Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Lagh Ri'Rihir
- mialem niewpelni sprawne maskowanie. Systema nie sa w pelni sprawne. pozatym nie odwarzyle sie narazac okretu gdy nie mialem zadnych danych na temat systemow. Ale to sie nie powtorzy...
Chwilę później połączenie zostało przerwane, z pokładu Tor'naka została również przesłana wiadomość o formacji i rozpoczęciu ataku. 5 okrętów powoli wbiła się w pole asteroidów nie niepokojona przez kogokolwiek. Miny, systemy obronne wszystko wyłączone. Gdy dotarliście do bazy wokół niej już czekało 10 myśliwców chyba klasy K'Pak. Przynajmniej tak wyglądały. Gdy tylko jedna z Vorch wysunęła się na prowadzenie została ostrzelana torpedami. Pociski udeżały w osłony do czasu aż całkowicie zanikły, jeszcze kilka torped uderzyło w kadłub ale nie wyrządziło znaczących szkód. Gorzej spraw się miała z przeciwnikiem gdyż 9 na 10 zostało zniszczonych pierwszą salwą. Pozostały jeden zwinnie ominął disruptory i torpedy poczym zanurkował pomiędzy asteroidy.
Podczas ataku fralthra trzymala ssie z tylu. Gdy ciezkie okrety dokonywaly masakry obroncow ubezpieczal eskadre przed niespodzianka, jaka mogly by sprawic ukryte pomiedz asteroidami zakamuflowane okrety. Cha'dich, wciaz zakamuflowany ukryl sie w cieniu wieszych okretow, wlaczalajc na moment pelna moc skanerow. Jadynym sladem bylo echo uciekajaceko mysliwca. Lyranski kapitan zwiadowczej jednostki udal sie w niespieszny poscig za nim, jednak nie w celu zniszczenia, a bardziej w celu upewnienie sie czy jest tam kto kto moglby zagrozic im. Po kilku chwilach m,ala jednostka przerwala poscig i wrocila do formacji. Pilot ustawil jednostke ponad grupa, poczym maly BoP zdjal maskowanie, uruchomil tarze i z pelna moca zacza skanowac przestrzen. Po chwili jednak na konsoli lacznosci odezwal sie sygnal ze dowudca chce nawiazac lacznasc. - Przelaczyc na ekran. - Rozkazal Lyranin. Gdy ekran zamigotal, ukazujac twarz dowudcy, Chorazy zasalutowal. - Co ty sobie wyorazasz! - Twarz dowucy wykrzywiala furia. - Panie. To jest idealne miejsce na zasadke. Okrety mogly sie zakamuflowac imiedzy asteroidami i tylko czekac na chwile, w ktorej ktorys z okretow opusci tarcze, czy to do transport, cz kamuflujac sie. a w tedy stanie sie latwym lupem. Nie dostalem scislych rozkazow, wiec robie to co uznaje za stosowne. - Mlody lagh byl pewny siebie, gdyz nie mogl juz bardzeij podpasc dowodcy grupy, tymbardziej, ze wyjasnienie bylo zgodne z prawda. Przed prybyciem grupy w okolicy bylo wiecej jednostek. - natychmiast zlap tamta jednostke. Chce miec pilota. Zywego. - Rozkaz. - Ri`Rihir ponownie zasalutowal. lacznosc zostala przerwana. Nim przebrzmialo echo rozmowy sternik juz wrowadzal zwinny okrecik w szalenczy rajd miedzy asteroidami. Przeciwnik zdazyl juz sie oddalic, lecz wciaz byl w zasiegu skanerow, zas dowodca Fralthry wyzbyl sie subtelnosci. Z wylaczonym maskowaniemna pelnych oslonach , rozbijajac salwami disruptowo co mniejsze asteroidy Cha'Dich gnal na zlamanie karku za celem. Przeciwnik nie spodziewal sie poscigu, tymbardziej, ze czul sie pewnie pod kamuflazem. Jednak gdy Fralthra zbizala sie, mimo zmiany kuru, dowudca K'Pak, czy tez cokolwiek to bylo doszedl do jedynego slusznego wniosku , ze maskowanie go nie chroni, wiec wylaczyl, wlaczajac osloy i zawracajac, by zniszczyc uporczwego napastnika. Lagh jednak liczyl dokladnie na takie zachowanie. Pozwolil przeciwnikowi zbizyc sie na skuteczny zasieg, kryjac sie miedzy asteroidami przed nadlatujacymi pociskami. Mimo iz kilka musnelo oslony Cha'Dich nie wyrzadzily wiekszych szkod. Piersza salwa Fralthry zas trafila dokladnie w cel. K'Pak zadrzal, lecz jego oslony wciaz trzymaly. Walka powoli zamienila sie w walke manewrowa w najbardzie karkolomych warunkach jaki mozna sobie wymazyc, Oba okrety byly bardzo zwrotene. Walka, obserwowana z pewnej odleglosci przypominala taniec. Taniec smierci. Oba okrety obrzucaly sie strumieniami eenegi, ktora anichilowala fragmenty wiekszch asteriod, kruszac w pyl mniejsze. Tymczasem na mostku Fralthry panowalo pelne napiecia skupienie. Co chila trafienia fragmentow skal, zbyt nalych by sie nimi przejmowac, ale na tyle duzych by cos zdialac oslabialy oslony okret. jenak proba ominiecia tych fragnentow dala by przecinikowi pruzewage wiec zaloga zacisakala zambyi gbala do przodu. Takze przecinikowi odalo sie uzyskac kilka trafien - A'Kra - wyzseptal kapitan, bojac sie ze podnoszac glos, rorproszylby uwage sternika - Jak zdejmiemy mu tarcze przenies pilota di pustego magazynu.Komputer lklacznosc z masznownia. Szefie, przgotuj trzeci magazyn do przechwyceniajenca. jak tylko sie pojawi, ogluszyc disruptorami i zwiazac. - Rozkaz.Tymczasem smiertelne zmagania trwaly. Przez pewien czas przewage mial nieznany przeciwnik, gdyz to on siedzial Fralthrze na ogonie, jednak po penym czasie na trasie jednostek pojwila sie spora asteroida. Mlody lyranin wykorzystak szanse. Gdy cien asteroidy przeslogl go na chwile przed wzrokie i sensorami wroga Fralthra zakamuflowala sie i robiac ostry zwrot i pare akrobacj nagle zmaterializowal sie za rufa zaskoczonego przeciwnika. Pelna salwa wzmocniona torpeda przebila oslony K'Pak w tej samej chwili pilot znikal z kabiny, pojawiajac sie w ladowni Cha'Dich. Tam na zdezorieentowanego nieszczesnika czekal usniechniety komitet powitalny z recznymi disruptorami ustawionymi na ogluszanie. Usmiech terranina byl ostatnim swiadomy obrazem zarejestrowanym przez pilota.Pozbawiony sterowania K'pak lecial przez chile prost, po czm zerzyl sie z asteroida, zas jego pogienty wrak dryfowal w przestrzeni. Na mostku fralthry tymczasem zaloga odetchnela poraz pierwszy od dluzszego czasu. - Podniesc oslony. Wracamy do grupy. Powiaddomic dowodce , ze mamy jenca...riri
W tym czasie grupy wojowników z okrętu dowodzącego dokładnie przeczesały całą bazę lecz nie znlazły nic, poza drobnym wyposażeniem i paroma tonami wydobytych rud. Gdy Fralthra wróciła z ładunkiem starszy Lyranin był zadowolony z jej poczynań a także jej dowódcy. Następnym etapem było przesłychanie więźnia a nastepnie wydobycie z niego jak najwięcej przydatnych danych, środki nie miały znaczenia, liczyła się tylko efektywność. Ten zaszczyt starszy Lyranin pozostawił Laghowi Ri'Rihirowi, dowódca Ch'Dicha złapał go a więc więzień jest jego a więc od niego jak się bedzie z nim obchodził. Ostatnią kwestią jest odnalezienia grupy która tu urzędowała pod czujnym okiem imperium klinońskiego, odnalezienie i wybicie, do ostatniego członka, do ostatniego okrętu, choć w dzisiejszych czasach niszczenie sprzętu który może się przydać jest mało inteligentnym pomysłem.
Wiezien zostal umieszony w celi. Zaraz po tym cisnienie wewnatrz pomieszczenia, ziostalo obnizone o 10%, podobnie ze skladem powierza , w ktorym zawartosc tlenu roniez zostala obizona. Na suficie palilo sie jasne swiatlo. nikogo nie bylo w sasiegu wzroku. Lagh obserwowal wieznia na monitorze. - Posilki podawac w losowych odstepach czasoych. pierwszy za...3 godziny, naspetny po 14, potem 6 godzin przerwy... wiecie o co chodzi. Swiatlo ma byc zapalone 24 godziny na dobe. cisniecnie zmieniac terz w miare przypadklowo w granicach +-15% normalnego, co kilka godzin , ale unikac rytmu. To maja byc zmainy w przypadkowych momentach. i zakaz odzywania sie do wieznia.Jeniec usiadl w rogu celi. Przez kilka minmut kontemplowal pomieszczeenie, jednak wiedzial ze z niego nie ucieknie. byl zmeczony, ciezko mu sie oddychalo. i do tego to swiatlo...Minelo kilkanascie godzin. Wiezien sie przespal, dostal posilki, zachowywal sie spokojnie. Po kolejnej dobie zaczal zdradzac oznaki zdenerwowania.Piec dni po schwytaniu, do celi weszlo dwoch zamaskowanych zolniezy. zalozyli mu na glowe kaptur, skuli rece za plecami i zaczeli gdis prowadzic. Po kilku minutach zostal posadzony na stolku. zdjeto mu kaptur, nim jednak zdolal cos zobaczyc, zostal oslepiony przez skierowane w oczy reflektory. dwoch zolnieze trztmalo mu dlonie na ramionach, przypominajac, ze wyrwanie sie jest bezcelowe. nagle gdzies z przodu doszedlo glos: - Jak sie nazywasz?Jeniec usmiechnal sie. nic im niepowie.Godzine wczesniejKapitan i pierwsz oficer Fralthry siedzieli w mesie. Towarzyszala im oficer z grupy uderzeniewej, ktora dolaczyla do nich na prosbe Ri'Rihira.- Jenca nie wolno bic. bol pozwala mu sie skoncentrowac. Trzeba go wybic z koncentracji , pozwolic by jego podswiadomosc zdradzila to co chcemy wiedziec....- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?... glosy zmianialy sie. Ciezko powiedziec co ile. Raz mowil mezczezna, raz kobieta , raz mezczyzna z troche dziwnym akcentem. owtarzali jedno pytanie- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?Spodziwal sie bicia, ale na razie nie spadaly zadne ciosy- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?byli smieszni. On byl wojownikie i nie zdradzi im spojego imienia.- Jak sie nazywasz?Przeciez jego i mie jest teraz jedynym co posiadal.- Jak sie nazywasz?imie i honor...- Jak sie nazywasz?nic im niepowie- Jak sie nazywasz?nie powie im ze nazywa sie....riri
W czasie gdy Lagh przesłuchiwał więźnia, grupa uderzeniowa przeszukiwała pobliską przestrzeń w poszukiwaniu zbiegów ale na nic się to zdało. Fralthra jak i jej ludzie dostali rozkaz odczekaniu tutaj na transportowiec który zaminuje całe to pole asteroid z zamiarem jej destrukcji. Ririhir będzie miał dość czasu na wydobycie z więźnia czegoś wartościowego. Czas przybycia transportu 50 ludzkich godzin.Tymczasem na Cha'DichuSeanse braindancu nie najlepiej wpływały na stan zdrowia psychicznego jeńca, kolejne fazy doprowadzały go szaleństwa, w chwili gdy zaczynały się modlił się o ich koniec, przeklinał swych oprawców ale to co wpojono mu za młodu miało przygotować na takie chwile, długie i męczące chwile. Ciągle to samo pytanie- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz...W pewnej chwili przestał nawet na nie reagować, zyczył sobie smierci byle się to skończyło, nie tak go uczono, miał umrzeć z honorem a nie skamląc jak pies o łaskę bożą w postaci śmierci, ale już nie mógł, nie miał już sił, chciał .... sam już nie wiedział czego chce, może nawet nie chce już niczego byle by nastał koniec, ale wiedział tylko jedno, ta mysł ciągle powracała do niego, to co kiedyś ojciec mu powiedział, a raczej wpoił mu batem na gołą skurę. - Nikomu nigdy nic nie powiesz nawet jeśli by mieli cię zabić, inaczej sam poderże ci gardło, jak wieprzowi - srogie brwi ojca zawsze mu to przypominały gdy go widział. ...ciągle pytania- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz...Jeniec w pewnej chwili osunał się na ziemie, ciężko dyszał, w głowie kłębiły się myśli, bezładnie, bez celu, powoli odpływał...W tym czasie technicy z transportu zdążyli zaminować pole, jeden z Vorcha z dodatkowymi skanerami, został aby pomóc Fraltchrze w ewentualnym zniszczeniu przeciwnika. Tak minęło kolejne 70h jak narazie bezowocnego czekania, ale chyba coś drgnęło. Po 5 dniach od momentu schwytania, gdy już niemógł znieść pytań, rzucił się na jednego z klingonów z ochrony w nadzieji że ten złamie mu kark. Tak gwoli uściślenia jeniec jest klingonem, odmiana rasy z obrzeży, jaśniejsza skóra, mniejesze wypustki kostne, drobniejsza budowa ciała.
Lyranin przechadal sie po mostku- Jak tam nasz wiezien?- Chyba powoli mu odbija - odpowiedzial pierwszy oficer- Chmmm- Lyranin zamruczal - doskonale. Kontynuujmy,. Pamietajacie, jakby probowal cos sobie zrobic, ogluszyc. On ma byc zywy. Jest wojownikiem, to widac, al newet on sie zalamie.Jeniec siedzial w swojej celi nie potrafil sie skupic. Znowu weszlo dwuch zamaskowanych zolniezy, i wyciagnali go na przezslchanieCiemny pokuj. Swiatlo w ocyzy...- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?......- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?Inny glos.- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?- Jak sie nazywasz?Widzial przed soba twarz ojca.- Jak sie nazywasz?riri
Jeniec powoli rozumiał że tak łatwo nie dadzą mu się zabić, trzeba tylko czekać na odpowiednią chwilę. Patrząc przez mocno zmrużone oczy jeniec ledwo wyłapywał co się wokół niego dzieje, czekanie na ten upragniony moment całkowicie go wyczerpywało. Do celi weszło dwóch klingonów aby zmienić wartę, lekkie migniecie kolorów, wszystkie zmysły jeńca zaczęły pracować na najwyższych obrotach.- Co z nim - Twardy jest, nie to co te chłystki z federacji- Prześpijcie się - Zgoda Nagle w głowie jeńca zaświtała jedna myśl, oto nadeszła właściwa chwila, 4 klingoni przez ułamek sekundy nie spoglądali na niego, to wystarczyło aby podjąć decyzję o zakończeniu swojego żywota. Decyzję podjął już dawno temu teraz potrzebował tylko kilku sekund, chwila nieuwagi jego oprawców a w powietrzu rozszedł się dzwięk łamanego karku, poprawie mówiąc skręcanego karku. 4 klingoni zareagowali natychmiast sięgając po broń obezwładniającą, ale było już za późno.
Kapitan Fralthry spal powyczerpujacym przesluchaniu gdy nhagle obudzil go dzwiek komunikaora.- Taaak - ziewnal w strone uzadzenia- Kapitanie jest problem z jencem...popelnilk samobujstwo...Kapitan chial sklac ich na czym swiat stoi ale sie powstrymal - Chce miec dokladny raport za 5 minut, z nagraniem monitoringu celi. - Tajest. - Drugi oficer byl zdumiony spokojem kapitana. Ale nie okazywal tego.Lagh zakonczyl transmisja i usiadl na lozku. Tego jeszcze brakowalo. No coztrza bedzie znowu stoczyc bitwe ze "starym" klingonem. Podszedl do umywalki, przeplukal twarz i ubral mundur. 5 minut pozniej wkroczyl na mostek. Wszyscy zainteresowani stali juz tam czekajac na niego.- Dobrze wiec jak to sie stalo? Prosze opowiedziec.- jeniec wykorzystal sekunde nieuwagi przy zmianie warty. Skrecil sobie kark. Zresta to jest bagranie z kamery. - Na ekranie pokazana byla scena samobojstwa. - Nie pytam sie jak sobie to zrobil, tylko dlaczego mu na to pozwolono. - glos kapitana byl zimy jak stal - Przez nieuwage... - Przez niuwage to mozna wpasc pod samochod. dokonczymy to pozniej. Rozejsc sie . i wywolac szefa...riri
Na ekranie pojawił się lekko podstarzały klingon, z bardzo niewyraźną miną, chyba miał kiepski dzień a i podwładni nie postarali się aby zmienić tą sytuację.- Czego - ciężki głos aż wibrował w uszach..
Lyranin popatrzyl w oczy "dowodcy" i spokojnie odezwal sie:- Chodzi o jenca. Skrecil sobie kark. Wolal umrzec niz cos powiedziec. - Kapitan przerwal czekajac na reakcje przelozonego.riri
- Ty niekompetentny.... z ust klingona pod adresem Lagha Ri'Rihira padło wiele obelg które tylko najwytrwalsi byłby wstanie znieść w kompletnym milczeniu i spokoju - ... może to zadanie będziesz wstanie wykonać jak należy i nie splamić honoru twojego rodu, wysyłem wszystko co potrzebne, jeśli zawiedziesz poczujesz co to służba na moim okręcie - natychmiast połączenie zostało zkończone. Oficer łącznościowy potwierdził odbiór danych. Faktycznie słyszałeś wiele opowiwadań o sadystycznych zapędach twojego przełożonego, na jego okręcie możesz tak szybko awansować jak stracić życie. Zadanie na pierwszy rzut oka wydaje sie być łatwe do zrealizowania, a mianowicie 10 ly stąd jest kolonia, od kilku dni nie odpowiada ona na żadne próby nawiązania łączności, kolonią dowodzi niedawno mianowany Sogh Risw, kolonia składa się z kilkuset budynków mieszkalnych oraz garnizonu piechoty, jej zadanie to patrolowanie lokalnej przestrzeni i utrzymywanie porządku, co jak widać nie za bardzo im wychodzi skoro dowództwo wzięło się za nich. Twoim zadaniem będzie przejęcie dowódcy pod zarzutem niekompetencji oraz zdrady Imperium.
- Ty niekompetentny.... @&$§%&(cenzura)...może to zadanie będziesz wstanie wykonać jak należy i nie splamić honoru twojego rodu, wysyłem wszystko co potrzebne, jeśli zawiedziesz poczujesz co to służba na moim okręcie -
Lagh sluchal wiazaki przelozonego ze spokojem ktorego moglby mu pozazdoscic Vulkan. Gdy dowodca skonczyl, zasalutowal, po czym stary klingon skonczyl polaczenie. kapitan popatrzyl na swojgo pierwszego oficera.
- Gotowosc bojowa. Raport maszynowni. - powiedzial zmeczonym glosm
- Maszynownia zglasza gotowosc. Wszystkie systemy sprawne i gotowe!
- Dobra. Powiadomic komntrole ze odlatujemy. Podniesc maskowanie i odlatujemy z pola.
- Rozkaz.
Maly statek odcumowal od stacji , po czym zamigotal i znknal. Kilka minut pozniej sternik zaeldowal:
- Opuscilismy pole asteroidow.
- Kurs na podane wspolzedne, pelna predkosc.
- Rozkaz. - Okret przyspieszyl i zniknal i systemu, tym razem fizycznie.
kapitan pozostal w fotelu. Po chwili milczenia znowu zaczal wydawac rozkazy
- Dobra. Na razie na mostku pozostaje 2 oficer, i rezerwowa zmiana w maszynowni. treszta - macie wolne. Tryb zmian normalny. I oproznijcie cele z powietrza. Nie chce zeby sie delikwent rozlozyl podczas podrozy. - Kapitan skonczyl i wstal. Drugi oficerskina glowa, i zasalutowal. Kapitan oddal salut i opuscil mostek. Wraz z nim wyszedl pierwszy ofice i sternik. Drugi oficer pozostal sam. Siadl przed konsola i wpatrywal sie w dane skanera. Nic sie nie dzialo. kapitan udal sie do swoje kabiny, gdzie rzicil sie na luzko i zasnal.
5 godzin pozniej
Pisk budzika wyrwal Lyranina ze snu. Powoöi podniosl glow i popatrzy sennie po pokoju. A tak... czas objac wachte. Podniosl sie z koi i leniwym krokiem udal sie do toalety. Po krotkim przysnicu wlozyl swiezy mundur wyszedl z kabiny kierujac sie do malej mesy. Okret Klasy Cha'Dich z racji malej zalogi mial tylko jedno wspolne pomieszczenie przeznaczone do sporzywania posilkow. gdy Ri'Richir wszedl, zastal juz tam pierwszego oficera.
- Czolem, kapitanie.
- Spocznij. Co tam dobrego dzisiaj w replikatorze? - Kapitan sie usmiechnal.
- To samo co zwykle.
kapitan podszedl do urzadzenia, zamawiajac spora porcje miesa z Lyranskiego odpowiednika kurczaka i siadl naprzeciw swojego zastepcy.
- A'Kra, co sadzisz o ostatnich wydarzeniach? - spytal swojego zastepce.- Szczerze...
- Ciezko powiedziec. Mielismy pelnic normalna sluzbe a wpadlismy chyba po uszy w ...
- Fakt. najwyrazniej bylismy w zlym miejscu i zlym czasie. Ale sluzba sluzba.
- Fakt. Tylko to bardziej przypomina sposob dzialania Romulan niz Floty Imperium.
- Hmm...- kapitan przytaknal przezuwajac porcje sniadnia - Cala ta sprawa mi sie niezbyt podoba. Ale co tam. Przynajmiej jest ciekawie
- O tak... Zyjemy w ciekawych czasach. - Mlody klingon zasmial sie dosc glosno - A tak apropo, co zrobic z cialem?
- Coz na razi niech sie konserwuje w prozni, potem sprawimy mu szybkiw wystrzelenie w przestrzen. Umarl z honorem, a to tzrba docenic, nawet u wroga. - Kapitan zrobil powarzniejsza mine. - Szkoda tylko ze w ten sposob mamy wiecej problemow. - Przez chile jedli w milczeniu. Po kilku minutach Pierwszy oficer wstal i przeprosil dowodce
- Ide na mostek, jesli kapitan wybaczy...
- Idz, zaraz tam dojde. - Kapitan zostal sam.Dokonczyl posile i wszedl na mostek. A 'Kra siedzial przy konsoli ficera taktycznego, wpatujac sie w skazania skanerow. Kapitan siadl na fotelu dowodcy. Rzucil okiem na wskazania systemow. Wszystko bylo w normie.
4 i pol g odziny pozniej
- Kapitanie, 20 minut do celu.
- Alarm bojowy. Wszyscy na stanowiska. - Na statzku rozlegla sie syrana. Po chwili na mostku zjawila sie reszta obsady. Z maszynowni tez nadszedl raport gotowosci.
- Dobra. Po wejsciu do systemu, pasywny skan okoilicy. Na razie pelna gootwosc.
Przez parenascie minut na mostku panowala cizsa. W koncu steernik zameldowal
- Wychodzimy z Warp.
- Pelny pasywny skaln rejonu... - Ze stanowiska taktycznego dobiegll glos Kadeta A'Kra...
riri
Po chwili na panelu A'Kra ujżał spis całego złomu który akurat znajdował się w tym obszarze, nie było tego wiele, parę transportowców, parę drapieżnych ptaków, kilka myśliwców, okręty poruszały się dość ospale, widać nikomu tutaj nie bardzo chciało się przykładać do powierzonych im zadań. Gdy Cha'Dich zbliżył się na dość bliską odległość od jednej z planet na której znajduje się chyba jedyne większe skupisko istot rozumnych, na ekranie pojawiła się twarz Lyranina, kwadratowa głowa, zmierzwione włosy i mętny wzrok dopełniał paskudnego wyglądu jaki prezentował.- Czego tu?? - osobnik ten wypowiedział to tak niezrozumiale i dadatkowo lekko podniesionym głosem
Kapitan zasalutowal i odpowiedzial:" Mam pilna wiadaoosc dla Sogh'a Risw. Do przekazania osobiscie. " Przerwal na chwile, probujac dojrzec dojrzec stopien swojego rozmowcy." Transportuje sie na planete. podajci koordynaty."Wylaczyl fonie i odwrocil sie do pierwszego oficera."Drugi idzie ze mna. macie mniecaly czas namierzac i byc gotowymi do transportu. Podejmiecie nas razem z celem.""Rozkaz"Kapitan przywroci fonie i czeka na odpowiedz swojego rozmowcy.R1
