Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Glinn Jasad
Teleportery nie były tak wydajne i żołnierze pojawiali się w grupach.Od razu jak pojawiłes się na powierzchni to ktoś pociagnął cię na ziemie. Narastał świst, że aż uszy bolały. Po chwili ucichł, a budynek jakieś 100 metrów od ciebie zakwitł ognista różą.- Mają moździerze! - krzyczał ten co cię trzymał. Był to Ja'Rod. - Zaczeli atak chwilę po moim przeniesieniu. Posłałem już 4 drużyny do pomocy. Reszta jest jeszcze na Reklarze lub schowała się koło ratusza z rannymi.Zaczął narastac kolejny świst.
Wsłuchując się postarałem się wyznaczyć najlepszy kierunek ucieczki i jakąkolwiek zasłonę. Machnąłem na Ja'Roda żeby pobiegł za mną. Gdy schowaliśmy się za jednym z budynków, zapytałem:-Mają inhibitory?
Następny pocisk trafił w mały skrawek zieleni, tworząc ogromną fontannę ziemi.- Sugeruje wycofanie do ratusza, tam jest trochę naszych i punkt dowodzenia. Rebelianci są jakieś 3-4 przecznice stąd. Wiekszość z nich ma zakłócacze, więc nie możemy ich namierzyć. Ci którzy nie mieli już sa w atmosferze i płoną.
Podążyłem za sugestią Ja'Roda. Ruszyliśmy w kierunku ratusza. Pamiętając niedawne wydarzenia zapytałem: -Jak ręka?
Ja'Rod przywoiłał gestem 3 żołnierzy z twej teleportacji, ukrywających się po drugiej stronie ulicy. Gdy kolejny pocisk eksplodował to szybko podbiegli do was.- Osłaniajcie nas, gdy bedziemy się cofać. Potem osłonimy was. - rozkazał.Słychac już było wymianę ognia. Rebelianci posuwali się do przodu i pierwsza linia oporu obrony całkowicie załamała się.- Z ręką całkiem dobrze. - wysapał, gdy ukryliście się za murkiem kwietnika. - Prosze się nie martwic odwrotem. Zostawilismy kilku snajperów. Będą strzelac Terranom w plecy, gdy ci natkną się na drony.Tak trwała wasza podróż - to wyskakiwałeś ty z Ja'Rodem, przebiegaliście kilkanaście metrów, potem dobiegali do was żołnierze. Byliście juz w poblizu ratusza, gdy zaczęły sie problemy. Jeden z żołnierzy dostał w rękę i padł na ziemię. Nagle koło was zaczeły uderzać pociski.
Oddałem kilka strzałów na ślepo z garłacza. Starałem się opierać moje celowanie na natężeniu krzyków ofiar.
Kilka twoich strzałów nie trafiło, ale wreście doczekałes się upragnionego:- Aaaaa!!! Moja ręka! Oni obcieli mi rekę!Jednocześnie pozostali twoi kompanii otworzyli ogień. Od razu zastrzelili tego bez ręki, bo latał wymachując krwawiącym kikutem i jego kumpla, który próbował go odciągnąć. Pozstawało jeszcze trzech. Ci mieli gdzieś zabitych i walili w was.
Nie pozostawało mi wiele. Dalej kontynuowałem ogień na ślepo, tym razem opierając się na dźwiękach strzałów przeciwnika.
Wy,iana ognia trwała. Rebelianci byli dobrze wyszkoleni i udało im się zabić jednego z twoich podwładnych. Innego prawie, wydawało się, że to tylko kwestia czasu nim was wykończą. Co gorsza, odgłosy walki przybliżały się, to znaczyło, że Terranie zdobywali teren.Kolejny żołnierz dostał w głowę i pozostał tylko jeden oraz ty i Ja'Rod. Ten zabił jednego przebiegającego wroga. Nagle za wami dobiegło niski, buczący, metaliczny dźwięk.Nad wami przeleciała metalowa kula pomalowana w barwy maskujące. Z boków wysuneły się dwa gatlingi. Terranie zaczeli do niej strzelać, ale miała pole osłonowe. Po chwili zaczęła koncert z dwóch luf...Ogień dezruptorów pokrył cały obszar przed wami. Rebelianci momentalnie zostali zabici, trafienie kilkukrotnie. Z kuli dobiegł zniekształcony głos:- Kapitanie, prosze natychmiast udać się do ratusza. Tam mamy centrum obrony. Tymczasem ta drona wspomogę obronę.Gatlingi schowały się, a kula pomknęła dalej.
Dałem znak Ja'Rodowi żeby za mną podążył i pobiegłem w stronę ratusza.
Razem pomogliście rannemu, który lekko słaniał się na nogach.Mimo bliskości walki nikt nie przeszkadzał wam w marszu. Ale nagle Ja'Rod zwolnił. Przed wami, cichuteńko zza rogu wyszli trzej Terranie. Zmierzali tam gdzie wy, ale nie popatrzyli czy ktoś jest za nimi.
Kiwnąłem głową Ja'Rodowi i zacząłem celować w Terran tak żeby ściągnąć ich jedną salwą. Pokazałem Klingonowi że na trzy strzelamy i zacząłem cicho odliczać:-raz...dwa...TRZY - nacisnąłem na spust.
Twój pierwszy strzał trafił Terranina w głowę. Skonał nim pojął co go zabiło. Druga żyletka uderzyła kolejnego w plecy i padł bez jak ścięty na ziemię. Ostatni spróbował cos zrobić, ale wtedy dostał z broni Ja'Roda.dwóch ludzi nie żyło, ale ten trafiony w plecy wciąż zył. O dziwo wcale nie krzyczał, tylko zdziwony szeptał:- Moje nogi... Nie czuję nóg...
Dobiłem go szybkim strzałem i pobiegliśmy dalej do ratusza. Wiedziałem, że mogłem wyciągnąć być może z niego jakieś informacje, ale nie chciałem oszczędzać moich ludzi kosztem Terran.
Do ratusza było blisko, mineliście kolejną przecznicę i zobaczyliście prowizoryczną barykadę. Jakis starszy Klingon próbował do was strzelić, ale na szczęście został powstrzymany.Gdy przedostaliście się do środka budynku to zobaczyliście totalny chaos. Kilkanaście Klingonów biegało między stanowiskami i tylko twoi podwładni, których było kilku próbowało wprowadzic porządek.Podszedł do ciebie żołnierz.- Sierżant Atet. - przedstawił się. - Dobrze że pan tu jest. Terranie prą do przodu. Gdyby nie nasz operator to pewnie dawno juz tu by byli. - wskazał na operatora dron, który siedział sobie cicho i miał założony na głowę hełm z kablami, jego ręce schowane były w rekawicach z tymi samymi kablami. Obok niego stała rozbebeszona drona w której grzebał mechanik. - Ubił juz 12.
