Hmm... to moze ja tez cos opublikuje na forum? 😉 To "cos" powstawalo rownolegle z opowiadankiem Vashara. No moze troszke dluzej. Mam nadzieje, ze sie Wam spodoba. Tradycyjnie nalezy pamietac, ze podobienstwa do prawdziwych osob i zdarzen jest calkowicie przypadkowe, wiec wysylanie do autora ponizszego textu listow z pogrozkami, dosypywanie trucizny do herbaty itp. bedzie oznaczalo kompletny brak poczucia humoru. 😉 Ostrzegam rowniez, ze wzgledu na dosc drastyczne sceny, nie powinny tego czytac osoby o slabym sercu. ;> Aha, jeszcze prosba o zaniechanie jedzenia i picia w czasie lektury - nie chcialbym byc odpowiedzialny za zmniejszenie liczby uzytkownikow na forum. 😉
Chorąży Gromulanka, główny oficer medyczny w świetnym nastroju wracała z mesy do ambulatorium. Wciąż rozkoszowała się wspomnieniem pyszego budyńku, który zjadła przed chwilą na deser. Na myśl o chrząsteczkach w nim zawartych na jej twarzy pojawił sie wredny uśmieszek... Bardzo wredny. Oczywiście zniknął on w momencie, gdy chorąży wychodziła z turbowindy - ktoś mógłby zacząć coś podejrzewać. Już była blisko drzwi do ambulatorium, gdy z bocznego korytarza usłyszała wesołe "Kochanie..." skierowane w jej stronę. Odwróciła się rozpoznając głos Vassala. Był jak zwykle rozradowany, widząc swoją ukochaną. Jej knujek... Znów zobaczyła te maleńkie serduszka w oczach zapatrzonego w nią Romulanina, gdy ten się zbliżał. Tym razem jednak w jego radosnym uśmiechu zauważyła coś więcej niż zadowolenie ze spotkania. Była w nim duma. Z jej obserwacji niewątpliwie wynikało, że Vassal dokonał czegoś wyjątkowego i chciał się tym pochwalić.- Hmm - zaczęła standardowym romulańskim hmmnięciem, jak to miała w zwyczaju, jeszcze zanim Vassal zdążył powiedzieć słowo. - Coś uknułeś - stwierdziła ze stuprocentową pewnością, co sprawiło, że porucznik poczuł się trochę zbity z tropu. Jej romulańska przenikliwość nawet jego potrafiła zaskoczyć. - Tylko co? - zapytała wpatrując się w niego spod lekko zmarszczonych brwi. Jej wzrok sprawił, że Vassal, mimo iż był prawie o głowę wyższy od niej, zaczął czuć się jakiś taki... mały. Jednak szybko odzyskał pewność siebie.- Ja nic złego nie zrobiłem - odpowiedział z niewinnym wyrazem twarzy. - To znaczy, zależy dla kogo... - w tym momencie niewinność ustąpiła miejsca wrednemu uśmieszkowi. CMO z zaciekawieniem nadstawiła swoje romulańskie uszka, a Vassal wesoło kontynuował:- Poszliśmy z T'Reserem do holodeku, żeby udoskonalić trochę program szkoleniowy FO...- Znowu? Od kilku dni próbuję przywrócić go do stanu używalności po niespodziance urodzinowej, a ty znów coś zmieniasz?- No to co? Załoga będzie miała z czego się pośmiać - wredny uśmieszek nie znikał mu z twarzy. - Mieliśmy sporo czasu, bo kapitan wezwała go akurat na naradę...- FO był na naradzie? - ponownie mu przerwała. Zdziwiła się trochę, dlaczego pierwszy oficer nie odwiedził ambulatorium, jak to zwykł robić po większości zaciekłych dyskusji z kapitan.- Ekhm - Vassal chrząknął, chcąc przypomnieć Romulance o swojej obecności. Ta szybko przerwała rozmyślania i wróciła do rzeczywistości. - No więc byliśmy w holodeku - CSO próbował ukryć nutkę irytacji w głosie. - Wpadłem na pomysł, żeby do programu dodać...- Wiesz... - znów jakby niechcący weszła mu w słowo, co tym razem sprawiło, że mocno zacisnął szczęki. - Muszę wracać do ambulatorium. Może później opowiesz?Vassal zaniemówił. Tak bardzo chciał się pochwalić tym, co wynikło z jego knucia, jak powstawał jego mistrzowski plan zrobienia kolejnego żartu FO, a ona teraz po prostu idzie do ambulatorium?! Jak tak można?! Był zdruzgotany. Trudno byłoby sobie wyobrazić większe rozczarowanie od tego, które malowało się teraz na jego twarzy.- Ale... ale... - próbował coś wykrztusić. - Ale nie wiesz, co wymyśliliśmy.- Później i tak pokażesz mi zapis z holodeku. Poza tym - lekko zmarszczyła czoło - o tej porze masz chyba wachtę na mostku. Też powinieneś wracać. Pa - pożegnała go uśmiechem i udała się w stronę drzwi do ambulatorium.Vassal nic nie odpowiedział.- Ech... - westchnął smutno i ze zrezygnowaną miną ruszył powoli w kierunku turbowindy. Uszedł zaledwie kilka kroków, gdy z zamyślenia wyrwał go głos kadetki DarkBaby zbliżającej się z naprzeciwka.- Witam poruczniku - przywitała wesoło Romulanina. Zatrzymała się, widząc jego kwaśną minę. - Coś się stało?Gdy Vassal ją zobaczył, smutek na jego twarzy błyskawicznie zniknął, ustępując miejsca wesołości i dość figlarnemu uśmieszkowi. Ta zmiana nastąpiła tak szybko, jakby to Q dokonał jej swoim pstryknięciem palców.- Nie, nic się nie stało - odpowiedział zapominając o troskach kilku ostatnich chwil. - Właściwie to dobrze, że się spotykamy.- Tak? - DarkBaby spojrzała podejrzliwie na porucznika.- Planuję coś zrobić w holodeku i hmm... Potrzebowałbym małej pomocy.Błysk w jego oku całkowicie rozwiał wątpliwości kadetki. Porucznik Vassal jak zwykle coś knuł.- Otóż... - zaczął, ale dalsze słowa uwięzły mu w gardle, a twarz nagle skamieniała. Dopiero teraz dotarło do niego, że jego romulańskie uszy zarejestrowały tylko jedno syknięcie drzwi, gdy jego ukochana wchodziła do ambulatorium. Jedno, nie dwa! Drzwi się nie zamknęły! DarkBaby pytająco spojrzała na Vassala. Ten ze strachem w oczach zaczął się powoli odwracać. Kropelki zimnego potu pojawiły się na jego czole. Był pewien, że ona tam stoi i patrzy. Wiedział, co sobie pomyślała. Wiedział też, że to źle się dla niego skończy. Wreszcie ją zobaczył. Gromulanka stała w drzwiach. Po jej miłym wyrazie twarzy i zwykle słodkim uśmiechu nie zostało ani śladu. Furia, wściekłość - to było można teraz zobaczyć. Jej oczy płonęły gniewem.- Kochanie, to nie tak, jak myślisz - wydusił z siebie cienkim głosem, jednocześnie próbując zrobić najbardziej niewinną minę, jaką umiał.- CO JA MÓWIŁAM O KADETKACH?! ZNOWU DO HOLODEKU ZAPRASZASZ?! - wściekły wrzask zagrzmiał w korytarzach pokładu piątego. Vassalowi wydawało się, że cały okręt zadrżał, ale to tylko pod nim nogi się ugięły.- No to powodzenia - kadetka DarkBaby nie zamierzała czekać na rozwój wypadków. Poklepała porucznika po ramieniu i dość szybko udała się w bliżej nieokreślonym kierunku. Każdy przecież wie, że nie należy się mieszać w prywatne sprawy Romulan.W tym czasie CMO na chwilę zniknęła za drzwiami. Gdy po kilku sekundach wróciła, Vassal z przerażeniem dostrzegł, że jego najdroższa trzyma w rękach straszliwą broń.- Nie! Tylko nie cegły! Ja nic nie zrobiłem! - próbował się bronić. Doskonale wiedział, że trafienie romulańską cegła bojową Mark VII może skończyć się tragicznie. Jednak Gromulanka nie miała zamiaru słuchać i zanim Vassal zdążył powiedzieć coś więcej, pierwsza z trzech widocznych w rękach wściekłej chorąży cegieł mknęła w jego kierunku.W jednej sekundzie setki myśli przeleciały przez całą jeszcze głowę porucznika. Co robić? Kryć się? Nie ma gdzie. Może uciec? Zdąży? Mogłoby się udać. Nie! Nie będzie uciekał. Poradzi sobie. Przypomniał sobie holosymulację, którą stworzył kilka tygodni wcześniej, by być przygotowanym na takie właśnie sytuacje. Dziesiątki godzin spędzonych na trenowaniu unikania szybko lecących cegieł teraz miały okazać się jego ratunkiem. Przynajmniej miał taką nadzieję. Zmarszczył brwi, stanął w lekkim rozkroku i zacisnął pięści. Już nie było odwrotu.Pierwsza cegła zbliżała się z zawrotną prędkością, pozostałe były tuż za nią. Vassal pamiętał, że modele Mark VII mają systemy naprowadzania. Musiał czekać do ostatniej chwili, inaczej zdążyłyby zmienić swój kurs. Wyglądało, jakby znieruchomiał ze strachu, ale on wiedział, co robi. W ostatnim momencie w mgnieniu oka wychylił się w prawo, wykonując skręt tułowia, co sprawiło, że pierwszy śmiercionośny pocisk ze świstem przeleciał obok ramienia zwinnego Romulanina. On jednak nie miał ani chwili, by się z tego cieszyć. Kolejne zagrożenie było tuż tuż. Błyskawicznie wykonał drugi manewr uchyleniowy w przeciwną stronę i następna cegła minęła go, tym razem jednak niemal poczuł jej muśnięcie przez materiał munduru na prawym ramieniu. Było blisko. Celem trzeciej była głowa porucznika. Vassal nie miał wyboru, wykonał szybki skłon do tyłu, wyginając się prawie w pałąk. Ledwo zdążył. Cegła świsnęła tuż nad nim. Udało się! Niestety nagły i ostry ból w plecach przypomniał mu, że tego manewru jeszcze zbyt dobrze nie opanował. Jednak była to niska cena za ocalenie skóry.Oczywiście nikt nie zwrócił uwagi na to, że cegły poleciały dalej. Prawie nikt. Dociekliwy Kardasjanin, kadet Tim właśnie wybiegł zza zakrętu, zaintrygowany wściekłym krzykiem, który usłyszał kilka korytarzy dalej. Zatrzymał się, by zobaczyć, co się dzieje. Nawet nie zauważył pierwszej z romulańskich cegieł, gdy ta śmignęła tuż obok niego i z hukiem wbiła się w ścianę, przy której stał. Tim aż podskoczył. Z przerażeniem w oczach zauważył pokaźną dziurę niecały metr w lewo od miejsca, w którym stał, i odruchowo zaczął przesuwać się w przeciwnym kierunku. Wtedy z drugiej strony coś gruchnęło - pocisk uderzył z taką siłą, że z bocznej części korytarza posypały się odłamki. Kadet Tim zasłonił twarz rękami, jednocześnie próbując odsunąć się choć kawałek od miejsca uderzenia, jednak będąc nadal w szoku i nie panując nad sobą w pełni, stracił równowagę i przewrócił się.- AAA!! Ktoś nas atakuje! - wydał z siebie paniczny krzyk, próbując wstać. Ledwo się podniósł, gdy ostatnia z cegieł grzmotnęła w ścianę, zasypując Kardasjanina kolejnymi odłamkami. Niewiele myśląc zaczął uciekać w kierunku, z którego przybiegł.- Czerwony alarm!! Jesteśmy atakowani!! To abordaż!! Czerwony alarm!!! - krzyczał z całych sił, oddalając się szybko od miejsca szokującego zdarzenia.Tymczasem Vassal, trzymając się za plecy, powoli się prostował. Dumnie spojrzał na Gromulankę.- Ha! - zakrzyknął triumfalnie, ale zamiast zaskoczenia lub rozczarowania dostrzegł u niej wredny uśmieszek. Mina mu zrzedła w momencie, gdy zrozumiał, co jest tego powodem, ale było już za późno. Po korytarzu rozniosło się echo głuchego uderzenia, a na twarzy Romulanina pojawił się duży prostokątny odcisk. Po sekundzie powietrze w tym miejscu zafalowało i dało się słyszeć dźwięk zdejmowanego kamuflażu.- Ha! - odpowiedziała takim samym tonem, widząc że prototyp romulańskiej cegły Mark VIII z maskowaniem jej nie zawiódł.Vassalowi gwiazdy zawirowały przed oczami i tym razem nie było to bajorańskie niebo. Zachwiał się raz, potem drugi, aż w końcu padł jak długi na środku korytarza. Potem była już tylko ciemność...* * *Czas na mostku płynął dość leniwie. Każdy próbował znaleźć sobie jakieś zajęcie. Dowództwo po cichu omawiało jakieś ważne i tajne sprawy, porucznik T'Reser, udając, że przeprowadza diagnostykę systemów, przeglądał bazę danych w poszukiwaniu zdjęć atrakcyjnych Romulanek, Trillek, Bajoranek i innych przedstawicielek płci pięknej, a chorąży MegaTwo, widząc, że nikt nie zwraca na niego uwagi, zaczął po cichu dobierać się do konsoli, w której, o czym wszyscy dobrze wiedzieli, FO chował zapas romulańskiego piwa.Nagle na mostek wpadł roztrzęsiony kadet Tim. Początkowo z przerażoną miną próbował coś wykrztusić, pokazując kierunek z którego przybył, ale nikt na mostku nie potrafił go zrozumieć. Wreszcie wziął głębszy oddech i krzyknął:- Pokład piąty jest atakowany!! Wyślijcie ochronę!!Wszyscy obecni popatrzyli na niego z niedowierzaniem. Kapitan i FO spojrzeli na siebie, a potem na porucznika T'Resera, który bez słowa zaczął trochę nerwowo sprawdzać wewnętrzne sensory statku.- Na pokładzie piątym... nic się nie dzieje - stwierdził z ulgą, analizując dane z konsoli. - Jedynie niewielka awaria w sieci EPS blisko ambulatorium. Sąsiednie pokłady też są czyste.Wszyscy znowu popatrzyli na Kardasjanina. Ten przez chwilę poczuł się lekko zmieszany, jednak po chwili zastanowienia znów zaczął się gorączkować.- To Borg! Odcięli wewnętrzne sensory, żebyśmy nie mogli ich wykryć, i teraz nas zasymilują!T'Reser przecząco pokręcił głową, jeszcze raz dla pewności sprawdzając systemy statku. Wszystko było w porządku. Na twarzach dowództwa dało się zauważyć rozdrażnienie.- Ale... przecież... - Tim nie wiedział, co to ma znaczyć. Przecież widział, co się stało! O mały włos uniknął śmierci! Jak to możliwe, że nikt inny o niczym nie miał pojęcia? Zdezorientowany oparł się o jedną z konsol, próbując się uspokoić i zebrać myśli. I nagle przyszło olśnienie. W jednym momencie strach ponownie go ogarnął, a oczy wyszły mu na wierzch. - Kasta Obsydianowa - wyszeptał ze zgrozą. - Chcą się mnie pozbyć!! - wrzasnął zapominając o tym, że nie jest sam, i zniknął z mostka jeszcze szybciej, niż się na nim pojawił.Załoga jeszcze przez chwilę milczała zdumiona tą niecodzienną sceną. MegaTwo pierwszy przerwał ciszę:- Trzeba by go wysłać do ambulatorium, CMO mogłaby mu dać jakieś ziółka - z całych sił starał się zachować powagę, ale było widać, że długo nie wytrzyma. - Chyba że już jakieś zażył.Ekipa mostka ryknęła śmiechem. Porucznik T'Reser już chciał coś dopowiedzieć, ale w tej właśnie chwili włączył się interkom.- Ambulatorium do mostka - zabrzmiał trochę niepewny głos Romulanki. Wszyscy szybko spoważnieli. Chorąży zamilkła na krótką chwilę, po czym kontynuowała: - Na pokładzie piątym zdarzył się... mały wypadek.- Jaki wypadek? - od razu zapytała zaintrygowana kapitan.- Cóż... Nic wielkiego się nie stało - odpowiedziała niewinnie Gromulanka. - Tylko... porucznik Vassal leży nieprzytomny w ambulatorium.- Nieprzytomny? - FO poderwał się z fotela. - Ja tam pójdę - powiedział do kapitan i szybko udał się w kierunku turbowindy.Załoga popatrzyła zdziwiona, ale nikt nie zdążył o nic zapytać. FO zniknął za drzwiami, a pozostali w oczekiwaniu na jakieś wieści wrócili do swoich zajęć.* * *Porucznik Vassal powoli zaczął odzyskiwać świadomość. Pierwsze, co do niego dotarło, to potworny ból głowy. Odzyskując kolejne zmysły poczuł, że leży na łóżku. Próbował sobie przypomnieć, co się stało. O dziwo nie pamiętał, żeby FO organizował jakąś imprezę, kadet Tim też w ostatnich dniach nie załatwił żadnej ciekawej dostawy. MegaTwo? Nie, też nie. To skąd ten ból głowy?Starając się dojść do jakichś wniosków, otworzył wreszcie oczy i uniósł głowę. Wszystko, co widział, było jakieś rozmazane, nieostre, a ilość światła z początku utrudniła mu rozpoznanie pomieszczenia. Ambulatorium? Tak, to ambulatorium. Tylko co on tu robi? Ból głowy znów dał o sobie znać, a teraz poczuł, że również twarzma obolałą. Wreszcie zauważył kogoś przy konsoli w dalszej części pomieszczenia.- O, obudziłeś się.Uśmiechnął się słysząc głos swojej najdroższej. Widząc, że idzie w jego stronę, opuścił głowę z powrotem na łóżko.- Co mi się stało? - zapytał zdziwiony, dotykając opuchniętej twarzy. - Nic nie pamiętam...Gdy nie usłyszał odpowiedzi, znów się uniósł.- Kochanie?Nadal nie mógł skupić wzroku. Dostrzegał jedynie, że Gromulanka coś trzyma w dłoniach. - Co tam niesiesz?Chorąży znów się nie odezwała. Jednak im bliżej się znajdowała, tym dokładniej Vassal widział kształty trzymanego przez nią przedmiotu. Wreszcie go rozpoznał. Natychmiast przypomniał sobie, dlaczego znalazł się na łóżku w ambulatorium i przeraził się. Jedyne, co zdołał jeszcze wydobyć z gardła, to przeraźliwy krzyk:- NIE!!!* * *"Co tam się mogło stać? Vassal pewnie znowu jakiś numer wywinął" - zastanawiał się komandor czekając, aż turbowinda dotrze do celu. - "Ciekawe co tym razem przeskrobał. W ambulatorium i nieprzytomny?" - próbował się domyślić.Tymczasem drzwi się otworzyły i FO szybkim krokiem wyszedł na pokład. Po drodze zastanawiał się dalej:"Na pewno porządnie dostał po głowie. Czyżby znów jakąś Trillkę...?"Nagle przerwał rozmyślania i stanął jak wryty. Nie spodziewał się tego, co zobaczył. Przed nim w korytarzu znajdowało się istne pobojowisko. Gruz na podłodze, ściana w ruinie, a z największej z trzech dziur w niej wybitych co chwilę wystrzeliwał snop iskier z naruszonych przewodów EPS."No tak, teraz wiadomo, skąd ten atak paniki u kadeta Tima" - pomyślał widząc zniszczenia.Zmarszczył czoło, zastanawiając się, ile czasu CEO będzie zabierał się za naprawę tych uszkodzeń. Chyba lepiej będzie samemu kogoś wyznaczyć, ale to później. Teraz trzeba znaleźć winnych. A wiedział, gdzie ich szukać. Szerokim łukiem obszedł złowrogo iskrzące przewody w ścianie i ruszył w stronę drzwi do ambulatorium. Groźna mina i zaciśnięte szczęki komandora nie wróżyły nic dobrego.- Co się stało w tym korytarzu?! - niemal krzyknął, wpadając do pomieszczenia. - Kto to zro...FO zamarł. Przed jego oczami rozgrywała się wstrząsająca scena. Chorąży Gromulanka stała przy łóżku, na którym leżał porucznik Vassal, i bombardowała głowę oficera naukowego uderzeniami trzymanej w dłoniach romulańskiej patelni wielofunkcyjnej.- Ja ci dam kadetki! - krzyczała, raz po raz wymierzając ciosy. - Jeszcze do holodeku zapraszasz!?Vassal starał się zasłaniać rękami najskuteczniej, jak mógł, ale niewiele dało się zrobić przeciwko wprawionej Romulance. Co chwilę w ambulatorium rozlegało się dźwięczne "bęc", po którym następował jęk porucznika.- Moja głowa! Nie bij! Aua! Ja nic nie zrobiłem! - próbował się bronić.- Ale chciałeś!! - CMO bezlitośnie kontynuowała tortury.Komandor był tak zaskoczony tym widokiem, że w pierwszej chwili patrzył z szeroko otwartymi oczami, jakby nie wierzył, że to się dzieje naprawdę. Opamiętał się dopiero po kilku sekundach. Niewiele myśląc, szybko podbiegł do Romulanki. Ta nawet nie zauważyła, gdy chwycił za patelnię i wyrwał ją z jej rąk.- Co tu się dzieje?!Chorąży zaniemówiła, widząc FO. Dopiero teraz sobie przypomniała, że przecież sama wzywała mostek. Troche zakłopotana spojrzała na Vassala, potem na patelnię i znów na komandora. Romulanin odetchnął z ulgą, jednak nadal trzymał się za obitą głowę i pojękiwał z bólu.- Cóż... - CMO zaczęła niepewnie. - Sytuacja trochę wymknęła się spod kontroli...- To jest trochę? - komandor wskazał na leżącego na łóżku Romulanina. - On wygląda, jakby przeszedł po nim oddział Klingonów! A co się stało w korytarzu?- Cegły... - odpowiedziała cichutko, uśmiechając się niewinnie. Jednak zanim FO zdążył jakoś zareagować, znów zrobiła srogą minę i podniosła głos:- Ale on chciał zaciągnąć DarkBaby do holodeku!Pierwszy oficer spojrzał podejrzliwie na CSO.- Nieprawda! - zaprotestował Romulanin, szybko siadając na łóżku. Jednak od razu złapał się za głowę i jęknął, gdy ból znów o sobie przypomniał. - Ja nic nie zrobiłem.- Jak to nie?! Myślał, że nie widzę. Zachciało mu się kręcić z kadetkami, to teraz ma! - chorąży żywiołowo tłumaczyła komandorowi, co zaszło. Ten, przyglądając się sprzeczce, początkowo wyglądał na mocno zdenerwowanego, ale z każdą chwilą coraz bardziej pobłażliwie patrzył na to, co się dzieje. Teraz już nawet zaczynał mieć problemy z ukrywaniem rozbawienia.- Nie kręcę z kadetkami! - odpowiedział Vassal, z oburzeniem patrząc na Romulankę. - Ja nie jestem F...- Ekhm! - komandor chrząknął i spojrzał na niego pytająco.Porucznik ugryzł się w język i postanowił szybko zmienić temat, żeby odwrócić od siebie uwagę.- Ona... Ona jest wredna! - powiedział z wyrzutem, wskazując na Romulankę.Chorąży warknęła. Jej wzrok od razu padł na romulańską patelnię, którą FO nadal miał w rękach. Gdy zauważył, co się święci, szybko schował niebezpieczny przyrząd za plecami.- Dość już - powiedział stanowczo. - Korytarz przy ambulatorium w ruinie, głowa porucznika w podobnym stanie, a kadet Tim... wpadł w panikę, bo myślał, że atakuje nas... Borg.W tym momencie komandor mimo woli się uśmiechnął.- Borg? - Gromulanka cicho zachichotała.Tylko Vassalowi nie było do śmiechu. Macał teraz obolałą głowę.- No dobrze, wystarczy - FO spoważniał, ale groźna mina już nie wróciła. - Jaki jest stan porucznika?Chorąży westchnęła. Dało się zauważyć, że złość już minęła. Sięgnęła po tricorder medyczny i podeszła do łóżka, na którym siedział porucznik. Vassal, nie czekając na polecenie, położył się i w milczeniu patrzył, jak CMO skanuje jego głowę czujnikiem trzymanym w dłoni. Co chwilę wduszała przyciski tricordera, żeby zmienić parametry skanowania i bez emocji odczytywała dane:- Hmm... Niewielkie pęknięcia czaszki... Hm, nosa też... O, stłuczenie kości potylicznej? A tak, to przy upadku... Lekki wstrząs mózgu... - mówiła jakby do siebie. Gdy skończyła wyliczać obrażenia, złożyła tricorder i uśmiechnęła się beztrosko do swojego knujka: - Widzisz? To nic takiego.Vassal tylko się skrzywił. Jednak hypospray ze środkiem przeciwbólowym szybko poprawił mu humor. Gromulanka sięgnęła po kilka przyrządów medycznych i zabrała się za leczenie ran porucznika.- Coś jeszcze, komandorze?FO stał obok i patrzył na nią lekko zszokowany. Nie mógł się nadziwić, jak taka kruszynka dała radę doprowadzić Romulanina do takiego stanu. Co prawda wiedział, że CMO nie ma sobie równych w romulańskiej technice patelniowania, ale tego się nie spodziewał. Głos Romulanki wyrwał go z zamyślenia.- Coś się stało?- Nie, nie, nic. To jak długo będzie tu leżał?- Za dwie godziny będzie jak nowy - uśmiechnęła się wesoło.- Tak szybko? - zdziwił się, ale gdy chorąży zmarszczyła lekko czoło, zrozumiał, że wątpienie w jej możliwości to nie był dobry pomysł. - No dobrze, w takim razie wracam na mostek. A tego proszę już na nim nie stosować - wskazał patelnię trzymaną w dłoni i odłożył ją na jedną z ambulatoryjnych szafek.CMO zrobiła minę niewiniątka. Pierwszy oficer zawahał się przez chwilę, ale gdy zobaczył, że chorąży dalej zajmuje się poszkodowanym, wyszedł z ambulatorium. Jednak jeszcze zanim drzwi się zamknęły, zdążył usłyszeć Vassala:- Au... Moje ucho...Jednak tym razem w jego głosie FO usłyszał nie skargę czy pretensję, a... zadowolenie? Złapał się za głowę."Najpierw demolują pół pokładu" - myślał, idąc do turbowindy - "a teraz... Ech, gorzej niż z Klingonami."Klepnął komunikator:- Poruczniku T'Reser, proszę zająć stanowisko oficera naukowego. Porucznik Vassal wróci na służbę najwcześniej za dw... za trzy godziny.- Tak jest."Może trzeba było powiedzieć, że cztery?" - komandor uśmiechnął się do siebie, wchodząc do turbowindy.KONIEC