się nie musi wysilać, bo i tak mu to wezmą.)
Sądząc po reakcjach jednak jest celne
Jak ktoś narobi na dywan w salonie, to też gotów burzliwe reakcje wywołać, i jest nawet cały nurt współczesnych sztuk wizualnych, który całkiem świadomie jedzie na - dosłownie - takich efektach. Do mnie jednak podobny typ artyzmu nie przemawia.
Język nawiązuje do debaty publicznej czyli do Lempart. To plus.
Achai zaś nie czytałem bo odmówiłem za nieumiejętność pokazania arystokracji.
I nie chodzi o burzliwość reakcji a o ich niezborność
Język nawiązuje do debaty publicznej czyli do Lempart.
Lempart i inne uczestniczki wiadomych protestów zaczęły publicznie używać ostrzejszego języka dobry rok po ukazaniu się w/w opowiadania.
bo odmówiłem za nieumiejętność pokazania arystokracji.
Jak chcesz fajnie - co nie znaczy: realistycznie - pokazanej arystokracji - sięgnij po "Piekło i szpadę".
Na zachętę:
https://polter.pl/ksiazki/Pieklo-i-szpada-fragment-w6444
Oni tam nawijali po takiemu już dawno tylko się kryli.
Szpadę czytałem zaś.
Oni tam nawijali po takiemu już dawno tylko się kryli.
Jak się rozmawia na salonach, zresztą nie tylko okołoPOwskich, to wiem od dawna, i żadne Lwy nagrane ani Sowy nagrywające mnie w tym względzie nie zaskoczyły (skądinąd i krajowa fantastyka o temat nie raz aluzyjnie zahaczyła - Sapkowski w "Wiedźminach", Dukaj w "Ruchu Generała"...), ale nie o tym mówiliśmy...
Szpadę czytałem zaś.
I jakie wrażenia?
Godzenie w biesa mową nienawiści jest fajne jako pomysł. Wywołuje pewne zmieszanie. Ogólnie religianci tamtejsi mają coś z Madderdina, gdzie palikot został zbluzgany.
Natomiast owa szpada jakoś mi nie podeszła.
Natomiast owa szpada jakoś mi nie podeszła.
A zaczytywałeś się w Dumasach w młodszym wieku? (Bo IMHO ma to wpływ na odbiór.*)
* Czy taki np. fragment nie jest czysto dumasowski?
"Jeden wszakże gość nie bardzo się obrotnemu karczmarzowi podobał. Był szlachcicem, i to chyba zamożnym. Pił jednak wstrzemięźliwie, jadł niewiele, nie opłacił noclegu. Zdawało się, że czeka na kogoś. Może jednak było inaczej, bo czas płynął, a szlachcic wciąż samotnie trwał w swoim kącie, nie przejawiając nawet śladu irytacji, czy zniecierpliwienia.
Mniej więcej godzinę po północy, wprawne ucho gospodarza pochwyciło stukot końskich kopyt na majdanie. Zaspanego pachołka siłą trzeba było wyganiać z kąta, w którym drzemał.
- Nuże, obwiesiu! - ponaglał rozeźlony pryncypał. - Cóż to, darmo chlebem gardło napychasz? Nuże, gość zajechał!
Jednak nim pachoł pobiegł, by pokazać drogę do izby i zająć się koniem przybyłego, drzwi otwarły się, wpuszczając chłodną noc i porywy wiatru, niosącego pierwsze krople wzbierającej ulewy. Podróżny zatrzymał się na progu, wzrokiem ogarniając rozochoconych biesiadników, potem spieszącego ku niemu wyrostka i oberżystę.
Drzwi pozostały otwarte, kilka głów zwróciło się ku nim. Chciano wołać, że zimno... Zamiast tego, głosy milkły kolejno.
Mężczyzna - był to szlachcic ogromnego wzrostu i barczysty, odziany w szkarłat i czerń - przytrzymywał lekko kapelusz z białym pióropuszem, drugą rękę zaś opuścił na gardę rapieru. Twarz zdradzała lat najwyżej czterdzieści, jednak wąsy i niewielka bródka były gęsto przetykane siwizną. Oczy, skryte pod namarszczonymi brwiami, spoglądały uważnie, badawczo ale i - by nie rzec: wrogo...
Pachołek, przewiercony tym spojrzeniem, wystraszył się wyraźnie, bo stanął, popatrując to na gościa, to na oberżystę.
Cisza trwała przez parę długich chwil.
- Szukam kogoś - rzekł szlachcic, bez słowa powitania i najwyraźniej nie zamierzając postąpić dalej w głąb izby. Wymawiał wyrazy z cudzoziemska, trudno jednak powiedzieć, jaki był ojczysty jego język.
Zaraz potem przenikliwe spojrzenie pobiegło ku mrocznemu zakątkowi izby. Siedzący tam od wielu godzin szlachcic powstał i, skinąwszy głową, uczynił dwa kroki w stronę szkarłatnego olbrzyma.
- Czekam na kogoś - rzekł równie zwięźle, spoglądając z uwagą.
Człowiek ten mógł mieć lat tyle samo, co przybyły. Ustępował mu wzrostem, nosił się jednak równie dumnie i godnie. Odziany był w barwy zielone, brązowe i czarne, podkreślone białymi koronkami.
Obaj mężczyźni przez chwilę oceniali się wzrokiem, po czym wymienili ukłony. Przybysz usunął się cokolwiek, by dać tamtemu przejście przez drzwi.
- Wielmożni panowie - zagadał oberżysta, odzyskując głos - po nocy... w taką noc...
Mężczyzna w szkarłacie cisnął coś do góry; oczy wszystkich podążyły za złotym migotaniem. Karczmarz chwycił monetę i ze zdumieniem patrzył na dukata z książęcej mennicy, wartego więcej, niż dwaj ludzie mogli przejeść i przepić w trzy dni. Gdy uniósł wzrok, by dziękować - szlachciców już nie było."
http://katedra.nast.pl/artykul/1294/-Kres-Feliks-W-Pieklo-i-szpada/
Dumas jest fajny a szpada średnia. Jakaś taka ciężka w czytaniu.
Z innej beczki. Mniej znane opowiadanie Oramusa - "Natychmiastoidalne rozbroicestwienie symferdaka":
http://galaxy.uci.agh.edu.pl/~joanna/strony/oramusver1/symfer.htm
I garść archiwalnych wywiadów z M.O.:
http://galaxy.uci.agh.edu.pl/~joanna/strony/oramusver1/dobrze.htm
http://galaxy.uci.agh.edu.pl/~joanna/strony/oramusver1/ciemne.htm
http://galaxy.uci.agh.edu.pl/~joanna/strony/oramusver1/trojboj.htm
http://galaxy.uci.agh.edu.pl/~joanna/strony/oramusver1/abran.htm
Achaja na nowo odkryta:
Achaja
To jest po prawdzie dziwny wieloksiąg, bo i większość zarzutów, które jej stawiano jest jak najbardziej zasłużona, i - faktycznie - można tam wygrzebać różne głębsze myśli czy perełki (niekoniecznie wyrafinowanego, ale jednak) dowcipu*.
* Np. tę:
"Prawdziwą trudność miał jednak przed sobą oficer, dowódca zmiany miejskiej straży danego dnia. Długo krążył w ciasnej izbie, klął i złorzeczył. To patrzył na zgromadzone na stole sakiewki, to znowu w okno, szukając natchnienia. Wreszcie wzruszył ramionami, usiadł za stołem, wziął ryzę papieru, inkaust i pióro. Zaczął pisać, z wyraźnym wysiłkiem formułując myśli. Skończył, spocony jak mysz, w jakieś dziesięć modlitw później. Skrzywił się, jakby bolały go zęby i na miękkich nogach powlókł się do kwatery dowódcy garnizonu.
- Masz raport? - Hylen kierował miejską strażą od wielu lat. Nie zwrócił jednak uwagi na skwaszoną minę podwładnego. Zmarszczył brwi i odsunął papier od oczu - na starość lepiej czytało mu się z coraz większych odległości.
"Patrol patrolujący rejon patrolowania okolic Króleskiego parku..."
- Psiamać - zaklął. - "Królewskiego" idioto! W środku jest litera "w"!
"...napotkał sześć trópów należących do obcokrajowców..."
- Bogowie! Jak się pisze "trupów"? A poza tym chodzi o trupy obcokrajowców, czy jedynie trupy, które były własnością obcokrajowców? - zmrużył oczy, żeby odczytać koślawe litery. - Potem rajcy mi głowę suszą o te raporty.
Dowódca zmiany stał bez słowa. Wiedział, że dalej będą gorsze rzeczy i to bynajmniej nie z dziedziny ortografii czy stylistyki.
"Wszyscy oni dnia dzisiejszego postanowili targnąć się na żywot własny, co niniejszym uczynili".
- Cooooooo?!!!
"Pięciu z nich zastrzeliło się z własnych kusz, w tym trzech za pierwszym razem nie wycelowało dobrze i musieli ponownie założyć bełty, by nimi się razić. A jeden to strzelił do siebie aż cztery razy, zanim wycelował dobrze i się ubił..."
Hylen przełknął ślinę. Oczy mu wyszły z orbit. Wyciągnął rękę ponad stołem.
- Dawaj! - warknął.
Dowódca zmiany włożył sakiewkę w nadstawioną dłoń. Hylen potrząsnął głową i czytał dalej.
"Jeden natomiast z obcokrajowców musiał czuć do siebie szczególny żal. Najpierw raził się z kuszy, chcąc pewnie ugodzić się w samo serce, ale nie wycelował dobrze, raniąc swą nogę od tyłu w łydkę. Następnie zaczął okładać się kolbą kuszy, a potem zadał sobie siedemnaście ciosów własnym nożem, godząc w klatkę piersiową, ale głównie, właściwie, to w plecy..."
- W plecy, kurwa, się raził?!!! Nożem?!!!
"...następnie wyrwał z płotu pozłacaną sztachetę i dalejże się nią okładać okrutnie, co zeznali jak następuje świadkowie..."
- Dawaj - jęknął Hylen, wyciągając powtórnie dłoń.
"...następnie zawzięty okrutnie na swój żywot samobójca wdrapał się na mur okalający park i skoczył na trawę, oddając ducha..."
- Bogowie! - ryknął Hylen. - Przecież ten mur... Tfu!... murek, ma raptem dwa łokcie wysokości! Jak to się wdrapał i skoczył na... trawę? Nie mogłeś, pacanie, napisać chociaż, że uderzył głową w jakiś korzeń?
- Tam nie ma korzenia...
Hylen po raz trzeci wyciągnął dłoń po sakiewkę. Dopiero potem opatrzył dokument własnym podpisem, klnąc przy tym i złorzecząc.
— Następnym razem, półgłówku, napisz, że korzeń był, ale go zbójcy potem ukradli. Taaaaaaa... — Hylen po patrzył ciężkim wzrokiem na leżące przed nim sakiewki. — Taaaa... Samotność i zły los często do samobójstwa przywodzą, nawet i sześciu ludzi naraz — zerknął na swojego podwładnego. — Mniemam jednak, że po stronie samotności i złego losu żadnych strat nie zanotowano, co?
— A gdzie tam, szefie. Te samotności i złe losy poszli później chlać do knajpy."
