W piątek wykładowca olał moje zajęcia i wykład, ale nie raczył poinformować dzień wcześniej i jak każdego dnia, zrywam się rano, dojeżdżam na uczelnię, a tu kartka na drzwiach...
Tego dnia miałam w planie tylko TE zajęcia.
Uczelnia... Państwowa... ZŁO.
A spać i tak nie mogłam pójść, bo miałam kurs angielskiego... Zresztą nie potrafię spać w dzień. To jakieś przekleństwo.
Ja się zawsze cieszyłem w takich sytuacjach, bo tłumaczyłem sobie, że już jestem rozbudzony, gotów do akcji i mam cały dzień przed sobą, a tak bym tylko nieproduktywnie spał do północy. W sumie bibliotekę miałem tuż przy Wydziale, więc zawsze mogłem pójść poczytać 😉