Ja się zawsze cieszyłem w takich sytuacjach, bo tłumaczyłem sobie, że już jestem rozbudzony, gotów do akcji i mam cały dzień przed sobą, a tak bym tylko nieproduktywnie spał do północy. W sumie bibliotekę miałem tuż przy Wydziale, więc zawsze mogłem pójść poczytać 😉
Fajnie mieć bibliotekę pod ręką w takich sytuacjach, zawsze można poszukać dziwnych książek, jak podręcznik demonologii czy Ewangeliarz 🙂
...albo poczytać gazety.
A ja kolegę chyba widziałem w poniedziałek lub wtorek ok. 13.10 jak wchodził do rzeczonej biblioteki, zwanej też BUWem.
Też mam bibliotekę pod wydziałem (właściwie to jest mój wydział mat-inf, wydział zarządzania obok i dopiero ksiagozbiór), pieszczotliwie zwana BUŁą, ale wielu ją myli z inną BUŁĄ, która jest studenckim pubem.:P
W każdym razie ostatnio w niej bywam, bo mam okienka między zajęciami a kursem, i w katalogu elektronicznym znalazłam pozycję sztuk 1: Star Trek: Rebelia.
Dobrze, że chociaż tyle... :D. Za to Gwiezdnych Wojen jest za trzęsienie (takie małe trzęsienie, z 10-15 różnych książek się znajdzie).