Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Glinn Jasad
Zaczeło sie ostateczne starcie. Twoi żołnierze granatnikami i ostrzałem zaporowym spróbowali zmusić Terran do ukrycia się. Sam też strzelałeś, ale jakoś niecelnie.Wtedy nadleciały siły powietrzne. Ponownie pojawił się prom i ścigacz. Pierwsze strzały poszły tam gdzie były gatlingi, w jednym miejscu ich umocnienie zamieniło sie w górę rozpryskujących się flaków i ziemi.Jednostki latające nawróciły i piechota rzuciła sie do ataku. Resztki drużyny z lewej strony nawet nie uszły pięciu kroków, gdy ocalały gatling sciął ich jak zboże. Potem operator broni zmienił kąt ostrzału i to ty znalałeś się w niebezpieczeństwie. Ale tylko przez chwilę, potężna eksplozja wyeliminowała wroga.Gdy Terranie starcili swą przewagę ogniową poszło ow iele łatwiej. Trup po obu stronach padał gęsto, ale Kardazjan było więcej. Do tego jeden ze ściagaczy przejechał po uciekających z okolic wejścia ludziach i wtedy sprawa była juz przesądzona.Dopadliście okolic bunkra, znajdowało się kilku rannych Terran, jeden próbował podnieść broń, ale zaraz jego ręka zamieniła sięw w spalony kikut.- To chyba koniec, kapitanie. Oprócz tych rannych reszta gryzie glebę.Nagle śmigneło w powietrzu i prom, stojący kilkanascie metrów za wami zaczął pikowac w dół.
Sprawnie, z zimną krwią oceniłem skuteczność pobliskich osłon... rzuciłem się i miałem nadzieję że jestem bezpieczny od eksplozji spadającego promu.
Prom wrył sie kilka metrów od ciebie, ale na szczęście nie eksplodował. Wybuchło za to miejsce, gdzie stał właściciel wyrzutni rakiet. Żołnierze rozbiegli się by znaleźć jego ewentualnych kolegów."Cholera, jestem uwięziony w promie. Proszę o teleportację, mam połamane nogi."
Pobiegłem za moim oddziałem, jakby nie patrzeć miałem specjalne zadanie do wykonania... Po drodze rozejrzałem się po trupach, myśląc o tym jak wiele Terran musiało tu zginąć.
Taki niestety był ich los - wiedzieli, że zginą, chcieli tylko zabić jak najwięcej wrogów.Przeszukaliscie okolice i znaleźliście tylko trupy lub szczątki. Było też troche ciał Klingonów, którzy nie zdążyli się schowac w schronie.Pilot został przeniesiony na Reklara, a tymczasem dostałeś ze statku wiadomośc, że jakiś Klingon awanturuje się i żąda rozmowy z dowódcą. Był uratowanym z jednego z bunkrów odbitych przez Ja'Roda i nie pozwolił się ponownie przenieśc na planetę. Był podobno kimś waznym.
Przypominając sobie kogo miałem szukać, postanowiłem się spotkać z awanturnikiem klingonem... jednak nie chcąc by coś mnie odciągnęło od bunkra, rozkazałem go przyprowadzić do siebie.
W odpowiedzi z Reklara doszedł stek przekleństw, bo Klingon opierał się transportowi, ale za chwilę zamigotało i był przy tobie wraz z żołnierzem co go pilnował.- Do ciężkiej cholery! Mówiłem, ze tu nie wrócę, tu nie jest bezpiecznie. Co tak się gapisz glinnie? Nawet nie wiesz kim jestem.
Przyjrzałem się uważnie Klingonowi i powiedziałem: -Być może wiem. - rozejrzałem się czy nikt nie obserwuje naszej rozmowy - Pozwolisz, że skontaktuję się na chwilę z moim okrętem? - spojrzałem znacząco na mojego towarzysza.
Słysząc twój ton lekko zbladł.- Tak, może się pan skontaktować. - nerwowo rozglądnął się po okolicy, ale tylko gdzies daleko słychac było kilka strzałów.
=/=Jasad do Ael. Czy to ten Klingon, którego szukamy?=/= zapytałem szeptem do komunikatora.
-Więc, Johnie Bailey, jesteś już bezpieczny. - powiedziałem Terranowi podającemu się za Klingona i czekałem z uśmiechem na reakcję.(mimo wszystko mając w pogotowiu uzbrojenie...)
- To już wiedziałem na statku. Nie musiałem być przenoszony tutaj. Teraz... chciałbym się stąd wynieść. Rebelianci przybyli pewnie po mnie...
-Dobrze więc... - powiedziałęm i połączyłem się z okrętem:=/= Jasad do Reklara. Dwóch do przesłania.=/=
